Tak, zawód ten, jak parę innych omawianych w tym cyklu, pojawił się w Polsce po 1989 roku. Dużo później niż na Zachodzie, gdzie wyspecjalizowane agencje doradcze powstały po II wojnie światowej, chociaż raczkować zaczęły dużo wcześniej.  No chyba, że będziemy bardzo dokładni i  sięgniemy w głąb historii – wtedy okaże się, że dobrych pracowników zawsze i wszędzie szukano. – W Polsce agencje doradcze pojawiły się wraz z wolnym rynkiem i wielkimi zagranicznymi koncernami, które na gwałt poszukiwały tutaj pracowników. Same nie mogły sobie z tym poradzić i pracę tę zaczęły zlecać wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym – mówi Dorota Glińska z warszawskiej oddziału agencji HILL International. Te pierwsze, działające na naszym rynku, agencje doradcze były niemal w całości odnogami dużych, specjalistycznych agencji zachodnich. Dopiero z czasem pojawiły się całkowicie polskie. – Co ciekawe – dodaje Dorota – agencji tych z dnia na dzień przybywa, możemy nawet mówić o swego rodzaju boomie takich firm, wystarczy wziąć do ręki poniedziałkowy dodatek „Gazety Wyborczej  o pracy”, gdzie na kilkudziesięciu stronach ogłoszenia zamieszczają coraz to nowe agencje – uzupełnia Dorota.
Szpieg w masce, czyli mo¿e i Ciebie z³owi¹
Mimo, że i łowca głów, i doradca personalny zajmują się właściwie tym samym – pomagają najczęściej pracodawcom znaleźć pracowników – robią to jednak zupełnie innymi metodami.
Łowca głów pracuje w ukryciu. Zdarza się, że dla niepoznaki ma dwa zajęcia. Jedno w jakiejś zwyczajnej firmie, jako starszy referent na przykład, a drugie w bliżej nieokreślonej tajnej firmie doradczej.
Dzięki swojemu sprytowi, kontaktom osobistym, śledzeniu specjalistycznych pism wynajduje te osoby, które są najlepsze w swojej dziedzinie. A jak do nich dociera, to już jego tajemnica.
Takimi łowcami głów są na przykład niektórzy wykładowcy uniwersyteccy, to wiadomo, wcześniej bowiem wyłapywali najzdolniejszych studentów do pracy w wywiadzie. O tym zresztą swego czasu rozpisywały się największe polskie dzienniki. Także metody pracy i zarobki pracy łowców głów pozostaną tajemnicą. Jedno wiadomo – stanowią oni elitę doradców personalnych i zarabiają dużo powyżej średniej krajowej.    
A mo¿e Ty coœ z³owisz
Inaczej pracuje doradca personalny w standardowej agencji doradczej. Wiadomo, gdzie to robi, jak go szukać, nie jest tajemnicą, jakich metod używa do znajdowania pracowników czy pracodawców.
Przede wszystkim ma komputer i telefon. I dwie bazy danych – w jednej dane osób poszukujących pracy, w drugiej firm szukających pracowników. – Bywa tak – mówi Dorota – że dzięki tym danym bardzo szybko możemy pomóc jednej i drugiej stronie. Ale najczęściej jednak poszukiwanie pracowników i zaakceptowanie tych, których my podpowiemy to długa droga.
Tak więc, osoby chcące zmienić dotychczasowe zajęcie wysyłają do firm doradczych zgłoszenie, a w nim dane o wykształceniu, dotychczasowej karierze, znajomości języków, sukcesach, no i co najważniejsze informacje o tym, co chciałyby robić i u kogo. Czasami do zgłoszeń dołączane są referencje. Rzadziej osoby takie zgłaszają się osobiście. Tego zresztą nie lubią w agencjach.
Inaczej jest z pracodawcami – oni co prawda też określają, kogo poszukują, ale dla nich szuka się bardziej aktywnie, bo to oni za to płacą. Jak się to robi? Najczęściej daje się do gazet anonimowe ogłoszenia typu – „duża zachodnia firma handlowa poszukuje przedstawicieli handlowych”, z adresem agencji doradczej albo wyszukuje się  pracowników z bazy danych.
Najczęściej jednak mamy do czynienia z pierwszym wariantem.
Po ukazaniu się ogłoszenia w prasie, do agencji zaczynają zgłaszać się kandydaci. Z nich, a najczęściej są to setki osób, wybiera się dwie, trzy, które idą na rozmowę z pracodawcą.
Żeby do tego doszło, pracownicy agencji doradczych muszą przeprowadzić setki rozmów, czasami uzupełnianych testami na inteligencję czy egzaminem z języka, w którym dana osoba będzie pracować. – Sito jest ogromne – mówi Dorota – bo naszym zadaniem jest wybrać najlepszych z najlepszych. Zaprezentować dwie, trzy osoby z których klient wybierze sobie tę jedną – dodaje.
Rozmowy nie są proste, bo nie liczy się tylko, co mówicie, ale też to, co robicie, jak gestykulujecie, jak reagujecie na stres, jak wyglądacie. – Mam duże wątpliwości – tłumaczy Dorota – czy mogę przedstawić klientowi osobę, która chce pracować jako księgowy albo przedstawiciel handlowy (a to są najczęściej poszukiwane zawody), jeśli przyjdzie na spotkanie w pomiętym, niechlujnym ubraniu. Taka osoba po prostu nie wzbudza zaufania i już tym sygnalizuje, że może nawalać w pracy. Ale nie to jest najważniejsze, wbrew pozorom. Najważniejsze jest doświadczenie i dotychczasowe  osiągnięcia. Sprawdzamy to przez pytania, dzwonimy do starych firm pytamy, czy to, co mówią zgłaszające się osoby jest zgodne z prawdą. A na koniec robimy testy na inteligencję i przystosowanie do danego zawodu. Możemy to robić, bo w naszej agencji pracują jako doradcy głównie psycholodzy. Agencja, która nie zatrudnia psychologów nie może  robić takich testów .
Dzięki testom łatwiej można odpowiedzieć na pytanie, jak dana osoba pracuje w grupie, czy jest niezależna, czy łatwo się poddaje, czy jest asertywna i czy ma jeszcze mnóstwo innych, niezbędnych we współczesnym świecie cech. Po testach, jeśli dobrze je przejdziecie, czeka  Was rozmowa z pracodawcą. Doradca personalny nie bierze w niej udziału. Jedynie umawia te osoby. Poznaje wyniki. A potem jego firma inkasuje spore pieniądze – w zależności od firmy dwu-, trzykrotność pensji znalezionego specjalisty.  
Osoby, które poszukują pracy i znajdą ją dzięki firmie doradczej z reguły nic nie płacą, bo agencje wyszukują pracowników przede wszystkim dla wielkich, międzynarodowych firm.
Żeby nie było nieporozumień, od razu powiedzmy, że na innej zasadzie pracują modne ostatnio prywatne biura pośrednictwa pracy, które często myli się z agencjami doradztwa personalnego  – w biurach płaci się po połowie przyszłej pensji nowego pracownika. Robi to i  poszukujący, i znaleziony.
Jak pracuje agencja?
W dużych agencjach jest ścisły podział pracy – kto inny odpowiada za stronę finansową, kto inny za treść ogłoszenia w gazecie, jeszcze kto inny przeprowadza rozmowy z potencjalnymi pracownikami, kto inny ich umawia. Ale są też firmy, szczególnie małe, w których nie ma takiego podziału pracy i tym wszystkim, co wymieniliśmy może zajmować się jedna osoba.
Doradcy to najczęściej psycholodzy,  prawnicy i ekonomiści albo inni specjaliści w modnych ostatnio dziedzinach marketingowych.
Wszyscy oni  perfekcyjnie znają angielski albo niemiecki, bo najczęściej jednak wyszukują pracowników dla przedstawicielstw wielkich zagranicznych koncernów w naszym kraju. Bardzo dobrze posługują się komputerem, mają prawo jazdy i potrafią zachować się w różnych sytuacjach. Rozmawiają bowiem z tysiącami osób, a tylko nieliczne z nich zapraszają potem na rozmowy do klienta. Dlatego muszą wiedzieć, jak stanowczo odmawiać, ale tak, żeby ktoś nie poczuł się urażony i nie było mu przykro.
Za pracę tę, często na czas, bo pracodawcy z reguły poszukują specjalistów na wczoraj, dostają sporo pieniędzy. Najczęściej jest to procent od zawartych kontraktów plus stała pensja. A gdy doradcom znudzi się taka praca, przechodzą do działów kadrowych, działów doradztwa wielkich koncernów. I w pocie czoła wymyślają  ścieżki kariery, szkolenia dla pracowników, układają siatki wynagrodzeń, systemów motywacyjnych i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy.