Co sądzisz o cywilizacji i postępie nauk? O rozwoju kultury? Być może myślisz jak Wolter, który oceniał dorobek ludzkiej cywilizacji bardzo wysoko. Myśl oświeceniowa — w większości — była zresztą myślą optymistyczną, głosiła wiarę w postęp, hołdowała ludzkiemu umysłowi. To wiemy. Ale — nie cała myśl oświeceniowa, nie wszyscy wielcy owych czasów byli tak święcie przekonani o dobru nauki i cywilizacji. Na pytanie: „Czy odrodzenie nauk i sztuk przyczyniło się do naprawy obyczajów?” Jan Jakub Rousseau odpowiedział: nie!

Pytanie zadała Akademia w Dijon w 1749 r., licząc na ciekawe prace konkursowe. Odpowiedź genewczyka, filozofa-wędrowca i samouka – Rousseau – otworzyła nowe drzwi w filozofii, wręcz zniweczyła cywilizację starą, a powołała nową. Praca Rousseau została nagrodzona przez Akademię, filozof stał się sławny. Figuruje w naszych podręcznikach, zdefiniowany jako „ojciec sentymentalizmu”, „krytyk cywilizacji”, autor Nowej Heloizy i Emila „. Kto go tam do końca rozumie? Zwłaszcza w dobie rozpędzonej cywilizacji?

Tym razem niezwykłe olśnienie, które podobno poraża umysły geniuszy, miało miejsce w lasku Vincennes pod Paryżem. Jan Jakub podążał właśnie ku miastu, by odwiedzić Diderota, przy czym zboczył z uciążliwej trasy, przysiadł, by odpocząć i rozpostarł gazetę. Uderzyło go ogłoszenie Akademii i owo słynne pytanie — w jego umyśle wykrystalizowała się pewna teoria, inne spojrzenie na rozwój cywilizacji, dzieje ludzkości i naturę człowieka. Dostrzegł, iż cywilizacja nie jest tylko i jedynie dobrem, dostrzegł jej drugie, groźne odbicie. Czy narodziny tej koncepcji nastąpiły dokładnie w takich okolicznościach — tego nie dowiemy się nigdy. Istnieją pogłoski, że rzecz odbyła się mniej wzniośle, podobno Rousseau dyskutował rzecz z Diderotem, podobno zamierzał zająć typowe, pochwalne dla rozumu stanowisko i dopiero przyjaciel pchnął go na tor oryginalnego sprzeciwu, podobno… Ale zostawmy tę sprawę, pytając: co właściwie wymyślił Rousseau? Otóż — gdy wszyscy wielbili umysł, głosili wartość nauki i oświaty — ten filozof ze skłonnością do popadania w depresję, w dużej mierze zakompleksiony, wciąż źle czujący się na paryskich salonach, odważył się poddać cywilizację krytyce. Wskazał na paradoks ludzkiego istnienia, na złożoność zjawiska, jakim jest postęp. Owszem: „uczłowiecza”, ale odcina od natury. Oto człowiek to istota przesiąknięta sprzecznościami; zdolny do dobra i do zła, pragnie wolności i szczęścia, otrzymuje zniewolenie i cierpienie. Dlaczego? Wszystko to opłata za rozwój, koszta cywilizacji ludzkości.

Co dała — a co zabrała ludziom cywilizacja?

Załóżmy, że człowiek żył niegdyś w „stanie natury” — to znaczy sam, w izolacji wobec innych ludzi, wolny, kierowany tylko instynktami, szczęśliwe — drapieżne zwierzę, które nie potrzebuje moralności, sumienia, dobra i zła. Po co — jeśli istnieje sam dla siebie. Te wartości, potencjalnie uśpione, budzą się dopiero, gdy ludzie zaczynają tworzyć społeczeństwo, żyć razem, we wspólnocie. A łączą się chociażby, by stawić czoła przyrodzie. Tworzą społeczeństwo, doskonalą się, słowem cywilizują — a zarazem wzrastają także ich potrzeby. Mimo życia we wspólnocie – wzrasta ich miłość własna. W konsekwencji cywilizacja „uczłowiecza”, bo stwarza moralność i sumienie a z drugiej strony niesie nieprzewidziane „dary”: wrogość pomiędzy ludźmi, rywalizację, prywatę, niesprawiedliwość. Powstaje swoisty tragizm: stając się ludźmi – staliśmy się nieludzcy, stając się istotami moralnymi zaczęliśmy czynić zło, dostając szansę na wolność, żyjemy w niewoli. Ten samotny, niegdysiejszy człowiek nie znał kłótni, był autonomiczny a nie rozpatrywany na tle tłumu – wrogiego i anonimowego. Nie martwił się jak wygląda w oczach innych — tak jak my wciąż się martwimy. Nie nakładał masek, by wydawać się lepszym, nie oceniał na podstawie rzeczy — co my wciąż czynimy. Oto haracz zapłacony za postęp.

A wartości kulturowe? Literatura, sztuka, filozofia?

Pojęcia brzmiące tak zaszczytnie… Rousseau widzi w nich początek zepsucia człowieka: próżniactwo oraz żądzę sławy. Kultura wprowadza konwencję i utarte wzorce — te zaś odzierają twórczość z autentyzmu.

A nauka?
Ta prawi tylko o przeszłości, wywodzi się tylko z ciekawości, jest dla bieżącego życia nieprzydatna. Filozof daje wielce negatywną charakterystykę uczonych: widzi ich jako tchórzliwych, wyzbytych temperamentu, słabych i małodusznych. Gdy król Stanisław Leszczyński oburzył się i przypomniał tylu ofiarnych, często ubogich uczonych — Rousseau stwierdził, iż takich jest niewielu, a większość dba tylko o zaszczyty… i krytyki nie odwołał.

Cóż zatem czynić?

Wolter podkpiwał, iż Rousseau życzy sobie abyśmy znów zaczęli „chodzić na czterech łapach”. I Jan Jakub rzeczywiście woła czasami: „usuńcie ten nieszczęsny postęp, zabierzcie nasze błędy i nałogi, zabierzcie wytwory cywilizacji, a wszystko będzie do-brze” (Emil ks. IV). Wie jednak, iż powrotu do stanu natury już nie ma. Należy jednak w sobie samym, w swoim sercu, w szczerości uczuć ocalić te wartości, które cywilizacja wniosła. Prostota, skromność, pierwsze uczucia, wychowywanie w bliskości z naturą powinny dać człowiekowi szansę na realizację szczęścia. Współżycie ludzi winna określać dobrowolna umowa społeczna, sprawiedliwie określająca życie zbiorowe. O tej umowie można by napisać kolejny rozdział – wszak Rousseau jest autorem całej rozprawy pt. Umowa społeczna, choć bardziej znany jest chyba jego romans Nowa Heloiza czy rewolucyjny model wychowawczy prezentowany w Emilu – o radosnym dzikusie, chowanym z dala od cywilizacji. Nauka Rousseau – w niektórych punktach z pewnością bulwersująca – sprawiła, że modna stała się idea powrotu na łono natury i wiara w uczucia. Podobno nawet paryskie damy obnażały piersi w lożach opery, aby karmić swoje maleństwa. Wprawdzie – w swoim systemie edukacji przyznawał filozof kobiecie miejsce podporządkowane mężczyźnie. Mimo to—mimo manii prześladowczej i kłopotów ze zdrowiem psychicznym – Jan Jakub Rousseau był tym, który pokazał ludzkości ciemną stronę cywilizacji i postępu. Może to dzięki niemu poza zachwytami potrafimy westchnąć, patrząc na nasze osiągnięcia?