Baku

Przedwiośnie rozpoczyna makabryczna wizja rewolucji w Baku. Oto definitywnie ginie w pożarze rewolucji dawny świat, dopalają się i gasną resztki dorobku całego życia rodziny Baryków. W wielonarodowościowym mieście jak w tyglu kłębią się najbardziej prymitywne ludzkie namiętności – żądza zemsty i mordu. Do głosu dochodzą uśpione przedtem nacjonalistyczne pretensje – rozpoczynają się walki między Ormianami a Tatarami. Do miasta wdziera się chaos i kompletna anarchia.

Świat rewolucji oglądamy oczami głównego bohatera – Cezarego Baryki. Na początku przeżywa wielką fascynację ideami rewolucyjnymi, biega na wiece, z uwagą wysłuchuje płomiennych przemówień. Rewolucja uwalnia go od krępującej władzy rodziców, otwiera perspektywę wolności, co dla młodego człowieka nie jest przecież bez znaczenia. Zachwyt na szczęście nie trwa zbyt długo, wkrótce bowiem młody Baryka, przywykły do luksusu, odczuje skutki rewolucji na własnej skórze. Zabraknie jedzenia i podstawowych środków do życia. Cezary z większym dystansem spojrzy na historię dziejącą się wokół, zacznie dostrzegać jej niszczące konsekwencje. Tragiczne losy dwóch kobiet – matki i pięknej Ormianki – uświadomią mu, że rewolucja niesie ze sobą jedynie śmierć i zniszczenie. Bo oto matka Baryki – jeszcze młoda, piękna, zadbana kobieta – w ciągu kilku miesięcy traci dawną urodę wskutek ciężkiej, przymusowej pracy. Po śmierci zdarto jej nawet obrączkę z palca.

Przerażającym doświadczeniem dla bohatera staje się praca przy grzebaniu trupów – wśród nich zauważa Cezary zwłoki przepięknej Ormianki. Właśnie wtedy dochodzi do wniosku, że ludzie płacą za rewolucję zbyt wysoką cenę. Weryfikuje swój pogląd.
Dostrzega piekło rewolucji, jej destrukcyjną, diabelską siłę, która burzy cywilizację, nie dając niczego w zamian. Zachwyt i fascynacja ustępują przerażeniu, odrazie i nienawiści. Cezary odkrywa, że został zupełnie sam, że wskutek rewolucji utracił bliskich, że jego świat przepadł bezpowrotnie.

Droga do Polski – szklane domy

Obraz szklanych domów pojawia się w pierwszej części powieści i spełnia bardzo istotną funkcję. Wprowadza utwór w przestrzeń mitu. Podobnie jak w oświeceniowej powieści, na prawach kontrastu uzmysławia przepaść, jaka dzieli rzeczywistość od ideału.
Opowieść ojca o szklanych domach kreuje świat utopii osiągniętej dzięki rewolucji naukowo-technicznej. Jest więc to arkadia nowoczesna określona przez wynalazki, arkadia szklana, przezroczysta, słoneczna (domy mają być ogrzewane przez promienie słoneczne), tak kryształowa, że od początku trudno w nią uwierzyć. Ta fantastyczna wizja mogła zrodzić się tylko w umyśle człowieka, który wpisany w przeraźliwy chaos rzeczywistości, poddany najbardziej nikczemnym pomysłom historii, miał zewnętrzną potrzebę wiary w to, że istnieje przynajmniej gdzieś poza nim samym świat pełen ładu i harmonii.

Opowieść Seweryna Baryki odwołuje się do dwuznacznej symboliki szkła. Z jednej strony nasuwa skojarzenia z doskonałością, nieskazitelnością, czystością, z drugiej zaś wskazuje na kruchość i nietrwałość.

Szklana cywilizacja jest może i piękna, przyciąga oko, kusi i uwodzi, ale jej piękno jest tylko pozorne, w każdej chwili może runąć, rozpaść się na tysiące drobnych odłamków. Koncepcja szklanych domów ma więc raczej wymiar marzenia niż realnej prawdy. Jeśli się ponadto weźmie pod uwagę, że opowiada ją człowiek bredzący w malignie, wówczas nie ma wątpliwości co do jej znaczenia. Być może, jest ona również znakiem kondycji psychicznej Polaka, uosobieniem odwiecznych polskich inklinacji do snucia planów efektownych, ale jakże nierealnych i kruchych.

Pierwsze zderzenie Cezarego z rzeczywistością polską burzy mit szklanych domów. Zamiast kryształowej cywilizacji bohater zobaczył odrażający, brudny świat.

Nawłoć

To kolejna przestrzeń, jaką rysuje autor i kolejne doświadczenie bohatera, który po udziale w wojnie polsko-rosyjskiej trafia do rzeczywistości pełnej spokoju i ładu, w niczym nieprzypominającej zdziczałego, okrutnego świata rewolucji i wojny.
W Nawłoci zatrzymała się historia. Wszystko dzieje się według odwiecznych porządków i reguł.

Króluje przede wszystkim ceremoniał towarzyski, rytuał posiłków, wielkopańskie maniery i nieustające intrygi miłosne, roszady damsko-męskie, coraz to nowe miraże. Oglądamy świat staroszlachecki w pełnej krasie. Tutaj Cezary na chwilę zapomina o zgiełku historii, odnajduje się w roli kochanka, uwodziciela, doznaje urody życia z wielką intensywnością. Romansuje z Karoliną i Wandą, aż wreszcie poznaje kobietę swojego życia – Laurę Kościeniecką.

Arkadia Nawłoci przeciwstawiona zostaje jednak smutnej i szarej przestrzeni Chłodka, gdzie w przerażającej nędzy żyją chłopi. Ten element wprowadza do idyllicznego świata Nawłoci pewien niepokój, sugeruje, że sielanka nie będzie trwała wiecznie, a stary Maciejunio, który z takim pietyzmem serwuje kawusię, kiedyś upomni się o swoje prawa.

Cezary, chociaż uwikłany w liczne awantury miłosne, dostrzega te kontrasty. Zdaje sobie sprawę z faktu, że uczestniczy w czymś, co już niebawem nie będzie miało miejsca, że ogląda świat staroziemiański tuż przed jego rozpadem. Mając za sobą doświadczenie rewolucji bakińskiej, wie, że dawne, tradycyjne formy życia ulegną dekompozycji. Pobyt w Nawłoci nie jest jedynie nic nieznaczącą przygodą, przerwą w poszukiwaniu wartości, na co wskazywałaby monotonia i odwieczny rytuał zachowań, wręcz przeciwnie, staje się bardzo ważnym doświadczeniem życiowym bohatera. Implikuje pytanie o przyszły kształt Polski, o to, co powstanie na gruzach starego ziemiańskiego świata i jaką drogę obierze Polska, by zbudować nowy, logiczny porządek.

Warszawa

Ostatnia część powieści pt. Wiatr od wschodu przypomina po części sceny wielkich dramatów romantycznych. Podobnie jak tam, również w Przedwiośniu kreuje Żeromski sytuację walki dwóch przeciwstawnych sił o „duszę” bohatera.
I rzeczywiście, Cezary Baryka zostaje postawiony w sytuacji rozdarcia wewnętrznego: wobec dwóch różnych postaci i ideologii.

Jako młody człowiek o nieukształtowanym jeszcze światopoglądzie i niesprecyzowanej do końca tożsamości narodowej stanowi materiał bardzo podatny na wszelkiego rodzaju wpływy, propozycje ideologiczne czy wręcz manipulacje. Nie jest przecież wyrazicielem żadnej grupy, żadnego programu, nie ma też specjalnie nic do zaoferowania prócz samego siebie. Obdarzony zmysłem krytycznym, umiejętnością analizy rzeczywistości uważnie wsłuchuje się w racje Gajowca i Lulka, nie przyjmując w zasadzie żadnej z nich.

Szymon Gajowiec, dawny narzeczony matki Cezarego, zajmuje obecnie bardzo wysoką pozycję w nowo powstałym rządzie. W powieści spełnia funkcję wyraziciela określonego programu politycznego, który ma doprowadzić do odbudowy zniszczonej przez lata zaborów państwowości polskiej. Jego koncepcja opiera się na założeniu, że tylko stopniowe, konsekwentnie realizowane reformy będą w stanie zaprowadzić nowy ład. Punktem wyjścia tego programu miała być stabilizacja pieniądza, a następnie systematyczna odbudowa różnych dziedzin gospodarki.

Tej koncepcji przeciwstawia autor program znacznie bardziej radykalny – program rewolucji głoszony przez komunistów i ich przywódcę Antoniego Lulka. Tylko gwałtowne zmiany społeczne, które zburzą stary porządek, dokonają totalnej dekompozycji starych struktur, naruszą prawo własności, mają jakikolwiek sens. Lulek nie chce Polski konserwatywnej, z dawnymi zaszłościami, tradycją, hierarchią. Bezkrytycznie zakochany w ideologii Lenina i hasłach rewolucji październikowej wierzy, że stać go nie tylko na zburzenie ziemiańsko-burżuazyjnego ładu, ale także na stworzenie nowego, sprawiedliwego, jego zdaniem, świata.

Po czyjej stronie opowiada się autor?

Nie ma wątpliwości, że znacznie bliższa jest mu koncepcja Gajowca. Już w samym sposobie ukazywania bohaterów, opisie ich powierzchowności widać większą sympatię dla Gajowca. Zostaje on przedstawiony jako starszy, doświadczony człowiek, dystyngowany, rozsądny, panujący nad emocjami, pełen rozwagi i mądrości życiowej. Obce są mu wszelkie spontaniczne działania, które sprawiają wrażenie efektownych, ale żadnych rezultatów nie przynoszą. Postać Lulka w zderzeniu z osobą Szymona Gajowca wypada blado i nieprzekonująco, zwłaszcza że autor w opisie komunisty celowo zastosował technikę naturalistyczną. Anemiczny, rachityczny, niepozorny, nieustannie plujący krwią Antoni Lulek nie wydaje się postacią zdolną do realizacji czynów i zamierzeń, jakie głosił. Uwydatnia to kontrast pomiędzy mizernością wyglądu a wielkością wyznawanych idei. Kluczem do odczytania stosunku autora do kreowanego przez niego bohatera jest również nazwisko ideologa – nacechowane znaczeniowo. „Lulek” to termin zaczerpnięty z botaniki, oznacza zioło o właściwościach trujących. Niewykluczone, że w ten sposób wskazuje autor na szkodliwość ideologii rewolucyjnej, porównując ją do trucizny, która niszczy serca i umysły.

Potwierdzeniem dystansu pisarza do idei rewolucyjnej może być również jednoznaczny w swej wymowie opis rewolucji w Baku. Bardziej prawdopodobna, chociaż na pewno nie optymalna, jest, według Żeromskiego, koncepcja stopniowych, systematycznych reform głoszonych przez Szymona Gajowca.

Dlaczego Cezary Baryka maszeruje na Belweder?

Czy marsz na Belweder jest deklaracją ideową bohatera, wyrazem akceptacji idei rewolucyjnych młodego człowieka, któremu program polityczny Gajowca wydawał się zbyt umiarkowany, pozbawiony radykalnych posunięć? Trudno uwierzyć w tę tezę, mając na uwadze zachowanie Baryki w trakcie uczestnictwa w zebraniach komunistycznych. Wtedy polemizował z Lulkiem, ośmieszał jego racje, podważał argumenty. Miał ponadto za sobą doświadczenia bakińskie, znał rewolucję, widział, jak jej płomienie pochłonęły cały jego świat i tysiące ofiar. Pamiętał rewolucję krwawą i okrutną, która skazała go na samotność, pozbawiła domu.

Marsz na Belweder był raczej gestem rozpaczy i desperacji, wszak szedł Baryka jakby obok, nie identyfikując się z manifestującym tłumem. Należy pamiętać, że obraz demonstracji poprzedza scena rozstania bohatera z Laurą Kościeniecką. Odżyły wtedy dawne wspomnienia, pamięć przywołała zapewne niefortunny i upokarzający finał pobytu w Nawłoci. Rozgoryczenie Cezarego pogłębia ponadto decyzja Laury o definitywnym zerwaniu znajomości ze względu na ślub z Barwickim. Kobieta, którą kochał, okazała się demonem zła i fałszu, wolała pieniądze innego niż szczerą miłość Baryki. Klęska w życiu osobistym przepełnia kielich goryczy. Cezary świadomy swego życiowego bankructwa na każdej płaszczyźnie, zarówno prywatnej, jak i ideowej, zdobywa się jedynie na akt szaleństwa, jak człowiek zdesperowany, któremu jest wszystko jedno.

Marsz na Belweder kończy długi okres wędrówki i poszukiwań bohatera, ale zarówno w planie fabularnym, jak i psychologicznym, powieść powraca do punktu wyjścia. Zaczyna się i kończy tym samym motywem – wizją rewolucji.
Dynamika działań bohatera nie powoduje ukształtowania określonego światopoglądu – Baryka nadal jest człowiekiem znikąd, kimś, kto stracił wszystko – dom, rodzinę, kobietę, majątek – nie zyskując w zamian niczego, nawet jasno sprecyzowanych poglądów.

Metaforyczny sens tytułu

Tytuł powieści Żeromskiego można rozumieć zarówno dosłownie, jak i przenośnie. W czasie tej pory roku Cezary zobaczył po raz pierwszy ziemię ojców: „Przedwiośnie zdmuchnęło już z dachów bud najbliższych lód i śnieg”. „Był pierwszy dzień przedwiośnia”, kiedy Baryka szedł z robotnikami na Belweder. Jednocześnie pisarz sam podsuwa metaforyczne znaczenia tytułowego motywu:

I my sami jeszcze nie wiemy, co i jak, gdyż dopiero pierwszy wiosenny wiatr powiał w nasze twarze. To dopiero przedwiośnie nasze. Wychodzimy na przemarznięte role i oglądamy dalekie zagony. Bierzemy się do własnego pługa, do radła i motyki, pewnie że nieumiejętnymi rękami. (…) Wierzymy, że doczekamy się jasnej wiosenki naszej…

Te słowa Szymona Gajowca dotyczą Polski, która po odzyskaniu niepodległości musi borykać się z wieloma problemami, nie może jeszcze mieć kształtu wymarzonego przez ludzi w latach niewoli. Potrzeba czasu i starań, aby rozkwitła. Przedwiośnie to metafora rozczarowania Polaków po 1918, ale też znak nadziei na „wiosnę” – czas pokonania trudności.

Tytułowy motyw można odnieść także do egzystencji człowieka. „Przedwiośnie” to okres poprzedzający dorosłość, czas wiążący się z witalnością, miłością. W przypisie dotyczącym nocy miłosnej Laury i Cezarego czytamy:

I tutaj, w tym poziomym i przyziemnym uprzytomnieniu „Przedwiośnia” żywota, najistotniejszy, najzdrowszy, najtęższy obraz przedwiośnia i zdrową, tryskającą życiem treść jego musimy zamknąć na klucz i pozostawić niezdrowej, zepsutej, pełnej cynizmu „domyślności” czytelnika (-czki).

Zobacz:

O czym jest Przedwiośnie Stefana Żeromskiego?

Przedwiośnie jako powieść społeczna i powieść o dojrzewaniu.

Przedwiośnie – Stefan Żeromski