Czas, miejsce, fabuła

Akcję Panien z Wilka umiejscowił autor w scenerii dobrze znanej polskiemu czytelnikowi z książek Mickiewicza, Orzeszkowej, Dąbrowskiej, Żeromskiego – w ziemiańskim dworze o tradycyjnie pobielonych ścianach. Dwór w Wilku, otoczony pasmem lasów i zagajników, podobnie jak Mickiewiczowskie Soplicowo, stanowi mikrokosmos odcięty od reszty świata. Żyje własnym rytmem i ma swoją historię.

Czas wydarzeń należałoby ustalić mniej więcej na rok 1929, może 1930, wiemy bowiem z tekstu, że Wiktor ostatni raz gościł w Wilku latem 1914 r., tuż przed wybuchem I wojny światowej, a teraz powraca do miejsca swojej młodości po około piętnastu latach nieobecności.

Fabuła opowiadania opiera się na proustowskim wątku powrotu do przeszłości.

Główny bohater, Wiktor Ruben, jest zarządcą majątku ociemniałych w Stokroci. Nagła, niespodziewana śmierć przyjaciela burzy dotychczasowy, monotonny tryb życia. Wiktor dotkliwie zaczyna odczuwać swą samotność. Postanawia na krótko oderwać się od mitręgi codzienności i wyjechać do wujostwa, do Rożków, ale jakby przypadkowo, może trochę podświadomie, idąc ścieżką, którą kiedyś odprowadzała go Jola, trafia do położonego nieopodal majątku wujostwa, Wilka – miejsca, gdzie przed piętnastu laty spędził swoje ostatnie, przedwojenne wakacje i doznał urody życia w całej pełni. Powrót Rubena do Wilka jest symbolicznym powrotem do przeszłości, proustowskim poszukiwaniem straconego czasu.

 

Konfrontacja mitu z rzeczywistością

Wiktor zostaje przyjęty w Wilku bardzo serdecznie. Dawne towarzyszki młodości, siostry Jola, Julcia, Kazia, zachowały w pamięci wyidealizowany portret Rubena. Przez te piętnaście lat stał się dla nich bardziej mitem niż realną postacią. Urósł do rangi bohatera bez skazy, stąd też wiadomość o jego ciężkiej pracy w folwarku ociemniałych postrzegają jako heroiczny, pełen poświęcenia gest, a nie zwykłą konieczność.

Podobnie Wiktor w swojej świadomości przechowuje mity z przeszłości, bardziej wyobrażenia niż rzeczywiste fakty. Pamięta właściwie drobiazgi, urokliwe detale, a nie „wielkie sprawy”. W ciągu przywoływanych skojarzeń nieustająco powraca pełen magii i czaru obraz nagiej Feli, rozświetlonej przez promienie zachodzącego słońca.

Wiktor przypomina sobie prawie aksamitną miękkość skóry Julci, którą dotykał w trakcie kilku dawnych, razem spędzonych w milczeniu nocy. Czuje jeszcze smak i zapach jabłek, jakie kosztował niegdyś z Jolą. Nosi w pamięci migotliwy, mocno wyidealizowany obraz tamtego miejsca i tamtych panien żyjących, według jego mniemania, w doskonałej harmonii z naturą, z dala od konfliktów i wielkich szaleństw epoki. Cóż, okazuje się, że ludzka pamięć upiększa, kreuje mity, a nade wszystko działa automatycznie. Wspomnienia powracają bez udziału woli człowieka.

 

Poszukiwanie straconego czasu

Konfrontacja z przeszłością rozpoczyna się już wówczas, gdy Wiktor zmierza do Wilka drogą, którą szedł przed laty.

Dokonując oglądu rzeczywistości i dostrzegając jej zmienione kształty, Ruben, może po raz pierwszy w życiu, uświadamia sobie, że świat nie trwa w stałej postaci, że wszystko jest płynne, że czas nieubłaganie biegnie do przodu. Prawda o przemijalności świata, a także nas samych kieruje automatycznie uwagę bohatera ku utraconej przeszłości, którą za wszelką cenę chce się jeszcze raz odnaleźć. I rzeczywiście.

W Wilku próbuje Ruben powrócić do sytuacji sprzed piętnastu lat, pragnie wskrzesić teatr dawnych mitów i cieni z przeszłości. Powtarza w związku z tym te same słowa, gesty, smakuje te same potrawy, wchłania te same zapachy, ogląda te same co niegdyś kolory natury.

Tak jak w czasie swoich ostatnich przedwojennych wakacji, tak i teraz odbiera świat przede wszystkim zmysłami, chce doświadczyć go z taką samą intensywnością co dawniej, stąd impresjonistyczne, subtelne wyczulenie na detal: zapach, dźwięk, kolor, światło. To właśnie drobiazgi funkcjonują w pamięci i pozwalają zachować niepowtarzalny klimat ziemiańskiego dworu. Niestety, detale bywają złudne, a zmysły oszukują człowieka.

Ruben rozpaczliwie, jakby wbrew wszystkiemu, co widzi dookoła, próbuje odnowić te same sytuacje, pragnie przywołać czar dawnych spotkań z Felą. Zaprzyjaźnia się więc z Tunią, najmłodszą z sióstr, która choćby z racji młodego wieku przypomina mu zmarłą Felę – towarzyszkę tamtych dawnych, przedwojennych dni. Okazuje się jednak, że młodość Tuni to tylko zewnętrzna forma, że Tunia jest zupełnie inną osobą, tak jak kimś zupełnie innym jest również Wiktor po tych piętnastu latach rozłąki z Wilkiem. Nie jest już w stanie doznać tej samej gamy młodzieńczych uniesień, co kiedyś z Felą. I chociaż wypowiada te same zdania i powtarza te same gesty, przekonuje się, że nie ma to wiele wspólnego z tym, co miało miejsce w przeszłości.

Również w Julci nie odnajduje Wiktor kobiety sprzed piętnastu lat. Gdzieś przypadkowo w bryczce dotyka jej ciała, którego miękkość uświęcał tak długo we wspomnieniu. Doznaje szokującego rozczarowania: Ale to co miał pod ręką w tej chwili (…) było czymś zupełnie różnym i tak banalnym, że się przestraszył.

A jednak, żeby przywołać wspomnienia tych kilku pamiętnych, milczących nocy z Julcią, Ruben spędza noc z Jolą. Następnego dnia czuje tylko niesmak i zażenowanie.

Przygoda erotyczna z Jolą nie tylko nie odkrywa przed Wiktorem jakiejś prawdy o nim samym, niszczy także całą osobliwość chwil z przeszłości, odziera je z magii i tajemniczości.

Spotkanie z Kazią również pozbawia Rubena złudzeń. Zakochaną kiedyś w Wiktorze kobietę pochłaniają teraz sprawy dnia codziennego, komplikacje majątkowe, konflikty z Kaweckim, który traktuje ją prawie jak rezydentkę żyjącą na łaskawym chlebie. W trakcie rozmowy Ruben uświadamia sobie, że jego uczuciowość, wrażliwość, sposób postrzegania świata zmieniły się tak dalece, że powrót do przeszłości, przeżycie jeszcze raz utraconego czasu jest po prostu niemożliwe.

Wniosek: powrót do przeszłości jest niemożliwy

Wiktor przeżywa w Wilku wielkie rozczarowanie. Konfrontacja wyidealizowanych wspomnień z rzeczywistością odartą z dawnego czaru musiała prowadzić do tak pesymistycznego rozwiązania. W trakcie ostatniego śniadania Ruben w milczeniu przeżywa swoją klęskę, patrząc, jak w tym samym czasie Jola i Julcia zajadają ser i wydają okrzyki zachwytu nad wzorowo prowadzonym gospodarstwem. Kontrast zachowań Wiktora i sióstr akcentuje przepaść, jaka dzieli bohaterów i odgradza przede wszystkim teraźniejszość od czasu minionego. Wszystko uległo zmianie, wydarzenia pobiegły swoim torem. Towarzyszki dawnych, urokliwych chwil, zanurzone w teraźniejszości i pochłonięte jej problemami, nie dbają o wspomnienia, zapominają o grobie Feli, bo ten kojarzy się z umieraniem, przemijaniem, znikomością ludzkiego losu, a więc z czymś duchowo obcym.

Rozczarowanie bohatera podkreśla także kreacja przyrody podporządkowana stanom duchowym Rubena. Autor nie dokonuje bowiem głębokiej introspekcji psychologicznej, o przeżyciach postaci informuje pośrednio, poprzez ogląd rzeczywistości. W trakcie odjazdu bohatera niebo i liście nabierają białego odcienia, wprowadzając nastrój żałoby, śmierci, przemijania. Natura w niczym nie przypomina różnobarwnego, bajecznie kolorowego bukietu, jakim była w momencie przyjazdu Wiktora, kiedy wydawało się, że utracony czas da się odnaleźć.

A zatem bohater nie uleczył w Wilku swojej zranionej duszy. Nie odnalazł ocalenia. W takiej postawie zawiera się polemika z Proustem. Iwaszkiewicz nie podziela poglądów autora W poszukiwaniu straconego czasu. Poprzez doświadczenia Rubena w Wilku udowadnia, że przeszłość wcale nie jest jak otwarta księga, w której można zobaczyć coś z istoty samego siebie. Pobyt Wiktora w miejscu młodości, będący symbolicznym poszukiwaniem czasu utraconego, nie odsłania przed bohaterem żadnego sensu przeszłości, nie odkrywa wiedzy o nim samym. Co więcej, to nie wspomnienia okażą się zbawienne, lecz właśnie uwolnienie od ich balastu. Świadczy o tym finalna scena opowiadania:

Krok Wiktora, w miarę jak odchodził, stawał się mocniejszy i pewniejszy. Głowa wznosiła się do góry, a gdy wchodził na stację, machał już wesoło swoją teczką, myśląc o tym, co tam Janek w Stokroci przez te trzy tygodnie robił.

Wiktor, idący dziarskim krokiem w stronę stacji kolejowej, w niczym nie przypomina przygnębionego, zamkniętego w sobie człowieka, jakim był w momencie przyjazdu do Wilka. Pobyt we dworze przekonał go o jednym – że wszystko biegnie do przodu, że czasu jest coraz mniej. Trzeba się zatem zwrócić ku życiu, trzeba je przeżyć jakoś prawdziwie, nawet jeśli zmierza ono ku „białemu morzu” nicości.

 

Kult teraźniejszości

Iwaszkiewicz weryfikuje tezę Marcela Prousta i jednocześnie próbuje przekroczyć jego koncepcję czasu. Z faktu, że przeszłość nie jest, w przekonaniu autora Panien z Wilka, dla człowieka żadną nadzieją, wypływa pytanie o wartość teraźniejszości, o jej afirmację.

W opowiadaniu obydwa plany czasowe: wspomnieniowy i teraźniejszy są równouprawnione, współistnieją obok siebie. Autor nie deprecjonuje aktualności, wręcz przeciwnie, ukazuje jej pełny obraz zarówno w wymiarze scenerii, stylu życia, obyczaju, jak i ludzkiego losu.

Przede wszystkim eksponuje urodę pejzażu, wprowadzając bardzo malarskie ujęcia, bynajmniej nie rozbudowane czy nużące, lecz ascetyczne, wysmakowane artystycznie. Opis krajobrazu uzupełnia prezentacją dworku, jego obejścia, inwentarza składającego się choćby z dorodnych prosiąt i białych kur. Wreszcie odsłania, może nieco nostalgicznie, urodę życia w ziemiańskim dworze, która mimo wielkiej dziejowej zawieruchy, jaką była wojna, przetrwała w nienaruszonym właściwie kształcie. Rytuał posiłków, konwersacje, spacery, polowania na kaczki, konne przejażdżki, doglądanie inwentarza, smażenie konfitur, to wszystko składa się na styl życia miły sercu, wygodny, spokojny, prawie arkadyjski.

To prawda, styl życia we dworze urzeka, ale ta egzystencja błoga i urocza ma także inny wymiar, a przede wszystkim inne oblicze. Świat „panien” z Wilka wypełniają także konflikty rodzinne, spory majątkowe, niesnaski z nazbyt skąpymi mężami, nieudane romanse, kłopoty z dziećmi, klęski uczuciowe, szukanie zapomnienia w rozrywkach itp. To życie ma swoje blaski i swoje cienie. Bywa urzekająco powabne i przerażająco nudne.

Obydwa te aspekty dostrzega Ruben. Automatycznie i może nie do końca świadomy tego faktu porównuje swoją egzystencję z tą, jaka jest udziałem sióstr z Wilka. Jego teraźniejszość jest kompletnie inna, daleka od ziemiańskiej idylli. Praca w folwarku na rzecz niewidomych bywa wyczerpująca fizycznie i psychicznie. Wcześniej oglądał świat z perspektywy żołnierskich okopów. Wszystko, co miłe i piękne, skończyło się dla Wiktora w tamte ostatnie, przedwojenne wakacje przed piętnastu laty. Potem było już tylko życie pełne niebezpieczeństwa, harówki i udręki. Poczucie odmienności własnego losu, jego niespełnienia i bylejakości sprawiają, że bohater zdaje się na początku zazdrościć „pannom” z Wilka tej rzadkiej i umierającej, jak mniema, umiejętności życia, wyrażającej się w wewnętrznej równowadze, wyciszeniu emocji, kontemplacji natury, a także we wszelkim używaniu, a często nadużywaniu rozrywki.

Dostrzega jednak w tym spokojnym i urokliwym świecie pewną pustkę i miałkość. Jest to w gruncie rzeczy życie jałowe, próżne, przypominające raczej biologiczne trwanie niż istnienie prawdziwe.

Bo czyż o Joli błądzącej bezcelowo z kąta w kąt można rzec, że żyje naprawdę? Czy Kazia „maltretowana” co chwila przez szwagra jest szczęśliwa? Czy ta manifestowana raz po raz umiejętność życia nie wydaje się czasami złudna?

Wiktor musiał ocenić ją jednoznacznie, skoro tak dziarskim krokiem pomaszerował w kierunku stacji. Oddalał się nie tylko od niepotrzebnych już wspomnień z przeszłości, lecz także od błogo-urokliwej teraźniejszości Wilka. Wracał do Stokroci z przeświadczeniem, że właśnie tam jego życie ma jakąś wartość.

Zobacz:

Panny z Wilka Jarosława Iwaszkiewicza

Twórczość Jarosława Iwaszkiewicza

Jarosław Iwaszkiewicz

Motyw przemijania w opowiadaniach Jarosława Iwaszkiewicza

Wierzyński – Iwaszkiewicz – Słonimski. Jakie utwory tych skamandrytów możesz zaprezentować?

Małe ojczyzny