Jaki kolor ma światło?

Światło, które świeci w nazwie tej epoki, zwykliśmy utożsamiać z tradycją encyklopedystów, Woltera i hasłami rewolucji francuskiej. Ewentualnie także z potężnymi racjonalistycznymi koncepcjami naukowymi Smitha czy Malthusa. To światło rozumu i etyki ludzkości pojmowanej jako najwyższy cel. Światło równości i sprawiedliwości społecznej, obiektywnej postawy naukowej. Jakie to piękne i wzniosłe! Cóż jednak zrobić z dokonaniami panującego w tym samym wieku Fryderyka Wielkiego? Przecież goszcząc na swym dworze Woltera i d’Alemberta, tworzył on równocześnie system polityczny, na który z zazdrością i podziwem oglądał się później Adolf Hitler.

A co w tymże samym wieku rozumu skłoniło pewnego francuskiego markiza, od którego nazwiska utworzono wdzięczne pojęcie sadyzmu, do napisania 120 dni Sodomy, dzieła opartego na doświadczeniach własnych i przyjaciół, stanowiącego katalog kilkuset wyrafinowanych – i po części do dziś karalnych – perwersji seksualnych? A może to właśnie owo światło rozumu zwabiło członków tak zwanych Hellfire Clubs w Anglii, bogatych młodych arystokratów, do uczestniczenia w rozrywkach, z których wymyślenia dumny byłby sam wspomniany de Sade? Dla równowagi zaś pytanie: dlaczego w tym samym czasie, kiedy ­Wolter głosił pochwałę rozumu, a Diderot ogłaszał swe koncepcje utylitarystyczne, Jan Jakub Rousseau tworzył piękną i rozpaczliwą zarazem koncepcję człowieka natury, pisząc o cierpieniu i krzywdzie, których źródłem jest cywilizacja?

Powiedzmy sobie wprost: wiek rozumu to wiek skrajności. Ma bardzo różne oblicza. Sama nazwa oświecenie może określać pewien prąd umysłowy. Z pewnością jednak nie jest uprawnione stosowanie jej odnośnie do wszystkich zjawisk tej epoki. Zresztą nawet w ramach działalności ludzi oświecenia znaleźć można sporo paradoksów. Wystarczy zestawić hasła rewolucji francuskiej z losem ludzi, których głowy spadały pod ostrzem jednego z najbardziej pomysłowych wynalazków epoki…

.

Drogi rozwoju najważniejszych państwowości

Prusy

Od połowy XVII wieku ten do niedawna prowincjonalny kraj rozpoczyna swój marsz ku kręgowi mocarstw europejskich. W latach 1713-1740, za panowania Fryderyka Wilhelma I, który przeszedł do historii jako Król Kapral, szczególny ustrój Prus został ukształtowany ostatecznie. Można go określić jako absolutystyczny. Jego specyfika polegała zaś na tym, że sercem i ośrodkiem całego aparatu sprawowania władzy nie był, jak choćby we Francji, cywilny premier i rząd. Była nim instytucja o nazwie Generalny Komisariat Wojny łącząca w sobie funkcję sztabu generalnego, ministerstwa wojny i ministerstwa finansów. Cały system władzy podporządkowany był w ten sposób jednemu celowi – rozwijaniu armii, a pozostałe dziedziny działalności państwa prus­kiego grały rolę podrzędną wobec wojska. Mimo to, a może właś­nie dlatego, urzędnicza machina pracowała z niezwykłą precyzją.

Szczyt rozwoju osiągnęły osiemnastowieczne Prusy za panowania Fryderyka II zwanego Wielkim w latach 1740-1786. To klasyczny przykład absolutysty oświeconego. Utrzymywał kontakty z Wolterem, wprowadził ustawę o tolerancji ­religijnej i zakazał stosowania tortur. Wprowadził też powszechny obowiązek szkolny. Zarazem był potwornie cynicznym politykiem, używającym najpaskudniejszych metod, by zapewnić swemu państwu rozwój. Przykłady? Skorzystał z kryzysu w Austrii, by zagarnąć Śląsk. To on także, korzystając z sytuacji w Polsce, przeprowadził jej rozbiór. Wyniki? Po pierwszym manewrze – dwukrotny wzrost liczby ludności Prus i wcielenie w ich granice bardzo bogatej i wysoko rozwiniętej prowincji. Po drugim – kolejne zwiększenie liczby ludności, a także powiększenie terytorium. Dzięki tym i podobnym manewrom Prusy stały się jedną z największych potęg.

Armia fryderycjańska

Armia pruska zorganizowana była w absolutnie nowatorski, jak na tamte czasy, sposób i stanowiła, niestety, wzór do naśladowania, zwłaszcza dla sąsiadów Polski. Panował w niej nieludzki zamordyzm. Nie do pomyślenia był jakikolwiek sprzeciw wobec rozkazu dowódcy czy jakieś niedokładności w tego rozkazu wykonaniu. Za podstawę funkcjonowania tej armii uznano ślepe posłuszeństwo, i za wszelkie przeciwko niemu wykroczenia groziły srogie kary. Żołnierz miał bać się bardziej swojego przełożonego niż wroga na polu bitwy.

Prócz tego Fryderyk Wilhelm I zorganizował doskonały system rekrutacji do armii. Cały kraj podzielono na okręgi zwane kantonami, którym przyporządkowano poszczególne oddziały mające prowadzić na tych obszarach werbunek. Obowiązek dwuletniego szkolenia wojskowego obejmował większość dorosłych mężczyzn w państwie. W praktyce jednak służba wojskowa mogła trwać i kilkanaście lat – ze względu na ciągłe wojny.

Armia pruska rozwijała się błyskawicznie. Od roku 1713 do 1786 jej liczebność wzrosła z czterdziestu do stu dziewięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, co stawiało ją na trzecim miejscu w Europie, po Austrii i Rosji.

W miarę dobrą stroną służby w pruskiej armii był natomiast fakt, że równie poważnie jak do dyscypliny podchodzono w niej do spraw „socjalnych”. A zatem żołnierz pruski pod jeszcze jednym względem był ewenementem wśród swoich europejskich kolegów. Otrzymywał mianowicie żołd w terminie. Prócz tego, co także było rzadkością, mógł liczyć na fachową i bezpłatną opiekę medyczną, a po zakończeniu służby – na państwową posadę i różne formy zabezpieczenia emerytalnego, na przykład w postaci przydziału ziemi na podbitych terytoriach, choćby w Wielkopolsce.

Rosja

Początek XVIII wieku wiąże się także z dość gwałtownym pojawieniem się na europejskiej scenie politycznej kolejnego mocarstwa – Rosji. Początkowo rozwijała się przede wszystkim dzięki słabości Polski – odebranie jej Ukrainy po powstaniu Chmielnickiego zapoczątkowało proces zastępowania Rzeczypospolitej przez Rosję w europejskiej roli dużego państwa na Wschodzie. Do końca siedemnastego stulecia kraj ten pozostawał jednak zupełnie na uboczu, choć już w XVII wieku poczynił pierwsze poważniejsze próby korzystania z europejskich osiągnięć, głównie na zasadzie swoistego importu zagranicznych specjalistów technicznych i wojskowych. Ponieważ jednak wśród Rosjan panowała wówczas ostra niechęć do wszelkiej cudzoziemszczyzny, specjaliści owi byli izolowani od ludności miejscowej i zgrupowani w osiedlu Niemiecka Słoboda na przedmieściach Moskwy. Ta sama niechęć sprawiała, że wszystko, co wiązało się z zagranicą, przyjmowało się bardzo długo. Poza tym nie tak łatwo było o wymianę kulturalną i cywilizacyjną. Przecież z Moskwy do Warszawy, nie mówiąc już o odległości do Paryża, jest spory kawałek… Jeśli zaś chodzi o transport morski, to Rosja miała w XVII wieku tylko jeden, zamarzający zimą, port w odległym Archangielsku.

Temu wszystkiemu postanowił zaradzić, panujący od roku 1689, car Piotr I. W 1700 roku Piotr I wszedł w specyficzny sojusz z królem Polski i Saksonii Augustem II, dla którego zresztą owo połączenie sił okazało się manewrem dość niefortunnym, i rozpoczął wojnę ze Szwecją, nazywaną wielką wojną północną. Głównym jej celem było dla Rosji uzyskanie sensownego dostępu do Bałtyku. Na początku wojska rosyjskie poniosły druz­gocącą klęskę i inicjatywa znalazła się w rękach Szwedów. Piotr I rozpoczął jednak gigantyczną akcję zbrojeniową i do roku 1708, za cenę niesłychanych ofiar całego społeczeństwa, powiększył armię z czterdziestu (w roku 1700) do stu tysięcy żołnierzy. W 1709 roku wojska rosyjskie pokonały Szwedów pod Połtawą na Ukrainie, gdzie niebacznie zapędziła się armia Karola XII. W myśl traktatu pokojowego zawartego dopiero w 1721 roku w Nystadt – Rosja otrzymała Estonię, Inflanty, Ingrię i część Karelii. Dostęp do Bałtyku stał się rzeczywistością. Car uczcił zwycięstwo, awansując się na Imperatora.

Już w czasie wojny i niedługo po niej Piotr I przeprowadził serię reform umacniających jego władzę w państwie. Zniósł organ parlamentarny – Dumę Bojarską, na jej miejsce powołując uzależniony od siebie Senat Rządzący. Zorganizował rosyjski system urzędniczy, tak zwanych czynów, wprowadzając hierarchiczną strukturę, w której każdej randze urzędniczej odpowiadał określony stopień wojskowy. Otwierał szkoły inżynieryjne i wojskowe, rozwijał armię i flotę. W 1712 roku przeniósł stolicę do swojego nowego miasta – racjonalnie zaprojektowanego Petersburga nad ujściem Newy do Bałtyku.

Po śmierci Piotra I w 1725 roku w dziejach Rosji nadszedł czas poważnego kryzysu. Przez prawie czterdzieści lat, na ogół wskutek przewrotów, na tronie ciągle zmieniali się władcy. Najczęś­ciej zresztą władzę sprawowały kobiety. W gospodarce i strukturach administracyjnych zapanował spory chaos. Sytuacja zmieniła się w roku 1762, kiedy w wyniku zamachu stanu panowanie objęła Katarzyna II, dotychczasowa żona cara Pawła, z pochodzenia Niemka ze szczecińskiego rodu książęcego Anhalt Zerbst. Katarzyna opanowała chaos wewnętrzny i przystąpiła do umacniania swej władzy. Przeprowadziła reformę administracyjną, dzieląc kraj na gubernie i powiaty. Poczyniła nieco ustępstw na rzecz szlachty, lecz absolutnie nie w dziedzinach mających związek z rzeczywistą władzą w państwie. Zapraszała na swój dwór wybitnych intelektualistów Europy, którzy byli nią mniej lub bardziej zauroczeni. Jej gośćmi byli Wolter, Diderot i d’Alembert, którzy ochrzcili ją mianem filozofa na tronie i Semiramidy Północy. Ta Semiramida rozpoczęła też aktywne działania w polityce międzynarodowej. Zaangażowała się we współpracę z Prusami i ostro wzięła się za Polskę. To za jej panowania przeprowadzono wszystkie trzy rozbiory Rzeczypospolitej.

System polityczny, jaki ukształtował się w Rosji za panowania Piotra I, ugruntowany później przez Katarzynę, to odmiana absolutyzmu określana mianem samodzierżawia. Wydając tzw. ukazy, dekrety, od których treści nie było odwołania, car odgrywał rolę władzy prawodawczej i wykonawczej zarazem. W skali europejskiej władcy Rosji mieli chyba największą władzę, jaką mógł mieć monarcha.

Anglia

W siedemnastym wieku, w wyniku narastającego konfliktu między królem i parlamentem, Anglia przeżyła wojnę domową, po niej zaś dziesięcioletni okres papierowej republiki – a właściwie Cromwellowskiej dyktatury. W roku 1659, po obaleniu nieudolnego ­nowego dyktatora, syna słynnego Cromwella, doszło do przywrócenia monarchii. Odtąd jednak król – aby nie podzielić smutnego losu straconego w roku 1649 Karola I – musiał się już liczyć z parlamentem. Zasiadali w nim monarchistyczni konserwatyści, nazwani nieco później torysami, oraz zwolennicy demokracji – wigowie. Różnice między obydwoma stronnictwami były spore. Obie strony jednak, mając w pamięci ponurą wojnę domową, starannie unikały stawiania spraw na ostrzu noża. Wigom udało się tymczasem przeforsować ważne i demokratyzujące ustawy, jak choćby słynny Habeas Corpus Act, ustawę o zakazie aresztowania kogokolwiek bez nakazu sądowego i obowiązku przedstawienia zarzutów w ciągu dwudziestu czterech godzin od zatrzymania. W 1688 roku wigowie i torysi zgodnie odebrali tron królowi Jakubowi Stuartowi. Poszło o sprawy religijne – król zamierzał przywrócić katolicyzm. Został więc po prostu zdetronizowany, a na jego miejsce zaproszono dotychczasowego namiestnika Niderlandów Wilhelma Orańskiego. Przewrót ten przeszedł do historii jako sławetna rewolucja – przymiotnik ten zawdzięczając temu, że był bezkrwawy.

W 1689 roku uchwalona została ustawa konstytucyjna Bill of Rights, ustanawiająca przewagę parlamentu nad królem. Z kolei w 1714 roku, po wygaśnięciu dynastii orańskiej, parlament również bardzo elegancko i bez rozlewu krwi zaprosił do rządów dynastię hanowerską – z Jerzym I jako królem. W tym też czasie ustaliły się podstawowe angielskie zwyczaje parlamentarne. Wyłoniła się zasada odpowiedzialności ministrów przed parlamentem, czyli kontroli władzy wykonawczej. Jednocześnie przyjęło się też, że o obsadzie rządu decyduje partia, która zyskała większość w wyborach. Rząd także zyskał w miarę ustalony kształt. Składał się nań gabinet od dziesięciu do dwudziestu ministrów z premierem na czele. O prawach wyborczych decydowały cenzus majątkowy i wyznanie protestanckie. Kadencję parlamentu przedłużono zaś w 1716 roku do siedmiu lat. Był to początek sprawnie działającej konstytucyjnej monarchii parlamentarnej – absolutnego ewenementu w ówczesnej Europie. Cóż, w porównaniu z innymi systemami parlamentarnymi, choćby polskim czy francuskim z okresu rewolucji, angielski wypadał rewelacyjnie.

  • Po pierwsze, decydował większością głosów.
  • Po drugie, wykształcił się w nim spójny system dwupartyjny.
  • Po trzecie, posłowie cechowali się ogromnym szacunkiem dla prawa i wielką kulturą polityczną.
  • Po czwarte, reguły działania państwa ujmowane były w ścisłe akty prawne, niepozwalające na ich dowolne interpretowanie.
  • Po piąte wreszcie, osoba króla, mimo że jego kompetencje nie były o wiele szersze niż w Polsce, w znaczący sposób wpływała na stałość tego systemu, a autorytet władzy królewskiej był niekwestionowany.

Spójny i sprawny angielski system polityczny tworzył doskonałe warunki do rozwoju gospodarczego. Anglia wysunęła się w tej dziedzinie na czoło Europy. Rozwijały się manufaktury, modernizowało i intensyfikowało rolnictwo. Państwo bogaciło się także dzięki koloniom. W posiadaniu Anglii znalazł się szmat Indii i kolonie w Ameryce Północnej. Te ostatnie jednak – do czasu.

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

Na posiadłości Anglii w Ameryce Północnej składało się w połowie osiemnastego wieku trzynaście kolonii na wschodnim wybrzeżu. Po zwycięstwach Anglii nad Francją w Ameryce i odebraniu tej ostatniej terenów kanadyjskich oraz położonych na wschód od Missisipi nastąpił okres gwałtownego rozwoju kolonii. Liczba ich ludności wzrosła z półtora miliona w roku 1763 do dwóch i pół miliona w 1776. Jednocześnie zacieśniały się więzy pomiędzy koloniami. Choć każda z nich miała dużą dozę autonomii – własny rząd, własne zgromadzenie parlamentarne i królewskiego gubernatora reprezentującego angielskiego monarchę – rodziło się jednak poczucie wspólnoty interesów, politycznych i gospodarczych, i zaczęto odczuwać różnicę dzielącą mieszkańców Ameryki od Europejczyków. Trzeba tu pamiętać, że owi mieszkańcy byli z pochodzenia nie tylko Anglikami. Do Ameryki przybywali też Irlandczycy, Holendrzy i Niemcy. Amerykańskie kolonie miały więc charakter wielokulturowy. Anglia zaś traktowała je przede wszystkim jako źródło dochodów. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu wojny siedmioletniej postanowiła załatać dziury w budżecie, zwiększając podatki w koloniach.

Od 1763 roku nastąpiło stopniowe wzmaganie się twardej polityki podatkowej, co budziło zdecydowany opór kolonistów. Do starcia doszło w roku 1773. Rząd angielski nałożył wówczas serię kolejnych podatków, w tym na herbatę. Amerykanie ogłosili jej bojkot, a następnie w Bostonie wyrzucili za burtę herbaciany ładunek angielskiego statku. Anglicy odpowiedzieli represjami, co sprawiło, że Amerykanie w 1774 roku zwołali wspólne zgromadzenie parlamentarne kolonii nazwane Kongresem, by wspólnie decydować o polityce wobec Anglii. Do pierwszych decyzji Kongresu należało uchwalenie ustawy głoszącej, że prawo do ogłaszania podatków w koloniach ma tylko on sam i zerwanie kontaktów gospodarczych z Anglią. Ta odpowiedziała wojną, rozpoczętą w roku 1775. Zaostrzenie nastrojów w trakcie tej wojny zaowocowało wzrostem tendencji niepodległościowych.

W 1776 roku koloniści ­ogłosili Deklarację niepodległości, gwarantującą prawo obywateli do wolności, równości i własności, a tym samym do decydowania o sprawach ustrojowych. Dokument ten obwieszczał powstanie nowego państwa: Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

W 1783 roku zawarto pokój z Wielką Brytanią, która uznała niepodległość Stanów Zjednoczonych. Zwycięstwo w wojnie było możliwe zarówno dzięki wielkiej mobilizacji Amerykanów, jak i ich sprzymierzeniu się z odwiecznymi wrogami Anglii – Francją i Hiszpanią. W trakcie wojny doszło też do zmiany poglądów na kształt przyszłego państwa. Odrzucono koncepcję luźnej konfederacji jako zbyt słabą w polityce międzynarodowej. W 1788 roku ostatecznie uchwalono konstytucję – pierwszą konstytucję świata. Stwierdzała ona, że USA są państwem federacyjnym – złożonym z poszczególnych stanów (dawnych kolonii), które przenoszą swoją suwerenność na nowy organizm państwowy.

W konstytucji amerykańskiej, zgodnie z doktryną Monteskiusza, ściśle oddzielono władzę wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą. Pierwszą sprawowali wybierany w wyborach pośrednich prezydent i nadzorowana przez niego administracja. Druga należała do Kongresu. Trzecia – do systemu sądów, z Sądem Najwyższym na szczycie hierarchii. Od wielu innych demokracji odróżniał amerykański system fakt, że prezydent nie był w ogóle odpowiedzialny przed parlamentem, co dawało mu sporą władzę. Konstytucja z 1788 roku obowiązuje w Stanach Zjednoczonych do dziś. Uzupełniono ją tylko dziesiątkami poprawek, z których pierwsza gwarantowała wolności obywatelskie: wyznania, druku i zgromadzeń. Również wtedy powstał specyficzny system wyboru prezydenta, którego niedoskonałość wyszła na jaw w ostatnich wyborach. Koncepcję wybierania go przez kolegium elektorów, a nie przez Kongres ani wybory powszechne, przyjęto po części przez niechęć do naszego, polskiego, wzoru elekcji króla – aby zabezpieczyć się przed wpływem obcych mocarstw.

Francja

Do lat siedemdziesiątych wszystko, przynajmnej na pozór, szło po staremu. Po sześćdziesięcioletnim panowaniu Lud­wika XV na tron wstąpił w 1774 roku Ludwik XVI. Ustrój państwa nie zmienił się od czasu siedemnastowiecznych reform absolutystycznych. Nadal cała władza skupiała się w rękach króla zatrudniającego potężny i zorganizowany urzędniczy aparat wykonawczy. Początek panowania Ludwika XVI zbiegł się jednak z osłabieniem roli Francji jako mocarstwa na scenie europejskiej i początkiem pogorszenia się sytuacji gospodarczej. Toczona w Ameryce wojna z Anglią wyczerpywała budżet państwa. Nastąpił znaczny wzrost podatków. Jednocześnie skończyła się koniunktura gospodarcza i od 1780 roku zaczął się spadek cen i zmniejszenie eksportu. W roku 1788 miała miejsce wielka susza, a zima na przełomie lat 1788/89 była wyjątkowo ciężka. Wszystko to razem spowodowało poważne załamanie rolnictwa i znaczny wzrost cen żywności.

Sytuacje takie sprzyjają wybuchom niepokojów społecznych i wyzwoleniu dążeń radykalnych, a ich istnienie było we Francji oczywistością. Społeczeństwo tradycyjnie dzieliło się tam na trzy stany. Stan pierwszy stanowiło duchowieństwo, wolne od podatków i skupiające w swoich rękach ogromną część ziemi rolnej. Stan drugi to szlachta, także wolna od podatków i mająca wiele przywilejów, zapewniających posady państwowe i wojskowe oraz wyższe stanowiska kościelne. W obrębie szlachty można wyróżnić trzy grupy. Pierwszą stanowiła niezmiernie bogata i wąska grupa arystokracji związanej bezpośrednio z królem, mająca, rzecz jasna, bardzo konserwatywne poglądy; drugą – szlachta średnia mieszkająca w majątkach ziemskich; trzecią zaś – szlachta urzędnicza skupiona w miastach i na ogół ostro sprzeciwiająca się absolutyzmowi, otwarta na nowe koncepcje polityczne i społeczne. Stan trzeci to cała reszta, czyli 95% ludności Francji: chłopi, mieszczanie, robotnicy manufakturowi, rzemieślnicy, służba domowa i margines społeczny. Oczywiście w obrębie stanu trzeciego występowało ogromne zróżnicowanie społeczne. Należeli do niego bowiem i mieszczańscy finansiści – milionerzy, żyjący na bardzo wysokiej stopie, i miejscy kloszardzi. W każdym razie to na stanie trzecim spoczywały wszystkie ciężary podatkowe. Nic więc dziwnego, że jego przedstawiciele czuli się wykorzystywani.

Ich frustrację pogłębiał fakt, że nie istniała właściwe żadna forma ich reprezentacji parlamentarnej. To samo irytowało także szlachtę. Ta, co prawda, reprezentowana była przez tzw. Zgromadzenie Notabli, organ o charakterze opiniodawczym i doradczym, lecz bez większego znaczenia w ustroju państwa. Zgromadzenie Notabli zostało zebrane po raz ostatni w 1787 roku. Wtedy to jego członkowie przeciwstawili się projektowi wprowadzenia podatku gruntowego. Król rozwiązał więc zgromadzenie, ale na tym się nie skończyło. Wśród szlachty i arystokracji zapanowało bowiem wielkie oburzenie. Po raz pierwszy na tak dużą skalę opublikowano setki broszur przeciwko posunięciu króla i absolutyzmowi. Pojawił się też postulat zwołania, nieczynnego od stu siedemdziesięciu lat, utworzonego w średniowieczu, w czasach kształtowania się monarchii stanowej, ciała o nazwie Stany Generalne. Według opozycji bowiem tylko ono mogło decydować o sprawach podatkowych. W ruchu opozycyjnym uczestniczyli przedstawiciele najważniejszych rodów francuskiej arystokracji; jednym z przywódców był nawet kuzyn Ludwika XVI, książę orleański Ludwik Filip. Król ugiął się przed żądaniami arystokracji i uznał, iż rzeczywiście tylko Stany Generalne mogą decydować o podatkach. Ustalono, że zostaną one zwołane w maju 1789 roku. A zatem początek wielkich przemian ustrojowych we Francji wiąże się z dążeniem szlachty do uzyskania większego wpływu na losy państwa. Rewolucję zainicjowała warstwa społeczna, która w jej trakcie miała zostać zdziesiątkowana.

Arystokratyczne plany musiały jednak wziąć w łeb. Stany Generalne składały się z trzech izb, z których każda odpowiadała jednemu z trzech stanów. W każdej, według średniowiecznego prawa, zasiadało po trzystu posłów decydujących większością głosów, w ostatecznym zaś rozrachunku każda izba miała jeden głos. Wynika z tego, że w owym parlamencie zwołanym na żądanie szlachty ona była tylko jedną z trzech równorzędnych sił. Wskrzeszając Stany Generalne, Ludwik XVI zgodził się w dodatku z żądaniami przedstawicieli stanu trzeciego i ich argumentem, że reprezuntują olbrzymią większość społeczeństwa, i przyznał odpowiadającej mu izbie prawo do sześciuset deputowanych, a tym samym dwa głosy. To z kolei równoważyło liczbę głosów, którymi dysponowałyby pozostałe dwa stany, szlachta i duchowieństwo, między którymi w większości spraw istniał przecież całkiem naturalny sojusz. Gdy po wyborach zwołano Stany Generalne, wypadki potoczyły się szybko. W czerwcu posłowie stanu trzeciego zgromadzeni w Sali do Gry w Piłkę ogłosili się Zgromadzeniem Narodowym, uznając się za jedyny prawowity organ ustawodawczy. Po próbie niedopuszczenia do obrad zgromadzenia przez Ludwika XVI – posłowie zapowiedzieli, że nie rozejdą się, dopóki nie uchwalą konstytucji i od 9 lipca obradowali pod nazwą Konstytuanty. 11 lipca, na wieść o tym, że król zgromadził wokół miasta dwudziestotysięczną armię, wybuchły w Paryżu zamieszki. 14 lipca rewolucjoniści zdobyli Bastylię, paryską twierdzę, i więzienie – symbol francuskiego absolutyzmu. Zburzono ją kilka miesięcy później. Król skapitulował i ogłosił poparcie dla rewolucji. Wywołało to powszechny entuzjazm. Na prowincji uzbrojeni chłopi napadli na dwory i klasztory. Bunt ten, zwany wielką trwogą, dodał animuszu paryskim rewolucjonistom.

26 sierpnia 1789 roku Konstytuanta uchwaliła Deklarację praw człowieka i obywatela, wstęp do późniejszej konstytucji. Uznawała ona prawo do wolności każdego człowieka. Gwarantowała prawo do własności prywatnej i bezpieczeństwa, a także do oporu przeciwko złym rządom. Jednocześnie przystąpiono do prac nad konstytucją. Francja uznana została konstytucyjną monarchią parlamentarną, król zaś z pomazańca Bożego stał się głową państwa. Zniesiono podział społeczeństwa na stany. Prawa wyborcze uzależniono od posiadanego majątku. Przyznano je także tylko mężczyznom, w tym żydom i protestantom. Francja była monarchią do roku 1792. W 1791 roku odbyły się nowe wybory – do Zgromadzenia Prawodawczego, bo tak się teraz nazywał parlament. Jednocześnie wśród rewolucjonistów zaczęły wzrastać wojownicze nastroje. Chcieli oni na bagnetach nieść rewolucyjne ideały do innych państw europejskich. W Austrii z kolei coraz bardziej wrogo odnoszono się do tych projektów. Przygotowywano też projekt zbrojnej interwencji we Francji. W kwietniu 1792 roku Francuzi wzięli inicjatywę w swoje ręce – i sami wypowiedzieli wojnę Austrii.

Do Austrii rychło przyłączyły się Prusy. Koalicja głosiła, że działa w obronie prawowitej władzy Ludwika XVI, i wydała odezwę, że całkowicie zniszczy rewolucyjny Paryż. To z kolei sprawiło, że we Francji wzrosła niechęć do króla. W sierpniu pałac królewski został zaatakowany przez rozsierdzony lud, a nieco później monarcha wraz z rodziną został uwięziony w zamku Temple. W tym samym czasie wojska sprzymierzonych posuwały się szybko na Paryż. Na wieść o ich zbliżaniu się rosło wrzenie wśród paryżan. Dokonano między innymi samosądu na ponad tysiącu więźniów – wrogów rewolucji.

We wrześniu 1792 roku zebrał się kolejny parlament, tym razem pod nazwą Konwent Narodowy. Na swoim piewszym posiedzeniu ogłosił on zniesienie monarchii i utworzenie republiki. Kilka miesięcy później pod zarzutem zdrady ścięto Ludwika XVI. Był to przełom w historii rewolucji francuskiej. Po ścięciu władcy Francja miała przeciw sobie całą Europę. Do koalicji włączyły się Anglia, Rosja i Hiszpania. Równocześnie, w związku z pogarszaniem się sytuacji ekonomicznej kraju, wybuchło powstanie w prowincji Wandea. Zostało ono krwawo stłumione przez rewolucyjną armię. W bestialski sposób zamordowano tam ponad dwieście tysięcy ludzi. Jednocześnie rewolucja zaczęła kierować się w stronę dyktatury. W kwietniu roku 1793 powołano Komitet Ocalenia Narodowego, kontrolowany przez radykalnego przywódcę stronnictwa jakobinów Maksymiliana Robespierre’a. Był on popierany przez masy ludowe.

Szerzył się rewolucyjny terror. Codziennie odbywały się egzekucje, wykonywane za pomocą gilotyny – wynalazku francuskiej rewolucji. Zbudował go chirurg Guillotin domagający się humanitarnego „likwidowania” skazanych. Według szacunków na gilotynie śmierć poniosło siedemnaście tysięcy ludzi. Rewolucyjny proces mógł trwać kilka minut. Największy lęk budziło oskarżenie, że jest się „wrogiem ludu”.

Jakobiński terror skończył się po przewrocie dokonanym w 1794 roku, znanym jako przewrót 9 thermidora – nowe nazwy miesięcy były efektem wprowadzenia nowego, rewolucyjnego kalendarza, liczącego czas od zdobycia Bastylii. Wówczas to doszło do reform w zarządzaniu rewolucyjną Francją. Uchwalono wówczas nową konstytucję, oddającą władzę w ręce Dyrektoriatu, grupy pięciu szefów poszczególnych resortów. Jednocześnie Francja zaczęła odnosić sukcesy w wojnie z potężną koalicją. Wzrastające tendencje militarystyczne doprowadziły do kolejnego zamachu stanu – 18 brumaire’a roku VIII (9 listopada 1790) jako konsul władzę objął pewien ambitny generał – niejaki Napoleon Bonaparte.

.

Encyklopedia

Od średniowiecza pojawiały się pomysły opracowania księgi mającej być summą całej wiedzy ludzkości. W siedemnastym wieku pojawiły się mniej lub bardziej specjalistyczne słowniki. Za najnowocześniejszy uważa się Słownik historyczny i krytyczny Pierre’a Bayle’a wydany w roku 1697. W ciągu XVIII stulecia powstało sporo mniej lub bardziej obszernych encyklopedii o bardzo różnej wartości. Polskim przykładem, niezbyt zresztą chlubnym są Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego, wydane w 1746 roku ze sławną definicją „koń – jaki jest, każdy widzi”.

Niemniej to pewna francuska encyklopedia zyskała z miejsca charakter zupełnie wyjątkowy. Redaktorami tejże byli wielcy filozofowie Denis Diderot i Jean d’Alembert, a wydawać zaczęto ją w roku 1751. Jej koncepcja była nietypowa. Przede wszystkim miała być dziełem wielu ludzi, najwybitniejszych umysłów epoki. Po drugie, miała zawierać absolutnie wszystko, co dotąd zostało dowiedzione – cały myślowy dorobek ludzkości. Po trzecie, miała zostać napisana w duchu oświeceniowego racjonalizmu. Z tych trzech założeń najlepiej powiodło się z ostatnim. Jeśli chodzi o pierwsze, prócz osobowości rzeczywiście wybitnych, jak Wolter, Rousseau, Monteskiusz, autorami haseł zostawali często ludzie nie najlepiej przygotowani – za to wpływowi i ustosunkowani. Z kolei zawartość merytoryczna haseł była czasem wątpliwej jakości – paradoksalnie właśnie dlatego, że powstawały one w duchu oświecenia. To sprawiało, że niektóre hasła, dotyczące drażliwych tematów, jak choćby napisane przez Diderota „Chrześcijaństwo” i „Wiara” – zostały potraktowane dość ostro i tendencyjnie. Od samego początku wydawcy encyklopedii mieli więc spore kłopoty z cenzurą kościelną i państwową. Kolejno wydawane były i cofane rozmaite zakazy publikacji. W ich omijaniu pomagały potężne stosunki autorów encyklopedii, a także rosnąca presja polityczna ze strony co bardziej radykalnych środowisk. Do 1765 roku ukazało się siedemnaście tomów encyklopedii, liczących w sumie 16 288 stron. Rozmaite dodatki i indeksy ukazywały się do roku 1782. Encyklopedia francuska stała się więc największym wydawnictwem tego rodzaju w Europie, przynajmniej do czasu ukazania się dzieła Encyclopaedia Britannica, a jednocześnie pełnym wiary w ludzkość i postęp pomnikiem myśli oświecenia.

 

.

Koncepcje polityczne i społeczne

Monteskiusz

Charles Louis de Secondat baron de Montesquieu (1689-1755) uważany jest za ojca socjologii. Dokonał on rozróżnienia między prawidłowościami sterującymi życiem społeczeństw a prawami ustalonymi przez władze. Pierwsze z nich określił mianem socjologicznych i uznał, że są poznawalne naukowo, podobnie jak prawa fizyczne. Jednocześnie odrzucił pojmowanie historii jako rozumnego procesu mającego określony cel i stwierdził, że losy państw i społeczeństw są w pewnym stopniu przewidywalne i powtarzalne, i mogą być przedmiotem, jak na owe czasy wręcz przyrodniczych, badań naukowych.
Monteskiusz jest dla nas bardzo ważny z jeszcze jednego powodu. W dziele O duchu praw z roku 1748 sformułował teorię trójpodziału władzy stanowiącą fundament współczesnej demokracji. Wedle Monteskiusza idealną formą rządów była co prawda konstytucyjna monarchia parlamentarna w angielskim wydaniu. Analizując jednak ten system, doszedł do wniosku, że konieczne jest konstytucyjne rozdzielenie organów władzy na ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze, oraz, co równie ważne, zagwarantowanie stałej równowagi między nimi.

Liberalizm ekonomiczny

To właśnie w XVIII wieku ukształtował się do dziś żywy zestaw poglądów ekonomiczno-społecznych określany mianem liberalizmu. Zaczęło się od francuskiego badacza, a jednocześnie nadwornego lekarza Ludwika XV, Françoisa Quesnaya (1694-1774). Stworzył on teorię tzw. fizjokratyzmu, której podstawą było błędne przekonanie, że podstawą całej gospodarki, a tym samym wszelkiego dobrobytu jest rolnictwo. Teoria owa jest dowodem na to, że nawet przy błędnych założeniach można dojść do sensownych wniosków. Te ostatnie zaś brzmiały tak: przyrost dóbr jest możliwy tylko dzięki poszczególnym jednostkom, które muszą mieć zagwarantowane prawo własności i wolność osobistą. Teoriami Quesnaya zajął się później angielski badacz Adam Smith (1723-1790). W swoim słynnym dziele Badania nad naturą i przyczyną bogactwa narodów przyjął on co prawda błędną Quesna­yowską teorię o rolnictwie jako źródle bogactwa, lecz uznał złe regulacje prawne za główny hamulec rozwoju gospodarczego. Paradoksalnie, występując przeciwko wspieraniu handlu przez państwo, uznał jednocześnie kupców za warstwę pasożytniczą – ze względu na ich nieuczestniczenie w produkcji. Dzisiaj z tym poglądem nie zgodziłby się chyba żaden ekonomista liberał.

Podstawowym wnioskiem Smitha jest jednak to, co stało się podwaliną liberalizmu. Ponieważ gospodarka opiera się na działalności poszczególnych jednostek, państwo nie może hamować ich aktywności gospodarczej, rynek zaś musi być wolny.
Ponadto Smith dokonał przełomu w naukach ekonomicznych, tworząc teorię wartości, mówiącą, że główną miarą wartości dóbr jest wykonana praca. Ta teoria stała się jedną z podstaw klasycznej ekonomii.

Maltuzjanizm

To z kolei teoria ekonomiczno-demograficzna. Angielski badacz Thomas R. Malthus zajmował się kwestią przyrostu naturalnego. Opracował on teorię głoszącą, że wzrost liczby ludności na świecie postępuje w porządku geometrycznym, liczby żywności zaś – w arytmetycznym. Oznacza to, że liczba ludzi rośnie znacznie szybciej niż zasoby żywności, co w rezultacie stanowi ogólnoświatowe zagrożenie. Zdaniem Malthusa w sytuacji, w której jedzenia zacznie brakować, nie ma innej możliwości niż naturalne uregulowanie się sprawy nadmiaru ludności – nie inaczej niż w wyniku wojen, epidemii i śmierci głodowej podczas wielkiej klęski. Winą za taki stan rzeczy obarczał Malthus najuboższych. Zauważył bowiem słusznie, że najniższe i najbiedniejsze warstwy społeczne rozmnażają się najszybciej. Uniknąć ogólnoświatowej katastrofy można więc było, zdaniem badacza, tylko przez późniejsze zawieranie małżeństw i jednocześnie dalsze ograniczanie dochodów klas niższych. Dzięki temu przestałoby im starczać pieniędzy na utrzymywanie zbyt dużej liczby dzieci i opiekę medyczną dla nich.

Dość brutalna teoria Malthusa zawierała nieco prawdy. Dziś, w dwudziestym wieku, znając problemy Trzeciego Świata, możemy tylko kiwać głowami. Choć oczywiście powody, dla których niektórym społeczeństwom stale zagraża widmo głodu, nie sprowadzają się jedynie do kwestii przyrostu naturalnego.

.

Filozofia

John Locke

Ten angielski filozof (1632–1704) stworzył podstawy szczególnego rodzaju empiryzmu. Ów nowy empiryzm różnił się od tego, który omawialiśmy nieco wcześniej. Polegał na założeniu, że cała nasza wiedza – i ta prawdziwa, i ta błędna – jest wynikiem naszych doświadczeń. Umysł ludzki po narodzeniu to niezapisana tablica, biała karta (tabula rasa), która zapełnia się stopniowo treściami nabywanymi w trakcie życia. Nic więc nie jest wewnętrzne i wrodzone. Wszystkie poglądy i dane, którymi rozporządzamy, to suma naszych doświadczeń. A zatem Locke nie namawia do sprawdzania wiedzy przez doświadczenie. Uznaje natomiast, że cała ona właśnie z doświadczenia pochodzi.

Wiąże się z tym kolejny aspekt filozofii Locke’a. Uznał on bowiem, że skoro nasza wiedza i tak jest subiektywna, to należy badać nie tyle samą naturę rzeczy, ile raczej sposób, w jaki tworzą się nasze pojęcia na ich temat. Innymi słowy, zamiast zajmować się nauką o bytach (metafizyką), warto raczej zająć się nauką o ich poznawaniu (epistemologią).
To wielki przełom w historii filozofii: pierwsza teoria zakładająca względność – i zależność od doświadczenia – języka pojęć, którym się posługujemy. Pierwsza też, która uznaje badanie tego języka za główne zadanie filozofa.

Nieco upraszczając, można powiedzieć, iż w myśl tych poglądów zamiast zajmować się na przykład poszukiwaniem obiektywnej natury Boga, filozof powinien zastanowić się, w jaki sposób i na podstawie jakich doświadczeń pojęcie Boga wykształciło się w ludzkich umysłach, jakie jest jego znaczenie, z czego to znaczenie się składa, jaka jest postać tego pojęcia w umyśle ludzkim.

David Hume

Ów angielski myśliciel rozwinął poglądy Locke’a i zaczerpnął nieco z Berkeleya, wprowadzając jednocześnie wiele własnych genialnych rozwiązań. Bedąc empirystą, uczynił doświadczenie podstawowym zagadnieniem badań epistemologii. Przeprowadził krytykę klasycznego pojęcia przyczynowości. Odrzucił także racjonalizm, skupiając się w kwestiach metafizycznych i religijnych na metodach subiektywnych i psychologicznych. Nie odrzucał jednak religii. Uważał ją za konieczny wytwór naszej psychiki, zapoczatkowywując tym samym współczesne metody jej badania. W etyce sformułował podstawowe założenia utylitaryzmu – poglądu zakładającego, że dobre jest to, co użyteczne dla społeczeństwa. Uważał jednocześnie prawo i konwencje społeczne za naturalny i konieczny wytwór społeczeństwa.

George Berkeley

Ów żyjący w latach 1685-1753 irlandzki filozof stworzył teorię mocno odbiegającą od tego, co potocznie uważa się za postawy typowe dla epoki, w której żył. Tak jak Locke badaniu świata przeciwstawił badanie sposobu, w jaki go poznajemy. Jego teorie epistemologiczne zaś należą do najbardziej radykalnych, jakie kiedykolwiek zostały stworzone. Najłatwiej chyba przybliżyć choć trochę ów szczególny, jak na owe czasy, system tego filozofa za pomocą kilku jego podstawowych pojęć.

  • Pierwszym z nich jest empiryzm. W zasadzie Berkeley zgadzał się Lo­cke’owską teorią wiedzy opartą na sumowaniu doświadczeń. Nadał jej jednak postać o wiele bardziej radykalną – tworząc nową koncepcję doświadczenia.
  • Drugie to sensualizm. Locke uważał, że wiemy tylko to, czego doświadczamy, Berkeley natomiast przyjął postawę skrajnie sensualistyczną: według niego istnieje tylko to, czego doświadczamy. Innymi słowy: jeśli czegoś w sposób bezpośredni nie odbierają nasze zmysły, to nie możemy mówić, że to coś istnieje. Rzeczywiste jest wszystko, co widzimy, czujemy, słyszymy.
  • Kolejne to subiektywizm. Oznacza ono, że nic nie istnieje obiektywnie, wszystkie cechy, własności i jakości, którymi się posługujemy, istnieją tylko w naszych umysłach i są zależne od ich działania. Na przykład wielkość rzeczy według Berkeleya zmienia się wraz z naszą od nich odległością. To nie złudzenie, że dom widziany z odległości kilometra jest wielkości pudełka zapałek – on naprawdę jest wtedy mały!
  • Następne pojęcie charakteryzujące ten system to immaterializm. W zasadzie Berkeley odrzucał też istnienie materii. Według niego po prostu jej nie ma. Wszystko, co uważamy za substancje, to w rzeczywistości pojęcia naszego umysłu. Istnieć znaczy – być postrzeganym. To jedyne kryterium, według którego możemy powiedzieć, że coś jest albo że czegoś nie ma.
  • Wreszcie spirytualizm i idealizm. Już wiemy, że nie ma czegoś takiego jak materia. Cóż zatem istnieje? Czego to doświadczamy w trakcie postrzegania? Odpowiadając na te pytania, Berkeley powie, że istnieją tylko bierne idee (idealizm) w naszych umysłach, które możemy odbierać dzięki naszej czynnej duchowości. Ba, wszelkie przemiany w świecie zachodzą w sferze duchowej. To duchy bowiem są czynną i aktywną częścią świata (spirytualizm).

FILOZOFIA oświecenia – Rousseau, Wolter, Berkeley

Jan Jakub Rousseau

Ten myśliciel ostro sprzeciwiał się organizacji ówczesnego społeczeństwa. W rozprawie O naukach i sztukach dokonał rozróżnienia między naturą i cywilizacją, dopatrując się w historii ludzkości przejścia od jednej formy do drugiej. W jego pracach widać sentyment do utraconego szczęścia ludzkości, tęsknotę za nim. Nie jest to jednak, jak czasem mawia się w szkole, utopijny program przywrócenia owego stanu i odejścia od cywilizacji. Rousseau dobrze wie, że los współczesnego człowieka jest w pewnym sensie smutną koniecznością. Wie, że od cywilizacji nie da się uciec. Zarazem jednak nawołuje do krytycznego spojrzenia na konwencje kultury, przekonując, że są one wynikiem nie prawa naturalnego, lecz społecznej umowy, którą można w jakiś sposób zmieniać i przekształcać.

W powieści Emil, czyli o wychowaniu z kolei formułuje program edukacyjno-wychowawczy stawiający nacisk na uświadomienie człowiekowi jego przynależności do świata natury i cywilizacji.

Wolter

François-Marie Arouet (1694–1778), bo tak brzmi prawdziwe nazwisko człowieka, który w historii zapisał się pod pseudonimem Wolter, tak naprawdę nie był szczególnie odkrywczym filozofem. Był za to bardzo aktywnym i wpływowym działaczem, obdarzonym świetnym piórem oraz niezwykle złośliwym i celnym dowcipem, popularyzatorem niektórych szczególnie ważnych dla oświecenia idei.

Także jego światopogląd wiąże się z kilkoma pojęciami.

  • Pierwsze to daleko posunięty racjonalizm. Rozum jest dla Woltera władzą wszechmocną i niezawodną. Prawdziwe jest tylko to, co racjonalne, co daje się objąć rozumem. Według Woltera rozum jest instancją ostateczną. Cały jego racjonalistyczny krytycyzm zatrzymuje się, gdy chodzi o próbę wykazania niewystarczalności rozumu i podważenia jego wartoś­ci jako stałego punktu oparcia, co od antyku jest przecież ulubionym zajęciem części filozofów. Wszystko za to, co z rozumem jest niezgodne, powinno być, zdaniem Woltera, bezwzględnie tępione.
  • Kolejne pojęcie to naturalizm. Zdaniem Woltera świat nie jest dualistyczny: rozdzielony na „przyrodzony”, naturalny, i „nadprzyrodzony”. Nie istnieje nic „nadprzyrodzonego”, jest tylko natura. Człowiek więc także działa według poznawalnych, naturalnych praw. Błędem i zabobonem jest doszukiwanie się w nim pierwiastka duchowego. Następne pojęcie to deizm. Tu jednak Wolter popadał w pewną sprzeczność z prezentowaną wyżej tezą. Sprzeciwiając się objawieniu, uważał jenak, że religia może zostać zbudowana na podstawach rozumowych. Sławny dowód na istnienie Boga – przyrównujący świat do dobrze skonstruowanego zegara, doskonałej machiny – kończył się stwierdzeniem, że musi przecież istnieć Zegarmistrz, który ten zegar zbudował. Jeśli zaś świat ma sens, musi istnieć Bóg wymierzający sprawiedliwość. „Gdyby Bóg nie istniał, trzeba by go wynaleźć”. Jak na deistę przystało, Wolter doszukiwał się istnienia przejawów Boga w świecie materialnym, w całej przyrodzie i naturze.

Była to filozofia walcząca, zbudowana na opozycjach i wymierzona w poglądy przeciwne. Walka Woltera odbywała się na trzech podstawowych płaszczyznach. Po pierwsze, opierała się na przeciwstawieniu rozumu i objawienia. Wszystko, co nieracjonalne, należy zwalczać. Po drugie, na przeciwstawieniu przyrody i czynników nadprzyrodzonych, istnieje bowiem tylko ta pierwsza. Po trzecie wreszcie – na przeciwstawieniu interesu ludzkości i religii. Ludzkość, a nie przykazania religijne, ma być celem etycznym.

Wolter stworzył dość nieskomplikowaną koncepcję etyczną, przeciwstawiającą się teoriom opartym na istnieniu czynników nadprzyrodzonych. Uznał, że niezaprzeczalnym faktem jest istnienie w świecie zła. Celem zaś etycznego działania – naprawianie tego zła i przeciwstawienie się mu w imię dobra i interesu ludzkości. Naszym głównym zadaniem jest zmniejszanie cierpienia, które zawsze jest wynikiem zła.

Jean d’Alembert

D’Alembert (1717–1783) był twórcą podstaw koncepcji filozoficznej rozwiniętej w XIX wieku i określonej wtedy jako pozytywizm filozoficzny. Francuski myśliciel uznał, że nauka powinna się ograniczyć do twierdzeń zupełnie pewnych i opartych na bezsprzecznych i obiektywnych faktach. Wiąże się to z przyjęciem postawy obiektywnej – roszczącej sobie prawo do formułowania prawd ogólnych i niezbijalnych. Filozof pozytywista nie zajmuje się rzeczami niedotykalnymi. Dla niego one bądź to nie istnieją, bądź mogą być przedmiotem dowolnych – lecz nie naukowych – spekulacji. Pozytywista przyjmuje naukowe metody do badań filozoficznych, tym samym zaś filozofia przestaje być dlań nauką o bycie i staje się nauką o zasadach nauk. D’Alembert kładł duży nacisk na konieczność dokonania klasyfikacji nauk i metod naukowych oraz podstawowych elementów ludzkiej wiedzy. W praktyce wcielał te koncepcje w życie, redagując Wielką Encyklopedię Francuską.

 

Muzyka

Wiek XVIII to czas, w którym powstają dzieła kompozytorów barokowych i klasycznych. Muzyka, która w poprzednich wiekach zdążyła stać się odrębną dziedziną sztuki, osiąga swoje pierwsze szczyty w dziełach Jana Sebastiana Bacha, Józefa Haydna, Wolfganga Amadeusza Mozarta i Ludwika van Beethovena. W historii muzyki za czas przełomu między barokiem a klasycyzmem uważa się lata trzydzieste i czterdzieste XVIII wieku.

Na początek stulecia przypada więc późny okres muzycznego baroku, z jego najwybitniejszym reprezentantem Janem Sebastianem Bachem. Był on autorem ponad tysiąca utworów w niemal wszystkich charakterystycznych dla baroku gatunkach. Za największe jego dzieła uważa się Pasję według św. Mateusza i Pasję według św. Jana, mszę h-moll i wiele kantat, a także cykle fug, toccat i preludiów. Bach był za życia niemal zupełnie nieznany. Został odkryty dopiero w początkach XIX wieku. Legenda głosi, że wiele jego rękopisów zostało sprzedanych jako makulatura. A partytury Pasji według św. Mateusza, którą odnalazł romantyczny kompozytor Feliks Mendelssohn-Bartholdy, użyto wcześniej do owinięcia sera.

Do tych kierunków myśli europejskiej, które nazywamy oświeceniem, niewątpliwie bardziej jednak pasuje prąd muzyczny określany jako klasycyzm. Związany jest on przede wszystkim z twórczością tak zwanych klasyków wiedeńskich: Józefa Haydna (1732–1809), Wolfganga Amadeusza Mozarta (1756-1791) i Ludwika van Beethovena (1770–1827). Tym, co łączy ich bardzo różnorodną twórczość, jest dążenie do równowagi treści i formy – swoistej odpowiedniości stylu, będącej także jednym z założeń klasycyzmu literackiego. Obie dziedziny sztuki przenikały się zresztą w niektórych aspektach. Przykładem choćby wykorzystanie tekstu Ody do radości Schillera w finale IX symfonii Beethovena.

Ważną cechą tego okresu jest także wykształcenie się tak zwanej formy sonatowej – w miarę stałego sposobu przetwarzania tematów muzycznych, będącego podstawą wielu gatunków muzycznych i technik kompozycji.

Kolejnym etapem rozwoju muzyki w tym czasie jest kariera symfonii jako gatunku muzycznego – od stosunkowo nieskomplikowanych symfonii Haydna, który stworzył ich ponad sto, do rozbudowanych, wielkich dzieł Beethovena, ze słynną IX symfonią zawierającą, po raz pierwszy, partie wokalne w finale.

Także w XVIII wieku rozwija się opera. Istniejący już wcześniej gatunek został wyniesiony do najwyżej cenionych w muzyce – najpierw przez Christopha ­Glucka, klasycystycznego kompozytora tworzącego opery o tematyce mitologicznej, często na podstawie antycznych tragedii, później zaś przez Mozarta, którego dzieła do dziś należą do najczęściej wykonywanych. Jego Wesele Figara, Don Giovanni i Czarodziejski flet to kamienie milowe w dziejach kształtowania się gatunku.

Zobacz:

Oświecenie w Europie

Oświeceniowa Europa

Literatura oświeconej Europy

Pojęciownik epok: oświecenie

Oświecenie – osobowości epoki

Oświecenie na maturze

Przegląd oświeceniowych lektur

Oświecenie – osobowości epoki

Oświecenie w skrócie TABELA