Oto taki sobie, niby niewinny wierszyczek Mirona Białoszewskiego pt. Wywód Jestem’u.

Do rozgryzania poezji Białoszewskiego, potrzebna nam będzie świadomość bogatego podtekstu filozoficznego wielu jego wierszy i tematu „zadziwienia sobą”, swoim – i nie tylko swoim – istnieniem, swoją postacią i egzystencją.

Wywód Jestem’u

jestem sobie
jestem głupi
co mam robić
jak nie wiedzieć
a co ja wiem
co ja wiem
co ja jestem
wiem, że jestem
taki jak jestem
może nieglupi
ale to może tylko dlatego że wiem
że każdy dla siebie jest najważniejszy
bo jak się na siebie nie godzi
to i tak taki jest się jaki jest

No właśnie. Pojąć nie sposób, przeczuć nijak – a zrozumieć? Spokojnie – to tylko niewinny, krótki wiersz lingwisty. Nie rezygnuj! Nie mów: „nic z tego nie rozumiem”, ale, jak zawsze z pogmatwanym utworem czynić należy, weź go w krzyżowy ogień pytań – zanim się opamięta, i niech nie będzie taki niezrozumiały. Do dzieła:

  • Kto mówi?
  • W której osobie?
  • Do kogo mówi?
  • Na jaki temat mówi?
  • Jaką tezę proponuje?
  • Co z tego wynika?

Odpowiedzi da się wywnioskować dość łatwo.

  • Pierwsza (kto?) tkwi, nawet niespecjalnie ukryta, w tytule. Mówi Jestem. Tak nazywa się nasz podmiot liryczny – Jestem.
    I ten oto Jestem, prezentuje swój wywód w pierwszej osobie (to znak liryki bezpośredniej).
  • A któż to jest – Jestem?
    Och, do tego typu postaci powinniśmy się już przyzwyczaić, jest Pan Myślę, był już Nikt w literaturze, więc czemu nie miałoby być niejakiego Jestema?
  • Czy abstrakcyjny Jestem równa się poecie – Mironowi Białoszewskiemu? Nie ryzykowałabym tego twierdzenia. Jestem to raczej poetyckie uosobienie samego faktu istnienia. Co znaczy czasownik ,jestem” wiesz doskonale, i jak trudno powiedzieć co naprawdę znaczy – także wiesz doskonale. Byt – problem nr 1 największych filozofów. Jestem brzmi nieco bardziej po ludzku, przyjacielsko. Wywód Jestem’u zaczniemy czytać z lekkim uśmiechem… a że na pewno przedstawi nam ów Jestem obserwacje swojego stwórcy-poety, jego mniemania – możemy założyć sobie, że mamy do czynienia z liryką maski (takiej abstrakcyjnej).
  • Do kogo mówi Jestem? Wywód wskazuje na to, że do siebie. Monologi tego typu też nie są nowością w literaturze. Przychodzi na myśl ten najsłynniejszy – mianowicie monolog Szekspirowskiego Hamleta, wywód rozpoczynający się nieśmiertelnym „być albo nie być?” – czyli korespopdujący nawet tematem. Może Wywód Jestem’u jest zatem trochę parodią tamtego, wiekopomnego monologu? Swoistą właśnie desakralizacją sacrum wielkiej literatury, lekkim chichotem z powagi, z jaką ludzie zadają sobie pytania odwieczne, dotyczące istnienia? Ale nasz Jestem ma świadomość odbiorcy. Mówi sam do siebie, lecz nie tylko dla siebie – przecież on nas prowokuje, usiłuje nam namieszać w głowie, bawi się naszym kosztem… „jestem głupi, może niegłupi”, mówi. A może mówi o nas? Nie dajmy się! By dotrzeć do tematu i tez, jakie proponuje, zabawmy się jego kosztem. Mamy do tego prawo – bo technika lingwistyczna – tu połączenie krótkich zdań rodem z mowy potocznej, brak interpunkcji, wyraźny układ języka mówionego (jak wiadomo mowa i pismo różnią się nieco, a tu jest wyraźnie mowa), pozwalają nam na rozmaite próby i scenariusze w odczytywaniu tego utworu.

I Jestem – lekkoduch

Przy założeniu, że nasz Jestem to lekkoduch, wykpisz, który radośnie oświadcza światu, że jest głupi, możemy odczytać dalsze wersy z odpowiednią intonacją i gestykulacją. „Co mam robić?” – ze wzruszeniem ramion i pretensją w głosie, „Jak – nie wiedzieć?” – ze zdumieniem i rozłożeniem rąk, „A co ja wiem!” ze zniechęceniem i pogardliwym machnięciem ręki, z powtórką: e, tam – „co ja wiem”. „Co ja jestem?” – okrzyk pełen zniecierpliwienia (w stylu odczep się ode mnie) i odpowiedź: „wiem, że jestem taki jak jestem. Może niegłupi”. I tyle. Proszę zostawić mnie w spokoju.

II Jestem – tragik

Jeżeli zaś nasz Jestem jest bohaterem dramatycznym, całą duszą próbującym znaleźć odpowiedź na jątrzące go pytanie, mogłoby to wszystko wyglądać inaczej. „Jestem sobie!” – zdumienie i podziw. „Jestem głupi!” – okrzyk pełen tragizmu. „Co mam robić?” – prośba o pomoc, tragizm narasta. „Jak nie wiedzieć?” – rozpaczliwe zawieszenie głosu. „A co ja wiem? Co ja wiem?” – rozpaczliwe pytanie rzucone w przestrzeń. „Wiem, że jestem taki jak jestem” – stwierdzenie ironiczne. „Może niegłupi!” – ironia i gorycz.

IIl Jestem – istota agresywna

W takim przypadku wszystkie wersy możemy opatrzyć agresywnymi, zaczepnymi znakami zapytania, w stylu: może głupi jestem, co? (Jestem głupi?). To co mam robić? Jak – nie wiedzieć? A co ja niby wiem? No co ja wiem? Co ja jestem? (jakby nie dosłyszał). I odpowiedź twierdząca, choć może wycedzona przez zęby – wiem, że jestem taki jaki jestem. Właśnie, że może „niegłupi”. I lepiej zejdź mi z oczu!

Co dały nam powyższe scenki poza zabawą i ćwiczeniem recytacji na różne sposoby? Obnażyliśmy i wyłuskaliśmy jak ze skorupki problemy, jakie stawia utwór. Obojętne, jak go odczytujemy (czy jako stwierdzenie „głupi jestem wobec problemu istnienia!?, czy pełne oburzenia „co, ja głupi jestem?”) – powtarzają się punkty: istnienia, głupoty (niewiedzy), pytanie – jaki jestem. Byt, problem wiedzy, definicja człowieka. Nagle zrobiło się poważnie i filozoficznie. Nagle odkryły się niezwykle dostojne konteksty filozoficzne – bo samo jestem już nawiązuje do rdzenia filozofii – pojęcia bytu i otwiera wrota dyskusji. „Jam jest, który jest” – prawi Biblia, co dało podstawy do twierdzenia, że jest to tylko Absolut, bo On trwa, wszystko zaś inne było lub będzie… a czas teraźniejszy nie istnieje. A tu, u Białoszewskiego: ,jestem sobie”. Jestem – istnieję. Ryzykowne wyznanie. Potem zaś – ,„jak nie wiedzieć, a co ja wiem” – pojawia się kontekst Sokratejskiej niewiedzy z jego słynnym „jedno wiem, że nic nie wiem”. Świadomość niewiedzy miała być punktem wyjścia do dalszych rozważań – a tu „wiem, że jestem taki jak jestem”. Paradoks niewiedzy. Żart z grypsu Sokratesa? No, bo: jaki zatem jestem? „Taki jaki jestem”. Czyli jaki? Można by tak w nieskończoność, gdyby nie fakt, że „wiem, że jestem” – przyciąga następny kontekst – Kartezjański (myślę, wątpię – więc jestem). Znów odrobinę przerobiony – „wiem, że jestem” – pewność pozostaje ta sama, tylko dowód istnienia jakby znikł. „Jak nie wiedzieć” – dziwi się Jestem. On wie, że jest. Ale też pyta i dziwi się – więc myśli i wątpi. Więc jest. A jaki? O tym za chwilę. Teraz, po tym nieco skomplikowanym wywodzie Jestemu, który do wielkich powag i autorytetów się odwołał, zauważ:

  • Białoszewski stawia podstawowe pytania ludzkości w sposób zupełnie nowy. Sposób to odbrązowiony, nieco kpiący z powagi zagadnienia, prowokacyjny (jestem sobie jestem głupi). Oprócz talentu poety, iż potrafił coś nowego w tak skamieniałej dziedzinie wymyśleć, jeszcze inne wynikły z utwory wartości. Otóż możemy, mamy prawo mówić o sprawach wielkiej wagi inaczej, po swojemu, zwykłym językiem. To raz. A dwa, to – pewna koncepcja: być może właśnie kpina, prowokacja, parodia wobec nierozwiązywalnych zagadnień bytu – jest pewnym rozwiązaniem, najmądrzejszą postawą człowieka, który zrozpaczony szuka odpowiedzi i nic nie znajduje? A tu – „wiem, że jestem, taki jaki jestem”…
  • Białoszewski prowadzi grę językową, wykorzystując szablony językowe, tzw. słynne maksymy, rodem z języka wielkiej filozofii. Słowa autorytetów przyjęte przez mowę społeczeństwa i rozpropagowane: „wiem, że nic nie wiem”, „myślę więc jestem” – tu poddane zostały „obróbce”, przełożone na język własnego wywodu, sprawdzone w zwykłej mowie, a także sparodiowane. To już zabieg lingwistyczny. Czy zabawa „wielkimi zagadnieniami” i „wielkimi słowami” prowadzi ku jakimś wnioskom?

 

Pytanie nadal brzmi: jaki Jestem?

Może… niegłupi? Refleksja. Zdziwienie. Protest przeciw zarzutowi niewiedzy. Bo coś wiem. Okazuje się, że utwór nie był taką sobie żonglerką słowami, maksymami, pojęciami, by utworzyć bałagan tylko Jestem proponuje jakiś pewnik, punkt zahaczenia, coś co utwierdza istnienie. Wiem – mówi – że każdy jest dla siebie najważniejszy! No cóż. Pomyśl może, wielkie novum to to nie jest, jeśli weźmie się miłość własną, egocentryzm i zapatrzenie w siebie jako pewnik o człowieku, jako dowód jego istnienia. Cały wywód na to wskazuje. Ja jestem. Ja głupi. Ja wiem. Ja nie wiem. Ja szukam odpowiedzi. Ja się trapię. O siebie. O swoje istnienie. Więc jestem. Pełen strachu o siebie. A że to wiem, taką prawdę sobie uświadamiam, to może i jestem niegłupi. Ale skąd wiadomo o tym egocentryzmie? Twierdzenie potrzebuje dowodu. I jest dowód w wierszu pt. Wywód Jestem’u. Dowód – puenta, mistrzowsko wieńcząca utwór. Powiedzmy to zwyczajnie: „Każdy jest dla siebie najważniejszy, bo jeśli nawet nie godzi się na siebie w swojej postaci, to i tak pozostaje takim jaki jest!” Paradoksalnie wróciliśmy do punktu wyjścia (jestem taki jaki jestem). Miało być to problemem, a okazało się rozwiązaniem i odpowiedzią. Nic nie zmieni faktu, że człowiek jest jaki jest – nawet jeśli się sobie nie podoba, pozostaje jaki jest, a to znaczy, że jest dla siebie najważniejszy. A to znaczy, że coś wie o sobie. A to znaczy, że nie jest taki głupi. A to znaczy, że myśli. A to znaczy, że jest. Jaki? – Taki jaki jest. Uff. Może niegłupi. To perfekcyjne zakończenie wiersza uczyniło właśnie nasze koło myślowe zamkniętym i logicznym. Fakt, że jak w piosence bez końca, wszystko się powtarza – daje może poczucie zniechęcenia wobec nierozwiązywalnego pytania, ale też daje pewne punkty stałe. Wszystko wiruje – definicje bytu, istnienia, wątpienia, pytań – wszystko wiruje koło tego kółka centralnego – constans, na którym zawieszone jest wielkie JA. Potwierdza to cała konstrukcja utworu. Ja wciąż się powtarza. Poza tym sobie, siebie, siebie się. Jeśli zesz dowodu ostatecznego, przytocz ostatnie zdanie:
„to i tak, taki jest się, jaki jest”.
„Jest się” to nie błąd – to zamysł. Przekształcenie czasownika jest w czasownik zwrotny, nakierowany na siebie, jest ‚će o c: k się jestem. Sam sobie. Myk’, ubie się, lubię się i jestem
‚est. Ta zwrotność” umieści
w cenjm wyw aktywność człowie–,Jlik i paji rdza, że st on dla siebie najważni zy. Jedno ale się. Się – zaimek zwlotQy, a także twózzący stronę zwrotną asowników.. ptawia, że sprawca staj_,* odbiorcą. Jałt ,widać w poezji można w czyniać rozpite cuda. Jak widać Wj Yd Jestemu o ał się językowo–filozoficzflyt¥ odem o „homo–centryzmie” is nia ludzkiego. Ale – to tylko ta–ki sobi mały, niewinny wierszyczek.

Ata Wrońska

Zobacz:

Poezja Mirona Białoszewskiego

Lingwizm i poezja Mirona Białoszewskiego

Twórczość Mirona Białoszewskiego

Przedstaw cechy poezji Mirona Białoszewskiego

Miron Białoszewski – poeta rupieci

Zaprezentuj twórczość Mirona Białoszewskiego i zinterpretuj wybrane utwory

Jakie założenia miała poezja lingwistyczna?

Miron Białoszewski – Karuzela z madonnami