Czy patrząc na parę zakochanych, można określić, która to ich randka? Chciałoby się odpowiedzieć, że nie, bo każda miłość jest inna. A jednak można… I to bez większych pomyłek!

Randka pierwsza

Najlepiej się ją pamięta, choć najmniej się na niej dzieje. Każdy z randkowiczów ubrany jest w swoje najlepsze (według niego) ciuchy. Dziewczyna zazwyczaj chce pokazać, że jest już bardzo dorosła, i ma na buzi o jedną warstwę makijażu za dużo. Zarówno ona, jak i jej wybraniec mają świeżo umyte włoski, wypielęgnowane, mocno nienaturalne, fryzurki, w których wyglądają dość upiornie. On obowiązkowo z różą, a jak się wstydzi, to z bukiecikiem miniaturowych stokrotek. Kwiatki są obowiązkowe! Wszystko dzieje się niby przypadkiem. On przypadkiem przez bite dwie godziny klei się do niej ramieniem, a ona potrząsa rozpuszczonymi włosami. Na pierwsze randki często wybiera się (oczywiście przypadkiem) miejsca skrajnie zatłoczone. Na przykład koncert, gdzie przez cały czas MUSZĄ być ze sobą sklejeni.

Randka trzecia

Zakochani wybierają totalne pustkowie. Najgłębszą alejkę w najdzikszym parku. Muszą być sami. Wszystko już jest ustalone. Kochamy się! Nie spuszczają z siebie wzroku ani na chwilę, nawet kupując coś, patrzą wyłącznie na siebie. Zawsze są scementowani jakimś psychicznym super-glue. Tak ściśle przylegają do siebie, że szpilki nie wsadzisz i oplatają się kurczowo, jakby wołali na całe gardło, że nigdy się nie rozstaną. Nigdy!!! Dotychczas głównie randkowali, chodząc, teraz głównie stoją. Ona stopień wyżej albo na krawężniku, i patrzą sobie w oczy. Są szczęśliwi, ale i trochę zawstydzeni, że to dzieje się tak szybko. Nie mogą jeszcze uwierzyć, że ich też spotkało to szczęście. Dlatego na tym etapie randkowania zakochani mają zawsze nie najmądrzejsze miny.

Randka dziewiąta

Zakochanym już bardzo dużo wolno. Czują się bardzo pewnie i gwiżdżą na to, co świat o nich powie. Całują się bez względu na miejsce, czas i obecność osób postronnych. Właściwie to tylko się całują. Rozmawiać będą potem. Zresztą i tak właściwie wszystko już o sobie wiedzą. Z wyjątkiem tego, czego jedno drugiemu nie opowie nigdy, rzecz jasna. Cokolwiek robią, jest cudowne. Uporządkują nawet piwnice wujka Wacka, byle razem. No i te pożegnania! To najdłuższa i najbardziej wartościowa część randki. Stoją godzinami przed jej blokiem albo domem i zapewniają się po raz dwusetny: Kochasz? Kocham. I buzi. To moment, kiedy randki tracą platoniczną aurę i przypominają eksplozję seksu.

Randka szesnasta

Często odbywa się przez telefon. Każde ze swojego aparatu zapewnia o dozgonnej miłości i opowiada, co u niego słychać. Bo fajnie mieć z kim chodzić, ale każde jest taaakie zajęte. Na koniec leniwie ustalają, że może by gdzieś wyjść, ale właściwie to żadne nie ma czasu pójść po bilety, a poza tym jest tyle nauki… Często taka telefoniczna randka odbywa się w towarzystwie jej koleżanek po jednej stronie kabelka i jego kolegów po drugiej. Nagle przestaje przeszkadzać, że ktoś słucha rozmowy, co dotychczas było nie do pomyślenia. O dziwo, dawni znajomi znów są potrzebni, znów wrócili do łask. Szesnasta randka jest więc najczęściej randką więcej niż dwóch osób. Ten etap łatwo też poznać po tym, że nagle dla Niej bardzo ciekawe staje się, z kim zaczęła chodzić Jolka. A jeszcze pięć randek temu nawet by nie zauważyła, że Jolka nie żyje.

Randka dwudziesta druga

Para umawia się u kogoś. Będziesz u Gośki? Dobra, to ja tam wpadnę o szóstej. I przychodzi po ósmej. Już nikomu się nie chce udawać, że jest punktualny albo że lubi jeździć na górskim rowerze. Już niczego się nie udaje. Oboje załatwiają randki jak ważne sprawy do odbębnienia. Buzi na dzień dobry i do widzenia, ale już nie siadają blisko siebie. Już nie kleją im się ręce. Zjawiają się w dresie albo z silnym katarem i randkują według zasady: jak mnie kochasz, to zaakceptujesz nawet z kilogramowym łupieżem. Są zawsze w odległości metra od siebie, jakby się zawsze asekurowali: „jak pojawi się ktoś ciekawszy, to ja tu jestem ze swoją sympatią całkiem przypadkiem”. Nudzą się, ale trwają.

Randka przedostatnia

Jeszcze próbują być razem. To przecież nie ich wina, że coś się nie udaje. Znów trzymają się za ręce, niby się dotykają ramionami, ale oczka to już im uciekają za kimś innym. Idą sobie razem, ale nic jakoś nie mówią. Każde patrzy w swoją stronę. Ona bardzo się dziwi, że zauważa, jak wielu facetów gapi się na jej nogi. On jest zdziwiony, że jest tyle superdziewczyn. Dlaczego nie widział tego wcześniej? Są już sobą śmiertelnie znudzeni, ale jeszcze zbyt przestraszeni, że nie znajdą nikogo innego i tak trwają. Chodzą bez celu po ulicach i sklepach. Spleceni ramionami, ale każde w świecie swoich fantazji: co zrobi, jak już będzie wolny…

Randka ostatnia

Patrzą na siebie z wyrzutem – zabrał mi najlepsze lata życia. Zawsze w miejscu bardzo ustronnym (po prostu idą tam, gdzie byli na trzeciej randce). Każde z nich tacha pudło pamiątek po tym drugim. Już się nie dotykają. Patrzą na siebie spode łba, trochę zawstydzeni. Najchętniej wymazaliby ze wspólnej pamięci całą intymność, ale się nie da. Stoją lub siedzą (naprzeciw siebie), oboje z rękami mocno splecionymi na własnym torsie. Każde jakby mówiło: „Już nie masz do mnie dostępu”. Na koniec z maksymalnej odległości wyciągną do siebie ręce. On może będzie dżentelmenem i nawet jej rękę ucałuje, ale tak jak ciocię Kazię. Nic więcej. Wszystko, co zostanie powiedziane, to tylko banalne „zostaniemy przyjaciółmi, prawda?”. Potem pędem każde gna do domu obdzwonić znajomych i oznajmić im, że rzuciło pierwsze. Bo nie wypada być porzuconym.