OSA, czyli osobista stylistka

OSA – osobista stylistka – spotyka się z klientką. Pierwsze spotkanie to przegląd szafy. Wyrzucanie rzeczy kompletnie nieodpowiednich, nietwarzowych, obciachowych… Najczęściej to efekty nieprzemyślanych zakupów. Z wieloma ciuchami trzeba się pożegnać. Pani Monika stara się jednak (miła rozmowa, siła argumentów itp.J) sprawić, abyś rozstał się z nimi bez żalu. Kolejny etap pracy z OSĄ to zastanawianie się, co należy dokupić do tych rzeczy, które są w porządku. Chodzi o to, by wszystkie ciuchy i dodatki można było łatwo ze sobą miksować i zestawiać na najróżniejsze sposoby.
Potem idziecie na kawę, aby poznać swoje oczekiwania. A potem – sama przyjemność (przynajmniej dla niektórych) – rajd po sklepach z profesjonalistką.

Podczas zakupów panuje przyjemna, luźna atmosfera. W czasie towarzyskiej rozmowy OSA między wierszami podpowiada, jak podkreślać zalety urody, a jak zręcznie odwracać uwagę od wad. Co tu dużo kryć, świadomość tego, że jest się dobrze ubranym, pozwala poczuć się lepiej, podnosi pewność siebie i pozwala pokonać nieśmiałość.

Dla kogo osobisty stylista?

Okazuje się, że prawie dla każdego. Klientami w sporej części są biznesmeni i biznesmenki. Mężczyźni często mają problem z doborem dodatków. Garnitury kupują w jednym, ulubionym, „fachowym” sklepie – tam bez problemu kupią dobrej jakości garnitur z dobranym do niego krawatem i koszulą, ale dodatki… odpowiednia teczka, portfel, wizytownik, buty – z tym sobie nie radzą. Wiele osób boi się zakupów lub gubi się w bogatej ofercie sklepów.
Niektórzy zwyczajnie nie mają czasu na kompletowanie garderoby, innym robi się słabo, gdy wchodzą do galerii handlowej i nie wiedzą, od czego zacząć. Owszem, wiedzą, jak ważny w ich pracy jest wizerunek, ale nie wiedzą, jak go wykreować.
Mężczyźni, nawet gdy bez problemu wybiorą dobrze skrojony garnitur, mają problem z wyborem nieformalnych strojów – na weekend za miastem, na randkę, do pubu…

Gdy czują, że bez profesjonalnej pomocy nie dadzą sobie rady, dzwonią lub piszą do specjalistki.
Ale do OSY zgłaszają się nie tylko ludzie biznesu. Jedną z najmłodszych klientek pani Moniki była prawie 20-letnia dziewczyna, która ubierała się w stylu sportowym i chciała zmienić garderobę na bardziej kobiecą i kokieteryjną, ponieważ… prosił ją o to jej chłopak. Pani Monika tłumaczyła jej, że ubieramy się DLA SIEBIE i nie ma sensu, by nosiła ubrania, w których będzie czuła się jak przebrana za kogoś innego. Wspólnie znalazły kompromis: nieco odważniejsze, podkreślające figurę bluzki, trochę kokieteryjnych gadżetów bez rezygnacji ze stylu, w którym ta dziewczyna dobrze się czuła.

Jak zostać osobistym stylistą?

Pani Monika nie jest zwolenniczką kursów stylizacji. Kosztują one sporo, a nie można nauczyć się wszystkiego, co potrzebne w tym zawodzie. Trzeba zdobywać doświadczenie – choćby stylizując koleżanki. Poza tym wielu rzeczy można nauczyć się ze stron internetowych, programów komputerowych i książek, których coraz więcej pojawia się na polskim rynku. Na pewno konieczny jest talent i pewien zmysł plastyczny, wyczucie koloru. Jeśli więc traktujesz swoje stroje jako kompozycję, ubranie to dla Ciebie wyzwanie – spróbuj swoich sił w tym fachu.

Środowisko modowe uważane jest za dość hermetyczne. Jak się wkręcić?
Pani Monika była modelką i poznała dużo osób z branży. Chodziła na wernisaże, nawiązywała znajomości z młodymi fotografami i proponowała im współpracę. Razem tworzyli portfolio artysty. Gdy zdjęcia znalazły uznanie, wypłynął nie tylko fotograf, ale i stylistka.

Nie da się ukryć, stylistka musi zostać zauważona, aby… mieć kogo stylizować i z czego żyć.
Dobrym pomysłem są staże w agencjach i w czasopismach. Zwłaszcza latem, kiedy z powodu sezonu urlopowego brakuje rąk do pracy. Kto wie, może uda Ci się zaczepić w redakcji i nabrać trochę doświadczenia przy boku prawdziwego stylisty?
Stylistą zawsze zostaje się trochę z przypadku. Potwierdza to nasza redakcyjna stylistka Małgosia. E-maile do redakcji typu: „Bardzo chcę zajmować się modą i spróbować sił jako stylista” najczęściej lądują w koszu.

Uwaga na błędy!

Stylizacja to pewne smaczki, np. kolor kawy, którą pije modelka, musi pasować do koloru jej kolczyków.
Najczęstszym błędem, który możemy zaobserwować na polskich ulicach, jest przestylizowanie, czyli mnóstwo pięknych, nowych, ciekawych rzeczy naraz. Każda z nich jest hitem tego sezonu! Ale razem tworzą ciężką, nieciekawą całość.
Spójrzcie na zdjęcia pani Moniki, która ma na sobie zwykłe dżinsy i zwykły biały top. Smaku temu prostemu strojowi dodaje gorset zaprojektowany przez młodego projektanta. To on przykuwa uwagę. I tak powinniśmy się ubierać, dziewczyny – zakładamy jedną ciekawą, oryginalną rzecz, dla której reszta jest tłem.

Najczęstszy błąd 18-19-latek to przesadna stylizacja. Dojrzałe kobiety często nie umieją dobrać dodatków, a młode przesadzają z nimi. Pasek, torebka z cekinami, cztery pierścionki, zegarek, pięć bransoletek, korale, łańcuszek na nodze, breloczki przy torebce i komórce! Stop! – tego jest zdecydowanie za dużo. Inny częsty błąd to dobieranie dodatków pod kolor – np. czerwony pasek, torebka i buty. Najlepiej wszystko w tym samym odcieniu. To nie tylko postarza, ale i wygląda niezbyt finezyjnie. W każdej stylizacji powinna być pewna nuta nonszalancji J. Nie ma więc sensu biegać po sklepach w poszukiwaniu torebki w takim samym odcieniu co baleriny.

Pani Monika uwielbia zakupy i uwielbia miksować ciuchy i dodatki. Kupuje je często w zwyczajnych sklepach, jak każda z nas (Orsay, Zara, H&M), ale zagląda także do lumpeksów i nosi rzeczy młodych projektantów.

Plusy i minusy bycia OSĄ

Plusy: zdecydowanie wyjazdy zagraniczne! Można zobaczyć kawałek świata.

Minusy: niektórzy klienci są trudni i bardzo marudzą. Poza tym praca nie kończy się po zrobieniu zakupów z klientem! Ci często dzwonią o najdziwniejszych porach, bo nie wiedzą, co założyć na przyjęcie… Potrzebna jest więc dobra pamięć. Pani Monika zamierza zresztą wykorzystywać przy pracy kamerę, więc w ogóle nie będzie problemu z doradzaniem klientom. Bez wychodzenia z domu i nerwowego grzebania w pamięci.