Buszujący w zbożu to ten, który – bez względu na upływający czas – odbiera rzeczywistość przez pryzmat dziecięcej wrażliwości, będącej jedynym lekarstwem na zepsucie świata dorosłych.

Trzy dni żywota Holdena z Nowego Yorku

Jeśli poproszono by mnie o wskazanie sceny literackiej, która urzeka ciepłem wzajemnej miłości bohaterów, spośród wielu możliwych wybrałabym tę, w której główny bohater „Buszującego w zbożu” tańczy ze swoją dziesięcioletnią siostrzyczką – Phoebe w jej sypialni.

Zanim jednak dojdzie do spotkania Holdena z rudowłosą „najinteligentniejszą i najładniejszą dziewczynką, jakiej w życiu nie spotkaliście ”, siedemnastoletni Holden Caulfield, „wylany z czwartej już szkoły ”, odbędzie samotną podróż. Nocą wymknie się z internatu w „Pencey” do pobliskiego rodzinnego Nowego Jorku, aby uniknąć spotkania z rodzicami, którzy jeszcze nie wiedzą o szkolnym niepowodzeniu syna.

Powieść Salingera jest dwudziestowieczną wersją szesnastowiecznej hiszpańskiej powieści pikarejskiej* Żywot łazika z Tormesu (tytuł anonimowego pierwowzoru), przybiera tu formę fragmentu życia amerykańskiego nastolatka. Nasz bohater nie jest jednak łotrzykiem, złodziejaszkiem-spryciarzem. Choć stara się przechytrzyć świat na swój sposób, jednak nie bardzo mu się to udaje, m.in. kelner nie daje się nabrać na gadkę Holdena i nie podaje małoletniemu zamówionej whisky. Bohater nie jest spryciarzem również dlatego, że ma po prostu dobre serce (nie może zapomnieć drobnej krzywdy, jaką wyrządził zmarłemu bratu).

  • Natomiast zgodnie z konwencją romansu łotrzykowskiego jest to opowieść bohatera o kolejach własnego losu. Ciąg zdarzeń zaprawiony jest krytycznymi obserwacjami społeczno-obyczajowymi, utrzymanymi w konwencji satyry na mieszczaństwo amerykańskie lat czterdziestych.

Awanturnicza fabuła sprowadza się do łańcucha przygód bohatera, o których – ze względu na ich awanturniczy, barwny, a nade wszystko zaskakujący charakter – wypada tu zamilczeć.

Powieść o pisarzu

Główny bohater nie jest ani ofiarą świata, ani buntownikiem, ani uciekinierem; siedemnastoletni Holden jest przede wszystkim pisarzem, bo i cała proza Salingera traktuje o pisaniu, które chroni twórcę przed zwyczajnością świata.

Życie – jak wiadomo – składa się z kolejnych etapów zmieniających człowieka, ale nie zmieniających pisarza, który – w magicznym rozumieniu tego słowa – jest wciąż, mimo upływu czasu, buszującym w zbożu. Obdarzony świadomością dorosłego mężczyzny Salinger jako pisarz pozostał chłopcem, któremu przydzielono zadanie schwytania każdego z tysiąca malców bawiących się nad straszliwą przepaścią.

„Bo dzieci rozhasały się, pędzą i nie patrzą, co tam jest przed nimi, więc ja muszę w porę doskoczyć i pochwycić każdego, kto by mógł spaść z urwiska. Cały dzień, od rana do wieczora, stoję tak na straży. Jestem właśnie strażnik w zbożu. Wiem, że to wariacki pomysł, ale tylko tym naprawdę chciałbym być.”

I to marzenie Holdena – alter ego Salingera ziszcza się, bo jest marzeniem pisarza, a przecież demiurg fikcji literackiej ma moc stwarzania. Główny bohater powieści jest inny niż otaczający go ludzie, przygląda się sobie i światu, wybiera, nie ulega pozornym wartościom.

Samotność Holdena – chłopca jest zatem równoznaczna z samotnością Salingera – pisarza; obydwie te samotności, a właściwie jedna samotność o dwóch obliczach, wynikają z inności.

Holden nie może być zrozumiany przez rówieśników, ponieważ – w odróżnieniu od nich – widzi świat głębiej. Salinger piszący powieść nie znajdzie zrozumienia u dorosłych, takich jak nauczyciele w „Penecey”, ponieważ utożsamia się ze światem wrażliwości dziecięcej.
Dlatego zarówno dla Salingera, który stworzył Holdena, jak i dla Holdena, który jest literackim portretem Salingera ważny jest los kaczek z nowojorskiego parku w chwili, gdy nadejdzie zima.

Samotność pozorna

Holden nie jest jednak samotny w dosłownym rozumieniu tego słowa.
Współodczuwający z nim Salinger otacza go rodzeństwem, z którym Holden znajduje tak ważne dla niego porozumienie. Nie wynika to jednak z naturalnego faktu, że są jego rodziną, lecz z tego, iż wszyscy tworzą i czytają wartościową literaturę, co wzajemnie ich do siebie zbliża.

Postać pisarza rozpisuje Salinger w ten sposób na kilku bohaterów, zaludniając nimi nie tyle sferę zdarzeniową powieści, co myśli głównego bohatera. Są więc obecni w świadomości Holdena, co daje mu poczucie bezpieczeństwa i – co najważniejsze – sensu życia w kondycji twórczego obserwatora świata.
W stworzeniu takich wartościowych bohaterów literackich sam Salinger upatruje ratunek dla siebie – pisarza.

Holden ma więc do kogo uciec w świecie, który z całą pewnością nie rozumie i nie potrzebuje prawdziwej sztuki, sycąc się głupimi kiczowatymi filmami z Hollywood, snobistycznymi murzyńskimi gitarzystami w nocnych klubach, parszywymi, idiotycznymi historyjkami w ilustrowanych magazynach „o kościstoszczękich kobieciarzach palących fajkę po męsku”.

Wrażliwość krytycznego obserwatora

Holden co chwila daje świadectwo swojej pisarskiej fantazji, doznając rozkoszy, kiedy określona sytuacja prowokuje go do „gadania bzdur”. W taki właśnie werbalny sposób Holden walczy ze światem, stara się go przechytrzyć, ukryć się przed jego banalnością.

Aby nie zostać uznanym za niedojrzałego, wrażliwego dziwaka, chłopiec gra różne role, które ukrywają to, co w nim delikatne przed głupotą belfrów i kolegów z internatu, wymaganiami ojca i nauczycieli, oczekiwaniami pobudliwych nastolatek.

Z drugiej strony zdolności literackie Holdena doceniają zarówno nauczyciele, jak i jego szkolni koledzy. A swoją historię bohater opowiada barwnym chłopięcym językiem porywająco, wykazując przy tym krytyczny stosunek do schematycznego myślenia. Wyznaje między innymi:

„Chrystusa uznaję, ale nie bardzo mi się podobają różne historie w Biblii. Na przykład apostołowie. Jeśli mam być szczery, cholernie mnie irytują. Po śmierci Jezusa zachowywali się jak należy, w porządku, ale za jego życia tyle mu pomogli, co piąte koło u wozu. Niemal wszystkie inne osoby opisane w Biblii wolę od tych uczniów.”

Tak więc podważenie względnych wartości, którymi rządzi się rzeczywistość objawia się nie tyle w zachowaniu Holdena, co w jego sposobie mówienia. „Często mówię „cholera”, bo mam niewyparzoną gębę”.

Daleki od naiwności Holden umie rozpoznać prawdę od „bujdy”; chce mu się „rzygać”, gdy słyszy, jak „kretyni” obdarzają się kłamanym szacunkiem; dostrzega „podłe chwyty”, stwierdza, że jego koledzy „czarują babki a potem chwalą się, jak to skosili je w biucku swego kuzyna”, wokół siebie widzi „pijanych drabów”, „wydrowate blondynki”, „obrzygane taksówki”. Ten kolokwialny język Holdena ujawnia rozdrażnionego siedemnastolatka, który stara się obronić przed brzydkim i niewiele wartym światem, w którym szkoły nie kształtują charakterów i wszystko można kupić za pieniądze.

Toteż Holden nie ma zaufania do ludzi; traktuje ich jak głupców, na co sobie zresztą w zupełności zasłużyli fałszywym obliczem, marnymi ambicjami, patologicznymi zachowaniami, które są reakcją na pozbawioną sensu nowojorską egzystencję.

Stąd, kiedy czuje się upokorzony po niefortunnym spotkaniu z prostytutką w obskurnym pokoju hotelowym, powstrzymuje się od samobójczego skoku przez okno tylko dlatego, że nie ma pewności, czy któryś z przechodniów przykryje jego krwawe szczątki. Holden nie chce być przedmiotem, rekwizytem; nie odczuwa tożsamości ze społecznością, do której – będąc urodzonym w Nowym Jorku – formalnie należy.

W wędrówce Holdena do domu świat mu nie sprzyja, w efekcie dostaje zapalenia płuc, bo „ziąb jest okropny”. Jednak w roli wrażliwego obserwatora Holden ma wyższość nad rzeczywistością, która go otacza i która poddaje się jego opisowi bezwzględnie ją rozpoznającemu i ujawniającemu jej kulisy. Oto pisarz Holden-Salinger z racji swojego sposobu postrzegania świata triumfuje nad mało ciekawym życiem.

Salinger uwodziciel

Salinger – rasowy pisarz – wie dobrze, jak podporządkować sobie czytelnika, co dodatkowo przemawia za kreacyjnym charakterem jego prozy. Inteligentny, błyskotliwy Holden zjednuje nas sobie swoim poczuciem humoru („seks to coś, czego pojąć nie mogę, przysięgam Bogu, że nie pojmuję”) i dystansem do samego siebie („właściwie tylko dwa razy w życiu biłem się i oba razy przegrałem”). A w dodatku czyni czytelnika swoim spowiednikiem („jestem prawiczkiem i prawdę mówiąc nie wiem co i jak robić z dziewczynami”), równocześnie traktuje go jak wybrańca losu, który odznacza się tym samym stopniem wrażliwości co bohater („lubilibyście Alika, gdybyście go znali”). W ten sposób uwodzi nas do tego stopnia, że po lekturze trudno oprzeć się wrażeniu, iż nie ma na świecie równie sympatycznego siedemnastolatka jak Holden buszujący w zbożu.

Jerome David Salinger

(1919-2010) roku pisarz amerykański zasłynął serią powieści pisanych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (Franny i Zooey, Wyżej podnieście strop, cieśle, Seymour. Introdukcja); Buszujący w zbożu z 1951 roku (wyd. pol. z 1961) to powieść uznana za głos pokolenia młodzieży amerykańskiej. Niestety, od trzydziestu lat nie publikuje.

*powieść pikarejska (romans łotrzykowski) – gatunek prozy narracyjnej, do którego należą utwory o wspólnym typie bohatera-włóczęgi, przebiegłego oszusta, zabijaki lub żebraka, tkwiącego na marginesie życia społecznego. Cechy charakterystyczne to: narracja autobiograficzna, awanturniczy charakter fabuły, obfitość obserwacji społeczno-obyczajowych, elementy krytyki społecznej i satyry.
Gatunek ukształtował się w XVI w. w literaturze hiszpańskiej.

Zobacz:

Buszujący w zbożu – Jerome David Salinger

Buszujący w zbożu – opowieść o buncie, zmianach w życiu. Twoje refleksje po przeczytaniu powieści J. D. Salingera.

Odwołując się do doświadczeń wybranej postaci literackiej, napisz rozprawkę, w której rozważysz słuszność twierdzenia: wędrowanie pozwala odkryć prawdę o sobie i innych ludziach.