Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono… Znacie doskonale to powiedzenie. Na pewno pisaliście na ten temat wypracowanie albo chociaż rozprawkę. I co, zgadzacie się z tym stwierdzeniem? Zasadniczo tak, ale właściwie…

Nasze zachowanie wcale nie do końca mówi, jacy jesteśmy. Zastanówmy się: skąd jeszcze, oprócz własnego zachowania, można czerpać wiedzę o samym sobie i dlaczego nasze zachowanie wcale niekoniecznie informuje nas o tym, jacy jesteśmy naprawdę.

Ukradłeś bułkę w supermarkecie. Czy jesteś nałogowym złodziejem, czy brak Ci zasad moralnych, czy źle Cię wychowano? Nie trzeba być wybitnym psychologiem, żeby powstrzymać się od wydania jednoznacznej opinii. Czy jeśli raz ukradłeś bułkę, to znaczy, że będziesz robił tak zawsze? Wyciągnięcie wniosków na temat cech osobowości tylko z naszego zachowania jest bardzo ryzykowne. Ale jeśli zestawisz kilka niezależnych źródeł wiedzy na swój temat, to autoobraz będzie znacznie bliższy prawdy.

Pamięć autobiograficzna

Nasze zachowanie zależy od tak wielu ciągle się zmieniających czynników zewnętrznych (atmosfera emocjonalna, wpływ osób trzecich, aura społeczna) i wewnętrznych (nastawienie, motywacja, stan uczuć), że doprawdy trudno znaleźć się dwa razy dokładnie w takiej samej sytuacji. To, co pamiętamy o sobie, to właśnie pamięć autobiograficzna. Najczęściej długo pamiętamy swoje zachowanie, a bardzo krótko, co tak naprawdę je spowodowało… W pamięci kodują się nasze sukcesy i niecne postępki. Jeden zły krok w życiu może spowodować, że zawsze będziemy tylko to wspominać, a tym samym mieć o sobie opinię zbudowaną właśnie na bazie tamtego wyboru. Należy wyciągać bardzo ostrożne wnioski na temat całej osobowości na podstawie tego, co kiedyś zrobiliśmy.

Utrwalone schematy

Na przykład taka sytuacja z Twojej przeszłości: dwa lata temu klasa chciała uciec z chemii, Ty chciałeś zostać. Zajadle pokłóciłeś się z kolegami, którzy natychmiast uznali, że jesteś łamistrajkiem. Postawiłeś się jednak ostro (doszło do niecenzuralnych słów), i tak długo przytrzymałeś ich na korytarzu, że w końcu chemiczka nadeszła i sprawa spełzła na niczym. O czym Twoje zachowanie świadczyło? To oczywiście zależy od tego, co GENERALNIE o sobie sądzisz.

  • Asia miałaby do siebie pretensję i utwierdziła się w przekonaniu, że panicznie boi się szkoły i nawet z jednej głupiej lekcji nie umie uciec. Jest po prostu tchórzem.
  • Kasia utwierdziłaby samą siebie, że ma niezwykle silne zdolności przywódcze i wszyscy muszą tańczyć tak, jak ona im zagra, bo prawdę mówiąc, nawet chciała czmychnąć z chemii, ale tylko wtedy, gdyby to był jej pomysł.
  • Basia przekonałaby się po raz kolejny, że ma bardzo dobry wpływ na ludzi i że powinna zostać terapeutką.
  • Stasia natomiast uzmysłowiłaby sobie, że nie jest już nawet nonkonformistką, tylko zwyczajnie uwielbia się kłócić z kim popadnie na dowolny temat i czerpie z tego całkowicie niezdrową satysfakcję.

Tak właśnie mają się nasze utrwalone schematy do tego, jak uzupełniamy samopoznanie. Nie dowiadujemy się niczego nowego. Jedyne, co robimy, to wzmacniamy nasze własne wyobrażenia na swój temat.

Dysonans społeczny

Jakby tego było mało, mamy genialną zdolność do unikania sytuacji, które zmieniłyby nasze autoopinie. Jeśli ktoś ma przeświadczenie o swojej bezinteresowności, będzie szukał okazji, aby zrobić szkolną gazetkę, albo poduczy chorą na świnkę koleżankę, albo popracuje społecznie w schronisku dla psów. Odwrotnie, jeśli mamy wysoką samoocenę np. na temat osiągnięć szkolnych. Wtedy będzie symulacja choroby, jeśli nadejdzie dzień klasówki z fizyki kwantowej, której akurat ni w ząb nie rozumiemy. Dysonans społeczny widać jak na dłoni w klasowej społeczności. Każdy kurczowo trzyma się swojej samooceny i za nic nie chce jej zburzyć. Wagarowicz pogrąża się coraz bardziej, a klasowy lider zgłasza się do kolejnej olimpiady przedmiotowej. Ta nasza skłonność czy natura to po prostu strach przed utratą dotychczasowej tożsamości.

Ja odzwierciedlone

Niezłą wiedzę na temat nas samych możemy czerpać z opinii innych osobników naszego gatunku, ale z tym też ostrożnie. Bliźni mają tendencję do nadmiernego zasypywania nas komplementami albo bezwzględnego niszczenia naszej obolałej duszyczki. Dlatego informacja zwrotna na nasz temat jest wartościowa, o ile informator nie ma jakichś konkretnych zamiarów wobec nas (np. zniszczyć! albo uratować!). Najgorszym, ale dla wielu osób jedynym źródłem informacji społecznej jest rodzina (jeśli jest patologiczna, to strach myśleć, co się z Tobą stanie), rówieśnicy (najsurowszy sędzia na świecie), nauczyciele (tu możesz trafić różnie).

Opinia autorytetów

Oczywiście najważniejsza (prawie dla każdego) jest opinia psychologa na temat jego ilorazu inteligencji. Można jeszcze sto lat edukować społeczeństwo, że inteligencja ma bardzo niejednoznaczne oblicze, a i tak nikt tego nie słucha. Mamy bałwochwalczy stosunek do ilorazu inteligencji.

Jeśli w ósmej klasie dowiesz się, że Twój iloraz inteligencji IQ jest powyżej przeciętnej, zapewne będzie Ci się żyło lepiej, bardziej polubisz siebie i więcej sobie wybaczysz. Ludzie, których utwierdzono, że są wybitni, po prostu bardziej siebie lubią. Niestety, stąd już tylko krok do zostania bufonem. Dlatego radzę – naucz się jak najszybciej wyciągać wypadkową opinii na swój temat. Jeśli wszyscy (!) Ci mówią, że jesteś przebrzydłym leniem, to zapewne tak jest, ale jeśli jest to opinia tylko Twojej rusycystki z wyszukanymi metodami nauczania, to nie przejmuj się za bardzo.

Porównanie społeczne

Mamy dwie generalne tendencje wyciągania wniosków na swój temat – albo porównujemy się do ludzi dużo od nas lepszych i potwierdzamy swoją marność, albo wyszukujemy tych ciut (lub bardzo) od nas słabszych i delektujemy się naszą wyimaginowaną nadprzeciętnością. Lekarstwem na to jest poruszanie się w jak największej liczbie możliwie zróżnicowanych środowisk. Wtedy gdzieś jesteś liderem (np. w szkole), gdzieś kozłem ofiarnym (np. w klubie bokserskim). I to jest zdrowe.

Introspekcja

Jak często w ciągu dnia myślisz o sobie? Bardzo rzadko. Musi to sprawić jakiś niezwykły bodziec – oglądasz siebie na taśmie wideo, swoje zdjęcia, odbicie w dużym lustrze, ktoś jednoznacznie komentuje Twoje zachowanie. Wtedy konfrontujesz czyny, wygląd, stan ducha z systemem wartości. Myślenie o sobie jest dość rzadkie, chociaż rodzice uważają, że jesteś skrajnym egoistą i myślisz wyłącznie o sobie. Zastanawianie się nad sobą, „kim właściwie jestem” jest typowe tylko dla lekkich stanów depresyjnych podczas okresu dorastania. Przypomnijcie sobie, jak godzinami studiowaliście swoje oblicze w lustrze w łazience, jak wieczorami, przy zgaszonym świetle rozpamiętywaliście bez końca swoje sukcesy i porażki. Zarówno małe dziecko, jak i człowiek dorosły nie są przesadnie zainteresowani tematem „kim jestem”. To prawo młodości i korzystaj z niego. Zbieraj informacje, skąd się da, kolekcjonuj opinie na swój temat. Ale nie przywiązuj się zbytnio do skostniałych schematów myślenia o Tobie. Autopoznanie ma wiele pozytywnych aspektów, a najważniejszym z nich jest to, że analizując swoje zachowanie i siebie samego, w ogóle się nad sobą zastanawiasz. A to już bardzo dużo.

Przykładowy rozwój poczucia tożsamości

  • Ida (pięć lat): – Jestem dziewczynką. Jestem ciekawa. Uwielbiam balet. Mój tato nosi okulary.
  • Tomek (15 lat): – Jestem uczniem, człowiekiem, mam 15 lat, jestem Polakiem. Interesuję się sportem. Lubię się uczyć, ale nie w szkole. Interesuję się muzyką rozrywkową. Umiem się zmobilizować, ale tylko w trudnych chwilach.
  • Marta (21 lat): – Jestem istotą myślącą, uwikłaną w społeczeństwo. Jestem człowiekiem, kobietą, atrakcyjną kobietą, pochodzę z wielodzietnej rodziny, jestem studentką. Jestem zaborcza, próżna, zdecydowana i zdesperowana, staram się spełnić narzucane prze świat oczekiwania. Nie wiem do końca, kim jestem, ale przynajmniej mam świadomość istnienia.
  • Cezary (42 lata): – Jestem jedynym żywicielem rodziny. Mam liczną rodzinę i nienormalnego szefa. Kim jestem? To zależy, w którym dniu miesiąca i ile wtedy mam na koncie.