Teoretycy literatury dzielą się na tych, którzy uważają, że w odczytaniu dzieła literackiego niezbędna jest znajomość biografii pisarza i na tych, którzy traktują literaturę „bezkontekstowo”, uważając, że broni się sama. W przypadku Kafki, to pierwsze podejście wydaje się być jedynym właściwym.

Franz Kafka

Życie i twórczość Kafki (ur.1883) były w ogromnej mierze zdominowane przez rodziców, głównie przez despotycznego ojca, który nie był w stanie zrozumieć odmienności syna. Poświęcanie każdej nocy na pisanie uznawał za szkodliwe dziwactwo, zupełnie niepotrzebne przyszłemu przedsiębiorcy – w tej roli widział bowiem Franza. Skomplikowane stosunki ojca – pragmatycznie nastawionego do świata mieszczanina, energicznego kupca i syna – nadwrażliwego artystę, nie umiejącego radzić sobie w normalnym, codziennym życiu, Kafka opisuje w Liście do ojca. Napisał go już jako dojrzały człowiek w 1919 roku. Znając jednak uczucia pisarza do ojca, bliskie lękowi, istnieje małe prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek wręczył go adresatowi. Ów list jest przejmującym świadectwem Weltschmerzu (bólu istnienia), wyrazem autentycznego cierpienia, jakiego człowiekowi mogą przysporzyć „dziwne” stosunki z najbliższymi. Jest zarazem przejawem typowej dla Kafki metody komunikowania się ze światem – właśnie za pomocą listów.

Zmuszony przez ojca, Kafka skończył studia prawnicze (udało mu się zaliczyć też dwa semestry filologii germańskiej, która bardziej go pociągała). Uzyskawszy tytuł doktora praw, w 1907 roku rozpoczął pracę w firmie ubezpieczeniowej. Przepracował w niej piętnaście lat. Przyczyną odejścia był pogarszający się stan zdrowia. Nie udało się wyleczyć pisarza ze śmiertelnej (wtedy) gruźlicy. W 1924 roku Franz Kafka zmarł.
Pracę traktował jak zło konieczne – każdego dnia, w tych samych godzinach poddawał się swemu monotonnemu zajęciu, które uważał za swoje nieszczęście. Choć był pracownikiem cenionym – kariery nie zrobił. Noce poświęcał prawdziwej „miłości”, czyli pisaniu.

Legenda, która otacza życie pisarza, chce widzieć w nim zakompleksionego, uciekającego przed ludźmi dziwaka. W rzeczywistości był Kafka człowiekiem lubianym, wesołym, którego towarzystwa chętnie szukano.
Pisarz miał kilku prawdziwie oddanych przyjaciół, przeżył kilka wielkich miłości. Tkwiło w nim jednak coś, co przeczyło obrazowi duszy towarzystwa. Wydaje się, że obsesyjnie uciekał przed bliskimi związkami z ludźmi.
Bał się małżeństwa. Jego życie osobiste do dziś bywa traktowane przez psychologów i psychoanalityków jako wzorzec anomalii.

Dzieje jego kilku dziwnych (bo listownych głównie!) związków z kobietami, zrywanych zaręczyn, bolesnych znajomości zapisane są w dziennikach i listach. Zamyka je miłość do młodziutkiej Dory Dymant, towarzyszki ostatnich kilkunastu miesięcy życia pisarza. Wydaje się, że ten związek wreszcie zapewnił mu szczęście osobiste.
W tym miejscu w naturalny sposób pojawia się pytanie, dlaczego Franz Kafka tego szczęścia nie zaznał wcześniej?

Większą część życia przeżył pisarz w praskim mieszkaniu swoich rodziców, uważając to za nieszczęsne ograniczenie, uniemożliwiające mu pełną egzystencję. Dlaczego nie zdecydował się na niezależność, na małżeństwo, porzucenie pracy…?
Był bardzo wymagający wobec siebie – stosował posty, uprawiał gimnastykę, praktykował przeróżne ćwiczenia hartujące duszę i ciało.
Pamiętał o pytaniach, których dojrzali ludzie na ogół nie stawiają, godząc się zazwyczaj z brakiem odpowiedzi lub zadowalając się odpowiedziami chwilowymi czy przypadkowymi.
Przy całej niezaradności życiowej, Kafka nie unikał angażowania się w sprawy swoich czasów.

Ten obywatel monarchii austro-węgierskiej, Żyd piszący po niemiecku w czeskiej Pradze, żywo interesował się otaczającą go rzeczywistością i próbował w niej uczestniczyć, o ile znajdował dla siebie pole do działania.
Takim „polem” były rodzące się zainteresowania syjonistyczne. Kafka uczył się hebrajskiego, marzył o wycieczce do Palestyny i zadawał sobie pytanie, co to znaczy być Żydem we współczesnym świecie.

Niezwykłe jest to, że Kafka do końca życia nie wierzył w siebie. O ile można zrozumieć, że niewiara towarzyszyła mu w sprawach osobistych, o tyle trudniej pojąć, że nie był w stanie ocenić wartości swego dzieła. Umierając, prosił przyjaciela o spalenie całej pozostałej po nim spuścizny. Na szczęście ten ostatni, mając świadomość wartości tej literatury, postąpił wbrew prośbie pisarza – światło dzienne ujrzały nie tylko utwory literackie, ale i jego intymne zapiski oraz niezwykle pasjonująca osobista korespondencja.

Po śmierci pisarza wydano: powieści Proces, Zamek, Amerykę, także Dzienniki, Listy do Felicji, Listy do Mileny (za życia ukazało się jedynie kilka znakomitych opowiadań, m.in.: Wyrok, Przemiana, Kolonia karna).

Proces

Proces jest jego najbardziej znanym dziełem, znajdującym miejsce na liście najważniejszych powieści XX wieku.
Jego bohater, Józef  K., w dniu swoich 30. urodzin dowiaduje się, że wytoczono mu proces. Zupełnie zaskoczony, próbuje dowiedzieć się, o co chodzi. Mniej go interesuje to, o co jest oskarżony, obsesyjnie dręczy go pytanie, kto wniósł oskarżenie i dlaczego.
Gdy Józef K. dowiaduje się o oskarżeniu, jego życie pozornie się nie zmienia. Nadal sumiennie wykonuje swoją pracę, powtarza rytualne czynności życiowe. A jednak coraz bardziej przejmuje się sytuacją, w którą został „wplątany”. Chodzi na przesłuchania, rozpaczliwie szuka osób, które mogą pomóc wyjaśnić mu tę absurdalną sytuację.
Poszukiwanie jakiegokolwiek wyjaśnienia, nie przynosi żadnego rezultatu. Po roku od swego tajemniczego oskarżenia Józef K. musi poddać się wyrokowi, wydanemu nie wiadomo kiedy, nie wiadomo przez kogo – zostaje zabity.
Jednoznacznie zinterpretować Proces jest bardzo trudno. Najlepiej przyjrzeć się kolejnym warstwom utworu i odkryć ich metaforyczny sens.

Wykorzystując wiedzę o osobowości autora, możemy w Procesie dostrzec portret człowieka zdominowanego przez rzeczywistość, nie umiejącego sobie z nią poradzić, osaczonego, pełnego lęku i poczucia winy wobec świata, w tym także wobec rodziny.

Wiele może o tym powiedzieć epizodyczna, acz znacząca, postać wuja, któremu Józef K. oznajmia: „Ja wiem bardzo dobrze, żem winien zdać rachunek rodzinie”. Energiczny wuj, który „umie wszystko załatwić”, daje się bez trudu porównać z ojcem pisarza.

Jednak poprzestając wyłącznie na interpretacji związanej z życiem osobistym pisarza, na pewno zubożylibyśmy głębokie, wielowarstwowe dzieło Franza Kafki.
W następnej warstwie odkryjemy metaforę świata jako miejsca totalnie zbiurokratyzowanego, w którym człowiek jest nic nie znaczącym pionkiem i musi poddać się tajemniczemu, bezoosobowemu mechanizmowi władzy.

Tu odzywają się zawodowe doświadczenia pisarza, ale możemy też w świecie Procesu dostrzec przejawy rzeczywistości dopiero antycypowanej przez pisarza – rzeczywistości państwa totalitarnego. Józef K. zostaje zniszczony, pokonany przez jakiś anonimowy, tajny mechanizm.

W kolejnej interpretacji możemy pójść jeszcze dalej, uczynić ją jeszcze bardziej uniwersalną.
Może proces wytoczony bohaterowi jest metaforą życia? Może wszystkim ludziom, już w chwili narodzin, wytacza się taki proces, w którym są z góry skazani na przegraną, na śmierć. Może ten proces to dążenie do śmierci, nieubłaganej, tajemniczej, jednakiej dla wszystkich?

Franz Kafka tak skomponował swoje dzieło, że wszystkie powyższe interpretacje można uzasadnić i trudno którejś z nich przyznać prymat nad innymi. £ączy je ponura wizja świata, w którym wysiłki ludzkie skazane są na niepowodzenia, a rzeczywistość przypomina senny koszmar. Jedyna nadzieja pozostająca czytelnikowi to ta, że świat Procesu nie jest rzeczywisty, lecz śniony. Konstrukcja utworu, ujęcie czasu i przestrzeni pozwala na takie odczytanie.

Z koszmaru sennego można się otrząsnąć, ale przecież sen zawiera na ogół jakieś elementy rzeczywistości?
Czy zatem musimy się zgodzić z tą ponurą wizją świata, w którym człowiek tak naprawdę niewiele ma do zrobienia, bo i tak zdominuje go jakaś tajemnicza, wszechwładna machina?
Spróbujmy za klucz do interpretacji Procesu uznać przypowieść o prawie, którą Józefowi K. opowiada ksiądz (rozdział w katedrze).
W przypowieści tej jest mowa o człowieku, który nie wszedł przez bramę do prawa, choć tak naprawdę mógł to zrobić. Sparaliżował go strach, nieuzasadniona obawa przed tajemnicą, której nie próbował zgłębić. W rezultacie przegrał, dowiadując się w ostatniej minucie życia, że przekroczenie tej bramy tylko od niego zależało.

Być może kryje się tu wskazówka dla Józefa K., który zachował się podobnie jak bohater przypowieści.
Tylko pozornie bohater jest aktywny. Tak naprawdę, usiłując uporać się ze swoją sytuacją, powiela jedynie schematy. Przegrywa już na samym początku, akceptując swoją podległość wobec procesu, tajemniczego sądu. Można powiedzieć, że przegrywa, przyjmując narzucone mu reguły.
Nie próbujemy wygrać naszego życia, nie umiemy żyć po swojemu, bez sprzeciwu godząc się na z góry ustalone reguły.
Może to jest najważniejsze przesłanie tej dziwnej, intrygującej, mrocznej powieści?