Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat spośród kandydatów rywalizujących ze sobą o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych bezapelacyjnie wygrywał ten, który wygłaszał bardziej optymistyczne przemówienia, czyli przedstawił się wyborcom jako większy optymista. Czy może być lepszy dowód na to, że w życiu opłaca się być optymistą?

Skąd się biorą optymiści i pesymiści?

Gdybym powiedział, że przynosi ich bocian, nie byłbym wcale daleki od prawdy. Podczas badań nad bliźniętami odkryto, że dziedziczymy po rodzicach od jednej czwartej do połowy najistotniejszych cech osobowości. Niemal w 50% dziedziczne są: skłonność do depresji, zadowolenie z pracy, religijność, liberalizm, autorytaryzm, zapał do działania, a nawet ilość czasu spędzanego przed telewizorem i upodobanie do zawodów. Podobnie jest z optymizmem i jego ponurym bratem – pesymizmem: oba są w pewnym stopniu dziedziczne.

Jeśli twoi rodzice byli raczej pogodnymi, ufnie patrzącymi w przyszłość ludźmi, to masz duże szanse wieść życie, w którym dominuje nadzieja i wiara w pomyślny bieg wydarzeń. Jeżeli natomiast twój ojciec i matka byli typowymi malkontentami istnieje niebezpieczeństwo, że i ty będziesz podzielał ich mało pokrzepiający punkt widzenia na świat i ludzi.

Niezbędne dla zrozumienia całej specyfiki braku lub obecności postawy optymistycznej u człowieka jest uważane przyjrzenie się stosowanym przez rodziców sposobom wyjaśnienia przyczyn i skutków najrozmaitszych wydarzeń, co podpatrują, a następnie realizują w życiu ich własne dzieci. Chłopi pańszczyźniani żyli na czworakach. Matka może twierdzić, że przyczyną nienajlepszej kondycji finansowej rodziny jest to, że ojciec był, jest i będzie nieudacznikiem życiowym. Jest to diagnoza wielce pesymistyczna: jeżeli się komuś nie wiedzie, to z pewnością jest życiowym niedorajdą. Oznacza to, że raczej nie ma szans na poprawę swego losu w przyszłości. Dzieci tych rodziców nie nauczą się w ten sposób optymistycznego wyjaśniania trudności, które jest podstawą późniejszej zaradności życiowej.

Inną poważną przyczyną kształtowania się postawy pesymistycznej są bardzo krytyczne, miażdżące niekiedy uwagi rodziców, nauczycieli.

Jeżeli po semestralnej wywiadówce matka oburzona nie najlepszymi stopniami swej córki w złości nazwie ją leniwym, niewdzięcznym matołem, którego miejsce jest w szkole specjalnej i któremu nie powinno się w normalnym domu okazywać najmniejszego szacunku, bo i tak nic dobrego z niego nie wyrośnie, wówczas zakoduje w umyśle swego dziecka informacje o katastroficznym i przygnębiającym charakterze na temat jego zdolności i przyszłych perspektyw. Dziecko uczy się w ten sposób podejmowania, w razie niepowodzeń, pesymistycznego stylu wyjaśniania: jego kłopoty mają przyczynę stałą („Jestem matołem i kropka. Nic ze mnie nie będzie”), o maksymalnym zasięgu („Po wywiadówce życie po prostu straciło sens”), a w dodatku ich sprawca jest jasno określony („To wszystko moja wina. Nie nadaję się do niczego”) i pozbawiony jakiejkolwiek szansy na usprawiedliwienie czy uzyskanie pomocy w rzeczowym badaniu przyczyny słabych osiągnięć.

Zauważyłem, że wielu nauczycieli nie zdaje sobie nawet sprawy, jak bardzo kąśliwe, ośmieszające, mające rzekomo motywować do lepszej pracy, uwagi niszczą zalążki optymizmu ich uczniów.

Niektórzy z nas widzą świat w czarnych barwach, dlatego, że zetknęli się w swoim życiu z przykrymi wydarzeniami i związanym z nimi wszechogarniającym poczuciem bezradności. Śmierć matki, rozwód rodziców, kłótnie, maltretowanie fizyczne i psychiczne, brutalnie odrzucona pierwsza, młodzieńcza miłość są w stanie trwale wpłynąć na sposób widzenia świata i ludzi. Zdarzenia takie, zwłaszcza jeżeli się powtarzają, powodują potęgowanie się poczucia bezradności u młodego człowieka wobec nieszczęść i problemów, jakie niesie życie, albowiem w przeszłości stawał on wobec nich zupełnie bezsilny i bezradny. Lektura gazet, książek, oglądanie drastycznych programów telewizyjnych, a nawet zwyczajnych wiadomości utwierdzają pesymistę w przekonaniu, że świat jest z gruntu zły, chory z nienawiści i że nie ma w nim miejsca na miłość, sprawiedliwość i inne szlachetne wartości.

Od pesymizmu do optymizmu

Jeżeli tylko zastosujecie w swoim codziennym życiu kilka użytecznych umiejętności, to na pewno uda wam się wypracować w sobie optymistyczną postawę.

  • Pierwsza umiejętność, która pomoże nam wyjść z dołka to łowienie czarnych myśli. Polega ona na wychwytywaniu i rozpoznawaniu myśli pojawiających się automatycznie w przypadku napotkania jakichś kłopotów.
  • Drugą można nazwać zbieraniem dowodów. Złowione myśli poddajemy wnikliwej ocenie. Zastanawiamy się, czy to, co myślimy o sobie lub na temat tarapatów, w jakie wpadliśmy na pewno jest prawdą, całą prawdą i tylko prawdą. Zbieramy i analizujemy przesłanki, które mogą potwierdzić, ale i ocalić nasze mniej lub bardziej ponure hipotezy. Często zdarza się jednak, że zdeklarowany pesymista tworzy długachną listę dowodów potwierdzających jego obawy i zagrożenia, natomiast na skromnej liście przeciw umieszcza jakieś wątlutkie i jego samego mało przekonujące argumenty. Stąd czasem lepiej na początku wychodzenia z pesymizmu pobawić się w detektywa z kimś nam życzliwym, w miarę bezstronnym i godnym zaufania.
  • Trzecia umiejętność to wynajdywanie alternatywnych wyjaśnień, kiedy tylko wydarzenia przybierają niepomyślny obrót. Przydadzą się jak znalazł do zakwestionowania automatycznie powracających czarnych myśli. To, że Renacie niespodziewanie słabo poszła matura, do której była świetnie przygotowana nie musi być spowodowane tym, że jest „głąbem” lub „nieudacznikiem życiowym”, o czym natychmiast pomyślała. Sytuacja taka może być efektem zablokowania myślenia pod wpływem silnego stresu, kiepskiego stanu nerwów wskutek nieznośnej atmosfery domowej przed egzaminem czy też natrafienia na wyjątkowo niewdzięczny zestaw pytań.
    Okazuje się, że samo spojrzenie na problem z innego punktu widzenia może mieć zbawienny wpływ na nasze samopoczucie. W wypracowaniu innego sposobu interpretacji gnębiących nas problemów duże znaczenie ma zwracanie uwagi na przejściowy, a nie stały charakter trudności, na ich ograniczony zakres („nie zawsze potrafię dogadać się z rodzicami, ale w szkole wiedzie mi się nie najgorzej i mam wielu bardzo fajnych kumpli”) oraz unikanie nadmiernego przypisywania sobie całej winy za wszystko zło, które nas spotyka.
  • Czwartą umiejętnością jest dekatastrofizacja. Dekatastrofizacja może polegać na szerszym zadawaniu sobie po każdej porażce pytania pt.: „No i co z tego?”. Kiedy dotyka nas jakaś przykrość, kiedy nam się coś nie udaje często wyobrażamy sobie od razu najgorsze. Jeśli nauczyciel cię krytykuje, to oczywiście jesteś przekonana, że cała klasa przynajmniej przez tydzień będzie się z ciebie śmiała, pokazywała palcami, a ty już nigdy przez tego wrednego belfra nie odzyskasz dobrego samopoczucia. Jak chłopak odejdzie, pomyślisz sobie, że jesteś nic nie wartą nudną, grubą babą i że na pewno znalazł sobie kogoś znacznie bardziej atrakcyjnego od ciebie. Zamiast tych uwłaczających dobremu samopoczuciu i niekoniecznie pewnych implikacji lepiej po prostu zadać sobie pytanie „No i co z tego?” i próbować odpowiedzieć na nie bez uderzenia w tragiczną tonację. Chłopak odszedł? – no i co z tego? Był głupi i nie docenił prawdziwej wartości twojej osoby. Teraz przynajmniej się na nim poznałaś. W żadnej mierze nie przekreśla to twoich szans na udany związek w przyszłości. Nauczyciel cię skrytykował? – no i co z tego? Przynajmniej było trochę śmiechu. Pojutrze wszyscy przestaną się tym przejmować. Zresztą facet nie oszczędza nikogo – taki już jest.
    Oczywiście, jak w każdym, tak i w tym działaniu lepiej zachować umiar, albowiem nie każde przykre doświadczenie, jakie może nas w życiu spotkać kwalifikuje się do tak bezceremonialnego bagatelizowania.
  • Ostatni etap wychodzenia z pesymizmu polega na tworzeniu planów działania na wypadek rozwoju najbardziej prawdopodobnych wydarzeń. Możemy brać pod uwagę zarówno te korzystne – „różowe” scenariusze, jak i te „czarne” – niezupełnie nam sprzyjające. Posiadanie alternatywnych, rezerwowych planów działania uodparnia na stres wywołany pojawieniem się przeszkody i skutecznie niweluje bardzo szkodliwe dla naszej kondycji psychicznej poczucie bezradności.

Przeżuwacze i wspomagacze

Do innej kategorii przeciwdziałania pesymistycznym nastawieniom należy koncentracja na działaniu połączona z unikaniem, „przeżuwacza” negatywnych myśli i wyobrażeń.

Ludzie skłonni do depresji, szczególnie zaś kobiety, są „przeżuwaczami” – potrafią na okrągło rozważać i analizować sytuacje, które sprawiły im przykrość, z czego na ogół niewiele na przyszłość wynika.

Nurzając się w szczegółach i niuansach przeróżnych zajść nie potrafią oderwać się od własnego smutku i zgorzknienia, choć od przykrych wydarzeń, minął już kęs czasu. O wiele lepiej po przeżyciu czegoś przykrego rzucić się w wir zajęć.

Aktywność zazwyczaj skutecznie odwraca uwagę od minionych stresów i daje szansę na podreperowanie samopoczucia. Ludzie czynu stosunkowo rzadko cierpią na rujnujące samopoczucie, długotrwałe stany przygnębienia.

Na osłabienie pesymistycznych skłonności dobrze wpływa polepszenie kontaktów pomiędzy nami a innymi, ważnymi dla nas osobami. Zakończenie niepotrzebnych waśni w rodzinie, pogodzenie się z najbliższymi, wybaczenie krzywd, odważne odejście poza własną samotność do ludzi, bez czekania na specjalne zaproszenie, może być momentem przełomowym na drodze do pełnego optymizmu.

Granice optymizmu

Choć istnieje mnóstwo dowodów na to, że optymizm jest najbardziej korzystną postawą wobec rzeczywistości, to niektóre fakty zdają się wskazywać, że pesymiści, choć nie są tak pogodni i przebojowi jak optymiści, przewyższają ich pod jednym, ale istotnym względem – pod względem mądrości. Interesujących danych dostarczył eksperyment wykonany przez dwie badaczki z Uniwersytetu Pensylwańskiego. Jego uczestnikom dano różnego stopnia kontrolę nad zapalaniem światła. Niektóre osoby miały nad tym 100% kontrolę (za każdym razem, gdy nacisnęły one przycisk światło się zapalało, natomiast nie zapalało się nigdy, gdy nie naciskały przycisku), inne natomiast pozbawione były możliwości kontroli (światło pojawiało się bez względu na to, czy naciskały przycisk czy nie). Kiedy poproszono członków obu grup, aby jak najdokładniej ocenili stopień, w jakim kontrolowali zapalanie i gaszenie światła, okazało się, że osoby znajdujące się w stanie depresji oceniły bardzo trafnie, kiedy miały wpływ, a kiedy nie.

Optymiści ocenili sytuację inaczej: określili prawidłowo, kiedy mieli wpływ na ten proces, ale kiedy nie mieli żadnego wpływu również trwali w przekonaniu, że w jakimś stopniu kontrolują całą sytuację.

Wielokrotnie powtarzane w różnych modyfikacjach badania nad tym zjawiskiem tylko potwierdziły wykrytą prawidłowość: optymiści przeceniają swój wpływ na wiele sytuacji, a ponadto jak się jeszcze okazało przeceniają również swoje umiejętności towarzyskie i urok osobisty.

Co ciekawe, wyniki eksperymentów zdają się świadczyć o tym, że osoby usposobione pesymistycznie i depresyjnie w mniejszym stopniu zniekształcają obraz przeszłości niż optymiści, którzy pewnych faktów jak gdyby woleli nie pamiętać.

Poza tym, szczerze przyznają się zarówno do sukcesów jak i do porażek, podczas gdy niepoprawni optymiści potwierdzają swym postępowaniem popularne porzekadło, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą.

„Są poważne dowody na to, że ludzie w depresji, choć smutniejsi, są jednocześnie mądrzejsi” – stwierdza znawca problemu, profesor Seligman.

Pesymizm umiarkowany ma więcej wspólnego ze zdrowym realizmem niż nieokrzesany optymizm i może być pożądaną postawą w wielu miejscach pracy i wielu sytuacjach życiowych. Kiedy podejmujemy się działania o wysokim stopniu ryzyka, które w razie niepowodzenia może zakończyć się tragedią lepiej być pesymistą. Lepiej nie siadać za kierownicą po kilku kieliszkach, bo „jakoś to będzie”, lepiej nie wspinać się na Orlą Perć, bez odpowiedniego przygotowania, w sbutach do spacerów po mieście. Jak człowiek wisi nad dwustumetrową przepaścią, to raczej nie powie, ani nie pomyśli: „No i co z tego”.

Jest jeszcze jeden walor pesymizmu, na który profesor Martin Seligman nie zwrócił uwagi. Pesymizm dramatów Samuela Becketta, spektakli Tadeusza Kantora, powieści i poezji Sylwii Plath, utworów Leonarda Cohena, wielu filmów Bergmana i Herzoga i innych wybitnych twórców, nadając im wymiar przejmującego tragizmu, wydaje nam się znacznie głębszy i bliższy ponadczasowej prawdy o wzniosłości i marności doli człowieczej, niż niejeden zalatujący tandetnym optymizmem „poe­mat pedagogiczny”.