1.

Zachciało mu się szczęścia
zachciało mu się prawdy
zachciało mu się wieczności,
patrzcie go!
Sto pociech

Oczywiście – człowiekowi. Jest w tych strofach mocna dawka ironii, warto też zwrócić uwagę na operowanie słowem potocznym. To dość często spotykane, wypełnione oburzeniem zdanie, jakiego używamy, mówiąc o kimś, kto ma niewspółmierne do możliwości zamiary i przesadne wyobrażenia: patrzcie go! A to mu się zachciało! Sto pociech z nim! Sformułowanie rodem z mowy potocznej zostaje uzupełnione pojęciami ze sfery filozoficznej: szczęście, prawda, wieczność… To wartości wysokie, możemy zaryzykować twierdzenie, że przynależne człowiekowi i człowieczeństwu. W dodatku – te strofy to czysta prawda o człowieku, o nas: faktycznie – chcemy prawdy, szczęścia i wieczności. Czy chcemy zbyt wiele? Czy to żądania zbyt śmiałe? Każdą z następnych strof kończy poetka tym ironicznym, a może trochę rozbawionym „patrzcie go!”.
Dodajmy do tego fakt, że pisze w trzeciej osobie (mu, on itd.) – czyli, że mocno dystansuje się wobec człowieka, można podejrzewać, że przemawia głosem istoty wyższej, obserwującej dzieje człowieka i jego planety, osoby mającej daleko większą wiedzę o istnieniu i wszechświecie. To wiersz z rodzaju „s.f.”, głos z kosmosu, z wyższej cywilizacji, wyśmiewający się z ludzkiego zarozumialstwa „pod jedną z gwiazd prowincjonalnych”.

To wiersz egzystencjalny, poruszający najważniejsze pytania ludzkie – o własne istnienie – największe ludzkie kompleksy (kim bowiem jesteśmy w galaktyce?). Na te pytania nie ma odpowiedzi. Poetka rekonstruuje zatem pewną kosmiczną możliwość, stwarzając zewnętrzny głos, istoty patrzącej na człowieka. Ale – my wiemy, że tak naprawdę to słowa poetki, a w dodatku podmiot liryczny używa absolutnie ludzkich, ziemskich porównań i sformułowań. Więc co – to mówi ona czy nie ona? Cały ten zabieg można nazwać liryką maski. Cel: zobaczyć człowieka, zdefiniować, poddać refleksji własnej – ale niby nie swoim głosem. Za to głosem, który będzie mógł pozwolić sobie i na pobłażliwość i drwinę, trochę poczucia wyższości – a chwilami humoru.

Jaki zatem jest człowiek?

Sto pociech! Niebożę! prawie nikt. Z perspektywy kosmosu – bardzo słaby i śmieszny. Marny wyrodek kryształu.
Czy poczuliście się trochę jak nieporadne dzieci? Jak kruche pascalowskie trzciny? I trochę dotknięci – bo przecież nam się wydaje, że ho, ho, a tu …. marny wyrodek kryształu.

Ale:
Wolność mu w głowie, wszechwiedza i byt, naprawdę się wydarzył, poważnie zdumiony, poszczególny i zawzięty.

Oto ewolucja:
Z tym kółkiem w nosie, w tej todze, w tym swetrze – istny człowiek.

Podmiot liryczny (niech sobie będzie istotą dużo wyższą, która widzi nie tylko oczami i słyszy nie tylko uszami) stara się patrzeć życzliwie na słabą istotę ludzką. Jest dla niej ciekawostką – ale nie można odpędzić uczucia, że ta istota zaraz sobie pójdzie do swoich spraw i zapomni o tym żywotnym stworku, postawionym wobec kosmicznych zmagań. A człowiek – ze swoją ograniczoną wiedzą i zmysłami będzie rozwijał się dalej – bo naprawdę się wydarzył. Szymborska potrafiła w tym wierszu uchwycić tę filozoficzną dwoistość człowieczeństwa: słabość i niewiedzę (nie mógł ich znieść Faust) oraz upór i siłę życia. Nawet bunt – bo podmiot, który jest również nieco przemądrzały, budzi pewien sprzeciw wobec swojej doskonałości, wyższości i obojętności.

 

2.

Czemu w zanadto jednej osobie?
Tej a nie innej? I co tu robię?
W dzień co jest wtorkiem? W domu nie gnieździe?
W skórze nie łusce? Z twarzą nie liściem?
Zdumienie

Tak też mógłby pytać doktor Faust, który posiadł całą ziemską wiedzę, a tajemnic bytu nie rozszyfrował. I takie ujęcie tematu „człowiek” – poprzez pytanie o jego miejsce wśród zjawisk życia, poprzez zdumienie, jego sytuację – znajdujemy często u Wisławy Szymborskiej. Niesamowite jest to, że zwraca uwagę swojego odbiorcy na niezwykłość rzeczy zwykłej w naszym mniemaniu: że jest wtorek, mamy dom i twarz, żyjemy w roku 2017, a nie sto lat temu. Normalne. Ale dlaczego jest właśnie tak? Rzeczy zwykłe, codzienne, prowadzą do pytań egzystencjalnych. O miejsce w łańcuchu jamochłonów i miejsce w kosmosie. To wielkie pytania – a zadawane zwykłym tonem, bez patosu, oparte na spostrzeżeniu na pozór bezdyskusyjnym i znane nam jak własna twarz w lustrze.

Do czego prowadzi ta poetyka pytań? Pierwsze cztery wersy to przecież siedem krótkich pytań – i dalej tak jest. Otóż – dowodzą one, że oprócz konkretnego czasu, miejsca i ciała na ziemi dano nam dar pytania, dano wątpliwości; „świadomość swojej niewiedzy” – jak rzekłby Pascal. Człowiek snuje więc domysły:

 

3.

Może jesteśmy pokolenie próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?
Może to wszystko

Na pewno rozważałeś różne wersje odpowiedzi na pytanie, czym jest świat. W świetle tego wiersza – olbrzymim laboratorium. Człowiek – materiałem badawczym, poddanym obserwacjom i szczypczykom. Co oznacza taki eksperyment? Chyba straszną obawę o to, że człowiek nie jest istotą samodzielną, możliwości ludzkie są nie tylko ograniczone, ale i kontrolowane. Jednakże – nie jest człowiek samotny – znów istnieje nad nim wyższa siła, tym razem w osobie fantastycznych uczonych. Ich stosunek do istoty ludzkiej jest … taki jak nasz do rybek w akwarium albo obserwowanych przez mikroskop żyjątek. Nie ma w nim opieki, czułości czy miłości. Jesteśmy ciekawostką – nigdy się tego nie dowiemy, i nie możemy żądać poczucia bezpieczeństwa. W tym utworze Szymborska używa liczby mnogiej i osoby pierwszej.
Jest to sytuacja inna niż w wierszu Sto pociech – bo utożsamia się z ludzkością, nie stwarza dystansu, „oglądu z zewnątrz”. Jest to liryka bezpośrednia, podmiot liryczny dostał cechy zbiorowości.

Jest to też sytuacja inna niż w wierszu Zdumienie. Tam poetka użyła „lirycznego ja” – pytała w pierwszej osobie, w liczbie pojedynczej (liryka bezpośrednia, podmiot można utożsamić z autorem). Po cóż nam te liczby i osoby? Zobaczmy: Wisława Szymborska ogląda człowieka ze wszystkich stron. Z wysokości kosmosu, z punktu widzenia indywidualnej jednostki, ze stanowiska społeczności będącej materiałem badawczym dziwnego eksperymentu, w jakimś laboratorium wszechświata. Są pomysły dalsze:

 

4.

W rzece Heraklita
ryba łowi ryby,
ryba ćwiartuje rybę ostrą rybą,
ryba buduje rybę, ryba mieszka w rybie
ryba ucieka z oblężonej ryby
W rzece Heraklita

Świat – to rzeka Heraklita. Aluzja do wielkiej filozofii, do tego, co głosił Heraklit. Najważniejsze: panta rei – wszystko płynie, dwa razy nie wejdziesz do tej samej rzeki. Dlatego „rzeka Heraklita” – przestrzeń, której główną zasadą jest przemijanie, i nieważne, czy wypełniona jest wodą czy powietrzem. W tymże przemijaniu rozgrywa się całe ludzkie istnienie: budowanie miłości, praca, zabijanie, wojna, podziw – a nawet tworzenie poezji. Szymborska wymyśliła baśniową metaforę – nazwała rybą istnienia i przedmioty. Zaczarowała ludzi w ryby (i nie tylko ludzi) – i to wystarczyło, by pewne prawdy o życiu, pewne procesy istnienia stały się nagle niewiarygodnie jasne. Czy pamiętasz balladę Mickiewicza Świteź, albo baśń z cyklu Tysiąca i jednej nocy – o zaczarowanym księciu, jego państwie zamienionym w jezioro i poddanych – w ryby o czterech kolorach? Wyobraźnia twórców dążyła już w tym kierunku. Ale nasza baśń poetycka, chwilami staje się okrutna. Ryba ćwiartuje rybę, ryba klęka przed rybą. Nieodparcie przychodzi na myśl wspaniały obraz Boscha pt. Wielkie ryby pożerają małe ryby. Ot – prawo wody. Woda to życie. Podstawowe prawo życia – prawo siły? Jedno z praw, bo przecież ryba wymyśla rybę nad rybami, ryba kocha rybę…, ryba pisuje małe ryby… Człowiek – jest więc niezwykle różnorodny. Do tego stopnia, że Szymborska broni go przed Yeti:

 

5.

Yeti, nie tylko zbrodnie
są u nas możliwe
Yeti, nie wszystkie słowa
skazują na śmierć
Dziedziczymy nadzieję –
dar zapominania.
Zobaczysz jak rodzimy
dzieci na ruinach.
Z nieodbytej wyprawy w Himalaje

Znów w liczbie mnogiej, w osobie pierwszej, w imieniu całej zbiorowości próbuje określić ludzkość poetka – w jeszcze innej przestrzeni. Na szczycie świata, w chłodzie Himalajów, wysoko nad codziennością: środą, jabłkiem, prawidłami matematyki. Tam uciekł Yeti – nienawidzący ludzi. Czy da się ich usprawiedliwić, skoro zabijają i wszczynają wojny? Bo mają kulturę, Szeksipra, muzykę, miłość? Yeti uciekł, by nie płakać, wszak tam, gdzie jest – łzy zamarzają. A my – ludzie? Nadzieja i dar zapomnienia brzmią w utworze i optymistycznie – i złowieszczo. Taki dar pozwala na ciągłe odnawianie życia, na narodziny na ruinach – to wielka siła ludzkości. Ale pozwala też na puszczenie w niepamięć zbrodni, a zapomnieć – to być może pozwolić na to, by zło wróciło. Znów ludzkość, tętniąca u stóp wielkich gór zwykłym życiem, okazała się niejednoznaczna – przerażająca i wzruszająca. To masa, ale złożona z istnień poszczególnych.
Skąd się wzięły? Jak mieszczą się wśród innych istot żywych? Może odpowiedź znajdziemy w jakimś muzeum historii naturalnej?

 

6.

W pierwszej gablocie
leży kamień.
W drugiej gablocie
część kości czołowej.
Ubyliśmy zwierzętom
kto ubędzie nam
Notatka

Pewność pokrewieństwa ze wszystkimi innymi uczestnikami życia na Ziemi pojawia się w tej poezji wielokrotnie. Łączność ze światem roślin i zwierząt, jakieś wspólne źródło, od którego człowiek odłączył się – jest pewne. W wir naszej przeszłości nie waha się poetka włączyć również przyrody nieożywionej. I kamień okazuje się krewniakiem, choćby przez tę samą, niewyjaśnioną przypadkowość istnienia. Kość czołowa – może być zarówno ludzka jak zwierzęca. Czy, trzeba lepszego dowodu, iż jesteśmy na tej ziemi: kość z kości”?

Idźmy dalej:

7.

Nie wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłam pazury,
kto chodzi w moim futrze, kto mieszka w mojej skorupie
(…)
Wyskakiwałam ze skóry, trwoniłam kręgi i nogi,
Odchodziłam od zmysłów bardzo dużo razy.
Dawno przymknęłam na to wszystko trzecie oko,
machnęłam płetwą, wzruszyłam gałęziami.
Podziało się, przepadło, na cztery wiatry rozwiało.
Sama się sobie dziwię, jak mało ze mnie zostało:
pojedyncza osoba w ludzkim chwilowo rodzaju,
która tylko parasol zgubiła wczoraj w tramwaju.
Przemówienie w biurze znalezionych rzeczy

Rzeczywiście dziwna babka wpadła do biura rzeczy znalezionych po ten parasol. Spadkobierczyni wszystkich etapów ewolucji. Jednostka wyemancypowana z wielkiego pnia wszelakich istnień. Opowiada swoją historię – znamy to: jak ktoś coś zgubi, to gada i gada, jak do tego doszło. Ale ta historia jest inna, gdyby użyć do jej zobrazowania nowoczesnej mocy komputerów – patrzylibyśmy na fantastycznie przekształcającą się postać, z której opadają pazury, futro przeistacza się w skórę, płetwy w gałęzie, a gałęzie w ramiona. Efekt końcowy – pojedyncza kobietka, która w dodatku jest roztargniona, bo zgubiła parasol – absolutny symbol ludzkiej, materialnej rzeczywistości.
Jest to też następna teoria, kolejna próba odpowiedzi na pytanie, czym jest nasze życie, czym człowiek? „Pojedyncza osoba w ludzkim chwilowo rodzaju”.

A zatem jest to tylko kolejny etap. Czasowe wcielenie. Postać ludzka – to kolejny kształt, a ciąg dalszy … nastąpi.
Zauważ, że wiersz jest liryką sytuacyjną, cała przemowa zaś umotywowana fabularnym zdarzeniem: kobieta zgubiła parasol. Żeby tylko parasol! Cały zbiór poprzednich wcieleń. A znaleźć może – parasol, bo o przyszłych wcieleniach w tym biurze się nie dowie. Można zaryzykować twierdzenie, iż mamy do czynienia z liryką aktora (sceną jest biuro, kobieta zaś bohaterką spektaklu). Ktoś powie: a może to sama poetka? Może. Ale mamy prawo myśleć, że nie, że to kobieta – reprezentant ludzkości.

Wniosek jest taki: człowiek pochodzi z wielkiej rodziny istot żywych. Odłączył się, wyodrębnił, stał się jednostką indywidualną. Ale – stał się też pyszny, chce być władcą świata, żąda niezależności, chce wiedzieć… I jest zupełnie sam.

 

Podsumowanie

Otarliśmy się o świat wielkiej filozofii. Kondycja ludzka, koncepcja świata, wszechświat, władza i niewiedza … Leibniz, Heraklit, Pascal… A poezja – zupełnie przystępna, obrazy ze znanego nam świata, ba – nawet wzrusza, a czasem bawi!

Otóż to jest jedna z największych wartości poezji Wisławy Szymborskiej. Ta lekkość ujęcia najcięższego dylematu, bliskość skojarzenia – choć jego istota śmiertelnie poważna. Szymborska nie posługuje się patosem, nie czuje się filozofem, ale jest nim – w najpiękniejszy sposób, bo prosty. Zamiast ponurym traktatem przemawia poetycką strofą, zamiast hermetycznej terminologii używa baśniowej metafory, jak choćby z tą rybą w rzece Heraklita.

Świat to:

  • laboratorium
  • rzeka Heraklita
  • planeta pod prowincjonalną gwiazdką
  • podnóże, niska przestrzeń u stóp niebotycznych gór

Człowiek to:

  • istnienie poszczególne
  • sto pociech, niebożę, prawie nikt
  • materiał badawczy
  • ryba pojedyncza
  • marny wyrodek kryształu
  • pojedyncza osoba w chwilowo ludzkim rodzaju

Znajome koncepcje dla porównania

Człowiek to krucha trzcina, ale to trzcina myśląca.
Pascal

Świat jest teatrem, aktorami ludzie.
Szekspir

Żyjemy na najlepszym z możliwych światów.
Leibniz

Życie jest cieniem ruchomym jedynie, nędznym aktorem, który przez godzinę pyszni i miota się po scenie.
Szekspir

Zobacz:

Jaką wizję człowieka przedstawia Wisława Szymborska w wierszu pt. Cebula? Zinterpretuj ten utwór.

Wisława Szymborska – jak pisać o…

Wisława Szymborska

Wisława ­Szymborska – matura

Szymborska na maturze

Wisława ­Szymborska – jej rola w literaturze polskiej