Trwająca niewiele ponad wiek epoka bardzo silnie zmieniła obraz europejskiej kultury. Nie dość, że w rozmaitych sferach życia nastąpiły wyraźne przemiany, rozegrały się wydarzenia i rozpoczęły procesy, które pozwalają wyróżnić „nową epokę” w dziejach ludzkości, to jeszcze, gdy spojrzymy na nie wszystkie z szerszej perspektywy – ściśle rzecz biorąc: najszerszej z możliwych – zauważymy tu także początki „czasów nowożytnych”, trwających do rewolucji przemysłowej przełomu wieków XVIII i XIX. Tak więc ów „przełom” między średniowieczem a renesansem to zrazem „przełom” na jeszcze wyższej płaszczyźnie.

Słowo „przełom”, wciąż tak jeszcze – po części z konieczności – lubiane w szkole, opatrzyliśmy cudzysłowem, bo gdyby istniało jakieś sensowniejsze od niego, chętnie byśmy go w tym miejscu użyli. Dlaczego? Przełom w kulturze nie jest bowiem tym, czym może być przełom na przykład w przebiegu jakiejś bitwy. W kulturze nie jest to genialny manewr, który natychmiast zmienia całą sytuację i sprawia, że od tej chwili wszystko toczy się inaczej. W kulturze nic nie zmienia się w jednej chwili, a to, co ­zdaje się nagłą rewolucją, zawsze ma swoje korzenie w przeszłości. Zamiast decydującego momentu zawsze mamy do czynienia z procesem. Nie ma rewolucji, przełomów i przewrotów, a jednocześnie nic nie jest stałe: bez przerwy następują zmiany, tyle że zawsze rozciągnięte w czasie. Te zaś momenty, punkty w czasie, które nazywamy przełomami i rewolucjami, to w rzeczywistości tylko znaki przemian – chwile, które pozwalają zauważyć, że coś się zmieniło. Zawsze mamy do czynienia z ogromną liczbą zjawisk, będących maleńkimi kroczkami na drodze do powstania czegoś większego. W czasie tego powstawania wyłaniają się wszystkie cechy owego „nowego”. Ledwo zaś się wyłonią i nasze „nowe” stanie się faktem, już można szukać początków procesu, którego efektem będzie ukształtowanie się kolejnej epoki. Dlatego też podczas charakteryzowania poszczególnych „epok” czy innych zjawisk kulturowych tak wielkie znaczenie i rozmiary ma część zatytułowana „geneza”, dotycząca powstawania, owego kształtowania się.

O tej wielkiej zmianie, która sprawia, że mówimy o renesansie jako oddzielnej „epoce”, decydowała wielka liczba równie istotnych przemian w rozmaitych sferach ludzkiej działalności. Przemian, ­które się „zazębiają”: jeden proces kulturowy oddziałuje na inne. Tak silnie, że często trudno powiedzieć, co jest danej rzeczy przyczyną, a co skutkiem.

Skąd nazwa?

„Renaissance” znaczy w języku francuskim dokładnie to samo, co nasze „odrodzenie”. Terminu tego używali już twórcy epoki. Francesco Petrarca marzył o „odrodzeniu” kultury rzymskiej, Giorgio Vasari zaś – szesnastowieczny włoski malarz i wielki historyk sztuki – stosował ją w odniesieniu do osiągnięć renesansowych artystów.

Niewątpliwie jednak upowszechnienie się tych nazw w odniesieniu do całej epoki, którą się zajmujemy, zawdzięczamy dopiero dziewiętnastowiecznemu niemieckiemu badaczowi Jakubowi Burckhardtowi. W dziele Kultura Odrodzenia we Włoszech, wydanym w 1860 roku, dokonał on przeciwstawienia mrocznego, ponurego średniowiecza – jasnemu i pogodnemu renesansowi, który ową jasność i pogodę zawdzięczać ma, oczywiście, kulturze antycznej, bo to przecież jej odrodzenie miało być, wedle Burckhardta, główną wartością tego czasu.

Dzisiaj z przymrużeniem oka patrzymy na takie, formułowane jeszcze do niedawna, ostro wartościujące przeciwstawienia epok. Wiemy też, że nie ma nic bardziej zwodzącego na manowce, niż uogólnienia tyczące się „nastroju” danych czasów. Średniowiecze wcale nie było takie całkiem mroczne (wystarczy poznać Pieśń o Róży czy Wielki Testament). W renesansie zaś trudno się dopatrzyć wyłącznie humanistycznej świetlanej harmonii… Choćby w Trenach Kochanowskiego?

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że nazwa, zapewne dzięki sile przyzwyczajenia, funkcjonuje do dziś. Warto zresztą zauważyć, że niemal każda nazwa epoki ma odcień lekko choćby wartościujący – zależny od tego, kto i w jakim momencie ją nadawał.

Upadek uniwersalizmu

Uniwersalizm to chyba najważniejsze pojęcie dla scharakteryzowania kultury średniowiecza. Oznacza ono ideę jedności chrześcijańskiego świata, skupionego wokół jednego centrum… Czyli? Zdaniem kolejnych papieży, centrum to znajdowało się gdzieś przed Bazyliką św. Piotra w Rzymie, jego uosobieniem zaś mieli być oni sami. Sprawę nieco jednak komplikował fakt, że podobne zdanie, tyle że na własny temat, mieli kolejni cesarze Niemiec. Oni argumentowali to nie tylko względami religijnymi, ale też chlubną tradycją cesarstwa rzymskiego, którego kontynuacją miało być przecież Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Owa różnica poglądów stała się przyczyną tak zwanego sporu o inwestyturę, czyli długotrwałego konfliktu obu potężnych instytucji i obu uniwersalizmów, w którym wszak trudno było wyłonić ostatecznego zwycięzcę. Schyłek średniowiecza przyniósł kres obu ideom. Uniwersalizm cesarski osłabł wraz z cesarstwem – głównie na skutek wewnętrznych problemów Niemiec. Uniwersalizm papieski natomiast osłabł wraz z Kościołem…

Kryzys Kościoła i reformacja

Słabość, którą mamy tu na myśli, zaczęła się „głęboko w średniowieczu”, w czasach największej potęgi Kościoła. To jeszcze jeden dowód na to, że w historii kultury nie ma momentu, w którym coś byłoby do końca ustalone. Średniowieczne herezje, powstanie zakonu franciszkanów, rozwój mistycyzmu – to różne oblicza buntu, który rodził się wśród wiernych i kleru. Buntu, który, paradoksalnie na pozór, skierowany był przeciwko tej potędze. Tak to jednak było, że nie każdemu przedstawicielowi Kościoła potęga ta odpowiadała. Łączył się z nią bowiem proces zeświecczenia kleru z papieżem na czele, wynikający z angażowania się w walkę o władzę i wpływy niemające nic wspólnego z religią. Biskupi i kardynałowie z reguły zajmowali się czym innym niż troską o swe „owieczki”, i dobrze było, jeśli to coś stanowiła tylko polityka… Niestety, upadek moralny wyższego duchowieństwa po prostu bił w oczy. Ponadto zdarzały się sytuacje ewidentnie kompromitujące, jak choćby trwająca w latach 1377–1417 tak zwana wielka schizma zachodnia. Otóż urzędowali sobie wówczas dwaj nieuznający się nawzajem papieże: jeden w Rzymie, drugi zaś, okreś­lany jako antypapież, w Awinionie. Dochodziły do tego rozmaite spory teologiczne: dotyczące kwestii nieomylności papieża, postaci Komunii świętej, ważności tak zwanych odpustów (oficjalnych rozgrzeszeń, wydawanych za określoną w cenniku wykroczeń sumę), wprowadzenia języków narodowych do liturgii, celowości celibatu czy też w ogóle roli kapłana. Przez długi czas Kościół był w stanie, prędzej czy później, likwidować – za pomocą stosów lub korzystając z pomocy wojska – wystąpienia zwolenników reform religijnych. Z czasem powołano Inkwizycję. W końcu jednak stało się!

W 1517 roku w niemieckim mieście Wittenberga jeden z tamtejszych księży, Marcin Luter, wziął młotek i gwoździe i przybił na drzwiach kościoła swoich dziewięćdziesiąt pięć tez przeciwko odpustom. Ten symboliczny gest uważany jest za początek reformacji – wielkiego procesu wyłaniania się nowych wyznań chrześcijańskich, pod którego znakiem upłynął w Europie cały wiek XVI. Był to pierwszy w dziejach moment, w którym ktoś wystąpił otwarcie przeciwko Kościołowi i… przeżył. Papież wydał potępiającą Lutra bullę. Luter publicznie ją spalił. Papież rzucił nań klątwę i wymógł na cesarzu Karolu V i sejmie Rzeszy w Wormacji wygnanie Lutra. Ten zaś nawet nie opuścił Niemiec, tylko schronił się na dworze elektora saskiego w Wartburgu i tam w spokoju przełożył Biblię na język niemiecki. Oczywiście, to, że Luter nie skończył na stosie, miało przede wszystkim przyczyny polityczne. Władcy, którzy, jak ów elektor saski, poparli rodzące się ruchy religijne, myśleli nie o sprawach teologicznych, ale po prostu o uniezależnieniu się od Rzymu i cesarstwa. Dlatego podjęte przez papieża i cesarza próby ugaszenia reformacyjnego pożaru napotkały opór. W Niemczech seria wojen religijnych między poszczególnymi księstwami zaczęła się w 1529 roku, zakończyła zaś w roku 1555 pokojem w Augsburgu. Przyjęto wówczas epokową zasadę: cuius regio, eius religio, czyli: czyje królestwo, tego religia, oznaczajacą, że o wyznaniu w danej części cesarstwa decyduje jej władca.

Dość szybko po wystąpieniu Lutra władcy Kościoła zorientowali się, że doszło do eksplozji. Prócz kapłana z Wittenbergi, który w latach dwudziestych zorganizował w pełni podstawy działania założonego przez siebie nowego wyznania, nazwanego zresztą luteranizmem, rozpoczęli działalność inni reformatorzy. Problem reformacji przeniósł się z Niemiec na arenę międzynarodową. W 1523 roku w Szwajcarii reformy Ulricha Zwingliego i jego następcy Jana Kalwina doprowadziły do powstania tak zwanego wyznania reformowanego, potocznie nazywanego kalwinizmem. Luteranizm i kalwinizm to dwa podstawowe wyznania protestanckie o charakterze międzynarodowym. Prócz nich powstały bardziej lokalne, jak Kościół anglikański czy bracia polscy.

Reformy reformacji

Na czym polegały podstawowe innowacje wprowadzone przez szesnastowiecznych twórców nowych wyznań? Wszystkie te wyznania to różne formy chrześcijaństwa. Wszystkie opierają się na Biblii, ze szczególnym uwzględnieniem Nowego Testamentu. Dość poważne różnice występują jednak zarówno w kwestiach liturgicznych, a także „organizacyjnych”, jak i w sferze podstawowych założeń. Trzeba przy tym pamiętać, że większość z nich przetrwała i ma się świetnie do dziś. W Niemczech, Francji, czy Wielkiej Brytanii, nie mówiąc już o USA, większość chrześcijan to wyznawcy religii protestanckich.

Oto te innowacje religijne Lutra i Kalwina, które zdecydowanie różnią nowe wyznania od katolicyzmu.

Podobieństwa:

  • Uznanie prawa każdego wiernego do samodzielnego interpretowania Biblii, a co za tym idzie – do powszechnego dostępu do niej dzięki tłumaczeniu na języki narodowe.
  • Koncepcja kapłaństwa: pastor ma prawo założyć rodzinę, jego funkcja nie jest sakramentem, a przez to pozbawiona jest cech świętości.
  • Odrzucenie koncepcji życia zakonnego.
  • Odrzucenie koncepcji spowiedzi i rozgrzeszenia.
  • Likwidacja hierarchii kościelnej, choć luteranie wprowadzili urząd superintendenta, do pewnego stopnia odpowiadający biskupowi.

Różnice:

Luteranizm

  • Komunia – to spożywanie ciała i krwi Chrystusa w formie chleba i wina.
  • Kościół ma być podporządkowany państwu, które też przejmuje cały jego majątek.
  • Wiara – jedyną droga do zbawienia.
  • Likwidacja sakramentów, poza chrztem i komunią.

Kalwinizm

  • Komunia – to przypomnienie ofiary Chrystusa o charakterze wyłącznie duchowym.
  • Koncepcja teokracji, czyli ścisłego połączenia państwa z Kościołem: władza należy do duchownych, w tym wypadku wybieralnych.
  • Doktryna predestynacji: zbawienie zależy od łaski Boga.
  • Majątek nagrodą za pracowitość; bieda karą za lenistwo.
  • Bardzo surowe zasady moralne.

 

Początki humanizmu we Włoszech – odrodzenie starożytności

Pod koniec średniowiecza zaczęło stopniowo wzrastać zainteresowanie dokonaniami starożytności. Także wcześniej znajomość tych dokonań nie była taka słaba. Niemniej panująca w średniowieczu hierchia dotyczyła także nauki i sztuki. Cóż, twórcy antyczni byli poganami. Ich dzieła były pogańskie, przez co automatycznie spadały na sam dół drabiny wartości. Tak się jednak składa, że dzieła te to często arcydzieła. Mimo to – i mimo że także wtedy to zauważano – jedynym sposobem kontynuowania tradycji antycznych było przystosowanie ich do potrzeb chrześcijaństwa. W taki choćby sposób, jak to czynili wielcy filozofowie średniowiecza, Augustyn i Tomasz, z dokonaniami Platona i Arystotelesa.

Schyłek epoki przynosi jednak postępujący rozkład zarówno myślenia uniwersalistycznego, jak i, nieodłącznie z nim związanego, ustalonego w średniowieczu obrazu świata. Już w XIV wieku we Włoszech pojawiają się pierwsze głosy zachwytu nad starożytnością. Dzieje się to powoli i z początku jeszcze z zachowaniem średniowiecznej wersji „politycznej poprawności”. Wyraz fascynacji antykiem daje na przykład Dante podczas swej wędrówki po zaświatach w Boskiej Komedii. Wszystkich starożytnych wielkich, z Wergiliuszem na czele, spotyka jednak, jako że są poganami, w piekle. Giovanni Boccaccio w swym mniej sławnym niż Dekameron dziele o mitologii greckiej udowadniał, że bogowie starożytności są wytworem fantazji, natura mitu zaś zbliżona jest do natury utworu poetyckiego. Pozornie nic w tym dziwnego – prócz ­wielkiego podziwu dla antycznej wyobraźni, która, zdaniem Boccaccia, te mity stworzyła. Dość szybko ten coraz częściej wyrażany podziw przerodził się w bardziej świadomą akcję kontynuowania i rozwijania dokonań antyku. Działo się tak w sferze naukowej.

W XV wieku rozwinęły się pierwsze, początkowo niezależne od uniwersytetów, systemy studiów nad kulturą Grecji i Rzymu. Życie umysłowe pierwszych humanistów skupiało się w zakładanych przez nich akademiach – nazwa nawiązuje do tej utworzonej przez Platona. Przede wszystkim dlatego, że na początku uniwersytety konserwatywnie pozostawały przy średniowiecznym systemie organizacji studiów i życia naukowego – przy scholastyce. W końcu jednak, najpierw we Włoszech, nastąpiło zwycięstwo humanizmu – i na uniwersytetach pojawiać się zaczęły „wydziały” obejmujące badania sztuki, kultury i filozofii, a także politykę i retorykę. Jednocześnie, a może nawet nieco wcześniej, ruch humanistyczny przyjmować się zaczął w literaturze i sztuce. Antyczne pozostałości, jak ruiny budowli i wykopywane od czasu do czasu stare rzeźby, były teraz nie źródłem materiału budowlanego, jak w średniowieczu, lecz inspiracją dla architektów, rzeźbiarzy i malarzy.

Z kolei humanistyczne renesansowe poetyki – zbiory zasad tyczących się komponowania utworów literackich – operowały antycznymi pojęciami, jak decorum czy mimesis, jako wzór języka przedstawiając łacinę Cycerona. W XV wieku przestano też zachowywać owe pozory „politycznej poprawności”. Dochodziło do takich paradoksów jak ten, że kardynał, sekretarz papieża i jednocześnie wielki humanista Pietro Bembo w oficjalnej korespondencji kościelnej używał zwrotów „na bogów i ludzi” czy „nieśmiertelni bogowie”. Ba, nie dość, że sekretarze głowy Kościoła byli wyznawcami starożytności, to często sami papieże rekrutowali się spośród humanistów. Przykłady? Mikołaj V albo Pius II – wielcy mecenasi sztuki i sponsorzy przebudowy Rzymu w duchu renesansu.

Rozwój języków narodowych

Tak naprawdę języki narodowe rozwijały się już w średniowieczu. W renesansie jednak stały się rzeczy niezmiernie ważne. Po pierwsze, rozpoczęło się kształtowanie tego, co nazywamy językami literackimi. Po drugie, języki narodowe zaczęły być wprowadzane do życia naukowego, a także w zamknięty dla nich do tej pory obszar teologii i religii. Działo się to na dwa sposoby. Pierwszy wybrali humaniści. Początkowo uznawali absolutną wyższość łaciny, ale zachęceni osiągnięciami Dantego i Petrarki – zaczęli świadomie budować narodowy język literacki, we Włoszech wywodzący się z dialektu toskańskiego. Doszli bowiem do wniosku, że podobnie jak łacina przeszła określony rozwój, zanim osiągnęła poziom tak przez nich podziwiany – mogą go przejść języki narodowe. Drugi sposób wiąże się z ruchami reformacyjnymi. Te, po pierwsze, dążyły do zerwania z papieskim i humanistycznym Rzymem. A czy istnieje coś bardziej rzymskiego niż łacina? Po drugie zaś głosiły postulat ogólnej dostępności do Biblii, którą to dostępność zapewnić mogło jedynie jej tłumaczenie. Tak oto łacina przestaje być powoli językiem literatury, co, wraz z odkryciem druku, niepomiernie zwiększyło dostęp do książek.

Odkrycie druku

Średniowieczna technika powielania tekstu polegała na mozolnym i artystycznym przepisywaniu, które trwało nierzadko latami. W związku z tym mało było rzeczy równie drogich jak książki. „Odkrywanie” druku trwało przez pierwszą połowę XV wieku. Jego ukoronowaniem było wydanie przez Jana Guttenberga drukowanej Biblii. Zastosował on technikę ruchomej czcionki, która po wielu ulepszeniach panowała w drukarstwie aż do niedawna, do wynalezienia składu komputerowego. Wcześniej pierwszych prób drukowania dokonywano, rzeźbiąc matrycę całej strony w drewnie lub innym materiale. Nie było to, niestety, o wiele łatwiejsze niż przepisywanie. Wynalazek Guttenberga natomiast polegał na tym, że drukarz dysponował dużą liczbą czcionek, odpowiadających poszczególnym literom, które układał w słowa i zdania na specjalnej płycie, odpowiadającej stronie tekstu. Po odbiciu określonej liczby takich stron – z tych samych czcionek mógł ułożyć następne strony. Pozwoliło to na ogromne przyspieszenie procesu powielania tekstu i obniżenie związanych z nim kosztów. Dzięki temu zwiększyło się grono odbiorców słowa pisanego. Coraz więcej ludzi – co prawda wciąż jeszcze tylko zamożnych – mogło sobie pozwolić na nabycie książki. Wpłynęło to także na rozwój nauk. Łatwy dostęp do dzieł uczonych kolegów i poprzedników pozwalał badaczowi uniknąć powtarzania ich działań i przyspieszyć pracę.

Rozszerzenie możliwości nauki

Rozkład myślenia uniwersalistycznego pociągnął za sobą pojawienie się wątpliwości co do średniowiecznych wyobrażeń na temat kształtu świata, opartych, rzecz jasna, na Biblii i zgodnych z nauką Kościoła. W pewnym sensie Kościół skutecznie blokował rozwój nauk, zwłaszcza przyrodniczych. Twierdził bowiem, iż cała prawda na temat natury znajduje się w Biblii. Tymczasem miały miejsce co najmniej dwa wielkie wydarzenia, które niezwykle poważnie przyczyniły się do podważenia nauki Kościoła. Pierwszym z nich było odkrycie nieznanych lądów. Drugim sformułowanie i uzasadnienie teorii heliocentrycznej. Znaleziono niezbite dowody na istnienie spraw, o których w Biblii nie ma ani słowa. To z kolei zaowocowało siedemnasto– i osiemnastowiecznymi odkryciami w naukach ścisłych.

Wielkie odkrycia geograficzne

Chronologicznie rzecz biorąc, to one były pierwszym ze wspomnianych dwu wielkich wydarzeń. I choć dokonywali ich ludzie, których trudno określić mianem naukowców, przyniosły wiedzę naukową. Powody, dla których organizowano wyprawy, również trudno nazwać naukowymi. Przede wszystkim chodziło o odkrycie morskiej drogi do Indii, czyli o pieniądze. O pieniądze zaoszczędzone na transporcie luksusowych zamorskich towarów, do tej pory przewożonych karawanami przez azjatyckie pustynie, i o te, które można było, w postaci kruszców, z tych wypraw przywieźć – niekoniecznie za zgodą właścicieli. Początkowe sukcesy odkrywcze należały do wypraw hiszpańskich. Pierwsza z nich, Kolumba, płynąc do Indii, dzięki sławetnej pomyłce dotarła w 1492 roku do leżącej u wybrzeży Ameryki wyspy, nazwanej z czasem San Salvador. Pomyłkę ową skorygował dopiero później włoski żeglarz Amerigo Vespucci, który udowodnił, że odkryto nowy kontynent. Zapewniło mu to nieśmiertelność w nadanej temu kontynentowi nazwie. Wyprawa Kolumba nie została właściwie doceniona. Hiszpańska królowa z zażenowaniem oglądała ziemniaki, kukurydzę i tytoń, przywiezione przez dzielnego kapitana zamiast spodziewanych gór złota, i zaprzestała na jakiś czas finansowania wypraw. Popełniła poważny błąd. Skorzystali z niego Portugalczycy, którzy w tym samym czasie poszukiwali sławnej drogi do Indii. W 1498 roku dopięli swego: wyprawa Vasco da Gamy dotarła do celu. Przez następnych sto lat trasa ta była najlepiej strzeżoną tajemnicą Europy, a Portugalia uzyskała w ten sposób absolutny monopol na handel z Indiami i południową Afryką. Tymczasem odkrywanie Ameryki trwało. Wyprawy finansowała teraz szlachta hiszpańska, która dzięki nim miała co ze sobą zrobić: znalazła nowy świat, w którym nadal można było żyć życiem rycerza. Żyła tam też tym życiem dość aktywnie. Konkwistadorzy, jak nazwano śmiałków dokonujących „conquisty” (konkwisty), czyli „zdobywania” Ameryki Południowej – utopili ją we krwi. Najsławniejsi z nich to Ferdynand Cortez, który na czele gromady uzbrojonych po zęby wyrzutków hiszpańskiego społeczeństwa zdobył w 1519 roku półwysep Jukatan, bezmyślnie unicestwiając wysoko rozwiniętą pod niektórymi względami wyprzedzającą Europę kulturę i cywilizację Azteków, oraz Franciszek Pizarro, który na czele bardzo podobnej gromady w 1532 roku zdobył tereny dzisiejszego Peru, bezmyślnie unicestwiając wysoko rozwiniętą kulturę i cywilizację Inków.
Nie można zapomnieć o wyprawie Magellana, która, opłynąwszy Amerykę, podążała cały czas na zachód, aż dotarła do Indii, przez co udowodniła tezę o kulistości Ziemi.

Heliocentryzm

To drugie z wielkich odkryć wstrząsów, obalających biblijno-naukowe twierdzenia Kościoła i mających zadecydować o dalszej karierze naukowego badania świata. Jego autorem był nasz słynny rodak z Torunia – Mikołaj Kopernik. Wysunął on i – na miarę ówczesnych możliwości fizyki i astronomii – dość przekonująco udowodnił tezę, że centrum wszechświata jest Słońce, Ziemia zaś i inne planety krążą wokół niego. Na swoje szczęście Kopernik, publikując w 1543 roku dzieło zawierające tę myśl, przedstawił teorię heliocentryczną jako niepotwierdzoną hipotezę i nie wysnuwał żadnych wniosków teologicznych. Inaczej jednak zrobił słynny Giordano Bruno, który uznał heliocentryzm za dowód tożsamości Boga i świata. Potępiony i przez protestantów, i przez katolików – spłonął na stosie, do końca broniąc swego przekonania.
Choć początkowo teoria Kopernika nie znalazła większego oddźwięku, z czasem, po kolejnych uzupełnieniach, stała się jedną z podstaw astronomii.

Przemiany społeczne

Czy rozwój technik wojennych może mieć jakiś wpływ na kształt społeczeństwa? Jak się okazuje – tak. U schyłku średniowiecza, głównie dzięki zastosowaniu broni palnej, ujawniła się przewaga zawodowej piechoty nad odzianą w ciężkie zbroje kawalerią. Tym samym straciła swoje znaczenie dotychczasowa główna rola szlachty, którą było uprawianie rzemiosła wojennego. Spadły koszta wyposażenia żołnierza. Nie używał on już konia, a zamiast pełnej zbroi nosił pancerz osłaniający klatkę piersiową. Dzięki temu armie stawały się coraz liczniejsze. Wojowanie – dawny przywilej i racja bytu szlachty – przestało być zajęciem prestiżowym. Stało się płatnym zawodem, który mógł wykonywać przedstawiciel dowolnego stanu społecznego.

Równocześnie dzięki rozwojowi bankowości, giełdy, zalążkom produkcji przemysłowej i gospodarki wolnorynkowej – zaczęło się nagle okazywać, że prawdziwy wpływ na to, co dzieje się na świecie, mają już niekoniecznie ci, w których żyłach płynie błękitna krew, lecz ci, przez których konta płyną złote monety. Te zaś w największych ilościach płynęły w tej chwili przez konta mieszczan. Zajęcia takie jak handel czy spekulacja finansowa, będące w pogardzie u szlachty, uważane za niegodne, okazały się najbardziej dochodowe. To one między innymi przyczyniły się do lawinowego rozwoju miast i wzrostu ich dochodów. Wzrost zamożności mieszczan pociągał za sobą wzrost ich wpływów politycznych. Szlachta zatem, dotychczas najpotężniejsza warstwa społeczna, musiała podejmować rozmaite wysiłki, by przystosować się do nowej sytuacji. Szlachta hiszpańska i portugalska po prostu wyruszały do Ameryki, gdzie obowiązywały zupełnie inne, zdobywcze prawa i gdzie wciąż możliwe było życie zgodnie z wzorcami feudalnymi.

Szlachta polska „poszła w zaparte” i, używając swych niesłychanie potężnych jak na Europę uprawnień politycznych, zablokowała rozwój miast, a wraz z nimi całej nowoczesnej gospodarki. Przyczyniła się tym samym do ogromnych zysków ze sprzedaży płodów rolnych krajom europejskim, lecz także, w do zacofania cywilizacyjnego naszego pięknego kraju, z którego skutkami borykamy się zresztą do dzisiaj. Najlepiej chyba poradziła sobie szlachta angielska: nawiązała kontakty z mieszczaństwem, by inwestować pieniądze w nowoczesne przedsięwzięcia. Szlachta Francji i Niemiec przyjęła natomiast strategię raczej obronną i jako tako dotrwała do końca XVIII wieku, od kiedy to przestała mieć większe znaczenie.

Przemiany polityczne

Koniec idei jedności chrześcijaństwa, koniec idei cesarstwa, reformacja – to przyczyny ukształtowania się nowożytnego państwa. A jego ukształtowanie się to dla historyków najważniejsze chyba zjawisko przesądzające o początku nowożytności. Państwo nowożytne – to organizm, którego terytorium i mieszkańcy podporządkowani są jednemu, silnemu władcy, integralny, suwerenny, mający jednolite centrum decyzyjne. Czynnikiem łączącym jest na ogół po prostu silna władza monarchy. Drugim z występujących wówczas w makroskali zjawisk politycznych, które mają szczególne znaczenie dla kultury, jest stopniowe przenoszenie się centrum cywilizacyjnego Europy z Basenu Morza Śródziemnego na północ – do Niderlandów, Anglii i północnych Niemiec. Te bowiem kraje, zdominowane przez silne, prężne mieszczaństwo, stają się ówczesnymi potęgami gospodarczymi. Nieco później, pod koniec XVII wieku, przeniesie się na północ także centrum kulturowe Europy. Na razie jednak nowe wciąż przychodzi z południa.

 

Filozofia odrodzenia

Erazm z Rotterdamu

Niewątpliwie najważniejszym nurtem filozofii renesansowej jest humanizm. Najwybitniejszym jego przedstawicielem był Erazm z Rotterdamu, którego poglądy stanowią summę humanistycznej filozofii. Urodził się w roku 1467, zmarł w 1536. Młodość spędził w zgromadzeniach zakonnych z kręgu tzw. nowej pobożności, intelektualnego nurtu odnowy katolicyzmu. Później opuścił klasztor i wyruszył do Rzymu, gdzie szybko zyskał sławę. Pod koniec życia stał się wzorem i wyrocznią europejskich humanistów. Jego najsłynniejsze dzieła to rozbudowywany przez całe życie zbiór wybranych przysłów pt. Adagia, ostra satyra Pochwała głupotyEnchiridion militis Christiani, traktat filozoficzno-religijny. Erazmowe ujęcie humanizmu najlepiej przedstawić za pomocą kilku pojęć.

  • Antropocentryzm – człowiek i ludzkie sprawy są w centrum zainteresowań myśliciela.
  • Indywidualizm – każdy człowiek jest uznany za dobro niepowtarzalne i odrębne. Erazm wprowadza w ten sposób na nowo do filozofii zapomniane nieco w czasach myślenia uniwersalistycznego pojęcie jednostki.
  • Tolerancja – prawem człowieka jest dochodzenie samemu do prawdy, nie wolno narzucać mu wbrew jego woli żadnych gotowych rozwiązań.
  • Racjonalizm – prawdy należy szukać na drodze rozumowej, bo tylko rozum jest wystarczającym i niezawodnym narzędziem poznania.
  • Irenizm – renesansowa forma pacyfizmu, wyklucza siłowe rozwiązania sporów jako niezgodne z rozumem.

Erazm opowiadał się za reformą Kościoła. Zwalczał nieuctwo kleru, symonię i korupcję, w związku z czym uważany był przez duchowieństwo za jednego z przywódców reformacji. Nie przyłączył się jednak do żadnego nowego wyznania. Chyba przede wszystkim dlatego, że budziła w nim opór protestancka koncepcja predestynacji. Jeszcze innym aspektem jego działalności była walka o nowe metody naukowe. Przeciwstawiał się scholastyce. Prace Erazma miały wielki wpływ na upowszechnienie się humanizmu w europejskich uczelniach.

Doktryna predestynacji

Ta, jak mogłoby się wydawać, ściśle teologiczna kwestia już w renesansie była swoistą inspiracją niektórych utworów literackich, by w następnej epoce stać się jednym z podstawowych problemów literatury i filozofii.
Naukę o predestynacji propagował w XVI wieku Jan Kalwin. Opiera się ona na przekonaniu, że konkretny człowiek już w momencie narodzin jest przeznaczony (predestynowany) przez Boga albo do zbawienia, albo do potępienia, które zależą tylko od Jego łaski bądź niełaski. Nie jest to myśl zupełnie nowa. Podobne poglądy można znaleźć u świętego Augustyna. I tak jak w wypadku jego filozofii, tak i teraz można zastanawiać się nad swoistą paradoksalnością doktryny o predestynacji. Paradoks ten w uproszczeniu wygląda mniej więcej tak. Skoro i tak od początku postanowione jest, czy pójdę do nieba, czy do piekła – to nie jest ważne, jak będę żył. I na odwrót: skoro może być postanowione, że jednak pójdę do piekła – oznacza to, że najszczersze i najlepsze chęci i życie w zgodzie z sumieniem nie mają sensu. Bóg zaś chyba po prostu się nami bawi… Zwłaszcza ten ostatni problem interesował myślicieli i twórców baroku. Ba, był przyczyną ich poważnych lęków! I nie zawsze rozpraszało te lęki luterańskie rozwiązanie paradoksu – stwierdzenie, że dobre i godziwe życie to dowód, iż człowiek jest predestynowany.

Niccoló Machiavelli

Ten myśliciel, działający na przełomie XV i XVI we Florencji, zyskał sobie u potomności raczej kiepską opinię. Utworzone od jego nazwiska słowo „makiawelizm” oznacza cokolwiek diaboliczne, cyniczne, niemoralne, przewrotne i intryganckie metody dążenia do celu.

Machiavelli zajmował się filozofią polityczną. W traktacie Książę przedstawił swoją koncepcję nowoczesnego państwa. Każde państwo istnieje, jego zdaniem, po to, by stać się potęgą, która zapewni swoim mieszkańcom jak najlepsze życie. Aby to osiągnąć, władca nie może mieć skrupułów. Przytaczając przykłady z historii Rzymu i czyniąc aluzje do współczesnych wydarzeń politycznych, Machiavelli wykazał, że w polityce zdecydowanie najskuteczniejsza jest gra nieczysta. W bitwie nieuczciwy fortel przynosi znacznie większe korzyści niż otwarty szturm – fair play. Podobnie, jego zdaniem, jest w polityce. Tym bardziej że, jak twierdził florencki filozof, natura człowieka jest dość parszywa. Najsilniejsze ludzkie cechy to obłuda, fałszywość, niewdzięczność i nielojalność. A zatem takich poddanych ma władca. Naiwnością z jego strony byłoby więc okazywać im szlachetność i pobłażliwość, albowiem, zdaniem Machiavellego, to najprostsza droga do sytuacji, w której poddani wbiją władcy nóż w plecy. Prócz tej ponurej wizji zawdzięczamy Machiavellemu sformułowanie pojęcia „państwa” w takim znaczeniu, w jakim używamy go dziś.

Istnieje też pewne usprawiedliwienie dla „niemoralności” jego rad udzielanych politykom. Trzeba mianowicie pamiętać, że renesansowe Włochy to plejada maleńkich, często skłóconych ze sobą państewek, zarządzanych na rozmaite sposoby i o bardzo niepewnej, regulowanej przez bunty i skrytobójstwa, sytuacji wewnętrznej. Trudno więc było wymagać od ich władców, by próbowali wejść na arenę międzynarodową owym uczciwym otwartym szturmem.

 

W Polsce

Wiek XVI to czas niesłychanego rozkwitu polskiej kultury, określany jako jej ­złoty wiek. Był to okres, w którym Akademia Krakowska należała do najważniejszych ośrodków życia naukowego w Europie; w którym najwybitniejsi myśliciele światowi dedykowali swe prace polskim kolegom; w którym wreszcie ożywienie intelektualnego i artystycznego życia w Polsce osiągnęło poziom dotąd – a kto wie, czy i nie do dziś – niespotykany.

Kontakty z włoskimi humanistami zaczęły się już w XV wieku. Bywali oni zapraszani na dwór Jagiellonów. Pod koniec wieku XV w Polsce schronił się przed gniewem papieża Filip Buonaccorsi, występujący pod pseudonimem Kallimach, wybitny humanistyczny poeta i publicysta. Około roku 1488 z kolei przybył do Krakowa, aby studiować matematykę i astronomię, równie wybitny wędrowny niemiecki poeta i działacz humanizmu Konrad Celtis, który założył tu pierwsze w Europie Wschodniej towarzystwo literackie, pod nazwą Sodalitas Litteraria Vistulana. Długie wizyty obu tych panów podziałały ożywczo na polskie środowisko kulturalne. Część polskich twórców wczesnego renesansu rozpoczęła działalność pod ich wpływem. Dotyczy to choćby bajkopisarza Biernata z Lublina, który pracował jako sekretarz Kallimacha.

Koniec XV i początek XVI wieku to czas szczególnego rozwoju Akademii Krakowskiej. Wykładali w niej wówczas naukowcy, którzy zyskali europejską sławę, jak matematyk Wojciech z Brudzewa i geograf, historyk, astrolog i lekarz w jednej osobie – rektor akademii Maciej z Miechowa. Prestiż akademii przyciągał do Polski studentów z zagranicy, zwiększał też zainteresowanie dokonaniami polskich humanistów.

W Polsce także znalazły odzew idee protestanckie. Wśród szlachty popularne było przechodzenie na kalwinizm, prawdopodobnie ze względu na demokratyczny system organizacji gmin. Z kolei w miastach, zwłaszcza na północy, triumfy święcił luteranizm. W połowie XVI wieku wspólnota polskich kalwinistów rozpadła się na tzw. zbór większy, kalwiński, i zbór mniejszy – ariański. Powstanie tego drugiego było efektem wpływu wygnanych z Włoch antytrynitarzy. Cechował ich skrajnie racjonalistyczny stosunek do prawd wiary; w kwestiach dogmatycznych prezentowali stanowisko radykalne: odrzucali istnienie Trójcy Świętej, zaprzeczali boskości Chrystusa. Tym samym byli „zbyt reformacyjni” nawet jak na gusta protestantów. Ponadto mieli bardzo radykalne poglądy społeczne: zakazywali piastowania urzędów i posiadania poddanych oraz udziału w wojnach i posiadania broni. To z kolei było jawnie sprzeczne z ideałami polskiej szlachty. Z tych powodów bracia polscy stanowili jedyną grupę protestantów, którą spotkały prześladowania. Arianie dbali o wykształcenie. Bardzo wysoki poziom reprezentowało prowadzone przez nich gimnazjum w Pińczowie. W założonym przez siebie w 1567 roku mieście Raków utworzyli tak zwaną Akademię Rakowską – gimnazjum sławne na całą Europę.

Poważniejsze prześladowania dotknęły tylko arian, przeciw którym zwrócili się zarówno katolicy, jak i pozostałe wyznania protestanckie. Katoliccy królowie bynajmniej nie popierali reformacji, ale niewiele mogli przeciwko niej wskórać. Co prawda w 1520 roku wydany zostaje edykt zabraniający przywożenia do Polski dzieł Lutra, a później rozporządzenia grożące śmiercią na stosie, ale nigdy groźby te nie zostały spełnione. Gdy w całej Europie mordowano się zaciekle z powodu różnic wyznaniowych, Polska pozostała „krajem bez stosów”. Nie należy jednak przesadzać z idealizowaniem ówczesnej polskiej tolerancji i wolności słowa. O dobrym działaniu państwowej i kościelnej cenzury świadczą kłopoty z wydaniem dzieła największego polskiego filozofa politycznego Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Polityczne rozważania Modrzewskiego zawarte w dziele O poprawie Rzeczypospolitej ksiąg pięcioro znalazły szeroki oddźwięk w Europie.

Wiek XVI upłynął pod znakiem kształtowania się Rzeczypospolitej szlacheckiej. Wzrastająca rola sejmu i szlachty spowodowała osłabienie władzy królewskiej. Już od początku wieku bez zgody braci Sarmatów król nie mógł dokonać żadnego właściwie posunięcia. Jednocześnie przyszedł kres wielkiej jeszcze niedawno i potężnej dynastii Jagiellonów. Najpierw w bitwie pod Mohaczem zginął Ludwik Jagiellończyk i tym samym wygasła czesko-węgierska linia tej dynastii. Później, w roku 1572, po śmierci Zygmunta Augusta, wygasła jej linia polska. Moment ten otwiera w dziejach Polski erę wolnych elekcji, czyli wyborów króla dokonywanych przez szlachtę. Jest to zarazem, jak się zdaje, początek schyłku możliwości Polski na arenie międzynarodowej.

Kto to jest człowiek renesansu?

Dziś mówimy tak o kimś, kto wykazuje rozległe zainteresowania i umiejętności w przynajmniej kilku całkowicie różnych dziedzinach. Źródłem tego określenia jest renesansowy ideał humanisty: człowieka zorientowanego we wszystkich aspektach ludzkiego życia. I nie chodzi tu tylko o geniuszy jak przywoływany często dla zobrazowania tego określenia Leonardo da Vinci. Po prostu renesans był ostatnim chyba momentem w historii, gdy człowiek wykształcony, oczywiście kosztem sporej pracy, mógł dojść do stanu, w którym wiedział wszystko czy prawie wszystko, co do tej pory odkryto we wszystkich dziedzinach nauki. Prawdę mówiąc, było to możliwe dlatego, że musiał sobie w tym celu przyswoić mniej więcej tyle informacji, ile dziś powinien zapamiętać uczeń liceum. Piękne to były czasy…

Mroki odrodzenia

Być może, uczestnikom filozoficznej dysputy na temat kanonów piękna – toczonej na książęcym włoskim dworze, ozdobionym cudownymi, wówczas nowoczesnymi, dziełami najlepszych renesansowych artystów, przy dobrym winie i wśród pięknych kobiet – przeciwstawienie strasznego i mrocznego średniowiecza owej nowej, jasnej i wspaniałej epoce wydawało się oczywiste. Niestety, zdania tych uczonych humanistów co do swoich czasów raczej nie podzielali mieszkańcy niemieckich miasteczek, często dosłownie co roku palonych, a to przez wojska protestantów, a to przez katolików. Nie podzielały go też zapewne ofiary nocy świętego Bartłomieja we Francji i ofiary rządów angielskiej królowej Marii Tudor, która dzięki zasługom w dziedzinie czynnej i zbrojnej obrony katolickich prawd wiary przeszła do historii jako Krwawa Mary.

Wiek XVI bowiem upłynął w całej niemal Europie pod znakiem zażartych wojen religijnych. Najgorzej było chyba w Niemczech. Cesarstwo składało się z kilkudziesięciu mniejszych i większych księstw. Każdy z kilkudziesięciu książąt miał swoje ambicje i polityczne plany. W związku z tym albo wybierał drogę do niezależności przez opowiedzenie się za protestantyzmem, albo stawał po stronie cesarstwa. W dodatku czasem zdarzało im się zmieniać zdanie. Kształt koalicji nigdy nie był stały. Panował tam zatem poważny chaos. Postanowienie pokoju augsburskiego z 1555 roku, dające władcy możliwość wyboru wyznania panującego w jego kraju, było więc jedynym sensownym rozwiązaniem trwającej trzydzieści lat okrutnej wojny wszystkich ze wszystkimi.
Z pewnością też ta światła i piękna epoka nie była najsympatyczniejszą w dziejach Inków i Azteków w Ameryce Południowej.

Zobacz:

Renesansowa Europa

Renesans – praca domowa

Postacie i przestrzenie renesansowej literatury

Przed pracą klasową – synteza epoki renesansu

Pojęciownik epok: renesans