Marta zbiegła po schodach. Kiedy była już na dole, jeszcze raz przeczytała orzeczenie psychologa – jej iloraz inteligencji zdecydowanie przewyższał średnią. Hura! Głęboko wciągnęła powietrze i po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła, że jest szczęśliwa. Świat należał do niej. Z takim wynikiem może robić co tylko zechce.

Do domu miała czterdzieści minut w tłoku i potwornym upale. Miała o czym myśleć. Planowała swoje życie od nowa. I widziała jasno: matura, studia, praca, wymarzony rejs po morzu, mieszkanie…

– Gdzie byłaś? Gdzie? – mama z miejsca na nią fuknęła.
– Mamo, może ja bym poszła na studia! – Marta w locie rzuciła ubranie na drewniany wieszak.
– Zjedz obiad, prawie już wysechł na wiór – mama spojrzała na Martę ciepło. Bardzo ją lubiła. Była dumna, że ma taką ładną córkę.
– Mamo, zobacz! Mam już te wyniki testów na inteligencję.
– A co ci da ten papier?

Marta nie umiała odpowiedzieć.

– Ja bym chciała iść na studia…

Weszła siostra mamy. Przyniosła na spróbowanie swoją słynną rybę po grecku.

– Marta, zastanów się. Po co ci tyle lat straty? A i tak pracy potem nie ma. Tylko wyrzucone pieniądze.
– Ja tam się boję. Miasto, nie wiadomo jakie kąty u obcych ludzi będzie wycierać – mama smutno patrzyła na córkę. – A poza tym,  za co? Z mojego zasiłku?
– Może bym stypendium…
– Ty na nikogo w życiu nie licz. Stypendium to tylko swoim dają. Nie dla takich jak ty. Zetrzyj ceratę, cała się lepi.

Marta starła. A potem włączyła telewizor. Był serial. Trzy piękne dziewczyny siedziały w pubie, wyciągnęły z torby zakupy i śmiały się jaki głupie rzeczy kupiły. A potem… zaczęły przerzucać się aforyzmami w różnych językach i plotkować, gdzie teraz warto iść na wernisaż. Były z miasta. Nie było wątpliwości.

Marta z całej siły wcisnęła czerwony guzik na pilocie. Nawet się nie umyła. W ubraniu, na potarganej narzucie, zasnęła. Do książek nawet nie zajrzała.

Nie bój się swojego szczęścia

Każdy z nas kiedyś był Martą. Wspaniale zaprzepaścił swoje szanse. Tak jest – my sami z nich rezygnujemy. Dajemy się nabrać na podszepty innych, czasem tych bardzo kochających i troskliwych. To, że ktoś życzy ci dobrze, nie oznacza, że wie lepiej, co jest dla ciebie w życiu dobre.

Gdyby nie tendencja do zaniżania ambicji, świat nie byłby nafaszerowany znerwicowanymi frustratami i zahamowanymi ludźmi bez radości życia. Mart jest dużo. Nam nie wystarczy to, że mamy dowody, że na pewno wszystko z nami w porządku. Nic nam nie wystarczy, żeby pokonać lęk przed tym, co będzie, gdy się uda. Co będzie, gdy osiągnę sukces? Co zrobię, gdy spełnią się moje marzenia? Wszyscy odczuwamy strach przed szczęściem. Bo na co wtedy będziemy narzekać?

Dlaczego więc rezygnujemy z marzeń?

Bo to wygodne. Jeśli dowiadujesz się o sobie czegoś nowego, to musisz się jakoś do tego ustosunkować. Zdobyć się na aktywność, ruszyć się z miejsca. A to jest trudne. Kto wie czy nie najtrudniejsze w całym życiu. Każdemu z nas trudno zejść z utartej, dobrze znanej ścieżki, zmusić otoczenie, żeby nauczyło się postrzegać nas inaczej, a czasem przeciwstawiać się bliskim, kochającym nas ludziom. Jednak trzeba to robić.

  • Nie daj sobie wmówić, że jesteś gorszy
  • Że inny mają lepszy start.
  • Nie odbieraj sobie żadnej szansy; mocuj się z życiem, a nie płyń z prądem.
  • Myśl o swoich marzeniach.
  • Znajdź chociaż jednego wielkiego człowieka, któremu od początku było łatwo.

Marta nie odważyła się latać. Dziś, ale jutro… kto wie.