Justyna Orzelska – pozytywistka czy romantyczka? Zgromadź argumenty za i przeciw.

Na pozór jest typową pozytywistką.

  • Uparta, zdecydowana, wytrwale dąży do celu. Aktywna i energiczna, nie traci długich godzin na rozmyślania o konsekwencjach swoich czynów. Uczucie do Jana nie wytrąca jej z równowagi, tylko dodaje sił.
  • Wierzy, że praca odgrywa ważną rolę w życiu. Po ślubie z Jankiem pragnie zająć się pracą u podstaw – nauczaniem wiejskich dzieci.
  • Jej decyzja o małżeństwie ze schłopiałym szlachcicem jest wyzwaniem rzuconym skostniałej mo­ral­no­ści.
    Istnieją jednak pewne przesłanki pozwalające dopatrywać się w Justynie cech romantycznych.
  • Jej pierwsza miłość, do Zygmunta Korczyńskiego, miała cechy romantyczne: wspólne spacery, lek­tu­ry, liściki, płomienne wyznania, a w końcu rozczarowanie i upokorzenie spowodowane odrzuceniem zubożałej szlachcianki jako kandydatki na żonę dla zamożnego Zygmunta. Miłość romantyczna rzadko kończyła się ślubem!
  • •Jej udziałem stała się wielka przemiana, w dużej mierze spowodowana przez miłość. W wyniku tej metamorfozy ważne stały się dla niej nowe ideały i wartości: patriotyzm, kult tradycji, praca u pod­staw.
  • Romantyczny schemat zamiany miłości do kobiety na miłość do ojczyzny zyskuje tu nowy kształt. Rozczarowawszy się do pustych miłostek, Justyna przeżywa potężne uczucie do Jana, silnie sple­cio­ne z poczuciem harmonii z naturą oraz nowo nabytą wiarą w pozytywistyczne ideały. Tak jak w wypadku bohatera Dziadów – niższa forma miłości ustępuje miejsca wyższej, uduchowionej i pełnej, otwierającej nowe horyzonty i drogi samorealizacji.

 

Ocena romantyzmu i romantyków w świetle Nad Niemnem

Orzeszkowa niezbyt dobrze ocenia epokę romantyzmu, a do postaw typowych romantyków odnosi się co najmniej niechętnie. Pisarka ukazuje kilka postaci manifestujących postawę romantyczną. Mię­dzy innymi Emilię Korczyńską, kobietę zaczytującą się namiętnie w romansach, żyjącą w ilu­zo­rycz­nym świecie wyobraźni, tęskniącą za wymyśloną miłością romantyczną. Jej wypowiedzi są eg­zal­to­wa­ne, a postawa denerwująca, tym bardziej że bujając w obłokach, nie dostrzega szczerej miłości własnego męża Benedykta.

Następny romantyk to Zygmunt Korczyński. Wybitna jednostka – uduchowiony artysta, wy­ob­co­wa­ny w tłumie przeciętniaków. Oczywiście, należy rozumieć to ironicznie. Ta jednostka koniecznie potrzebuje Paryża – by tworzyć, i romansu – by snuć romantyczną miłość… Wzbudza niechęć i pogardę.

Rodzajem romantyka jest Różyc (podobny do Hrabiego Henryka). Nie wzbudza on pogardy, lecz współczucie. Jego wyobcowanie, bierność życiowa, ciągła potrzeba sztucznych podniet ukazują ro­man­tyczną manierę.
Na przykładzie choćby tej trójki można zrekonstruować ocenę romantyzmu wpisaną w powieść.
Orzeszkowa ośmiesza schematy romantyczne, pogardza biernymi postawami romantyków, drwi z ich wyobrażeń, ale i okazuje im współczucie.

Nie potępia jednak całkowicie romantyzmu. Są dwa motywy, dzięki którym autorka składa hołd mi­nio­nej epoce. Pierwszy to mogiła powstańców z 1863 roku – wątek patriotyzmu. Tu nie ma, oczywiście, nawet cienia niechęci – jest szacunek i podziw dla bohaterów zrywu romantycznego. Drugi element, który zdradza sentyment pisarki do romantycznych upodobań, to rola, jaką spełnia w jej powieści przyroda: liczne, nastrojowe opisy opiewają piękno kraju i współistnienie człowieka i natury.

Jakie hasła programowe pozytywizmu propaguje Eliza Orzeszkowa w Nad Niemnem?

Oprócz etosu pracy pisarka – pozytywistka porusza jeszcze kilka ważnych zagadnień:

  • Scjentyzm – potrzebę nauki udowadnia m.in. kreacja Witolda, który jest pozytywną postacią, ma wiele planów na przyszłość – a to dzięki naukom, które pobiera i które będzie umiał spożytkować.
  • Utylitaryzm – hasło ściśle związane z postulatem pracy. Ludzie muszą być użyteczni dla kraju, społeczeństwa. Wystarczy popatrzeć na los tych, którzy są „pasożytami”: Emilii, Różyca, Zygmunta, Kirły. Są bezużyteczni, niezbyt szczęśliwi, nie widzą sensu istnienia.
  • Ziemia jako idea ojczyzny – pojęcie zastępujące mit walki zbrojnej, która nie była wówczas możliwa (czasy po klęsce powstania). Ziemia polska jest ziemią polską bez względu na zabory i trzeba o tę ziemię dbać, w ten sposób czynnie czekając na wolność. Taki pogląd głosi Benedykt, Witold, po­twier­dza go też tryb życia Bohatyrowiczów.
  • Praca organiczna – porównanie społeczeństwa do organizmu jest adekwatne w przypadku bohaterów Nad Niemnem. Oglądamy tu arystokrację, szlachtę ziemiańską, szlachtę zaściankową – niemal schło­piałą. Tylko ta ostatnia wydaje się być zdrowa, wyższe warstwy dotknięte są chorobą i wymagają reform. W dodatku skłócone – trudno więc, by współdziałały w jednym organizmie. Postulat o leczenie – reformy i pojednanie – jest w powieści wyraźny.

 

Echa romantyzmu w utworach pozytywistycznych.

Najważniejsze utwory, których nie możesz pominąć przy takim temacie, to:

  • Nad Niemnem – tuż obok krytyki i ośmieszenia Orzeszkowa składa hołd powstańcom 1863 roku. Mogiła w lesie – to miejsce święte, wspomnienie tych wydarzeń to święty czas jedności wszystkich stanów. Zachwyt pięknem nadniemeńskiej natury także przywodzi na myśl romantyczną koncepcję człowieka i przyrody.
  • Gloria victis – nowela Elizy Orzeszkowej to znów obraz powstańczej tragedii, nieszczęśliwa, rozdarta przez historię miłość, patriotyzm – wartości, przed którymi chylą czoła nie tylko ludzie, lecz także cała leśna przyroda.
  • Lalka Bolesława Prusa – też zawiera wspomnienie powstania styczniowego, walk, które już się od­by­ły, ideę ojczyzny. Nadzieje na wolność są, choćby w przypadku Rzeckiego, wzruszające, nie ma tu ich ostrego potępienia.
  • Contra spem spero Marii Konopnickiej jest hasłem romantycznym, nie racjonalnym. Poetka w ogóle jest „romantycznym elementem” w pozytywistycznej strukturze literackiej. Poeta w jej mniemaniu to mimo wszystko wieszcz, wódz narodu, poezja porywa do walki, a idea patriotyzmu przewyższa wszystkie inne.

A zatem – propagowali pozytywiści własną drogę i głosili inny program, lecz „nie deptali przeszłości ołtarzy” – w głębi duszy żywili respekt wobec minionej epoki.
Romantyzm i pozytywizm to epoki zupełnie różne, pełne przeciwieństw. Trzeba jednak zauważyć, że pozytywiści szanowali swoich poprzedników, nie potępiali ich w czambuł, jak to robili romantycy ze swoimi poprzednikami.

 

Dwie mogiły w Nad Niemnem. Omów ich funkcję w powieści.

Mogiła Jana i Cecylii
Historię Jana i Cecylii opowiada Anzelm Bohatyrowicz. Są to dzieje powstania rodu Bohatyrowiczów. Grób kochanków to miejsce święte dla całego rodu. Jan i Cecylia to kochankowie, którzy nie mogli się pobrać ze względu na różnice w pozycji społecznej. Uciekli więc do puszczy i tam zamieszkali, założyli rodzinę i gospodarstwo, mieli dzieci. Ich praca była heroiczna, pełna trudów i poświęceń. Opowieść Anzelma o przodkach jest apoteozą miłości i ciężkiej pracy.

Mogiła powstańców
Historię powstańców z roku 1863 Jan opowiada Justynie. W mogile spoczywa czterdziestu po­wstań­ców, między nimi ojciec Jana. Opowieść jest świadectwem wielkiego znaczenia walk dla pozostałych. Pamięć o mogile świadczy też o patriotyzmie następnych pokoleń.
Obydwie sceny związane z mogiłami stanowią apoteozę najważniejszych wartości propagowanych przez pozytywizm: patriotyzmu i pracy.

 

Wypisz w punktach najważniejsze tematy, które porusza Eliza Orzeszkowa w Nad Niemnem.

• Praca – jest najbardziej wyeksponowanym i postulowanym w powieści hasłem pozytywistów. Or­ga­ni­zu­je bieg zdarzeń – kierując losem postaci i określając ich portrety, Orzeszkowa udowadnia wartość pracy, a stosunek do pracy wyznacza ocenę poszczególnych bohaterów powieści.

  • Obraz społeczeństwa polskiego – autorka przedstawia poszczególne warstwy społeczne, sytuację finansową każdej z nich, relację: dwór – zaścianek.
  • Motyw powstania styczniowego – temat licznych odwołań, nawet dyskusji o roli i skutkach po­wsta­nia. Trzeba wiedzieć, że Orzeszkowa nie mogła opowiadać o powstaniu wprost, dlatego pełno jest w powieści symboli i aluzji właściwych mowie ezopowej.
  • Program pozytywistyczny – oprócz demonstrowania niechęci do pewnych postaw romantycznych autorka propaguje w powieści program pozytywistyczny jako nową ideologię i sposób działania.
  • Obyczaje i natura – te tematy stanowią odrębną, choć bardzo zespoloną z innymi, warstwę powieści Nad Niemnem. Ze względu na nie porównuje się często Nad Niemnem z Panem Tadeuszem.

 

Omów najważniejsze konflikty i spory pomiędzy bohaterami w Nad Niemnem.

Konflikt między Benedyktem Korczyńskim a jego synem Witoldem

Najbardziej wyeksponowany w powieści. Kończy się pojednaniem i wybuchem miłości, lecz nie można bagatelizować jego znaczenia, choćby ze względu na to, że przewija się on przez cały utwór. Zarazem może sprawiać wrażenie konfliktu pozornego, jeśli weźmie się pod uwagę, że Witold i Be­ne­dykt byli w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobni, mieli zbliżone zainteresowania i cele. Młody Korczyński jest optymistyczniej nastawiony do świata, bardziej postępowy niż ojciec, pełen zapału. Tymczasem jego ojciec – zmęczony troskami finansowymi, brakiem porozumienia z żoną i za­ognia­ją­cym się konfliktem z mieszkańcami zaścianka – jest ostrożniejszy w formułowaniu sądów. Stara się być realistą i zatracił już wszechogarniającą życzliwość, która cechuje Witolda. Entuzjazm syna, który kojarzy mu się z naiwnością – zaczyna go drażnić. Ich relacje są dosyć skomplikowane – właściwie mogłyby zakończyć się zerwaniem stosunków. Jednak w zamyśle autorki nie taki los był im pisany. Witold podziwia ojca za jego pracowitość, ofiarność, zapobiegliwość. Ale jest też nim rozczarowany – chce, aby Benedykt był bardziej wzniosły, życzliwszy i bardziej skłonny do ustępstw. Korczyński jest dumny z syna, pokłada w nim duże nadzieje – ale nie zawsze umie okazać mu to w inny sposób, niż tylko upominając go, przestrzegając.

Pretensje Benedykta i zarzuty stawiane synowi
Benedykt martwi się, że Witold jest bezkompromisowy. Zarzuca mu, że nie porozmawiał z Darzeckim, nie odprowadził go i nie podał płaszcza – co mogło być odebrane jako oznaka złego wychowania. Witold twierdzi, że nadskakiwanie człowiekowi, dla którego nie ma szacunku i którego uważa za sybarytę, pyszałka o ograniczonych horyzontach – jest poniżej jego godności. Dlatego było mu przykro i głupio, gdy widział płaszczącego się przed Darzeckim ojca. Korczyński, sam trochę zawstydzony, stara się zbyć syna stwierdzeniem, że jest za młody na osądzanie i krytykowanie.

Konflikt między nimi jako – przykład konfliktu uniwersalnego
Choć reakcja Benedykta jest sztampowa – prawie każdy słyszał od rodziców, że jest za młody na to czy tamto – z kłótni tej można wysnuć jeden optymistyczny wniosek. Otóż Witold odczuwa potrzebę rozmowy z ojcem, nawet na drażliwe i osobiste tematy. Ponadto nie boi się powiedzieć mu o swoich odczuciach, co chyba oznacza, że mimo wszystko stary Korczyński jest rodzicem dość otwartym.

Przyczyny nieporozumień między nimi są też bardziej prozaiczne: Witold dużo czasu spędza poza domem, „szwendając się” – czyli chodząc po wsi, rozmawiając z ludźmi zajmującymi niższą pozycję społeczną, biorąc udział w ich rozrywkach i przyjemnościach. Często wraca późnym wieczorem, a Benedykt martwi się o niego i jest trochę zazdrosny.

Benedykt chciałby także, żeby chłopak częściej bywał w domu, częściej z nim rozmawiał – jak dawniej. Jest rozżalony i uważa Witolda za egoistę, ale nawet wtedy ma łzy w oczach i widać, że bardzo za synem tęskni. Z rozrzewnieniem wspomina lata, kiedy maleńki Witold zachwycał się rodzinną okolicą, przytulał się do niego, opowiadał o tym, że ciotka Marta piecze ciastka z malinami… Niestety, te czasy już minęły. Teraz Witold potrafi tylko czynić mu wyrzuty, że chłopi skarżą się na niego, bo nie jest dla nich wyrozumiały i życzliwy. Podobnie nieszczęśliwy jest Witold – rozdarty między miłością do ojca a, jak to nazywa, „świętymi ideami”, pragnieniem poprawy swoich stosunków z ojcem i naprawy świata. To wszystko sprawia, że chłopak zarzuca sobie zuchwałość i to, że między sobą a ojcem wzniósł „ścianę nieprzebitą”, która mogłaby „rozdzielić ich na zawsze”. Witold sięga po jedną ze strzelb wiszących na ścianie w pokoju ojca z oczywistym zamiarem… Benedykt powstrzymuje go, wzru­szo­ny i przerażony zarazem. Martwi się, że syn „z tą zapalczywością swoją, z tym ogniem” – zginie, nie da sobie rady w życiu. Uważa jednak, że Witold to jego krew i nadzieja na przyszłość. Stara się wytłumaczyć chłopakowi – to bardzo ważny fragment powieści – że sam też był młody, że i w jego ustach brzmiało hasło: „Młodości! ty nad poziomy ulatuj!”, że i on był gotów do wielkich poświęceń.

Racje Benedykta. Co usprawiedliwia jego rozdrażnienie?
Życie brutalnie rozprawiło się z Benedyktem – młodym idealistą – i jemu podobnymi. Odpiera zarzuty Witolda dotyczące braku patriotyzmu wśród Korczyńskich: jego brat Andrzej przypłacił życiem udział w powstaniu, a on, Benedykt – jakoś mu tego zazdrości. Ze wszystkich sił starał się utrzymać ziemię w swoich (polskich) rękach – co nie było łatwe ze względu na wysokie podatki i wiele innych utrudnień. Ta walka o byt uczyniła go twardym, pozornie mniej wrażliwym, a na pewno mniej skorym do ustępstw. Dzięki tej rozmowie chłopak lepiej poznaje ojca. I w scenie, która dzisiejszym czytelnikom może wydawać się nieco kiczowata, Witold zarzuca ojcu ramiona na szyję, scałowuje jego łzy i dzię­ku­je, że nie wychował go na lalkę salonową – że go „nigdy od reszty ludzkości nie oddzielał”. Po tej rozmowie obaj czują się „oczyszczeni”, jakby zrzucili z piersi olbrzymi ciężar. Nawet upór syna, który ciągle powraca do sprawy chłopów, nie drażni już Korczyńskiego. Wydaje mu się on cechą rodową wszystkich wartościowych ludzi z rodu Korczyńskich – jego samego i jego brata, powstańca Andrzeja.

Szczęśliwy finał i nadzieja na pełne porozumienie
Prawdziwy happy end: po tej oczyszczającej rozmowie Benedykt proponuje synowi, by razem ukła­da­li plany, projekty gospodarcze i nie tylko. Sugeruje mu też wspólną wyprawę na grób powstańców – mogiłę, której dawno już nie odwiedzał. Zaczyna traktować syna poważnie – to właśnie z nim, a nie z żoną dzieli się swoimi najboleśniejszymi wspomnieniami. Dotąd raczej skryty i małomówny, otwiera się. Do tej pory uważał syna za inteligentnego, rozgarniętego, ale zbyt porywczego. Po tej ważnej rozmowie odkrył, że syn może stać się jego przyjacielem – powiernikiem i wspólnikiem w interesach. Że można mu zaufać, można znaleźć w nim oparcie. Aby to nastąpiło, obaj musieli dać z siebie sporo. Benedykt musiał wyrzucić z siebie to, o czym bardzo trudno było mu mówić i co sprawiało mu duży ból. Witold z kolei musiał wyrwać się z kręgu swoich górnolotnych, co chwila wykrzykiwanych idei – i nauczyć się słuchać. Obaj gotowi są na pewne ustępstwa, starszy z nich przychyla się do próśb młodszego i idzie na rękę mieszkańcom zaścianka. Młodszy gotów jest do współpracy z ojcem, do rozmowy z nim – a nie tylko przedstawiania mu próśb i żalów biedniejszych sąsiadów. Na pewno po tej rozmowie stanie się mniej skłonny do krytykowania ojca i wytykania mu błędów. Obaj Korczyńscy – dość zapalczywi, skłonni do uniesień i uparci – musieli pokonać własną naturę, aby do tego happy endu doszło. Takiego zakończenia konfliktu można by życzyć każdemu. Benedykt uważał, że życie niszczy marzenia. Tłumaczy Witoldowi, że gdy sam zajmie jego miejsce, przejmie prowadzenie go­spo­dar­ki i interesów, zrozumie, „jakie różnice zachodzą pomiędzy teorią a praktyką, rzeczywistością a sielanką”. Młody Korczyński broni swoich ideałów i zapewnia, że jeśli jego teorie nie będą mogły być w żaden sposób pogodzone z praktyką – zabije się, ale za nic od nich nie odstąpi. Tymczasem los skorygował postawy obu, aplikując Benedyktowi zastrzyk optymizmu i nadziei, a Witoldowi realizmu i rozsądku.

Do zbliżenia obu Korczyńskich nie doszło wcale szybko. Przez dłuższy czas ich stosunki tylko na pozór były bez zarzutu. Spacerowali razem po polach, rozmawiali o studiach agronomicznych Witolda, lecz „dusze ich coraz bardziej oddalały się od siebie”. Omawiali sprawy codzienne i obojętne, ale zrażony postawą ojca chłopak nie poruszał nigdy tematu swoich planów na przyszłość. Raniło to i irytowało Benedykta. Dlatego niekiedy unikali siebie nawzajem, nie wchodzili sobie w drogę. Czasem zaś spędzali ze sobą sporo czasu, ale obaj robili wszystko, żeby w rozmowie się nie wygadać, czyli aby nie padło żadne serdeczne słowo i aby nie poruszyć tematu zbyt osobistego.

Brak porozumienia między Witoldem a matką

Prawdopodobnie jednak Witold nigdy nie dojdzie do porozumienia z matką. On nigdy nie zrozumie jej, a ona jego. Chłopakowi pani Emilia wydaje się kobietą ładną i delikatną, ale bardzo dziwną. Dlaczego matka stroni od świeżego powietrza i spacerów, które na pewno poprawiłyby jej samopoczucie i humor? Dlaczego ciągle przesiaduje w swoim wykwintnie urządzonym pokoiku, obojętna na resztę świata? Co jej daje towarzystwo egzaltowanej Teresy i rozmowy z nią o przeczytanych romansach? Dlaczego jej świat ogranicza się do picia kakao, napadów migren i zastanawiania się razem ze swą towarzyszką, czy Eskimosi potrafią gorąco kochać? Gdy Witold prosi matkę, by pozwoliła jego sio­strze potańczyć na wiejskim weselu, ta jest przerażona: prośbę syna uważa za niesłychaną – taka rzecz nie mieści jej się w głowie. Z wrażenia momentalnie dostaje silnego ataku bólów. Witold na próżno przekonuje ją, że Leonia powinna więcej czasu spędzać na powietrzu, poznawać ludzi. Emilii wydaje się, że w ten sposób syn wypomina jej słabe zdrowie, skłonność do histeryzowania i niezaradność.

Tak jak od wszystkich, pani Korczyńska oczekuje od syna zrozumienia i przede wszystkim współ­czu­cia. Tak jak od wszystkich, Witold oczekuje od niej otwarcia się na świat i ludzi, energicznego działania w imię dobra innych. Niestety, to dwa inne światy. Świadczyć o tym może scena niemalże symboliczna: Witold bawi się na hucznym i rozśpiewanym wiejskim weselu. Pieśni wieśniaków słychać nawet w zacisznym saloniku pani Emilii, która zdegustowana tym hałasem każe Teresie zaciągnąć zasłonę. Matka czuje wielki żal do syna, że nie umie jej kochać i rozumieć – a tak by tego pragnęła. Tymczasem sama nic właściwie nie wie o swoim dziecku.

Problemy Justyny z ojcem i Martą

Justyna jako dobra i opiekuńcza córka
Problemy z ojcem ma nie tylko Witold, lecz także Justyna. Pan Orzelski to człowiek bardzo uzdolniony muzycznie, lecz poza tym niezdolny do głębszych uczuć, zdziecinniały żarłok. Justyna jest do niego bardzo przywiązana, ale chyba nie można powiedzieć, by darzyła go miłością. Opiekuje się nim, pilnuje także, by starzec – wyjątkowo wdzięczny obiekt dowcipów Kirły – nie padał ich ofiarą zbyt często.

Jej ojciec jako niewdzięcznik
Justyna to cierpliwa i dobra córka, która nie może liczyć ze strony ojca na wsparcie czy choćby chwilę rozmowy. Pan Orzelski bowiem umie mówić tylko o jadłospisie, szyneczce i „caca serenadkach”. Ojciec Justyny w pewnym sensie okazuje się niewdzięcznikiem – na wieść o planowanym ślubie córki z Jankiem wpada w rozpacz. Sądzi bowiem, że będzie musiał przeprowadzić się do chaty, w której na pewno nie ma gdzie postawić fortepianu i gdzie zamorzą go głodem. Gdy Benedykt zapewnia go, że nadal będzie mógł u niego mieszkać, a Marta zaraz prześle mu śniadanie – uspokaja się i zadowolony wraca na górę do swoich serenadek.

Justyna i Benedykt
Prawdziwym opiekunem dziewczyny jest Benedykt. Rozumieją się dobrze i szanują. Benedykt spra­wia nawet wrażenie bardziej wyrozumiałego dla Justyny niż dla własnego syna. Bez problemu ak­cep­tu­je decyzję Justyny o zamiarze poślubienia schłopiałego szlachcica – słusznie zauważa, że jest peł­no­let­nia, rozsądna i ma prawo do podejmowania decyzji o swojej przyszłości.

Znajomość z Janem – początkiem psucia się relacji Justyny z Martą
Znajomość Justyny z Jankiem jest za to przez długi czas przyczyną niezadowolenia Marty i jej gorzkich wymówek. Marta stara się przestrzec dziewczynę przed tym uczuciem. Sama kochała się kiedyś – z wzajemnością – w stryju wybranka Justyny, Anzelmie. To uczucie przyniosło obojgu tylko ból i zakończyło się rozstaniem. Marta, pochodząca z wyższej sfery niż Anzelm, bała się połączyć z ukochanym. Cały czas o niej plotkowano, wytykano ją palcami. Poza tym bała się ciężkiej pracy w polu i w domu. Nie chce, aby podobny los spotkał Justynę – to dlatego bukiety, które Jan daje dziewczynie, nazywa pogardliwie miotłami. Gdy okazuje się, że Justyna ma wyjść za Jana, kobiecie wydaje się, że świat stanął na głowie. A potem nagle przestaje kpić z Justyny i ją straszyć. Co więcej, postanawia zamieszkać razem z nimi, aby pomagać Justynie i służyć jej radą.

Bez szans na happy end: Andrzejowa Korczyńska i jej syn Zygmunt

Charakterystyka stron konfliktu i ich postaw życiowych
Happy endem nie kończy się natomiast konflikt między Zygmuntem Korczyńskim a jego matką, panią Andrzejową. Wdowa po Andrzeju Korczyńskim to zacna, otoczona powszechnym szacunkiem ma­tro­na. Prawdziwy wzór cnót – bogobojna, prawa, pełna godności, żona dzielnego powstańca, wielka pani. Mimo iż od śmierci jej męża upłynęło już kilkadziesiąt lat, nadal nosi żałobę. Nie wiadomo, w kogo wdał się jej syn Zygmunt. Trudno dopatrzyć się w nim zalet matki. Trudno też znaleźć cechy, które dzie­dzi­czył­by po swoim ojcu – patriocie. Zygmuntowi często jest wszystko jedno. Trochę zapału udaje mu się wykrzesać, gdy pragnie ponownie rozpocząć romans z Justyną.

Stosunek obojga do rodzinnego majątku
Stosunek do rodzinnej posiadłości to pierwszy powód niezgody między matką a synem. Pani An­drze­jo­wa kocha Osowce także dlatego, że przypominają jej one zmarłego męża. Zygmunt uważa okolicę za nudną, „prozaiczną”. Brakuje mu tu rozrywek, ciekawego towarzystwa. Brakuje mu też natchnienia i tematów – jest przecież malarzem. Marzy o podróżach, a najchętniej zamieszkałby w Rzymie. Matce nie mieści się to w głowie – aby opłacić podróż, trzeba by sprzedać rodzinny majątek. Nie może opuścić kraju, bo tu pochowany jest jej mąż. Zygmunt uważa, że matka jest dziwaczna, zacofana, nie potrafi zrozumieć jej przywiązania do kawałka brzydkiej, według niego pozbawionej walorów estetycznych ziemi. A matka nie bardzo umie mu to wytłumaczyć. Pani Andrzejowa nie potrafi dostrzec w synu zwyczajnego, nieco zblazowanego i kapryśnego mężczyzny. Wydawało jej się zawsze, że syn bo­ha­ter­skie­go, ukochanego męża – no i jej samej – musi być kimś wyjątkowym, odznaczać się niepospolitymi zdolnościami. I miała szczęście, okazało się bowiem, że jej jedynak ładnie rysuje. Rozpieszczany i wychowywany w cieplarnianych warunkach Zygmunt uważał się za centrum świata i jedyny możliwy przedmiot uwielbienia – w czym, nie da się ukryć, było trochę winy matki. Ani ona pełna uwielbienia dla Zygmunta, ani Zygmunt pełen uwielbienia dla siebie – nie zauważyli, że pochwały głoszące wielki talent malarski młodzieńca niekoniecznie odpowiadały rzeczywistości. Powodzenie obrazka Zyg­mun­ta spowodowane było tym, że miał on dość wysokie stanowisko towarzyskie i dosyć pokaźny ma­ją­tek.

Niespełnione nadzieje pani Andrzejowej
Szlachetna matrona wyobrażała sobie, że tak jak Andrzej na ołtarzu ojczyzny złożył ofiarę ze swojego życia, tak ich syn złoży na nim ofiarę ze swego geniuszu i pracy. Drugim powodem niezgody było więc marnowanie talentu przez Zygmunta. Pani Andrzejowa myśli ze zgrozą o tym, że, być może, syn wcale nie jest artystą. Zajrzawszy do jego pracowni, zauważyła tam mozolnie, ale i niedokładnie namalowane obrazki, „żadnego śmiałego rzutu myśli ani oryginalnego uderzenia pędzla”. Czyżby więc Zygmuś był zwyczajnym pacykarzem? Jedyne jego dobre dzieła to te… kupione za granicą.

Małżeństwo syna początkiem nowych zgryzot
Trzeci powód niezgody to małżeństwo syna z Klotyldą. Pani Andrzejowa bardzo polubiła swą uroczą młodą synową. Poza tym jej, która przez całe życie stanowiła ze swoim mężem zgodną i kochającą się parę, nie mieści się w głowie, że zaledwie dwa lata po ślubie Zygmunt przestał się interesować żoną i coraz wyraźniej Klotyldy unika. Pani Korczyńska próbuje z nim o tym rozmawiać, lecz on udziela pokrętnych, wymijających odpowiedzi.

Różny stosunek matki i syna do pamięci o Andrzeju Korczyńskim
Czwartym i najważniejszym powodem niezgody w relacjach tych dwojga jest stosunek do „widma” – jak to określa Zygmunt – czyli do zmarłego Andrzeja Korczyńskiego. Pani Andrzejowa często widzi męża, przemawia do niego – daje jej to pewną pociechę w bólu. Postrzega go już niemal jako świętego, a nie jako człowieka, z którym niegdyś dzieliła życie. Pragnie, aby dla Zygmunta, tak jak dla jego ojca miłość do ojczyzny była źródłem „siły, męstwa, moralności wielkiej”. Zygmuntowi tymczasem dobro ludu jest zupełnie obojętne. Smutek wdowy po Andrzeju Korczyńskim powiększa jeszcze fakt, że Zygmunt uważa ojca za szaleńca i krańcowego idealistę, człowieka nieżyciowego. Zrozpaczona matka wysyła go na mogiłę ojca, łudząc się, że może tam zmieni zdanie… Syn jednak stanowczo odmawia. Uważa, że przed nim życie i sława – po co mu więc grobowce! Pani Andrzejowa załamuje się, gdy syn nazywa ojca szaleńcem „do najwyższego stopnia szkodliwym”. Matka wypędza go wtedy z pokoju. A może i z własnego serca? Pojednanie tych dwojga wydaje się najzupełniej niemożliwe.

 

Przeczytaj w słowniku terminów literackich definicje powieści realistycznej i tendencyjnej. Spróbuj odnaleźć w Nad Niemnem cechy jednego i drugiego typu powieści.

Powieść realistyczna
Według definicji ma za zadanie dawać wierny, społeczno-obyczajowy obraz świata. Powieściowe po­sta­cie są stypizowane, a ich charaktery i tło obyczajowe przedstawione są bardzo dokładnie i szcze­gó­ło­wo. Orzeszkowa z wyjątkową drobiazgowością opisała poszczególne dworki szlacheckie i ich wnę­trza, na przykład pokój Anzelma czy salon Emilii Korczyńskiej (poprzez te opisy wnętrz scha­rak­te­ry­zo­wa­ła ich mieszkańców). Działania bohaterów wynikają z uwarunkowań współczesnych oraz hi­sto­ry­czy­nych – występują nawiązania do niedawnych powstań i bardzo odległych w czasie dziejów Jana i Cecylii. Narrator w powieści realistycznej jest trzecioosobowy, bezstronny, opowiada o świecie zewnętrznym, ale nie wnika w psychikę postaci – jest to tak zwana narracja przezroczysta. Li­te­ra­tu­ro­znaw­cy twierdzą, że Orzeszkowa stworzyła wręcz ideał realistycznej powieści pozytywistycznej.

Powieść tendencyjna
Nazywana jest powieścią z tezą, od powieści realistycznej różni się tym, że najważniejszym celem, któremu podporządkowane są wszystkie inne, jest udowodnienie pewnej tezy. Teza taka jest zwykle założeniem politycznym lub ideologicznym, aktualnym w danym czasie. Bohaterowie powieści ten­den­cyj­nej są wyraźnie podzieleni na dobrych i złych (czarne charaktery i świetlane postacie), a ich postępowanie jest pozytywnym albo negatywnym przykładem ilustrującym założoną tezę.
Sama autorka twierdziła, że najważniejszym motywem powieści jest powstanie 1863 roku. Jednym z istotniejszych kryteriów oceny postaci jest właśnie ich stosunek do sprawy narodowej. Innym waż­nym kryterium, według którego ocenia się bohaterów, jest ich stosunek do pracy. Wyraźnie negatywnie przedstawieni są Emilia i Zygmunt Korczyńscy. Są to postacie piękne fizycznie, ale ich postępowanie budzi niechęć. Rozmowy Benedykta i Witolda można nazwać dyskursami o sprawach aktualnych.