Chciałoby się być pięknym, zdolnym i lubianym. Ale skoro tych przymiotów ducha i ciała los poskąpił – trzeba sobie wytłumaczyć, że to nawet lepiej. I do tego właśnie służy racjonalizacja.

Magda mówi do Krzyśka:

– Masz przechlapane, człowieku. Trafiłeś na najgorszą polonistkę w całej szkole. W pierwszej klasie nie stawia innych ocen niż jedynki. Będziesz siedział po nocach nad wypracowaniami, zobaczysz.
– To dobrze – odpowiada Krzysiek. – Przynajmniej mnie czegoś nauczy. Nie umiem się sam zmusić do pracy, więc dla mnie to lepiej.

Czy ten człowiek racjonalizuje, czyli wyszukuje nieprawdziwe argumenty, żeby osłodzić sobie smutną rzeczywistość? Nie. On raczej umie dostrzec dobre strony trudnej sytuacji. W racjonalizacji – powszechnie stosowanym mechanizmie radzenia sobie z rzeczywistością, której nie chcemy – jest tworzenie wydumanych, nieprawdziwych, nawet często idiotycznych argumentów, że białe jest czarne.

Słodkie cytryny

Czasem zdarza się zrobić coś piramidalnie głupiego, zmarnować swoją życiową szansę, zrazić do siebie przyjaciół, zachować się niezbyt mądrze. Wtedy, gdy przytłacza nas poczucie, że wybieramy z życia same obierki, zaczynamy powoli osładzać sobie własną głupotę i to, że boimy się zrealizować nasze marzenia. Bo strach przed spełnieniem pragnień to główny motor racjonalizacji. Nie zakwalifikowałeś się do drugiego etapu olimpiady chemicznej? To bardzo dobrze – powiesz. Tylko mi to czas zabierało.

Kwaśne pomarańcze

Tak nazywa się psychiczne koło ratunkowe, które działa na zasadzie obrzydzania samemu sobie, odbierania przyjemności i przekonywania siebie, że to, czego pragnę, ale boję się po to sięgnąć – jest do niczego.Adaś chce ze mną chodzić. Kocham się w nim od dwóch lat, ale jak się teraz zaangażuję, to może mnie rzuci za jakiś czas i wtedy będzie bolało. Poza tym Adaś ma odstające lewe ucho, a ja przecież brzydzę się odstającymi lewymi uszami. Więc rozsądnie będzie go odrzucić, a potem pisać listy do redakcji, że jestem samotna i że kocham od kilku lat bez wzajemności. A wszystko przez ten głupi strach, że przydarzy się nam coś pięknego i… co wtedy będzie!

Mechanizm nawykowy

Przez całe życie uczymy się we wszystkim szukać stron nam wygodnych, odpowiadających nam, a nie prawdzie. Około matury jesteśmy już wytrawnymi racjonalizatorami. W sensie psychologicznym umiemy:

  • bezbłędnie umniejszać cudze osiągnięcia;
  • zniechęcać samych siebie do wysiłku;
  • rozgrzeszać się z lenistwa i braku charakteru;
  • krytykować wszystko, co nie jest identyczne z tym, co my mamy lub robimy;
  • uświadamiać z „dobrego serca” przyjaciół o ich złych (bo innych niż nasze) decyzjach;
  • przekonywać siebie, że to, co przeszło nam koło nosa, było beznadziejne.

Do czego to prowadzi?

Najgorszym skutkiem jest to, że z czasem przestajemy wiedzieć, czego właściwie chcemy, bo chwalimy cokolwiek nam się dostanie i brzydzimy się wszystkim, czego nam nie dano. Pierwsze objawy to złośliwość. „Takie sobie spodnie kupiłaś? A widziałaś się w nich z tyłu?”. Kiedy słyszę takie teksty, wiem, że zaczął się kolejny etap w sztuce racjonalizacji u mojego znajomego. Przyjdzie zgorzknienie i odbierze resztki radości życia. Ukierunkuje uwagę na to, żeby czasem nie być twórczym i szczęśliwym.

Wnioski:

  • Nie można mieć w życiu wszystkiego, co by się chciało.
  • Coś, ktoś lub sytuacja może być dobra lub zła tylko dla mnie. Nie ma niczego dobrego (złego) dla wszystkich ludzi.
  • Świadomość, nawet przykra, jest twórcza. A pseudoświadomość, czyli oszukiwanie samego siebie, jest toksyczne dla psychiki.

Dlatego pamiętaj: cytryny są kwaśne – i bardzo dobrze! Dzięki temu czasem możemy się otrząsnąć i wyciągnąć wnios­ki. Sama słodycz działa na człowieka jak miód na muchy: skleja skrzydła i nie pozwala latać.

Każdy z nas chce…

Kontrolować rzeczywistość. „Te buty wcale nie są za małe. Może i ciężko w nich chodzić, ale za to jak zgrabnie w nich wyglądają moje stopy! No i pasują mi do tej beżowej spódnicy”.

Podejmować świadome decyzje. Jak coś się stało przypadkiem nie po naszej myśli, to się to odpowiednio uzasadni i z głowy. „Leszek mnie rzucił? Nic podobnego, ja go sama sprowokowałam, żeby się wreszcie odczepił. Nie mogłam już z nim wytrzymać, dusiłam się w tym związku”.

Nie być gorszym od innych. „Przegapiłem wyjazd na Maltę? Wcale nie przegapiłem. Nienawidzę wyjeżdżać za granicę! Tłok, zaraz wyda się masę pieniędzy, nic ciekawego tam nie ma, a wracam zmęczony jak po pracy w kopalni”.