Wisława Szymborska

Psalm

O, jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa.
Ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju,
ile górskich kamyków stacza się w cudze włości
w wyzywających podskokach!

Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci,
albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie?
Niechby to nawet był wróbel – a już ma ogon ościenny,
choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku – ależ się wierci!

Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce,
która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika
na pytanie: skąd dokąd – nie poczuwa się do odpowiedzi.

Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz,
na wszystkich kontynentach!
Bo czy to nie liguster z przeciwnego brzegu
przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek?
Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna,
narusza świętą strefę wód terytorialnych?

Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać.
Żeby było wiadomo, która komu świeci?

I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły!
I pylenie się stepu na całej przestrzeni,
jak gdyby nie był wcale w pół przecięty!

I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza:
przywoływawczych pisków i znaczących bulgotów!

Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.

Humanizm – główny prąd umysłowy renesansu – głosił wiarę w człowieka, jego ogromne siły twórcze, zdolność czynienia dobra oraz rozumnego kierowania własnym życiem i samodzielnego kształtowania swojej osobowości. Zamieszczone obok cytaty wybitnych twórców odrodzenia świadczą o tym bardzo wyraźnie. Ludzie renesansu są przekonani, że człowiek ma wielkie możliwości, które może rozwinąć albo zmarnować, ale wierzą, że tego nie zrobi.

Do słów Terencjusza („Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce”), które były dewizą humanistów, nawiązuje Wisława Szymborska w utworze Psalm przez umieszczenie w jego poincie przekształconego cytatu: „Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce”. To podsumowanie całego tekstu, gdzie to, co ludzkie, zostało przeciwstawione temu, co przynależne i właściwe naturze. Kontekst wiersza Szymborskiej wydobywa inny niż u Terencjusza odcień znaczeniowy słowa „obcy”. U niego nieobce znaczy znane, akceptowane. „Ludzkie nie jest mi obce” to tyle, co: dążę do poznania wszystkich aspektów życia człowieka. U Szymborskiej słowo „obcy” jest synonimem wrogości, podkreśleniem różnic.

Gdy porównamy świat natury ze światem ludzkim, to okaże się, że to w tym drugim obowiązują nienaturalne, sztuczne podziały, podczas gdy pozorny chaos natury oznacza swobodny przepływ, bezkonfliktowe przenikanie się tego, co do niej należy – przesypują się piaski pustynne, staczają górskie kamyki, przelatują ptaki, przemaszerowują małe mrówki i nie ma znaczenia, że przekraczają granice ustanowione przez ludzi. Natura rządzi się własnymi prawami. To człowiek wymyślił opuszczone szlabany, on operuje pojęciami tutejszy – ościenny, postawił przy szlabanie strażnika, który ostro pyta o cel podróży. Przemycanie przez liguster kolejnego listka z brzegu na brzeg to także coś z „bajki” człowieka, nie natury. Rozległy step jest całością, mgła pokrywa w pełni jego obszar, zupełnie lekceważąc fakt, iż na mapie politycznej jest podzielony.

Twórcy renesansowi podziwiali piękno i harmonię natury stworzonej przez Boga – wielkiego artystę – i danej człowiekowi. Podziwiali także człowieka i jego dzieło. Szymborska patrzy z ironią na to, co ludzie stworzyli przez wieki. Okazuje się, że pracowali nie nad tym, aby się do siebie zbliżyć, ale aby stworzyć granice, podtrzymać obcość i wrogość. Czyż można w takim razie powiedzieć, że „wznieśli się do rzędu istot boskich”?

Leopold Staff

Człowiek

Czytam historię
I widzę, coś robił
Przez tysiąclecia, Człowiecze!
Zabijałeś, mordowałeś
I wciąż przemyśliwasz,
Jak by to robić lepiej.
Zastanawiam się, czyś godzien,
Aby cię pisać przez wielkie C.

Leopold Staff znacznie wyraźniej niż Szymborska wyraża wątpliwości dotyczące wielkości człowieka. Jego lapidarny, pozbawiony środków obrazowych tekst to dramatyczne pytanie o bilans wielu wieków historii ludzkości. „Czytam historię” – mówi Staff i stwierdza, że ta szczególna lektura nie dostarcza mu dowodów wielkości i godności człowieka, budzi wątpliwości, czy zasługuje on na szacunek i podziw, na to, aby go „pisać przez wielkie C”. Kochanowski i inni renesansowi twórcy wierzyli, że człowiek użyje rozumu, aby panować nad ślepymi namiętnościami, ulepszać świat. Staff widzi, że ludzie, jeśli coś ulepszali, to głównie metody mordu i zabijania. A przecież łacińskie słowo „humanus” – ludzki tworzy rodzinę wyrazów z „humanitas” – ludzkość, człowieczeństwo, od którego tworzymy przymiotnik „humanitarny”, czyli wykazujący troskę o człowieka, jego potrzeby, mający na celu jego dobro. I jak można zaakceptować działania całkowicie sprzeczne z wyobrażeniami humanistów o wyjątkowości ludzkiej istoty?

Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
(Terencjusz)

Nie uczyniłem cię ani istotą niebiańską, ani ziemską, ani śmiertelną, ani nieśmiertelną, abyś jako swobodny i godny siebie twórca i rzeźbiarz sam sobie nadał taki kształt, jaki zechcesz. Będziesz mógł degenerować się i staczać do rzędu zwierząt; i będziesz mógł odradzać się i mocą swego ducha wznosić się do rzędu istot boskich.
(Giovanni Pico Della Mirandola, Mowa o godności człowieka)

Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami,
Dał nam rozum, dał mowę, a nikomu z nami.
(Jan Kochanowski, Pieśń o dobrej sławie)

Ludzie wolni, zacnej przyrody, dobrze wykształceni, przestając w uczciwej kompanii, z własnej natury już czerpią podnietę i instynkt, który ich zawsze popycha do dobrych uczynków, a odciąga od złego; który to instynkt nazywają honorem. Zasię gdy kto ich ujarzmi i przygniecie szpetną niewolą i przymusem, wówczas ową szlachetną żądzę, mocą której dążyli wprost do cnoty, obracają ku zrzuceniu i przełamaniu tego jarzma niewoli.
(Francois Rabelais, Gargantua i Pantagruel)

Rady

Na miejscu młodych poetów
(miejscu wysokim, cokolwiek sądzi pokolenie)
wolałbym nie mówić, że ziemia jest snem wariata,
bajką niemądrą, pełną wrzasku i furii.

To prawda, nie zdarzyło mi się oglądać triumfu sprawiedliwości.

Usta niewinnych nie upominają się o nic.
I kto wie, czy błazen w koronie,
z kielichem w ręku, ryczący że bóstwo mu sprzyja
ponieważ tylu i tylu otruł, ściął, oślepił,
nie rozrzewniałby widzów: że taki łagodny.

Bóg nie pomnaża cnotliwym dobytku w owocach i wielbłądach
i nie odejmuje nic za mord i krzywoprzysięstwo.
Ukrywał się tak długo, że zapomniano jak się objawił
w krzaku ognistym i w piersi żydowskiego młodzieńca
gotowego cierpieć za wszystkich co byli i będą.

Nie jest pewne czy Ananke wygląda swojej godziny
żeby odpłacać jak trzeba za pychę i brak miary.

Człowiekowi potrafiono dać do zrozumienia,
że jeżeli żyje, to tylko z łaski potężnych.
Niech więc zajmie się piciem kawy i łowieniem motyli.
Kto kocha Rzecz Pospolitą, będzie miał dłoń uciętą.

A jednak Ziemi należy się, nieduża choćby, tkliwość.
Nie żebym brał zbyt poważnie pociechy natury
i barokowe rekwizyty, Lunę, pyzate obłoki

(choć kiedy czeremchy kwitną nad Wilią, piękna to jest pora).
Nie, nawet doradzałbym dalej od natury,
od upartych obrazów nieskończonej przestrzeni,
nieskończonego czasu, od ślimaków otrutych
na ścieżce w ogrodzie, niby nasze armie.

Jest bardzo dużo śmierci i dlatego tkliwość
dla warkoczy, spódnic kolorowych na wietrze,
łódeczek papierowych nie trwalszych niż my sami…

Ten utwór Miłosza wpisuje się w tradycję poezji znanej od starożytności (przypomnijcie sobie utwory Horacego), obecnej w literaturze polskiego renesansu, kiedy to Jan Kochanowski radził swoim czytelnikom, jak mają żyć, czego spodziewać się od losu. Podobnie Miłosz… Wbrew sądom młodego pokolenia głosi przekonanie o wysokim miejscu poety, który ma obowiązek przekazać coś ważnego swoim odbiorcom. Horacy dawno mówił, że poezja powinna jednocześnie zachwycić, wzruszyć i pouczyć, czyli harmonijnie łączyć ważne przesłanie z piękną formą. Wiersz Rady dowodzi, że i dla Czesława Miłosza poezja to nie tylko zabawa słowem, to także posłannictwo. Podmiot liryczny jego utworu to ktoś doświadczony, znający świat, biegły w księgach, czego dowodem są zawarte w tekście aluzje do Biblii, mitologii, literatury, a także do najnowszych dziejów. Mimo posiadanej wiedzy nie narzuca się jednak odbiorcy ze swoimi sądami. Jego powściągliwości w tym względzie dowodzą sformułowania: „wolałbym”, „kto wie”, „nie jest pewne”. Punktem wyjścia refleksji jest aluzja do fragmentu Szekspirowskiego Makbeta, który zawiera pesymistyczną wizję życia.

Życie jest jedynie
Przelotnym cieniem; żałosnym aktorem,
Co przez godzinę puszy się i miota
Na scenie, po czym znika; opowieścią
Idioty, pełną wrzasku i wściekłości,
A nie znaczącą nic…
(William Szekspir, Makbet)

Miłosz polemizuje z tak jednoznacznym widzeniem, choć jego własne doświadczenia zdają się sprzyjać właśnie pesymizmowi. Sprawiedliwość nie zwycięża, wbrew temu, czego uczą Biblia, mity czy literatura:

  • Żadna kara nie spotyka okrutnych i despotycznych władców – zarówno dawnych, jak i współczesnych; ci dawni zresztą, w porównaniu ze sprawcami masowych zbrodni w XX wieku, mogą, jak pisze ironicznie poeta, rozrzewniać swoją łagodnością.
  • Cnota i wierność biblijnego Hioba zostały nagrodzone przez Boga „pomnożeniem dobytku w owcach i wielbłądach”, ale współcześnie dobro nieraz pozostaje bez nagrody, a zło bez kary. Nie ingeruje w to w sposób wyraźny ani mitologiczne Przeznaczenie (Ananke), ani Bóg. Może dlatego współczesny człowiek zapomina o nim, obojętnieje.
  • Paradoksalnie obywatelska aktywność, troska o państwo i odpowiedzialność za nie, do czego zachęcał gorąco choćby Kochanowski (Odprawa posłów greckich, pieśni: O spustoszeniu Podola, O cnocie, O dobrej sławie), współcześnie nie popłaca. „Kto kocha Rzecz Pospolitą, będzie miał dłoń uciętą” – pisze Miłosz. Co to znaczy? To prawdopodobnie aluzja do znanej wypowiedzi premiera Józefa Cyrankiewicza w czasie wydarzeń poznańskiego czerwca 1956 roku. Protestujących i strajkujących robotników określił on jako podnoszących rękę na władzę ludową i zagroził, że władza może tę rękę obciąć. Nie dostrzegł zasadności protestu. Cóż, władza totalitarna nie potrzebowała świadomych, aktywnych i krytycznych, ale biernych i posłusznych. Zdawać by się mogło, że rację ma Szekspir i przywołani przez Miłosza młodzi poeci – świat jest urządzony źle. Ale szóstą strofę rozpoczyna wyrażenie „a jednak”, typowe dla zdań przeciwstawnych. Bo to, co wcześniej powiedziano, to niecała prawda o świecie. Bo można znaleźć w życiu sens i radość: w miłości do natury, w zachwycie nad jej pięknem (niekoniecznie trzeba szukać egzotycznych krajobrazów – wystarczą czeremchy nad Wilią), pomimo że jest ona zdegradowana. Poeta akceptuje porządek świata, w który nieuchronnie wpisana jest śmierć, i każe cieszyć się życiem nawet w jego ulotnych i kruchych formach. Tego uczyli nas dawni poeci i filozofowie – epikurejczycy, Horacy, Kochanowski.