Jak powstała książka?

Sama autorka pisze, że wszystko zaczęło się od prywatnych rozmów z Markiem Edelmanem, słynnym kardiochirurgiem, ale przede wszystkim naocznym świadkiem przeżyć z getta warszawskiego. To jedyny, ocalały z pogromu członek ŻOB-u, walczący w getcie w 1943 roku. Jak zwierza się Hanna Krall, zarówno sam temat, jak i postać Edelmana, wymagały pokory pisarskiej. Wywiad z Edelmanem w Odrze miał kontynuację w postaci długich, trudnych rozmów o czasach sprzed lat trzydziestu. Edelman był bowiem trudnym rozmówcą – mówił niechętnie, lapidarnie, nie wpasowywał się w schemat bohatera wojennego. Trudno było znaleźć rytm książki – wreszcie przybrała ona formę bardzo osobistego, wręcz intymnego wywiadu. Jej tok jest spokojny i bardzo zdystansowany, można uchwycić reporterską rzeczowość i konkret.

Bardzo ważna jest umiejętność odczytania tytułu

Tytuł Zdążyć przed Panem Bogiem ma wyraźnie sens metaforyczny. Kojarzy się nam z wyścigiem, w którym biorą udział Bóg i człowiek.

Czego dotyczy ten wyścig?
Jest to wyścig o ludzkie życie, o przedłużenie go choćby na krótki czas. Dla Edelmana to, co robi jako lekarz, ściśle łączy się z tym, co przeżył w getcie. W czasie akcji likwidacyjnej (23 VII – 8 IX 1942 r.) miał ważne zadanie: stał przy bramie Umschlagplatzu i z tłumu pędzonych Żydów starał się uratować tych, którzy byli potrzebni organizacji. Było to źródłem bolesnych rozterek – mógł ocalić tylko nielicznych, a przeszło koło niego 400 000 tysięcy. Swoją powojenną pracę traktuje w podobny sposób: ratuje ludzkie życie, choć wie, że nie ocali wszystkich. Nie bez znaczenia są też kwestie heroizacji i deheroizacji bohaterów. Przypomnij sobie wiadomości o Holocauście i powstaniu w warszawskim gettcie.

Forma utworu

Podstawą książki jest wywiad, który Hanna Krall przeprowadza z Markiem Edelmanem – członkiem Żydowskiej Organizacji Bojowej i uczestnikiem powstania w warszawskim getcie.

Czy to tylko wywiad?

Z pewnością nie. Książka Hanny Krall jest niejednorodna formalnie, co jest zresztą cechą wielu utworów współczesnych. Wywiad jest jej podstawą, możemy jednak nazwać ją reportażem czy dokumentem beletryzowanym, a może nawet esejem. W Zdążyć przed Panem Bogiem mamy dwóch narratorów, zwracających się do siebie per „ty”, przy czym Hanna Krall stara się nie komentować wypowiedzi Edelmana, widzi swoje zadanie w prowokowaniu rozmówcy tak, aby powiedział jak najwięcej. Najważniejsza jest pamięć Marka Edelmana – przywoływane przez niego fakty, sytuacje pojawiają się w postaci retrospekcji, które Hanna Krall stara się uporządkować, choć czasem powraca kilkakrotnie do tych samych kwestii. Książka składa się właściwie z epizodów, których układ wydawać się może niekiedy chaotyczny. Jednak taka konstrukcja oddaje niedoskonałość ludzkiej pamięci, sam Edelman mówi w pewnym momencie: „Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu.”. Jako że pamięć bywa po latach zawodna, autorka wspomina czasem o sprawdzaniu otrzymanych informacji, o rozmowach z wieloma innymi ludźmi.

Mieszają się w utworze dwie płaszczyzny wydarzeń: wojenna i powojenna.

  • Wojna: realia getta warszawskiego – opis warunków życia w getcie, akcji likwidacyjnej z lata 1942 r., powstania w getcie rozpoczętego 19 kwietnia 1943 r.
  • Okres powojenny: realia kliniki kardiochirurgicznej – walka o życie ludzi chorych na serce, wprowadzanie nowych metod operowania.

Te dwie płaszczyzny łączy jednak podobna kwestia – problem życia i śmierci, ratowania ludzkiego życia.

Bohaterowie reportażu

Marek Edelman

Tylko on ocalał ze sztabu powstańczego Żydowskiej Organizacji Bojowej. Urodzony w 1921 r. w biednej rodzinie żydowskiej, wcześnie został sierotą – matka, działaczka Bundu (organizacji robotników żydowskich) zmarła, gdy miał 14 lat. W czasie wojny pracował jako goniec w szpitalu i miał przepustkę pozwalającą na wychodzenie z getta. Po powstaniu w getcie wyprowadził swój oddział kanałami, później walczył w powstaniu warszawskim. Po wojnie skończył medycynę w Łodzi i został znanym kardiochirurgiem, który przeprowadził wiele nowatorskich operacji ratujących ludzkie życie. Edelman nigdy nie zaakceptował komunizmu i z tego powodu był wyrzucany z pracy i szykanowany, m.in. w 1968 r. odmówiono mu zatwierdzenia habilitacji. W stanie wojennym został internowany, bo w latach 1980 – 1981 był członkiem Zarządu Regionu Ziemi Łódzkiej NSZZ „Solidarność”. W 1989 r. uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. Marek Edelman nie zdecydował się na emigrację, mimo że jego rodzina przeniosła się do Francji. Nigdy nie zrezygnował z działalności opozycyjnej i mówienia trudnej prawdy. Prawdę taką znajdziemy także w jego książce pt. Strażnik, traktującej nie tylko o getcie, ale też o współczesności, na przykład o wojnie w Jugosławii.

Współpracownicy doktora Edelmana

  • Profesor (Jan Moll) – kierownik kliniki w Łodzi, który w czasie wojny był chirurgiem w szpitalu św. Kazimierza w Radomiu. Bogate doświadczenie zdobył operując licznych rannych partyzantów, a potem żołnierzy z walk pod Warką. Po wojnie Profesor jako pierwszy dokonał operacji na otwartym sercu i kilku innych nowatorskich zabiegów. Autorka pokazuje obawy i wewnętrzną walkę towarzyszące każdej z tych operacji. Edelman, będący asystentem Profesora, rozprasza te lęki, czasem niemal „zmusza” go do przeprowadzenia zabiegu.
  • Elżbieta Chętkowska, Zofia Wróblówna i Aga Żuchowska

Pacjenci doktora Edelmana

Wspomniani przez Edelmana pacjenci, których poddano nowatorskim operacjom:

  • pani Bubnerowa – zmieniono kierunek krwi w jej sercu,
  • Rudny – „majster z dziedziny urządzeń pasmanteryjnych”, jemu po raz pierwszy przeszczepiono żyłę z nogi do serca,
  • Rzewuski – prezes Automobilklubu, którego operowano już w trakcie zawału.

Legenda i prawda

Edelman wie, że nie mówi tak, jakby należało – z nienawiścią, patosem, popadając w stereotypy. Jednak on jako „bohater” nie zrobił niczego „dla nas”, tylko „za nas”. Jego jedynym bohaterstwem, do którego się przyznaje, było upomnienie się o godną śmierć dla Żydów w getcie, o prawo do umierania z karabinem w ręku, zamiast bezsilnego pogodzenia się z rzezią.

Siła, waleczność, determinacja – te cechy przypisujemy zwykle bohaterowi.
Edelman przedstawia zaś siebie i innych Żydów, np. Mordechaja Anielewicza, jako ludzi zwykłych, często mających drobne wady i słabości. Dowódca powstania maluje starym rybom skrzela na czerwono, aby można je było sprzedać jako świeże – to zachowanie nie pasuje do stereotypu bohatera. Dwie prostytutki na znak solidarności z powstaniem „zawieszają działalność”. Żydowscy powstańcy strzelają do parlamentariuszy niemieckich, gdyż „byli to dokładnie ci sami, co wywieźli już do Treblinki 400 tysięcy ludzi, tylko że przyczepili sobie białe kokardy”. Gdy Edelman mówi o bojowych okrzykach: „Idziemy na śmierć… dla honoru, dla historii”, za chwilę z autoironicznym dystansem komentuje: „Takie tam różne rzeczy się w takich wypadkach mówiło”. Odsłania z przerażającą szczerością rzekome legendy powstania, jak np. tę o powiewających nad gettem biało-czerwonych flagach „Tylko że w ogóle nie widziałem żadnych sztandarów. Dopiero po wojnie dowiedziałem się, że były”. Edelman nie umniejsza wagi powstania, które rozpoczęło paru zdeterminowanych zapaleńców, a kontynuowało raptem 220 osób. Raczej pomniejsza własną rolę. Powtarza, że nie ginie się dla symboli, ale raczej po to, by nie umierać w upodleniu. Zresztą to też legenda, że „strzelanie to największe bohaterstwo… No to żeśmy strzelali”.

Jedna z najbardziej wstrząsających scen w książce może budzić naszą grozę – jakby śmierć została sprofanowana. Młodzi powstańcy wybuchają śmiechem, gdy dowiadują się, że ich przyjaciel umiera w szpitalu, nie podczas walki. To lakoniczne stwierdzenie daje jednak najlepsze wyobrażenie o ostatecznej determinacji młodych straceńców.

Warunki życia w getcie opisane w wywiadzie

W listopadzie 1940 r. Niemcy postanowili utworzyć getto i przenieść do niego wszystkich Żydów z Warszawy i okolicznych miasteczek. Na małej przestrzeni musiało zamieszkać prawie pół miliona ludzi, w większości pozbawionych majątku oraz pracy. Getto posiadało własny zarząd – na jego czele stał Adam Czerniaków, który popełnił samobójstwo, gdy Niemcy rozpoczęli akcję likwidacyjną, miało własną policję, szpitale, szkoły, zakłady pracy. Jego podstawowymi problemami były przeludnienie oraz głód. Racje żywnościowe nie pozwalały na przeżycie, na zakup jedzenia na czarnym rynku większość Żydów nie miała pieniędzy, podstawowym pożywieniem bywała zupa z nieoczyszczonego owsa. O głodzie opowiada Edelman jakby beznamiętnie, doskonale zdając sobie sprawę z niemożności pełnego zrozumienia. Trudno sytym wyobrazić sobie głód doprowadzający do przypadków kanibalizmu.

Dzieci wyrywają na ulicy przechodniom paczki z rąk w nadziei, że tam jest chleb, i natychmiast wszystko pożerają. W szpitalu dają spuchniętym z głodu dzieciom po pół jajka w proszku i po pastylce cebionu dziennie – to już dzielą lekarze, bo nie można narażać salowej, która też jest spuchnięta, na mękę dzielenia.

Zupę dla dzieci trzeba czasem rozdawać po sprowadzeniu policji, bo tłum wyrywa im jedzenie. Zwłoki zmarłych porzucane są na ulicy, by gmina pochowała je na własny koszt.
Lekarze w getcie prowadzili badania nad głodem, Edelman cytuje fragmenty pracy pt. Choroba głodowa. Badania kliniczne nad głodem wykonane w getcie warszawskim w 1942 roku. Wstrząsający jest chłodny opis zmian zachodzących w wewnętrznych narządach – serce, wątroba, nerki zmniejszały się znacznie, pojawiała się opuchlizna. Lekarze zauważali też zmiany w psychice – ludzie stawali się senni, ospali, z apatii wyrywał ich jedynie widok jedzenia, wówczas stawali się agresywni, starali się je zdobyć za wszelką cenę. Badania nad głodem przerwała likwidacja getta. „Zaraz po zniszczeniu surowca zginęli zresztą i badacze”.

Czy Żydzi zdawali sobie sprawę z grożącego im niebezpieczeństwa? Wiele wskazywało, że tak – starali się znaleźć schronienie po aryjskiej stronie, próbowali ocalić chociaż dzieci. Jednak wiadomości o obozie zagłady w Treblince przyjmowano z niedowierzaniem. Zamiar wymordowania całego narodu wydawał się nieprawdopodobny, a Niemcy mówili o przesiedleniu ludności na wschód. Tym, którzy dobrowolnie zgłoszą się do wyjazdu, obiecywano nawet po trzy kilogramy chleba i marmoladę. Ginący z głodu ludzie zgłaszali się wierząc, że Niemcy nie marnowaliby takich ilości chleba. Zgłaszali się i jechali prosto do Treblinki.

Rozpaczliwe próby ratunku

Większość Żydów starała się jednak w rozpaczliwy sposób uratować przed przesiedleniem. Kiedy ogłoszono, że zostaną pozostawieni ci, którzy posiadają maszyny do szycia, za wszelką cenę starano się zdobyć taką maszynę. Kiedy Niemcy zaczęli rozdawać numerki na życie, robiono wszystko, by je otrzymać. Były to zwykłe żółte karteczki z pieczęcią, które miały chronić posiadaczy przed transportem. Edelman pokazuje, że w takiej sytuacji jedni okazywali niezwykłą siłę ducha, inni za wszelką cenę pragnęli ocalić siebie lub rodzinę. Gdy na oczach kilkuset osób Ukraińcy zgwałcili młodą dziewczynę, nikt się nawet nie poruszył. Żydowski policjant próbował swoją gorliwością uratować dziecko, które mu się urodziło po kilkunastu latach małżeństwa. Frania odpychała od siebie matkę, która nie dostała numerka na życie. Pragnienie ratowania życia lub przynajmniej ocalenia przed straszną śmiercią w komorze gazowej prowadziło do paradoksalnych sytuacji.

  • Niemcy stwarzali początkowo pozory, że potrzebują ludzi do pracy, więc choroba lub kalectwo chroniły przed transportem. W tej sytuacji pielęgniarki łamały nogi tym, których należało ocalić.
  • Synek Hennocha Rusa zmarł na początku wojny wskutek transfuzji, a ojciec odczuwał potem wdzięczność, że dziecko zmarło w domu, jak człowiek.
  • Przełożona pielęgniarek Tenenbaumowa oddała swój numerek córce, a sama popełniła samobójstwo. Mimo że dziewczyna przeżyła jeszcze tylko kilka miesięcy, zdążyła zaznać miłości.
  • Podczas likwidacji szpitala lekarka oddała dzieciom swoją porcję cyjanku, ratując je tym samym przed komorą gazową. Podanie trucizny jest tu więc czynem niemal bohaterskim.
  • Pracownicy szpitala starali się wstrzyknąć truciznę swoim bliskim, by im zapewnić lepszą śmierć.

Edelman stara się też pokazać ocalającą siłę miłości. Mówi, że w getcie „ludzie garnęli się wtedy do siebie jak nigdy przedtem, jak nigdy w normalnym życiu”. Pośpiesznie zawierane małżeństwa, bycie z drugim człowiekiem było namiastką bezpieczeństwa.

Było ich tylko 220…

Wiele w Zdążyć przed Panem Bogiem mówi się o godności. Kluczowym fragmentem jest tu opowieść o Żydzie, którego dwóch niemieckich oficerów postawiło na beczce i wśród śmiechu obcinało mu po kawałeczku brodę. Pozornie nic strasznego się nie stało, lecz Edelman stwierdził: „Wtedy zrozumiałem, że najważniejsze ze wszystkiego jest nie dać się wepchnąć na beczkę”. Upokarzała świadomość, że powodem skazania na śmierć jest samo bycie Żydem. Upokarzało hasło z plakatu „Żydzi – wszy – tyfus plamisty” i karuzela pod murem getta. Powstanie w getcie wybuchło z takiego powodu – nie dlatego, by wygrać i ocalić życie, bo na to nie było szans, lecz aby ocalić godność, aby nie umierać w komorze gazowej lub z głodu.

Powstanie wybuchło 19 kwietnia 1943 r. Kiedy oddziały niemieckie wkroczyły do getta, by pozostałych Żydów deportować do obozów zagłady, napotkały zbrojny opór. Walkę podjęła Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), której dowódcą był Mordechaj Anielewicz. Mimo ogromnej dysproporcji sił walki trwały około trzech miesięcy.

Niemców było ponad dwa tysiące, żołnierzy ŻOB-u tylko 220. Dowodzeni przez Jurgena Stroopa Niemcy mieli do dyspozycji lotnictwo, miotacze min, karabiny maszynowe. Na jednego powstańca (…) przypada 1 rewolwer, 5 granatów i 5 butelek zapalających. Na każdy teren 3 karabiny. W całym getcie są dwie miny i jeden automatyczny pistolet.

Tę broń z trudem wcześniej zdobywano, m.in. za pieniądze ściągane od najbogatszych Żydów. Wobec determinacji walczących Niemcy zdecydowali się podpalać kolejne budynki getta. 8 maja w otoczonym przez hitlerowców bunkrze przy Miłej 18 Anielewicz popełnił samobójstwo z 80 innymi osobami. Grupa Edelmana wyszła z getta kanałami. Część z nich została ocalona.

Heroizacja i deheroizacja

W Zdążyć przed Panem Bogiem można przeczytać, że Marek Edelman „nie nadawał się na bohatera, bo nie było w nim patosu”. Rozmówca Hanny Krall rzeczywiście patosu unika, broni się przed symboliką, podkreślaniem bohaterstwa. Samobójstwo 80 powstańców w bunkrze na Miłej 18 komentuje słowami: „Tego nie należało robić. Mimo że to bardzo dobry symbol. Nie poświęca się życia dla symboli”.
W tym bunkrze zabiła się młoda dziewczyna – Ruth, która strzelała do siebie aż siedem razy. Według Edelmana „zmarnowała (…) sześć naboi”. Irytuje go skłonność do powiększania liczby powstańców, wielokrotnie podkreśla, że było ich tylko 220. Opisując pomnik poświęcony poległym, zauważa:

Żaden z nich nigdy tak nie wyglądał, nie mieli karabinów, ładownic ani map, poza tym byli brudni i czarni, ale na pomniku jest tak, jak pewnie być powinno. Na pomniku jest jasno i pięknie.

Ta prawdomówność wielu drażniła. Edelman nie miał jednak zamiaru podważać bohaterstwa, a nadać mu ludzki wymiar. Chce pokazać ludzi, a nie pomnikowych bohaterów. Z życiorysu przywódcy powstania Mordechaja Anielewicza przypomina mało chwalebny szczegół, jak ten, sprzedając z matką ryby, malował im skrzela, by wydawały się świeże. Wspomina też, jak Anielewicz naraził kilkuset mieszkańców ul. Zamenhoffa, bo pragnąc zdobyć rewolwer, zabił strażnika. Na pytanie, dlaczego w takim razie został przywódcą, pada odpowiedź: „Czy ja wiem? Bardzo chciał nim być, więc go wybraliśmy”.

Jednocześnie Edelman przypomina tych, którzy również odznaczyli się bohaterstwem, ale o których zapomniano. Nie ma zresztą na myśli jedynie heroizmu walki.

  • Pola Lipszyc – nie miała „żydowskiego wyglądu”, więc mogła ocalić życie, wolała jednak pójść na śmierć, bo nie chciała opuścić matki.
  • Tenenbaumowa – przełożona pielęgniarek, która oddała córce swój „numerek na życie”, a sama popełniła samobójstwo.
  • Michał Klepfisz – młody inżynier, który własnym ciałem zasłonił karabin maszynowy, by jego oddział mógł przejść.
  • Jurek Wilner – działacz zajmujący się zdobywaniem broni; aresztowany w marcu 1943 r. przez gestapo wytrzymał długotrwałe tortury, potem udało mu się uciec. Popełnił samobójstwo w bunkrze na Miłej 18.

Tematy, z którymi można powiązać Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall

  • Holokaust,
  • hitleryzm,
  • godność,
  • walka,
  • wartość ludzkiego życia,
  • człowiek – to, co w nim najgorsze i najlepsze,
  • heroizm i deheroizacja.

Holocaust (Holokaust) – zagłada, całkowite zniszczenie, zwłaszcza zagłada Żydów europejskich przez hitlerowców w czasie II wojny światowej.
Dosłowne znaczenie słowa holocaust: całopalenie, ofiara spalona całkowicie na ołtarzu.

Ważny cytat

Przecież ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. (…) Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.

Hanna Krall

Dziennikarka, pisarka, znana na całym świecie autorka reportaży. Ich tematem jest najczęściej żydowski świat, który istniał ponad pół wieku temu, bohaterowie jej utworów pochodzą zwykle właśnie z tego świata. To zwykli, prości ludzie, których przeżycia autorka ukazuje. Łączy się to z biografią Hanny Krall – ona sama urodziła się w rodzinie żydowskiej, w czasie wojny została uratowana, lecz straciła wszystkich bliskich. Często pojawia się w jej tekstach problem poszukiwania tożsamości – gdy wybuchła wojna, pisarka miała zaledwie dwa lata. O losach Żydów mówi zarówno jej książka Tam już nie ma żadnej rzeki, i ta najbardziej znana: Zdążyć przed Panem Bogiem (1977).

Najbardziej znane utwory to:

  • powieść Okna – połączenie reportażu z fikcją; dzieło o ludzkim strachu i konieczności zmierzenia się z nim,
  • Trudności ze wstawaniem – o przemianach politycznych zachodzących w latach osiemdziesiątych w naszym kraju.

Za co punkty?

Utwór ma dwie rzeczywistości

  • przeszłość, naznaczoną piętnem śmierci, a nawet samobójstwa, gdy jest ono obroną przed wrogiem;
  • teraźniejszość: ratowanie ludzkiego życia. Obie rzeczywistości są wyścigiem z Panem Bogiem, oznaczonym jedynym celem: zdążyć! Zdążyć połknąć cyjanek – zanim hitlerowcy znajdą cię, by zabijać i torturować. Zdążyć operować, zanim choroba zabierze pacjenta. Zdążyć przed Panem Bogiem, bo Bóg zsyła chorobę, bo Boga w okrzyku „Gott mit uns” wpisali sobie Niemcy na sztandary, Bóg zdecyduje o życiu lub śmierci…

Dzieło ważne, bo

  • jest unikatowym świadectwem powstania w getcie, spisanym przy współudziale kogoś, kto w nim uczestniczył,
  • następuje deheroizacja bohaterów, choć jednocześnie mowa o wartościach najważniejszych, takich jak życie, miłość, godność.

Kompozycja utworu

„Reportaż nie znosi fikcji”. I nie ma fikcji w reportażu Hanny Krall. Autorka dotarła tam, gdzie można. Osobiście poznała bohaterów swojego dzieła – jeśli żyli. Użyła podstawowych form:

wywiad + relacja odautorska.

Dopiero we wnętrzu tych gatunków zawarła rozmowę, opis, informację. Reportaż jest zwięzły, jego materia to fakt, obraz, sytuacja – lecz podane komunikatywnym językiem, nawet gdy dotykamy specjalistycznych, medycznych dziedzin. Słowo o technice pisarskiej – mówi sama Hanna Krall – dokonuje „odwirowania z rzeczy nieważnych”, „wskazuje palcem” określony problem. Tylko w takiej formie cierpienie i tragizm Żydów getta, walka o godność, opowieść o bohaterstwie i przyjaźni mogą być prawdziwe.

Zobacz:

Zdążyć przed Panem Bogiem – Hanna Krall

Literatura obozowa na przykładzie „Medalionów”, „Zdążyć przed Panem Bogiem” i „Opowiadań” Tadeusza Borowskiego

Zdążyć przed Panem Bogiem – praca domowa

Godność jako jedna z kluczowych ludzkich wartości. Analizując i interpretując fragment utworu Hanny Krall Zdążyć przed Panem Bogiem, odpowiedz na pytanie, dlaczego według Marka Edelmana należy nie dać się wepchnąć na beczkę?