Dobra pani Elizy Orzeszkowej

Tytułowa dobra pani to zamożna ziemianka, członkini stowarzyszenia dobroczynności Ewelina Krzycka, która ma dużą potrzebę czynienia miłosierdzia, ale wyłącznie z myślą o własnym zadowoleniu.

Postanawia zaopiekować się osieroconą pięcioletnią Helenką. Zajmuje się nią jednak dopóty, dopóki nie znudzi się strojeniem dziecka w piękne sukienki. Uczy dziewczynkę francuskiego, rozpieszcza ją, obsypuje prezentami, wyjeżdżają nawet razem w podróż do Włoch. Po kilku latach jednak Helenka nudzi już swoją opiekunkę. Krzycka odnosi się do niej coraz chłodniej. Najpierw przenosi ją z salonu do garderoby, by w końcu odesłać do ubogich krewnych. Podobnymi zabawkami, ofiarami kaprysu „dobrej pani” są służąca Czernisia, papuga i pies Elf.

Orzeszkowa obrazuje problem odpowiedzialnego udzielania pomocy innym. Obdarzając swych podopiecznych krótkotrwałym i powierzchownym zainteresowaniem, by następnie ich odtrącić, tytułowa bohaterka wyrywa ich z naturalnego środowiska i w istocie łamie im życie.

 

A… B… C… Elizy Orzeszkowej

Ta nowelka miała być wydrukowana w Świcie w 1884 roku, ale jej publikacja została wstrzymana przez carską cenzurę. Autorka zmieniła więc realia z rosyjskich na niemieckie i wydała ją dwa lata później w Gazecie Warszawskiej.

Bohaterka utworu, Joanna Lipska, zaniedbana, zmęczona, niczym się nie wyróżnia w miejskim tłumie. Zawsze ubrana w czarną wełnianą suknię, ukrywająca ładne, lniane włosy pod niemodnym kapeluszem. Nietowarzyska, nieśmiała, wydawać by się mogło – nijaka. Ta sama Joanna to także dobra siostra i świetna gospodyni. Chętnie pełni w domu kobiece obowiązki, sprząta, gotuje, ceruje, podczas gdy jej brat, Mieczysław, zarabia na życie jako urzędnik. By mu pomóc, dziewczyna postanawia udzielać korepetycji. Czas poświęcony dzieciom w czasie lekcji jest po części spełnieniem jej ambicji. Joanna czuje się potrzebna i staje się weselsza. Na początku nie zdaje sobie sprawy, że nauczanie bez zezwolenia, i to jeszcze języka polskiego, może się wiązać z dużymi kłopotami. Staje przed sądem, który skazuje ją na więzienie lub grzywnę. Na szczęście brat ratuje ją z opresji. Po wyjściu z więzienia dziewczyna przystępuje do działania, tym razem już świadomie łamiąc prawo. Dzieci przychodzą się uczyć, ale Mieczysław je przepędza. W mieszkaniu pozostaje jednak mała Mańka, która po cichu sama uczy się liter z polskiego elementarza: a…, b…, c…

W okresie prześladowań pod zaborami dla wielu Polaków utwór ten zawierał ważne przesłanie. Zaborcy zakazują uczyć, a Joanna, zresztą córka zwolnionego z posady nauczyciela, w myśl pozytywistycznego hasła pracy u podstaw ów zakaz łamie. Nawet strój bohaterki ma tu swoje znaczenie. Czarną suknię przywdziewały kobiety po upadku powstania styczniowego na znak żałoby po ojczyźnie. Odważniejsze zbierały gromadkę dzieci, brały elementarz, koniecznie polski, i zaczynały uczyć.

Prototypem Joanny była niejaka Apolonia Makowska, nauczycielka w Werkach, skazana za nauczanie dzieci polskiego. Orzeszkowa znała realia nauczania również z własnego doświadczenia. Założyła szkółkę wiejską, w której uczyła dwudziestu chłopców. A potem kolejną, w swym rodzinnym majątku Milkowszczyźnie. W jednym z listów pisała: „Utrzymujemy, o ile można, najściślejszą tajemnicę, bo w razie rozgłosu odpowiedzialność spadłaby na nas wielka. Przed czterema laty cyrkularzem Murawiewa było nam wzbronione zakładanie wszelkich większych czy mniejszych szkółek ludowych, toteż sądzę, że moja potrwa krótko, niemniej jednak kilkoro dzieci nauczy się w niej czytać po polsku”.

 

Tadeusz Elizy Orzeszkowej

Tytułowy bohater tej króciutkiej noweli to dwuletnie dziecko. Jego rodzice nie mają własnej ziemi ani nawet domu. Żyją w nędzy, mieszkają w wynajętej od pana starej chacie. Klemens od świtu do nocy pracuje jako najemny robotnik na pańskim polu, a jego żona pielęgnuje ogród dziedzica. Pochłonięci pracą, nie mieli czasu dopilnować chłopca, który „jak piesek bez dozoru czołgał się po pokrzywach folwarcznego dziedzińca”. Któregoś dnia dziecko topi się w rowie.

Kogo obarczyć winą za jego śmierć? Rodziców, mieszkańców dworu, układ społeczny, który nie zapewnia ludziom ubogim normalnego życia? Chłopi nie mogą liczyć na pomoc dziedzica, a nawet na minimalne choćby zainteresowanie ich losem. Opisana tu przydrożna, a więc na co dzień mijana kapliczka – to przypomnienie chrześcijańskiego nakazu miłości bliźniego, o którym ówcześni zamożni zdają się nie pamiętać.

 

Gloria victis Elizy Orzeszkowej

To bardzo późna nowela Orzeszkowej, wydana w latach 1907-1908. Autorka powraca wspomnieniami do wydarzeń roku 1863, do powstania styczniowego. Narratorem utworu, napisanego prozą poetycką z fragmentami realistycznymi, jest przyroda – wiatr, drzewa: dąb, świerk, brzoza, oraz kwiaty: dzwonki i róże. Przyroda była jedynym świadkiem historii. Dzięki jej relacji epizody łączą się w całość. Drzewa opowiadają historię oddziału powstańczego, który został całkowicie rozbity w okolicach Kobrynia na Podlasiu.

Romuald Traugutt, postać historyczna, dyktator powstania styczniowego, podejmuje decyzję o przystąpieniu do bitwy, choć wie, że będzie to walka przegrana; przypada sto bagnetów wroga na jeden powstańczy. Przygotowuje żołnierzy do złożenia ofiary z własnego życia, wierząc, że nie będzie ona daremna: pamięć o śmierci powstańców obudzi kiedyś do walki cały naród. Słowa Traugutta: „Ci, co zginą, będą siewcami, którzy samych siebie rzucą w ziemię, jako ziarno przyszłych plonów. Bo nic nie ginie. Z dziś zwyciężonych dla jutrzejszych zwycięzców powstają oręża i tarcze” – brzmią jak nakaz moralny.

Marian Tarłowski, humanista o wrażliwej, delikatnej duszy, stworzony do miłości i pokoju, przyjmujący franciszkańską, pokorną postawę wobec natury, przybył do wioski, by zająć się badaniami przyrodniczymi i nauczać lud. Wbrew swoim pokojowym poglądom postanowił przyłączyć się do walki, bo uważał to za swój patriotyczny obowiązek. Zginął śmiercią niemalże męczeńską – ranny w bitwie, dobity przez wroga w szpitalu polowym.

Jagmin to fizyczne i psychiczne przeciwieństwo Marysia. Wysoki, dobrze zbudowany, silny i dzielny żołnierz, autorytet dla innych powstańców. Jego życiowym mottem jest filozofia żołnierza: walka jest konieczna, zabijanie jest słuszne w walce o wolność. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Łacińskie słowa w tytule utworu znaczą: chwała zwyciężonym, i stanowią zaprzeczenie rzymskiego „vae victis”, czyli: biada zwyciężonym. Chwała zwyciężonym, bo ich bohaterska śmierć stanie się źródłem nowej siły. Tak naprawdę jednak pochwałę bohaterstwa powstańców wygłasza w utworze tylko wiatr. Pamiątką ówczesnych wydarzeń jest mogiła, której nikt już nie odwiedza. Nawet Anielka, siostra Mariana, nie dba o grób powstańców.

 

Miłosierdzie gminy Marii Konopnickiej

W szwajcarskiej wiosce Höttingen odbywa się licytacja. Jej przedmiotem nie jest jednak cenny obraz czy piękna rzeźba, lecz człowiek – osiemdziesięciodwuletni tragarz Kuntz Wunderli. Do wypełnionej już ludźmi sali wprowadzony został wychudzony, nędznie ubrany starzec. Zgromadzeni mieszkańcy gminy dzielą się na tych, którzy przyszli tu, by zaspokoić ciekawość i poplotkować, oraz tych, którzy zamierzali wziąć udział w licytacji. Dziwne reguły obowiązują podczas przetargów organizowanych tu raz na tydzień. Licytowanego wystawia gmina. Wygrywa osoba, która zażąda od gminy najmniejszej kwoty na utrzymanie starego człowieka. Po przetargu człowiek taki idzie na służbę do swego opiekuna. To korzystny sposób na zdobycie parobka. Tym razem jednak licytowanym jest człowiek zmęczony i niezdolny do pracy. Kto zechce starca, który ledwie trzyma się na nogach? Kuntz stara się zrobić na zgromadzonych jak najlepsze wrażenie, choć trudno mu ukryć chude kości i drżące ciało. Jego wygląd wzbudza śmiech. Zebrani każą mu maszerować, sprawdzają jego uzębienie. Kuntz dostrzega na sali swego syna i ma nadzieję, że ten wykupi ojca. I owszem, syn włączył się do licytacji, ale przelicytował go ślusarz Tödi Mayer. Po chwili jednak ślusarz rozmyślił się, bo starzec zdjął kubrak i widownia ujrzała jego zniszczone ciało. Radca zaczyna się niepokoić, bo gminy nie stać na większą dopłatę do Kuntza. Nagle na salę wchodzi Probst, bogaty, ale znany z okrucieństwa wobec parobków mleczarz. Żąda od gminy najmniejszej dopłaty, więc wygrywa przetarg. Od razu po licytacji zaprzęga starego Kuntza do mleczarskiego wózka, który będzie on teraz ciągnął razem z zaprzężonym obok psem.

Konopnicka przedstawia praktykowany w Szwajcarii zwyczaj przyjmowania biedaków z dotacją od gminy, oficjalnie uznawany tam za przejaw dobroczynności. Pod pozorem miłosierdzia kryła się jednak po prostu chęć zysku. Licytacja czyniła z człowieka przedmiot, pozbawiała go godności. Zobrazowana w ten sposób sytuacja miłosiernej gminy miała poruszyć sumienia polskich czytelników i zmusić ich do refleksji nad problemem dobroczynności.

 

Mendel Gdański Marii Konopnickiej

Utwór powstał w roku 1889 jako odzew Konopnickiej na apel Elizy Orzeszkowej o udział w zbiorowym proteście ludzi pióra przeciw ówczesnej fali antysemityzmu.
Tytułowy bohater noweli Konopnickiej to sześćdziesięcioletni Żyd, od lat mieszkający w Warszawie, gdzie prowadzi zakład introligatorski. Wychowuje wnuczka Jakuba, którego matka, córka Mendla, zmarła. Gdy w mieście zaczynają się szerzyć nastroje antysemickie, Mendel nie dowierza, że może mu coś grozić. Czuje się bezpiecznie w mieście, w którym uczciwie przepracował całe życie, z którego mieszkańcami dzielił ciężkie chwile powstania i zaborczego ucisku. Od lat cieszy się szacunkiem sąsiadów. Ma nieposzlakowaną opinię, jest uczciwy i nastawiony do wszystkich pokojowo. Poucza wnuka, że nie może uciekać, gdy ktoś nazywa go Żydem, bo istotnie nim jest. Sąsiedzi podpowiadają Mendlowi, że przed napaścią może go uchronić postawiony w oknie krzyż. On jednak nie chce się wstydzić swojego pochodzenia i nie korzysta z rady. Rozruchy w mieście stają się coraz bardziej niebezpieczne. Gdy banda antysemitów podchodzi do mieszkania Mendla, starzec z wnukiem stają odważnie w oknie. To całkiem rozjusza przybyłych. Ktoś rzuca kamieniem, który trafia Jakuba w głowę. Przed dalszymi atakami bronią Żyda sąsiedzi i młody student. Po tych wydarzeniach w Mendlu „umarło serce” do tego miasta. Stracił poczucie wspólnoty z ludźmi, z którymi zżył się przez tyle trudnych lat – z miejscem, które uważał za swoje rodzinne gniazdo.

Mendel Gdański Marii Konopnickiej

Dym Marii Konopnickiej

Małe robotnicze miasteczko przed stu laty. W jego krajobrazie wyróżnia się fabryka z dużym kominem. W kotłowni fabryki zatrudniony jest Marcyś, syn samotnej wdowy. Życie chłopaka i jego matki toczy się według stałego schematu. Pobudka wczesnym rankiem, wyjście syna do pracy, w przerwie obiadowej Marcyś wpada do domu, zjada dwie porcje zupy z chlebem, swoją i matki, znowu praca do późnego wieczoru, powrót do domu, kolacja, wieczorna modlitwa i upragniony sen.

Gdy Marcysia nie było w domu, jego matka często stawała w oknie i z dumą patrzyła na uchodzący z fabrycznego komina dym. Wydobywał się z niego dzięki jej synowi – to on rozpalał ogień w kotłowni. Również Marcyś w chwilach wolnych od pracy obserwował dym – ten wydobywający się z komina ich domu. Wyobrażał sobie matkę krzątającą się po mieszkaniu, przygotowującą zupę, i tęsknił za domowym ciepłem. Pewnej nocy miał koszmarny sen. Śniło mu się, że uderzył w niego piorun. Nocny koszmar okazał się złowróżbny. Koło południa w fabryce rozległ się straszliwy huk. Wybuchł fabryczny komin. Kotłowy Marcyś zginął. Komin odbudowano i samotna wdowa znów zaczęła wpatrywać się w dym. Czasami była pewna, że przybiera on postać jej ukochanego syna.

Utwór mówi o wielkiej miłości pomiędzy matką a synem. Ich uczucie opiera się na wzajemnym szacunku, trosce o siebie, poświęceniu. Matka nieraz udawała, że nie jest głodna i oddawała Marcysiowi swoją porcję jedzenia, a potem ukradkiem wyjadała resztki. Jej życie cały czas toczyło się w rytmie narzuconym przez obowiązki Marcysia. Nieustannie zmieniający kształty dym, motyw przewodni noweli, symbolizuje ciągły lęk wdowy o dziecko, uczucia radości i tęsknoty, matczyną miłość. „Dla niej dym ten miał szczególne znaczenie, mówił do niej, rozumiała go, był w jej oczach niemal żywą istotą” – czytamy.

 

Nasza szkapa Marii Konopnickiej

Troje dzieci, głód, nędza, zaharowany ojciec, umierająca matka. Tak wyglądało życie wielu plebejskich rodzin końca XIX wieku. Narratorem utworu jest jeden z chłopców, kilkunastoletni Wicek. Dramatyczną historię swojej rodziny opowiada swoistym, dziecięcym językiem.

Ojciec próbuje zapewnić żonie godne warunki w ostatnich tygodniach życia, ale, niestety, skończyła się „robota koło żwiru” i nie jest w stanie zbyt wiele zarobić. Wyprzedaje więc różne przedmioty z mieszkania. Zaczęło się od łóżka, na którym spali chłopcy. Odtąd spać będą na materacu, przykryci płaszczem ojca. Potem rodzina Mostowiaków sprzeda szafę, krzesła, żelazko i wszystko, co tylko zechce kupić „handel-żyd”. Wszystkie pieniądze przeznaczają na jedzenie dla matki i węgiel, którym będą mogli ogrzać mieszkanie. A przychodzący do Mostowiakowej doktor i tak ciągle powtarza: „Zimno tu jakoś […] i wilgoć czuć. Trzeba by lepiej palić”. Z dnia na dzień stan matki się pogarsza. Toczy się gra najtrudniejszych uczuć: miłości do niej, cierpienia z powodu jej choroby, gniewu i bezsilności. Ona sama czuje się ciężarem dla rodziny. Mąż pociesza ją, najlepiej jak potrafi. Pewnego razu nawet przygrywa na harmonijce, wspominając szczęśliwe lata młodości. Dzieci muszą nagle dorosnąć do sytuacji, w której się znalazły, ale postrzegają świat po dziecięcemu i nie wszystko do nich dociera. Chwilami wydaje się, że przywykły do choroby matki i nędzy. Same podpowiadają, co można jeszcze odsprzedać handlarzowi. Boleśnie odczuwają dopiero pomysł sprzedania konia, który dotąd dzielił z nimi niedolę. Nie ma już jednak innego wyjścia. Ojciec sprzedaje starą szkapę. Wkrótce umiera matka. W dniu jej śmierci dzieci są zadowolone z tego, że sąsiadki otaczają je troską. A w czasie pogrzebu biegną radośnie za wozem z trumną, szczęśliwe, że znowu mogą popatrzeć na swoją szkapę.

 

Kamizelka Bolesława Prusa

Utwór zaliczany do tak zwanych obrazów miejskich, czyli literackich szkiców z życia biednych mieszkańców Warszawy. Bohaterowie noweli to urzędnik chory na gruźlicę i jego żona.

Obecny właściciel tytułowego elementu garderoby, a zarazem narrator, miał nietypowe hobby: zbierał różne starocie, najczęściej zniszczone i całkiem bezużyteczne. Znoszoną kamizelkę kupił od żydowskiego handlarza. Wiedział, że należała ona do mężczyzny mieszkającego wraz z żoną w sąsiedztwie. Na podstawie wyglądu kamizelki i wspomnień na temat jej poprzednich właścicieli (narracja retrospektywna) narrator próbuje odtworzyć jej historię. Nowelka ma tak zwaną kompozycję ramową. Początek i koniec utworu, ta swoista rama, to rozważania narratora na własny temat, w tym dzieje zakupu kamizelki. Część środkowa opowiada o losie dwojga młodych bohaterów. Narrator zapisuje suche fakty: to, co widział, obserwując małżonków przez okno. Czasem popuszcza wodze fantazji i opisuje epizody, których bezpośrednim świadkiem nie był.

Wprowadzili się do kamienicy na początku kwietnia. On pracował jako urzędnik, ona dorabiała szyciem, a potem udzielając korepetycji. Widać było, że, choć żyją skromnie, są szczęśliwą parą. Po kilku miesiącach on dostał krwotoku, nie mógł już pracować i od tej pory zaczęła się ich gehenna. Nie mieli środków do życia. Stan jego zdrowia z każdym dniem się pogarszał, ale obydwoje udawali, że jeszcze wszystko się ułoży. On, aby ukryć przed żoną to, że bardzo traci na wadze, regularnie przesuwał sprzączkę na pasku kamizelki. Ona zaś, by dodać mężowi otuchy, codziennie skracała pasek. Wiedzieli, że choroba jest nieuleczalna i że wcześniej czy później zakończy się śmiercią. A jednak obydwoje tworzyli przed sobą iluzję, prowadzili grę w złudzenia, jakby chcieli zaczarować chorobę. I przynosiło to skutek. Pomogło przezwyciężyć ból, cierpienie i lęk przed tym, co miało nastąpić. Zmarł jesienią. Jego żona została sama, opuściła mieszkanie i nie wiadomo, jak dalej potoczyły się jej losy.

 

Katarynka Bolesława Prusa

To historia niewidomej ośmioletniej dziewczynki, której jedyną radością było słuchanie gry kataryniarza. Jej zachowanie obserwuje przez okno mieszkający w tej samej kamienicy pan Tomasz, narrator. Początkowo zaskoczony zachowaniem dziecka, które nigdy nie biega, nie bawi się i najczęściej jest smutne, z czasem domyśla się, że dziewczynka nie widzi.
Stary, ceniący ciszę i spokój adwokat nie znosi dźwięku katarynek. Kiedy jednak zauważa, że, słuchając muzyki, jego mała sąsiadka tańczy, klaszcze i jest szczęśliwa, stopniowo zmienia swoje nastawienie. Budzi się w nim współczucie dla dziecka. Odtąd każe wpuszczać kataryniarzy na podwórko, aby ofiarować dziewczynce choć chwilę radości i zapomnienia o chorobie. Co więcej, postanawia znaleźć okulistę, który mógłby ją wyleczyć.

 

Szkice węglem Henryka Sienkiewicza

To jeden z pierwszych pozytywistycznych utworów o tematyce wiejskiej. Powstał w Kalifornii w 1866 roku, a opublikowany został, w mocno okrojonej przez redakcyjną oraz państwową cenzurę wersji, rok później w Gazecie Polskiej. Po jego opublikowaniu rozległy się głosy protestów. Mówiono, że Sienkiewicz obraził chłopów, że przerysował stosunki panujące na wsi.
Akcja tej groteskowej opowieści dzieje się we wsi Barania Głowa w powiecie osłowickim zaboru rosyjskiego po uwłaszczeniu chłopów. Pisarz gminny Zołzikiewicz chce uwieść żonę jednego z chłopów, Marysię Rzepową. Ta stawia opór, więc Zołzikiewicz knuje intrygę. We wsi odbywa się właśnie pobór do wojska. Jednym z pozwanych jest syn wójta Buraka. Zołzikiewicz upija Wawrzona Rzepę i uzyskuje od niego zgodę na odbycie służby zamiast młodego Buraka. Nazajutrz Rzepowie idą ze skargą do sądu gminnego. Nie dość, że nic nie wskórali, to jeszcze Rzepa został skazany na dwa dni więzienia. Rzepowa idzie ze skargą do księdza, ale ten uważa, że męża słusznie spotkała nauczka za pijaństwo. Rzepowej nie chcą pomóc państwo ze dworu. Nic nie daje także jej wizyta u naczelnika powiatu, gdzie uznano, że jest pijana. W końcu chłopka idzie do Zołzikiewicza, traktując tę wizytę jako ostatnią deskę ratunku. Gdy Rzepa dowiaduje się o zdradzie żony, odcina jej głowę siekierą i podpala dworskie zabudowania.

Najsmutniejsze w tej opowieści jest to, że podpisany przez Rzepę w karczmie dokument o pozwaniu do wojska i tak był nieważny. Zołzikiewicz perfidnie wykorzystał ciemnotę chłopa i naiwność jego żony. Gdyby Rzepa umiał czytać, nie doszłoby do tego ciągu tragicznych, choć ukazanych w sposób niemalże groteskowy, zdarzeń.

 

Janko Muzykant Henryka Sienkiewicza

Tragedia dziecka, którego największym pragnieniem było posiadanie skrzypiec. Janek jest synem ubogiej wdowy, która od rana do nocy pracuje, by zarobić przynajmniej na chleb. Gdy przyszedł na świat, nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Mimo ciągłej biedy chłopiec dożył dziesiątego roku życia. Niedostatek jedzenia wpłynął jednak na jego wygląd i zdrowie. Dzieciak często chorował i nie miał zbyt dużo sił, by podołać narzucanym mu obowiązkom. Ludzie we wsi nazywali go Muzykantem, bo ciągle słyszał jakieś dźwięki i przetwarzał je w wyobraźni. Gdy zasłuchał się w coś, zaniedbywał swoje obowiązki, a ponieważ zdarzało mu się to często, wciąż był karcony, bity. Każdego wieczoru podchodził pod okno karczmy i słuchał, jak muzycy grają ludziom do tańca. Pewnego razu zakradł się do pańskiego dworu, gdzie na ścianie pokoju wisiały przepiękne skrzypce. Nikogo nie było w środku, więc postanowił obejrzeć instrument z bliska. Oskarżony o próbę kradzieży skrzypiec, zostaje ukarany chłostą. W wyniku pobicia zmarł, marząc o „prawdziwych skrzypkach” w niebie. Kiedy mieszkańcy dworu wracają z Włoch, pani wypowiada po francusku zdanie: „Szczęściem jest wyszukiwać tam talenty i popierać je”. Zachwycona zagranicznymi talentami artystycznymi, nie zdaje sobie sprawy, że właśnie stracono rodzimy.

 

Latarnik Henryka Sienkiewicza

Życie Skawińskiego, głównego bohatera utworu, podobne było do losu wielu polskich emigrantów. Nie mógł mieszkać w ojczyźnie, a we wszystkich zakątkach świata czuł się obco. „Miał on nieszczęście, że ilekroć rozbił gdzie namiot i rozniecił ognisko, by się osiedlić na stałe, jakiś wiatr wyrywał kołki namiotu, rozwiewał ognisko, a jego samego niósł na stracenie”. Swoje najlepsze lata poświęcił walce w powstaniach. Przyłączał się do wielu różnych walk wyzwoleńczych. Brał udział w Wiośnie Ludów i amerykańskiej wojnie secesyjnej. Tułał się po całym świecie. Poszukiwał złota w Australii, diamentów w Afryce, pełnił funkcję strzelca rządowego w Indiach, pływał po morzach i oceanach, polował na wieloryby, prowadził fabrykę cygar na Kubie. Teraz pragnie zagrzać gdzieś miejsca i odpocząć. Akurat nadarza się świetna okazja – zwalnia się posada latarnika w Aspinwall. Praca w latarni daje mu upragnione poczucie spokoju, pozwala wieść życie stabilne, pozbawione niespodzianek. Aż do pewnego dnia, kiedy to niespodziewanie dociera do niego tajemnicza przesyłka z książkami. Jest wśród nich Pan Tadeusz, biblia polskiej emigracji. Skawiński pogrąża się w lekturze i odżywa. Cofa się wspomnieniami do lat swego dzieciństwa, do „pagórków leśnych” i „łąk zielonych”… Zaczytany, zadumany, przegapia chwilę, w której powinien zapalić latarnię morską. Przez jego gapiostwo statek rozbija się o skały. Skawiński zostaje zwolniony z pracy i na nowo rozpoczyna los tułacza, tym razem jednak z ukrytą pod koszulą książką, symbolem rodzinnego kraju.

Nowela to:

• utwór prozaiczny,
• krótki, zwięzły,
• o jednowątkowej akcji,
• niewielkiej liczbie bohaterów,
• ograniczonych do minimum opisach i komentarzach,
• w którym akcja rozwija się do mocno zaznaczonego punktu kulminacyjnego,
• mający wyraźną puentę.

Uwaga!
Klasyczna nowela, która stała się wzorem dla późniejszych mistrzów tego gatunku, ukształtowana została we Włoszech w epoce renesansu, zwłaszcza przez Boccaccia, autora Dekameronu. Od tytułu jego noweli Sokół powstało określenie teoria sokoła.
To, sformułowana w roku 1871 przez niemieckiego poetę Paula Heyse’go, teoria klasycznie zbudowanej noweli, opartej na motywie dominującym, który pojawia się w każdej fazie fabuły, a nierzadko występuje również w tytule utworu. Motywem dominującym (sokołem) noweli mogą być:

  • przedmioty, na przykład kamizelka i katarynka w nowelach Prusa;
  • zjawiska,  na przykład dym w noweli Konopnickiej;
  • zwierzęta, na przykład szkapa w noweli Konopnickiej.

 

Tematyka nowel

  • Niedola dzieci, zwłaszcza wiejskich lub ze środowiska miejskiej biedoty, często utalentowanych, lecz niedopatrzonych, traktowanych okrutnie (AntekKatarynka Prusa, Janko Muzykant Sienkiewicza, Dobra paniTadeusz Orzeszkowej, Nasza szkapa Konopnickiej).
  • Postulat scjentyzmu, pracy u podstaw, czyli oświecania, nauczania wsi, niższych warstw społecznych (Antek Prusa, Janko MuzykantSzkice węglem Sienkiewicza).
  • Problematyka moralna (w Powracającej fali Prusa zarysowana szczególnie mocno jako teoria krzywdy, która, wyrządzona drugiemu człowiekowi, powraca niczym tytułowa fala).
  • Tematyka patriotyczna (A… B… C…, Gloria victis Orzeszkowej – echo powstania styczniowego, walki i tragedii jego bohaterów).
  • Nierówność społeczna i jej bolesne konsekwencje (Szkice węglem Sienkiewicza, Kamizelka, Katarynka, Powracająca fala Prusa).
  • • Problem żydowski (Mendel Gdański Konopnickiej: historia Mendla, który czuł się Polakiem, ale ze strony Polaków doznał krzywdy, doświadczył dyskryminacji, ma być przykładem, przestrogą i wołaniem o równouprawnienie mniejszości narodowej).

Zobacz:

Nowele pozytywizmu

Przedstaw najważniejsze nowele pozytywizmu

Pozytywistyczne nowele

Mendel Gdański na maturze

Kamizelka Prusa na maturze

Jakie postulaty pozytywistyczne zawarł Henryk Sienkiewicz w noweli pt. Szkice węglem?