Pływasz tylko tam, gdzie czujesz grunt pod nogami. Unikasz tłumu, boisz się patrzeć z mostu w dół. I masz szczerze dość uśmieszków politowania, kiedy komuś o tym mówisz. Czy można pokonać lęki? Jak wygrać z żywiołem?

Strach przed żywiołami wpisany jest w ludzką psychikę. To normalne, że boimy się ognia, wody, ciemności i dużych przestrzeni. Większość z nas ma z tym problem, częściej kobiety niż mężczyźni. Przeważnie nie próbujemy z tym walczyć, raczej staramy się omijać „zagrożenie”. Czasem jednak lęk staje się od nas silniejszy.

  • Grunt pod wodą
    – Wpadam w autentyczną panikę, gdy pływając w jeziorze, przestaję wyczuwać dno – opowiada Magda. Na basenie nie mam z tym problemu, tylko na otwartych wodach. Ciągle sprawdzam grunt i krążę tuż przy brzegu. W tym przypadku lęk jest czymś irracjonalnym, bo Magda umie dobrze pływać, regularnie chodzi na basen. Próbowała zrozumieć ten paradoks i doszła do wniosku, że musi pływać z kimś. Podczas ostatnich wakacji nad morzem kilka razy prosiła któregoś z kolegów o asekurację. Jednak ta metoda skutkowała tylko na chwilę. Kilkanaście metrów od brzegu gubiła technikę, zaczynała nerwowo oddychać i wracała czym prędzej na bezpieczną głębokość. Kolejne próby kończyły się dowcipami na temat jej „typowo kobiecych” słabości. Nie chce, by znajomi postrzegali ją jako przewrażliwioną kobietkę, która boi się wody. Na razie dała sobie spokój z pokonywaniem tego żywiołu.
  • Wielka przestrzeń
    Innego rodzaju lęki od kilku lat ma Dominika. Boi się ciemności, zamkniętej przestrzeni, której nie „kontroluje” wzrokiem. Dominika często wraca sama wieczorem. Musi przejść nieoświetlony odcinek między blokami i wtedy dopada ją strach. Mieszka na tym osiedlu od dawna i zna realne zagrożenia, a jednak nocą panicznie boi się tych miejsc. – Mój lęk z pozoru wydaje się normalny, przecież zdarzają się napady, ale dla mnie to nie jest normalne – mówi Dominika. – Lęk dopadł mnie w górach, gdy po zmierzchu schodziliśmy do schroniska. Szliśmy w dużej grupie, a ja byłam dosłownie sparaliżowana ze strachu. Starałam się nie rozglądać, zatkałam uszy, by nie nasłuchiwać ciemności. Biegłam szybko, tak samo jak przebiegam ciemne odcinki koło swojego bloku. To był identyczny strach. Dominika na chłodno oceniła sytuację: albo pokona lęki, albo one ją pokonają. Wybrała to pierwsze i nie rezygnuje z życia nocnego. Wraca do domu z duszą na ramieniu, ale nie poddaje się.

 

Technika małych kroków

Psychologowie uspokaja tych, którzy mają podobne lęki. Trzeba sprawdzić samą siebie, określić poziom naszego niepokoju. Jeśli obawie przed pływaniem czy ciemnością nie towarzyszą inne silne reakcje fizjologiczne, np. omdlenia, drgawki czy nadmierna potliwość, to raczej nie mamy do czynienia z niczym poważnym. Ale nie można sprawy bagatelizować. Trzeba oswajać się z tym, czego się boimy. Najbardziej skuteczna jest technika drobnych kroków – boję się wysokości, więc stopniowo próbuję pokonywać kolejne piętra. W przypadku lęku przed wodą dobrze jest mieć przy sobie kogoś cierpliwego, kto nam pomoże oswoić się z kolejnymi etapami głębokości. Radykalne metody zdecydowanie nie są wskazane. Przy lęku wysokości skok na bungee to tylko igranie z żywiołem. Lepiej oswajać go powoli.

Tę taktykę stosuje Magda, która – jak mówi – obawia się żywiołu ludzkiego. Nie znosi tłumu, w centrum Warszawy czuje się dziwnie rozkojarzona, uśpiona i bezradna. Podobne reakcje ma też na koncertach. Zamiast utożsamiać się z ludźmi, tańczyć i przeżywać z nimi muzykę, czuje lęk przed tłumem. Kiedyś na koncercie Hey dała się wkręcić w pogo pod sceną. Z trudem stamtąd uciekła. Ale nie rezygnuje z imprez masowych. W ramach wymyślonej na własny użytek „terapii” chodzi na koncerty, ale stoi z boku. Oswaja się i ma nadzieję, że już niedługo będzie po wszystkim.

Kiedy psychoterapeuta?

Jeśli mimo naszych starań lęk nie ustępuje, warto udać się na konsultacje do psychoterapeuty. W zależności od nasilenia lęku stosuje się różne metody terapii. Na przykład w USA dużą popularnością cieszą się kliniki behawioralne. Klient boi się windy, więc terapeuta jeździ z nim w górę i w dół, pokonując odcinki różnej długości aż do zupełnego pokonania lęku. Bardzo dobre efekty przynosi też technika symulowania zagrożeń.
– Leczymy w wyobraźni, bo źródłem lęków przeważnie nie są realne sytuacje, lecz nasze fantaz­je – mówi psycholog. W wielu przypadkach lęk przed żywiołem to wynik przykrego doświadczenia z przeszłości, na przykład jako dziecko topiliśmy się czy jechaliśmy windą, która się zacięła. Przeważnie jednak żywioły straszą tylko w naszej wyobraźni, a to można pokonać.