Wakacje tuż-tuż, a w kieszeni pusto. Nici z marzeń o zagranicznych wojażach? Niekoniecznie. Można przecież pojechać autostopem!

Autostop w Polsce nie jest dziś zbyt popularny. Kierowcy biorą autostopowiczów raczej niechętnie, głównie dlatego, że boją się nieprzyjemnych przygód (zanieczyszczenia samochodu, a nawet aktów agresji). Bardziej rozpowszechniony jest system podwożenia na krótkie dystanse za drobną opłatą. Ale takie wyjście prawdziwego autostopowicza nie interesuje. Jeśli więc wybieramy się w daleką podróż za granicę, lepiej zaoszczędzić czas i do granicy Polski dostać się pociągiem.

Przy dobrych wiatrach i odrobinie wprawy autostopem można dotrzeć z Polski do Portugalii albo na przykład do Grecji w trzy doby. Autobusy kursowe pokonują te trasy w niewiele krótszym czasie. No i trzeba za nie słono zapłacić, a autostop nie kosztuje praktycznie nic. Właściwie tyle, żeby nie umrzeć po drodze z głodu.

Ale podróżowanie „okazją” to nie tylko szybka (choć nie zawsze) i tania metoda przemieszczenia się z miejsca na miejsce. To również najlepszy sposób na poznanie danego kraju. To ludzie, których spotyka się po drodze, rozmowy, jakie się z nimi prowadzi, rozmaite nieprzewidywalne sytuacje, jakie się zawsze podczas takiej podróży muszą przydarzyć. To także, a może przede wszystkim, poezja samej drogi.

Oko na kierowcę

Jeśli wybieramy się w daleką, zagraniczną podróż, lepiej od razu skierować się na główne trasy międzynarodowe, a najlepiej na autostrady. Ale zachodnie autostrady mają to do siebie, że przebiegają zazwyczaj z dala od miast. Ani autobusem się do nich nie da dojechać, ani piechotą dojść. Pozostaje więc okazja. Robimy tak: Stajemy na poboczu szosy prowadzącej do autostrady. W dobrym, widocznym miejscu. Na razie nie pokazujemy kierowcom żadnej tablicy, tylko łapiemy „na rączkę” (z uniesionym do góry kciukiem) i prosimy pierwszego kierowcę, który się zatrzyma, żeby nas podrzucił choćby do pierwszego w miarę dużego parkingu na autostradzie.

Może nawet jechać w kierunku zupełnie przeciwnym, niż wiedzie nasza trasa, byleby po autostradzie. Czasem się trzeba przy rozmowie z takim kierowcą nieźle natrudzić, bo właściciele pojazdów często nie nadążają za sposobem myślenia autostopowiczów (dla nich wszystko jest zbyt proste: jeśli jadą w innym kierunku niż nasz, to uważają, że nie ma sensu, żebyśmy się z nimi zabierali), ale przy odrobinie daru przekonywania na pewno się uda.

W ogóle na kierowców trzeba stale mieć oko. Jeśli nie będziemy czujni, taki dobroczyńca, absolutnie zresztą bez złych intencji, wysadzi nas w takim miejscu, że odechce się nam podróżowania raz na zawsze. Na przykład na małym, otoczonym drzewami parkingu, na który nie zajeżdża absolutnie nic, w dodatku otoczonym siatką (jak to często bywa w przypadku zachodnich autostrad), tak, że nie można się z niego wydostać. Możemy się wtedy poczuć jak na filmie Cast away i od razu zabrać się za budowanie szałasu na zimę. A bywają jeszcze bardziej pomysłowi kierowcy, tacy, którzy potrafią wyrzucić autostopowiczów po prostu na autostradzie, w jakiejś awaryjnej zatoczce czy wprost na poboczu! I jeszcze pewnie opowiadają potem w domu, że zrobili dobry uczynek!

Łapiemy długodystansowca

Gdy już znajdziemy się na parkingu na upragnionej autostradzie, rozpoczynamy łapanie długodystansowców, czyli kierowców, którzy podwiozą nas porządny kawał drogi. Jeśli wybieramy się na przykład na drugi koniec kontynentu, a miejsce do łapania mamy dobre, zazwyczaj nie ma sensu zabierać się okazją, która podrzuci nas jakieś 20 czy nawet 50 kilometrów. Nie wiadomo bowiem, czy tam, gdzie nas wysadzi, będzie równie duży i uczęszczany parking.

Generalnie są dwie metody łapania długodystansowców: bierna i czynna. Bierna polega na ustawieniu się na poboczu drogi wyjazdowej z parkingu z uniesionym kciukiem lub tablicą z nazwą miejscowości, do której zmierzamy i czekaniu, aż ktoś się wreszcie zatrzyma. Z tym że jeśli na przykład udajemy się do Lizbony, a znajdujemy się w środkowych Niemczech, to lepiej napisać na tablicy nazwę jakiegoś dużego miasta znajdującego się jakieś 100–200 kilometrów stąd. Jeśli kierowca jedzie dalej w interesującym Was kierunku – będziecie mieli czas ustalić to później, już w trakcie podróży.

Metoda czynna polecana jest bardziej niecierpliwym, przedsiębiorczym, a także zdesperowanym. Polega na nagabywaniu kierowców zatrzymujących się na parkingu pojazdów i przekonywaniu ich, że zabranie nas jest naprawdę świetnym pomysłem. Nie należy się przy tym absolutnie przejmować nieznajomością języków obcych. Oczywiście zawsze dobrze jest znać kilka podstawowych zwrotów w głównych narzeczach europejskich, takich jak „dzień dobry”, „czy jedzie Pan może do…”, „czy mógłbym się z Panem zabrać…”, ale wiadomo, że na autostradach spotyka się przedstawicieli wszystkich narodowości kontynentu, a przecież tak dużej ilości języków opanować nie sposób.

Jeśli uda nam się ustalić język, jaki obaj z kierowcą znamy (na przykład angielski), to negocjacje będą stosunkowo łatwe, jeśli nie – trzeba sobie radzić inaczej. W takim przypadku należy więc wypowiedzieć głośno i wyraźnie nazwę niezbyt odległego, dużego miasta, które znajduje się na naszej trasie, koniecznie z intonacją pytającą. Jeśli to nie skutkuje, należy wyciągnąć mapę i wskazać dane miejsce palcem. Jeśli kierowca da znać, że rozumie, i kiwa potakująco głową, wskazujemy niewinnie palcem na nasze osoby i bagaże, na niego, na jego samochód i uśmiechamy się przymilnie i pytająco. Powinien zrozumieć. Efektem pożądanym całej operacji jest euforycznie przytaknięcie ze strony kierowcy i zaproszenie nas gestem do wozu.

Daj się polubić

Jak zachowywać się w trakcie podróży?
W dobrym tonie leży nawiązanie rozmowy, bo człowiek, który nas ze sobą zabrał, uczynił to prawdopodobnie dlatego, że ma ochotę na towarzystwo i poznanie egzotycznych przybyszy z byłego bloku socjalistycznego, trzeba więc spełnić jego oczekiwania. Istnieją oczywiście kierowcy, którzy biorą autostopowiczów z dobrego serca lub innych bliżej nieokreślonych powodów (czasami jest to po prostu niezrozumiały impuls bądź też zwyczajna nieumiejętność odmowy), ale to da się wyczuć już na samym początku: człowiek tego typu będzie odpowiadał na nasze pytania półgębkiem, nie będzie odpowiadał wcale lub na przykład włączy radio na cały regulator. W takim przypadku, po kilku grzecznościowych próbach, można dać sobie spokój.

Wszystko to dotyczy oczywiście przypadku, kiedy mamy z kierowcą jakiś wspólny język, w którym obaj znamy przynajmniej kilka podstawowych słów i zwrotów. Jeśli tak nie jest – też można próbować, bo zawsze przecież pozostaje mowa gestów.

Tak czy owak zawsze warto się starać, żeby kierowca nas polubił. Z kilku powodów.

  • Po pierwsze, może się okazać, że jedzie w interesującym nas kierunku znacznie dalej, niż to początkowo ustaliliśmy i jeśli uzna, że miło spędza w naszym towarzystwie czas, chętnie podrzuci nas te kolejne kilkaset kilometrów.
  • Po drugie, nawet jeśli nie jedzie dalej, może zdecydować się na nadłożenie drogi specjalnie po to, by wysadzić nas w dogodniejszym miejscu lub po prostu zawieźć do celu. Wbrew pozorom wcale nie zdarza się to tak rzadko, jakby się mogło wydawać.
  • Po trzecie, kierowca, który poczuje do nas sympatię, może nam zaoferować specjalne bonusy w rodzaju postawienia kawy na najbliższym parkingu, postawienia obiadu w restauracji, wręczenia pewnej sumy pieniędzy na dalszą drogę (tak, tak!) lub zaproszenia do własnego mieszkania (ewentualnie do szoferki TIR-a) na nocleg. Z uwagi na tę ostatnią możliwość, która też zdarza się zadziwiająco często, dobrze jest więc łapać okazje na krótko przed zmierzchem. Działamy wtedy psychologicznie – bierzemy kierowców na litość. Bo wielu z nich po prostu sumienie nie pozwoli nas zostawić w środku nocy w szczerym polu.

Na sen szkoda czasu

Noclegi podczas autostopowej podróży to w ogóle oddzielne zagadnienie. Generalnie trzeba się przygotować na długą bezsenność. Nie zawsze jest sens jechać w poszukiwaniu noclegu do pobliskiego miasta, zakładając nawet, że mamy pieniądze na hotel bądź kemping, bo powrót na autostradę może nam zająć na przykład pół dnia. No chyba że podróż się przeciągnęła i bardzo chcemy choć jedną noc porządnie wypocząć lub na przykład zwiedzić okolicę.

Najlepiej jednak po prostu kontynuować podróż nocą. Tak, wiem, na pewno słyszeliście wielokrotnie ostrzeżenia, żeby nie łapać autostopu nocą, bo to niebezpieczne i mało skuteczne. I jest w tym wszystkim dużo prawdy, ale w przypadku międzynarodowych autostrad sprawa wygląda troszeczkę inaczej. Kierowcy TIR-ów bardzo chętnie jeżdżą nocami ze względu na mniejszy ruch, a autostrady są dobrze oświetlone i kontrolowane przez policyjne patrole przez okrągłą dobę, tak że dopóki nasz kierowca nie chce zjechać w boczną drogę, możemy uznać, że nic nam nie grozi. Jadący na długie trasy kierowcy też chętnie biorą pasażerów nocą, z tego względu, że rozmowa z nimi pomaga im odpędzić senność.

Jeśli już jednak koniecznie potrzebujemy kilku godzin nocnego wypoczynku, a nie chcemy wydawać pieniędzy na hotel, pozostaje nocleg na parkingu: pod gołym niebem, w przysłowiowych krzakach (w krajach o ciepłym klimacie oczywiście) bądź też w dyskretnie rozbitym na skraju parkingu namiocie. I nie ma się co nastawiać na porządny wypoczynek – po pierwsze dlatego, że w takich miejscach mimo wszystko lepiej spać z jednym okiem otwartym, po drugie, że o bladym świcie należy wstać i prędko zwinąć manele, bo biwakowanie „na dziko” na parkingach jest nielegalne i dobrze jest uniknąć spotkania z porannym patrolem policji (można zapłacić słoną karę), po trzecie wreszcie, bo nie ma co spać, kiedy okazje uciekają. Trzeba wyjść na wylotówkę i łapać, a wyśpimy się porządnie po dotarciu na miejsce.

Co każdy autostopowicz wiedzieć powinien:

  • Należy się ubrać schludnie i czysto, tak, żeby budzić u kierowców zaufanie. Zbyt ekstrawagancki, krzykliwy wygląd, zwłaszcza nawiązujący do subkultur, może ich odstraszać.
  • Koniecznie trzeba mieć ze sobą dobrą mapę okolic, przez które przejeżdżamy. Im dokładniejsza i bardziej aktualna, tym lepiej. Nie można do końca ufać w znajomość sieci dróg przez kierowców – często mają oni wbity w głowę tylko przebieg swojej trasy, a o wielu szczegółach (skrzyżowania, skróty), które mogą mieć dla nas zasadnicze znaczenie, nie mają zielonego pojęcia.
  • Warto też zabrać ze sobą lekki namiot, niewielki zapas żywności i napojów (sklepy na parkingach są przeważnie bardzo drogie) i kuchenkę gazową, nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy będziemy musieli rozłożyć się na przymusowy biwak.
  • Do niezbędnego wyposażenia autostopowicza należy też gruby flamaster do wypisywania nazw miejscowości, w kierunku których zmierzamy i ewentualnie kilka arkuszy kartonu. Jeśli ich nie mamy, napisy można wykonywać na odwrocie mapy.
  • Najlepiej podróżować we dwójkę (największe zaufanie kierowców budzą pary mieszane). W pojedynkę jest zbyt niebezpiecznie, większa liczba osób może nie zmieścić się do samochodu. Jeśli podróżujemy większą grupą, najlepiej się podzielić i umówić na spotkanie już na miejscu, ewentualnie w jakimś punkcie pośrednim na trasie.
  • Można podróżować nocą, ale tylko na międzynarodowych autostradach – nigdy na lokalnych trasach krajowych.
  • Bagaże najlepiej mieć jak najbliżej siebie: w miarę możliwości wewnątrz wozu, a nie w bagażniku. Jeśli idziemy z kierowcą na kawę, należy cały czas trzymać się blisko niego, żeby nie zostawił nas w kawiarni na parkingu i nie ulotnił się z naszymi bagażami (zostawiając nas na dodatek z niezapłaconym rachunkiem).
  • Nigdy nie rozstawaj się z dokumentami i pieniędzmi – najlepiej trzymać je w specjalnej torebce zawieszonej na szyi i ukrytej pod ubraniem.
  • Uwaga! – absolutnie niedopuszczalne jest chodzenie po autostradzie lub łapanie na niej autostopu. W grę wchodzą tylko parkingi. W przeciwnym razie czeka nas nieprzyjemne spotkanie z policją.
  • Ważny jest też autostopowy savoir-vivre: jeśli w miejscu, do którego dotarliśmy, czekają już inni autostopowicze – mają pierwszeństwo, w związku z czym ustawiamy się za nimi.
  • Jeśli kierowca z jakichkolwiek względów nie budzi naszego zaufania – po prostu dziękujemy i nie wsiadamy.
  • Autostopowicz musi być cierpliwy. Jeśli stoimy w danym miejscu kilka godzin i nikt nas nie chce zabrać, nie ma co popadać w desperację – w końcu kiedyś ktoś się zatrzyma. To tylko kwestia czasu.