Bovaryzm – symboliczne określenie postawy, którą można scharakteryzować jako ucieczkę od prozaicznego świata rzeczywistości w sferę ułudy. Z tym zaś wiąże się marzycielstwo, idealizowanie rzeczy nieposiadanych i rozczarowanie tym, co się posiada, nieustanne poszukiwanie szczęścia połączone z poczuciem niespełnienia.

Swą młodość – niezrównoważoną, sentymentalną i nerwową – kiedy to miewał „napady gniewu” i przechodził kryzys religijny, zamknął Flaubert półtoraroczną podróżą na Wschód (Grecja, Egipt, Syria, Palestyna). „Wszystkie podróże są monotonne” – stwierdził po powrocie i w wieku 30 lat zaszył się w wiejskiej posiadłości Croisset. Odtąd historia jego życia to historia jego książek, a są wśród nich prawdziwe arcydzieła: Pani Bovary (najbardziej znana), Szkoła uczuć, Kuszenie świętego Antoniego, Trzy opowieści, Słownik komunałów. Zachowały się też listy Flauberta. „Wszedł w zawód pisarza jak w regułę twardego zakonu”. Pisał kilkanaście godzin dziennie, przeczytał tysiące książek, robił notatki i z sumiennością badacza przyrody obserwował rzeczywistość, zwłaszcza tę, którą szczerze pogardzał – obłudną rzeczywistość mieszczańską. Kiedy wymykał się ze swej pustelni i uwalniał od stworzonych przez siebie bohaterów niczym od duchów, błyszczał w towarzystwie, miewał kochanki i lubił się zabawić.
Choć życie miał nieciekawe, pozostawił nam do rozważania przygody swojej duszy, które sam kiedyś streścił w jednym zdaniu: „Pani Bovary to ja”.

Na ławie oszustów i pederastów

Po pięciu latach twórczej męki Flauberta, której efektem była Pani Bovary (wyd. 1857 r.), opinia publiczna doceniła pisarza, sadzając go na ławie oskarżonych. W procesie o obrazę moralności wytykano mu „ustępy rzekomo rozwiązłe i bezbożne”. Flaubert bynajmniej się tym incydentem nie przejął, a wręcz świetnie się bawił. W sądzie przysłuchiwał się groteskowym mowom prokuratora i pikantnym cytatom z dzieł mistrzów, które miały wykazać, że istnieli bardziej występni w tej sztuce. Prześladowanie wziął za dobrą monetę. Uważał, że przysporzy ono książce popularności. I nie pomylił się.

O Pani Bovary mówiono w pismach małych i dużych, a czytały ją nie tylko sfery wyższe: „Stanę się bohaterem tygodnia, wszystkie dziwki wyższej rangi wyrywają sobie Bovary”, by znaleźć w niej sprośności, których tam nie ma”. Dziś już chyba nikt nie przypisałby Flaubertowi płytkiego zamiaru bulwersowania czytelnika. Jego po mistrzowsku skonstruowana powieść psychologiczna, przemawia do nas obrazami życia, miłości i śmierci.

Historia pewnego małżeństwa

Powieść ma charakter biografii Karola Bovary. Właśnie on jest bohaterem czterech pierwszych i czterech końcowych rozdziałów. Karol, choć ukończył studia medyczne, jest zwyczajnym pospolitym człowiekiem, lekarzem prowincjonalnym. Wychowywany przez nadopiekuńczą matkę, zdał się na nią nawet w kwestii wyboru pierwszej małżonki. Zostaje nią pani Dubuc, 45 – letnia wdowa, „brzydka, sucha jak szczapa i cała w pryszczach jak wiosną drzewo okryte pąkami”. Po jej rychłej śmierci rozpacza krótko i żeni się ponownie, urzeczony przymiotami ciała i duszy piwnookiej Emmy, z domu Rouault. Młodzi początkowo wiodą życie w ponurym Tostes.

Pani Bovary – wykształcona i samotna – spędza dni na czytaniu i snuciu marzeń. Gra na fortepianie i rysuje.
Lubi zbytek, więc dba o to, by dom błyszczał kosztownymi drobiazgami. Czasami zaskakuje Karola – jakąś smakowitą potrawą lub, mniej już zrozumiałą dla niego, egzaltacją (deklamuje i śpiewa melancholijnie przy świetle księżyca). Zdarza się, że popada w stany dziwnego przygnębienia połączonego z irracjonalnymi odruchami współczucia. Ale jej „kaprysy” tłumaczy sobie Karol wrażliwością kobiecej natury. Nie pobudzają go one do przemyśleń, nie wydają się niepokojące.

Kocha ją i jest szczęśliwy, gdy opuszcza chłopskie zagrody i „człapie polnymi drogami” do tej „pięknej ubóstwianej kobiety”. Wieczorami chrapie przy kominku pewien swego szczęścia, które spłynęło na niego „już na zawsze”. Ten poczciwiec bez polotu nie dostrzega, że ciemne oczy, które całuje z regularną czułością, obserwują go nienawistnie, a pąsowe usta szepcą z obrzydzeniem: „Pomyliłam się więc”. Emma, swoją przebiegłością zrodzoną w chorobie nerwowej, sprawia, że przenoszą się do Yonville. W tym równie pospolitym i smętnym miejscu jak Tostes rodzi się Bovarym córka. Tu, Karol – mąż i ojciec przeżyje do końca swą nieodwzajemnioną miłość, gdy któregoś dnia, zniszczony i doszczętnie zrujnowany tą miłością, myśląc o swojej smukłej małżonce powie: „Tak chciało przeznaczenie”, będzie już wiedział, że nigdy nie był kochany, będzie to jedyne wzniosłe zdanie w jego życiu, wyjątek z listu kochanka pani Bovary.

Romantyczna miłość

Młoda Emma klasztor Urszulanek opuściła w stanie mistycznej tęsknoty. „Z jakąś chciwością słuchała po raz pierwszy dźwięcznych skarg romantycznej melancholii, powtarzanych przez wszystkie echa ziemi i nieba.”

W romansach, czytanych ukradkiem, dostrzegła prawdziwy obraz miłości. Te nieustające wyznania w świetle księżyca, rozpacz, łzy i pocałunki rozstań, ustronne altany, słowiki w gajach, a zwłaszcza ci „młodzieńcy odważni jak lwy, łagodni jak baranki, cnotliwi jak to się nigdy nie zdarza”. Tego wszystkiego pozbawione było jej małżeństwo z Karolem.

Z jakim zrozumieniem wczytywałaby się pani Bovary w Mickiewiczowskie słowa Pustelnika:

„Gdy na dziewczynę zawołają: żono:
Już ją żywcem pogrzebiono!”

Nienawidziła męża za jego spowszedniałą miłość wyrażaną wciąż w tych samych gestach, za „rozmowy płaskie jak chodnik uliczny”, za brak talentu i sławy choć „przed ślubem wydawało jej się, że go kocha, oczekiwane szczęście nie nadeszło”.

Krainę szałów i upojeń, o której czytała nocami, którą znała każdą cząstkę swej zrozpaczonej i wyczekującej duszy, odkryła w miłości występnej, w wyznaniu rzuconym mieszczańskiej obyczajowości. Poczuła się wreszcie wolna i wyswobodzona, choć na te krótkie, potajemne schadzki, ze sztywnego gorsetu moralności. Mówiła: „Mężczyzna jest przynajmniej wolny, może przemierzać namiętności i kraje, przezwyciężać przeszkody, zakosztować najbardziej niedostępnych rozkoszy. A kobieta jest wiecznie skrępowana. Bierna i zarazem ulęgająca wpływom, ma przeciw sobie wraz z pokusami ciała i zależność prawną. Drży na każdym powiewie jak jej własna woalka, przypięta do kapelusza. Zawsze jakieś pragnienie ją pociąga, a powstrzymuje jakiś wzgląd na pozory”.

Upojne romanse – z Rudolfem i Leonem – nie tylko rozluźniły jej „wzgląd na pozory”, ale również urzeczywistniły te wszystkie schadzki potajemne, gorączkowe manifestacje wielkiego uczucia, bolesne rozstania.

Nie zabrakło też koniecznych atrybutów i pukli włosów, drogich upominków i listów pachnących morelami. Jednak takiej miłości pragnie u Flauberta tylko kobieta. „Brutalny” i „bystrego umysłu” Rudolf, początkowo oczarowany jej urodą, wdziękiem i niepospolitą naturą, od pierwszych spojrzeń ocenia sytuację zdroworozsądkowo; „Pokochałoby to za parę tkliwych słówek. Jestem pewien! Byłoby czułe, urocze! Tak, ale jak się jej potem pozbyć?” I choć nieustannie uwodzi ją piękną mocą i przekonuje, że równie jak ona „jest duszą wiecznie udręczoną”, szybko go to nudzi. Nudzi go też nadmierna egzaltacja pani Bovary. Drugi kochanek – Leon – był bardziej wytrwały. Długo przystawał na jej niespodziewane wizyty, nieodpowiedzialną rozrzutność, ciągłe pretensje, żale i kaprysy. W obu przypadkach skończyło się przykrym rozczarowaniem. Tak zdaniem Flauberta kończy się każda romantyczna miłość.

Niedosyt życia

Pani Bovary żyła życiem podwójnym. Dla męża i mieszkańców Yonville jest godną podziwu i naśladowania panią domu – mimo swych dziwnych zachowań. „To kobieta o wielkich możliwościach” – mawiał aptekarz Homais. Nikt, a tym bardziej „niedołęga” Karol, nie domyślał się, co kryje się za niewinnymi jazdami konno i lekcjami gry na pianinie. Ta powściągliwa i spokojna kobieta „pełna była żądz, wściekłości i nienawiści”. Stanowiła osobowość ambiwalentną w zachowaniu i uczuciach.

Od szarości prowincji, gminnych charakterów, nudy i rutyny niezmiennych dni ucieka albo w namiętne
ramiona kochanka, albo na klęcznik. W obu przypadkach szuka nieznanej zwykłym śmiertelnikom wzniosłości uczuć. W obu przypadkach jej postawa jest skrajna i często graniczy z obłąkaniem. Zawsze próbuje sięgnąć dna, uchwycić zjawę swoich wyobrażeń i oczekiwań. Brutalnie porzucona przez Rudolfa przez kilka miesięcy walczy ze śmiercią. I natychmiast, tak rozczarowana ziemską „romantyczną miłością”, znajduje miłość inną, „wyższą ponad wszystkie miłości”. „Klęcząc na gotyckim klęczniku zwracała do Boga te same słowa pełne słodyczy, które szeptała niegdyś kochankowi w upojeniach cudzołożnej miłości”. Ale „żadna rozkosz nie spływała z nieba”. W niczym nie potrafi znaleźć spełnienia swych idealistycznych wyobrażeń. „Ale cóż, nie jest szczęśliwa, nigdy nie była. Skąd ten niedosyt życia, to natychmiastowe rozsypywanie się w proch rzeczy, na których się opierała? […] Każdy uśmiech kryje ziewnięcie nudy, każda radość – przekleństwo, każda przyjemność – niesmak, a najgorętsze pocałunki pozostawiają na wargach jedynie nieosiągalne pragnienie jeszcze wyższej rozkoszy”.

Zasnąć

Wybrała śmierć zgodną z jej rozpaczliwym niwelowaniem „niedosytu”. Choć przeżywanie ostatnich chwil w konwulsyjnych męczarniach było dla niej zaskoczeniem, myślała: „Zasnę i będzie po wszystkim”.

Czy do samobójstwa popchnęła ją ostateczna klęska, którą poniosła próbując odbudować doszczętnie zniszczony świat?
Bo to świat Karola zburzyła defraudując jego majątek. Pozostawiła go zrujnowanego, niemalże bez szans na przeżycie, w trwodze i zdziwieniu.
Myśl, że jej wybaczy, że stanie ponad nią w swej poczciwej wspaniałomyślności, „doprowadzała ją do rozpaczy”. Zasnąć! Uciec! Uciekła od samej siebie, dla samej siebie niezrozumiałej.

Zobacz:

Pani Bovary – Gustaw Flaubert

Emma Bovary – charakterystyka

http://aleklasa.pl/liceum/c323-bohater-literacki/emma-bovary-bohaterka-pani-bovary-gustavea-flauberta

Wyjaśnij znaczenie pojęcia bovaryzm na podstawie powieści pt. Pani Bovary Gustava Flauberta

Pani Bovary – to ja, czyli co wiesz o Gustawie Flaubercie?

Psychologia miłości. Emma Bovary – romantyczka w oczach realisty