Wyobraź sobie ziemię spaloną sierpniowym słońcem, szarą piaszczystą drogę. Wyobraź sobie leniwie ciągnące po pagórkach wozy. Jeżeli lepiej się rozejrzysz, w oddali zobaczysz miasteczko – niewielkie Jefferson. W nim zwykli, prości ludzie żyjący z dnia na dzień swoimi zwyczajnymi sprawami. Faulkner przekona Cię, że i w tym szarym świecie można odnaleźć niezwykłą światłość.

.Jesteśmy na Południu, tam, gdzie William Faulkner znajdował inspiracje do swoich powieści. Szara rzeczywistość, troski i krzątanina raz w tygodniu przerywana niedzielnym świętowaniem. Wszystko jest zwyczajne, normalne, tak naturalne, jak fakt, iż w sierpniu panuje jasność.
Stop! Nie odkładaj książki na bok. Autor założy Ci bowiem na nos okulary, w których zobaczysz świat z zupełnie z innej perspektywy. Będziesz oglądał rzeczywistość Południa „od środka”, a nie jako zewnętrzny, bierny obserwator. Faulkner przedstawi Ci swoje postaci, zaprezentuje świat poprzez szereg monologów wewnętrznych, dzięki którym poznawana przez Ciebie rzeczywistość objawi się w całej gamie kolorów. Oprócz martwych kształtów, nabierze bowiem także barwy przeżycia.

Lena – metaforyczna „światłość”

Poznajemy ją na pierwszych stronach powieści. Uboga dziewczyna, w lichej sukience wyrusza w daleką podróż. Wygnana została z domu przez wychowującego ją brata, gdy ten zauważył jej zaawansowaną ciążę. Lena idzie w świat, twierdząc, że narzeczony czeka gdzieś na nią, że przygotowuje stosowne miejsce dla dziecka. Dziewczyna wędruje cierpliwie. Z nadzieją powtarza wszystkim swoją opowieść o narzeczonym – Łukaszu Burch. Ludzie słuchają wędrowniczki, kiwają z politowaniem głową, śmieją się z jej naiwności, współczują. Lena słucha uważnie ich porad, obserwuje nieskrywaną drwinę na ludzkich obliczach i idzie dalej, pogodna, spokojna, ufna. Ma na sobie bladoniebieską sukienkę w kolorze sierpniowego nieba, a na twarzy świetlisty uśmiech.

Bije od niej piękno, spokój, ciepło. Niewzruszenie wierzy w dobro natury ludzkiej. Wierzy nie tylko swemu Łukaszowi, ale także ludziom, których spotyka w drodze. Wędrując zupełnie sama, ufa, iż spotka się z życzliwością i pomocą. Tak też jest. W najbardziej obojętnych budzi ciepłe uczucia – nawet szorstka Marta Armstid traci swą minę naburmuszonego generała i daje dziewczynie oszczędzane latami pieniądze.
Lena dociera w końcu do Jefferson, gdzie w tartaku miał pracować Łukasz. W chatce za miastem przychodzi na świat jej dziecko. Gdy wreszcie spotyka narzeczonego, ten w popłochu ucieka przez okno. Czy Lena traci swój spokój i ufność? Nie! Z tym samym niewzruszonym uporem wsiada do pierwszego nadjeżdżającego wozu i rusza dalej w świat. Może nie w odnalezieniu, ale w szukaniu widzi sens swojego życia?

Christmas – problem niewolnictwa

Jak Lena była światłością, tak Joe Christmas jest ciemnością; ponurą, posępną. Ma wprawdzie jasną cerę, lecz w jego żyłach płynie na poły murzyńska krew. W tamtym świecie to piętno, które towarzyszy całemu życiu; przekreśla wewnętrznie i nie daje żadnego miejsca w świecie zewnętrznym.

Christmas nie może się odnaleźć, określić. Ciągle spotyka się z odrzuceniem. Jako dziecko został odebrany przemocą babce i oddany przez dziadka do przytułku. Dziadek bowiem nie mógł ścierpieć „murzyńskiego bękarta” we własnym domu. Joe nie znalazł też miłości u przybranych rodziców. Porzuciła go dziewczyna, gdy dowiedziała się o jego pochodzeniu. Kiedy wreszcie spotkał jedyną osobę, która obdarzyła go uczuciem, nie umiał już tego przyjąć. Czyżby wszystko się w nim wypaliło?

Panna Burden przyjęła Christmasa pod swój dach takim, jaki był. Nie pytała go o przeszłość, pochodzenie. Nie pytała, gdzie pracuje i skąd przybywa. W ogóle starała się nie stawiać pytań. Ona po prostu kochała. Jej miłość przyszła chyba zbyt późno, bo Joe nie umiał unieść bagażu obcego mu dotąd uczucia.

Ciemną nocą przyszedł zbrodzień i zabił tę, która była dla niego dobra. A potem dał się złapać, nie skorzystał z możliwości obrony czy ułaskawienia. Przyjął wyrok śmierci. Lecz, czy sprawiedliwie sędziowie go skazali? W jakich okolicznościach zginął ponury Joe – jedna z najtragiczniejszych postaci literatury? Za co właściwie poniósł karę – za dokonaną zbrodnię, czy też za własne pochodzenie? Przeczytaj!

Pastor Hightower – retrospekcja

Postać pastora Hightowera pozwala nam rzucić okiem daleko w przeszłość. Jego losy są zdeterminowane przez wspomnienie wielkiego dziadka – kawalerzysty w Wojnie Domowej.
Hightower wszystko uczynił, aby po święceniach uzyskać parafię w Jefferson. Tu bowiem zginął jego dziadek zastrzelony w czasie jazdy na galopującym koniu. To wydarzenie było ciągle żywe w wyobraźni proboszcza. Chodził nieustannie podniecony, jego kazania były czymś, co „przebiegało szybciej niż słowa Pisma, czymś w rodzaju wichru, który nie potrzebował nawet ocierać się o świat rzeczywisty”.

Pastor i jego kazania – np. historia zabitego dziadka, którą opowiedział wiernym szybko ich zniechęciły – oczekiwali, że ksiądz zajmie się żywymi ludźmi, a nie tymi, którzy dawno odeszli. Pewnego dnia zamknięto przed nim drzwi kościoła. Ludzie zatrzasnęli też serca na jego słowa. Próbowano pozbyć się go z miasteczka. Kilkakrotnie pobito. Ostatecznie dano mu spokój i powoli zapomniano o jego istnieniu. Drzwi jego domostwa opatrzono jednak ponurym napisem: „darowany diabłu”.

Faulkner opisuje postać duchownego oględnie i mgliście, niejasno też kreśli cały konflikt. Zostawia szerokie pole czytelnikowi, który może dopowiadać, interpretować, wyciągać własne wnioski.
Wszak dziadek i ojciec proboszcza byli abolicjonistami, otwarcie występowali przeciwko niewolnictwu. I właśnie to wspomnienie tak bardzo dokuczało parafianom.

W domu pastora próbuje się schronić nieszczęsny Christmas, a znienawidzony przez swoje „owieczki” ksiądz osłania go własnym ciałem przed ciosami zabójców. Hightower odwiedza tuż po połogu Lenę, narażając się tym samym na śmieszność i plotki. Wielokrotnie wysłuchuje i udziela porad nieszczęśliwie zakochanemu w Lenie Byronowi Bunchowi. Im więcej dostrzegamy dobrych kart w postępowaniu księdza, tym natrętniej pojawia się postawione już pytanie – dlaczego wierni darowali go diabłu? Zostawiam Cię, Czytelniku, z otwartą kwestią.

A teraz spróbuj zdjąć te okulary, które założył Ci pisarz. Co widzisz, gdy przechodzisz uliczkami Jefferson? Lena – naiwna, może trochę głupia wiejska dziewucha, nie warto na niej nawet zatrzymać oka. Christmas – słomkowy kapelusz, ponure spojrzenie, takiemu lepiej zejść z drogi i nie pytać, kim jest. Hightower – niechlujny dziwak, trochę nawiedzony ksiądz. Mało takich wokoło?

Rozumiesz teraz? Spojrzałeś na tych samych ludzi dwukrotnie. Dopiero wtedy, kiedy rozpoznasz ich wewnętrzne, indywidualne światło, zobaczysz, że w świecie, nawet najbardziej nijakim, można ujrzeć tęczę. I że nawet na tle blasku sierpnia można ujrzeć światłość. Przeczytaj powieść Faulknera, a staniesz się bogatszy o nowe doświadczenia, a Twoje spojrzenie na świat będzie przenikliwsze.

Uwaga!
Pastor jest ważną postacią w powieści, można by powiedzieć – wiążącą, spajającą główne wątki. Do jego domu przybywają wszyscy bohaterowie świata Faulknera i znajdują w nim wsparcie.

Faulkner, uważany za nowatora prozy, chętnie wprowadzał do swoich powieści:

  • inwersje czasowe,
  • monologi wewnętrzne (często strumień świadomości),
  • chwyty sensacyjne,
  • metafory, aluzje, symbolikę biblijną.