„Prawda aż do końca”

Zapytano raz Hume’a czy jest możliwe, aby istniało jakieś życie przyszłe? „Jest możliwe, że położony na ogniu węgiel nie
będzie się palił – zakpił ironicznie filozof – to najbardziej nierozsądny pomysł…”

W tym miejscu, należy Ci Czytelniku nieświadom niebezpieczeństwa, przestroga. Idąc za myślą Hume’ a – niezwykłego filozofa oświecenia angielskiego, tego „antychrysta”, „wielkiego bezbożnika” — zbliżasz się ku groźnym sferom zakwestionowania wartości teologii, metafizyki, religii. Nie — Hume nie jest ateistą, jest agnostykiem. Mówi więc, że namolne pukanie myśli ludzkiej w drzwi wieczności i tajemnicy istnienia jest bez sensu. Nie chce wnikać poza doświadczenie. Obala dowody na istnienie Boga. Odmawia teologii rangi nauki. Twierdzi, że nigdy nie uda się człowiekowi wyjrzeć poza granice swojego doświadczenia, poza ściany „tu i teraz” — codziennego, potocznego życia. A my uparcie chcemy ujrzeć rąbek Absolutu. Nic z tego — mówi Hume.

Jeśli ktoś wyczuł podobieństwo do teorii Locke’a – nie myli się, Hume jako wyznawca empirii jest jego kontynuatorem. Jeśli zaś ktoś pamięta optymistę Leibniza z jego „najlepszym ze światów”, czyli naszym, pamięta też, że Hume absolutnie nie chciał zgodzić się z tą radosną koncepcją. Nigdy! Patrząc na niedoskonałości ziemskiego padołu posunął się do określeń w rodzaju: zgrzybiałości, zdziecinnienia, podrzędności ewentualnego stwórcy.

Oto słowa Hume’a: „Ten świat (…) bardzo jest niedoskonały i pełen usterek (…) to jedynie pierwsza, z gruba ciosana próba, którą podjęło niedorosłe jakieś bóstwo i zarzuciło następnie, zawstydzone kalekim swym wyczynem, wytwór zgrzybiałości i zdziecinnienia jakiegoś bóstwa w podeszłym już wieku…” — grzmi filozof, twierdząc, że najwyżej takie sądy może snuć zwolennik teorii o stworzeniu świata przez Boga, który dowodu na to upatruje w uporządkowaniu i celowości przyrody. Hume do nich nie należy. Z zaciętością zwalcza ten argument, że doskonałość świata dowodzi doskonałego twórcy. Przecież nawet gdyby świat był najdoskonalszy — to nie musi znaczyć, że równie doskonały jest wykonawca. Być może dzieło jest efektem wielu prób, nieudanych eksperymentów, poprawek — jak statek, wspaniała maszyna twór rzemieślnika, który nie jest taki znów wspaniały, lecz korzystał z cudzych doświadczeń… „W ciągu wieczności spartaczono może i sfuszerowano tyle światów, zanim udało się wymyślić ten oto system, wiele roboty poszło może na marne, podjęto może wiele bezsensownych prób, ale powolny, lecz stały postęp w sztuce wyrabiania światów ciągnął się nieskończenie długo” rozważa Hume, tylko po to, by zbić argumenty zwolenników dowodu z celowości (i tak się nazywa ów pogląd, że świetna organizacja wszechświata dowodzi istnienia planu, projektu i znakomitego projektanta). Mówią owi zwolennicy, że gdybyśmy znaleźli na pustyni zegarek — wywnioskowalibyśmy że wymyśliła go osoba rozumna. I z tym obrazowym twierdzeniem nie zgadza się Hume — świat równie dobrze może przypominać inny ustrój: wielkie zwierzę lub warzywo, a nie zegarek. I co wtedy?

Hume zwalczał dowody na istnienie Boga, bo w ogóle zwalczał teizm i teologię. Jak wiadomo filozofia zawsze chciała uporać się z tym problemem — Boga, istnienia pośmiertnego, absolutu, istnienia religii. Locke kazał ograniczyć się filozofii do spraw ziemskich i życiowych, a w istnienie Boga nie wnikać. Tym tropem poszedł Hume, ale badał ludzkie myślenie o Bogu, pytał skąd zrodziła się religia? Uznał, iż najpierw istniał politeizm. Stanowczo przeciwstawiał się cudom. Zasługują na śmiech. Ludzie mylą się, ludzie kłamią, czasem wiara w cuda rodzi się z nieświadomych oszustw lub odczuć, których nie rozumiemy. Bardzo krytykował mistycyzm, upatrując jego związek z fanatycznym szaleństwem. W powstaniu religii widział cele praktyczne ludzkości — potrzebna jako antidotum wobec niepewności istnienia, pociecha w dobie nieszczęść i niepowodzeń. Nie krytykował danej religii — odmawiał racji w ogóle religijnemu światopoglądowi. Za najwyższą wartość uważał życie ludzkie i żądał dlań ludzkiej miary. Punktem wyjścia do układania świata, pojęć, wartości powinna być wiedza o człowieku — upierał się Hume. Od tego zacznijmy, od poznania nauki o człowieku. Dzieła teologiczne i mistyczne są nieprzydatne, nie dadzą czytelnikowi prawdy, bo prawdy o sferach poza światem nam znanym dociec nie można. W bibliotekach chciał Hume urządzić istne spustoszenie: „Biorąc do ręki tom, traktujący o teologii albo szkolnej metafizyce, zapytujemy: czy zawiera jakieś rozumowanie dotyczące wielkości lub liczby? Nie! Czy zawiera jakieś rozumowanie oparte na doświadczeniu? Nie! A więc w ogień z nim, albowiem nie może zawierać nic prócz sofisterii i zludzeń”.

A była to osiemnastowieczna Anglia — dostojne autorytety ustrojone w peruki, trudno się dziwić, że Hume nie mógł liczyć na karierę ze swoimi poglądami. Był człowiekiem uczonym, podróżował po świecie, lecz bogaty nie był. Zarabiał — w dyplomacji, jako guwerner chorego psychicznie szlachcica, dzięki inwestycjom i oszczędnościom mógł oddać się pracy pisarza i filozofa. Pod koniec życia zyskał sławę i szacunek — głównie jako historyk, autor Historii Anglii. Dzieło Dialogi o religii naturalnej — wydano dopiero po jego śmierci.

Oczywiście, nie tylko obalaniem dowodów na istnienie Boga zajmował się Hume. Badał ludzki umysł, obalał zasadę przyczynowości zjawisk, uznał je za nawyk umysłu. I oto paradoks:

Mówi się, że mimo że należy do znakomitości epoki rozumu, świetlanego oświecenia — to sam zapoczątkował zwątpienie w rozum. Przyznał przecież, że z takimi problemami jak istnienie świata czy prawa natury, rozum ludzki nie da sobie rady…

Zapamiętaj!

• Świat ludzkiego doświadczenia – to świat, który znamy
• Nie pytaj o świat inny – nie można go zbadać
• Nie ma dowodów na istnienie Boga – stwórcy wszechświata
• Stolicą, punktem wyjścia wiedzy jest człowiek i nauka o nim.

Dzieła Davida Hume’a:

  • Naturalna historia religii
  • Dialogi o religii naturalnej
  • Badania dotyczące rozumu ludzkiego
  • Traktat o naturze ludzkiej
  • Historia Anglii