Interpretacja wiersza pt. Toast ­Jana Lechonia

Interpretacja wiersza pt. Toast ­Jana Lechonia.

Konspekt realizacji

Jak zacząć

  • Od ogólnych informacji na temat utworu: „przynależności grupowej” jego autora, budowy, tematyki oraz próby ukazania utworu na tle epoki.
  • Można także zacząć od interpretacji tytułu – odpowiedzieć na pytanie, jakiego typu uroczystościom towarzyszy wznoszenie toastu, na czym polega niezwykłość toastu wznoszonego w tym utworze. Może to być także pierwszy akapit rozwinięcia.

Strategie rozwinięcia

  • Możesz analizować po kolei każdą strofę. To bardzo bezpieczny sposób, który nie pozwala pogubić się w rozważaniach.
  • Zatrzymaj się nad ogólnymi wrażeniami po pierwszej lekturze wiersza. Jakie kolory w nim dominują? Jaki panuje nastrój? Jakie są główne „rekwizyty”, które wykorzystuje poeta, by taką właśnie atmosferę zbudować?
  • Przedstaw sytuację liryczną, nadawcę i odbiorcę utworu.
  • Skojarzenia: czy ten utwór przypomina Ci wiersze modernistów? Czy są to konkretne utwory, jak np. Niemoc Paula Verlaine’a?.
  • Nie pomiń nawiązania do utworu Słowackiego – omów znaczenie tego elementu dla całego utworu. Jeśli masz na to ochotę, wspomnij krótko o stosunku twórców międzywojnia do tradycji romantyzmu.

Jak zakończyć

  • Jeśli potrafisz możesz spróbować ukazać ten wiersz na tle innych utworów Lechonia, choćby tych znanych Ci ze szkoły.
  • Zawsze można też zakończyć po prostu własnymi refleksjami na temat dzieła.

 

Ważne zagadnienie

Stosunek twórców dwudziestolecia międzywojennego do romantyzmu.
Przyjmuje się, że stosunek twórców międzywojnia (w tym także Skamandrytów) do romantyzmu był krytyczny. Ci autorzy mieli dość romantycznego kultu martyrologii narodu polskiego, odrzucali także ukształtowaną przez romantyzm rolę poety posiadającego „rząd dusz”. Ojczyzna odzyskała w końcu wolność – chcieli się tym nacieszyć i budować nową Polskę. To wszystko prawda, lecz nie zapominajmy, że – jak to często bywa – mamy do czynienia z pewnym uogólnieniem.

Zapominamy, że w takich wystąpieniach sporo było elementu prowokacji. Musimy wziąć także pod uwagę twórczość Stefana Żeromskiego oraz „aprobujące” romantyzm wiersze twórców dwudziestolecia międzywojennego, np. Toast Jana Lechonia czy Pogrzeb Słowackiego Juliana Tuwima.

Dwudziestolecie o romantyzmie

Pamiętamy na ogół bardzo wyraziste, słynne cytaty z utworów:

  • Antoniego Słonimskiego: Zrzucam z ramion płaszcz Konrada
  • Juliana Tuwima: Najchętniej w tłum się wcisnę będę Ultimus inter pares
  • Jana Lechonia: A wiosną niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę

Pamiętamy także nawoływanie Brunona ­Jasieńskiego do zwożenia z placów i ulic „nieświeżych mumii mickiewiczów i słowackich”.

I przede wszystkim krytyczny głos Witolda Gombrowicza – np. groteskowy opis lekcji polskiego w Ferdydurke; lekcji poświęconej zagadnieniu „Dlaczego Słowacki wielkim poetą był”.

 

Przykład realizacji

Utwór Jana Lechonia imponuje mistrzostwem regularnej formy. Wiersz składa się z czterech strof, z których każda liczy po cztery wersy. Zastosowane zostały w nim rymy okalające (na ogół są to rymy dokładne). Jest pisany trzynastozgłoskowcem. Pod tym względem jest więc jak najbardziej „skamandrycki” – Skamandryci, których jednym z przedstawicieli jest Jan Lechoń, pisali wiersze o klasycznej budowie i klasycznych rymach. A jednak utwór Lechonia jest zadziwiający: przyzwyczailiśmy się do tego, że w ich dziełach dominują takie tematy, jak życie codzienne miasta i szarego człowieka, wiosna, radość życia. Nie brak w nich poczucia humoru – żartów i zabawnych sytuacji. Tymczasem „Toast” zaskakuje czytelników melancholijnym nastrojem.

W pierwszej strofie zawarta jest negatywna definicja świata – to ujęty w anaforyczne powtórzenia obraz świata, którego… właściwie nie ma! Jedyne, co pozostało po nim to liście, „co na drzewach zmarły”, wicher i ślady świetności (owych śladów świetności właściwie nie ma, bo zostały już zatarte. Krajobraz, który wyłania się z pierwszych czterech wersów przypomina krajobraz po wielkiej katastrofie. Co się stało z domami, kwiatami, wielkomiejskim gwarem? Trzykrotnie powtórzone jest słowo „nic” – pojawiając się w początkowych wersach przeczy istnieniu świata, unieważnia je. Nie jest to jednak totalna negacja – również trzykrotnie powtarza się słowo „prócz”. Jednak rzeczy, które jeszcze istnieją… właściwie nie istnieją – to zmarłe liście, wichry „którymi przewiało” oraz ślady świetności. Nie ma w nich życia; przeciwnie, te wymienione przez poetę elementy symbolizują przemijanie. Powtarzany porządek przeczenia („Nic nie ma…”) ustanawia regułę, która jednak zawieszana zostaje przez sugestię, że jednak coś istnieje. Nadzieja na to zostaje jednak zburzona, a nieistnienie obejmuje nowe, coraz szersze (w miarę lektury wiersza) obszary nieistnienia. Z powtarzającym się trzy razy słowem „nic” kontrastuje słowo „wszystko”, które pojawia się w ostatnim zdaniu pierwszej zwrotki.

W drugiej strofie okazuje się, że oprócz liści, wichrów i śladów świetności pozostał jeszcze księżyc, „który cicho spływa/ Na czarną krepę nocy”. W tym fragmencie występują tylko dwa kolory, które kojarzą się chyba wszystkim ze smutkiem, melancholią (srebrny księżyc jest często towarzyszem samotnych, smutnych rozmyślań; jego światło – w odróżnieniu od światła, które daje słońce, jest raczej słabe, migotliwe, nie rozprasza mroków nocy). Pierwsza barwa to srebro, druga – czerń; ta z kolei na ogół kojarzy się z ceremonią pogrzebową. W wierszu pojawiają się trzy słowa związane z pogrzebem: „krepa”, „trumna” i „spoczywa”. Okryta nocą (krepą) ziemia porównana została do ciała złożonego w trumnie. W nocy świat zdaje się „nie istnieć”, zamazują się kontury rzeczy, w nocy budzą się przeczucia śmierci. Druga zwrotka jest więc swego rodzaju „wyjaśnieniem” pierwszej – oto dlaczego świat przestał istnieć. Nie mieliśmy wcale do czynienia z opisem świata po katastrofie – tak moglibyśmy myśleć, gdybyśmy poprzestali na lekturze pierwszej strofy. Bardzo duże znaczenie w tej strofie mają skojarzenia z ceremonią pogrzebu. Poszczególne elementy nocnego pejzażu – ziemia, księżyc i niebo pełnią określone funkcje w tym „pogrzebowym” porządku – ziemia jest wiekiem trumny, niebo – krepą, księżyc – baldachimem rozpiętym nad trumną.

Czy to tylko indywidualny sposób widzenia świata przez pryzmat świata i przemijania? Raczej tak, ale ma chyba poruszać odbiorcę. Wyraziste obrazy w wierszu mają sprawić, że taki sposób postrzegania rzeczywistości będzie wspólny dla nadawcy i odbiorców (czyli dla nas, czytelników). W trzeciej strofce pojawia się „my” liryczne – ono pozwala „uwspólniać” doświadczenia i sposób widzenia świata podmiotu i odbiorców. Ten chwyt sugeruje powszechność zawartych w tym utworze odczuć oraz ich uniwersalność. Pojawiają się czasowniki w pierwszej osobie liczby mnogiej: „wznieśmy” i „pijmy”; mowa jest o NASZYM żalu, NASZYM trupim spokoju. Wspólnym przeznaczeniem wszystkich ludzi jest śmierć, przed którą nie ma ucieczki, a wobec nieuchronnego losu „żal nasz byłby śmieszny, a skarga daremna”. Jak mamy się zachować w obliczu śmierci? Być całkowicie opanowanym i milczeć – „A łopata grabarza milczących zasypie”. W trzeciej strofie pojawiają się kolejne pojęcia związane z pogrzebem: „stypa” i „łopata grabarza”. Człowiek powinien pogodzić się z losem.

Zauważmy, że w tej zwrotce mamy do czynienia z czarnym humorem (to jedyny „wesoły” fragment wiersza). Humor zawarty jest w kontraście między wznoszeniem kielichów a piciem, co kojarzy się z wesołym spotkaniem towarzyskim, a okazją do wznoszenia toastu, z którą spotykamy się wierszu. Ta zwrotka jest bardzo ważna dla wymowy całego utworu; może nawet kluczowa. W niej zawarte jest wyjaśnienie tytułu wiersza, pozornie niepasujące do jego treści. Toasty wznosimy na ogół za długie życie („Sto lat!”) i pomyślność w nim („Najlepszego!”, „Oby nam się dobrze żyło!”). Tytułowy toast został jednak wzniesiony nie za życie, lecz za śmierć! Powaga i smutek nieuchronnego końca uległy zdystansowaniu przez czarny humor i „czarną grę” z czytelnikiem.

Podsumowaniem całego utworu jest czwarta zwrotka. Przesłanie brzmi „tak trzeba! – „trzeba pogodzić się z własnym losem, którego niezbywalnym, bardzo istotnym (choć tragicznym) elementem jest śmierć. W ostatnich dwóch wersach utworu zawarta jest bardzo ważna aluzja do dzieła Juliusza Słowackiego pt. „Testament mój”. Jest to aluzja przewrotna, podobnie jak „wyjaśnienie” tytułu w trzeciej zwrotce. Przywołany został fragment, w którym romantyczny poeta przewiduje, że pozostanie po nim tkwiąca w jego twórczości „siła fatalna”, która ma moc przemienić „zjadaczy chleba” w „anioły”. Jan Lechoń przywołuje słowa Juliusza Słowackiego, przewrotnie nadając im inny sens. U wieszcza mamy przecież do czynienia z kierunkiem przemiany „zjadaczy chleba w aniołów”, u Skamandryty zaś punktem dojścia (inaczej niż u Słowackiego) są „zjadacze chleba”: „Szaleńcy, wzrośniem kiedyś kłosami mądrości,/ Powszednim, czarnym chlebem dla zjadaczy chleba”. Mądrość, o której mowa w wierszu i która ma być dla nas punktem dojścia ma „ziemski” (nie zaś „anielski” jak u Słowackiego) charakter; wynika z pogodzenia się z sytuacją, ze zgody na to, co nieuchronne. A takiej mądrości „anielskość” jest niedostępna…

„Rekwizyty” pojawiające się w wierszu: księżyc, zmarłe liście, wicher i jego atmosfera mogą w pewien sposób przypominać dekadenckie utwory modernistów, których tematami często były właśnie śmierć, poczucie niemocy i bezradności; w których dominowały melancholia i czasem, jak w wierszu Lechonia, ironiczny dystans do rzeczywistości. Podobnie jak utwory dekadentów, wiersz Lechonia urzeka piękną, arcystaranną formą. Ten kontrast wytwornej formy ze smutną treścią i przeczuciem „wyczerpania się świata” sprawiają, że Toast przypomina mi trochę „Niemoc” Paula Verlaine’a.

Wiersz Lechonia ma wymowę ponadczasową. Z problemami, takimi jak nieuchronność śmierci czy „parszywość” ludzkiego losu stykamy się przecież od wieków i będą one obecne także w życiu i twórczości przyszłych pokoleń. Główna myśl wiersza wydaje się oklepana: trzeba pogodzić się z własnym losem; rozpacz w obliczu tego, co nieuchronne jest po prostu śmieszna. Gdy się jednak nad nią zastanowić, okazuje się, że jest mądra i niełatwa do zrealizowania. Z podobnymi przesłaniami mieliśmy jednak do czynienia w wielu utworach. Wyjątkowy charakter wiersza Lechonia zawiera się w oryginalnym, nastrojowym sposobie ukazania tej mądrości.

 

Co będzie oceniane

Punkty będą przyznawane za:

Analizę, np.

  • Wiersz składa się z czterech zwrotek; każda z nich liczy po cztery wersy.
  • Mamy do czynienia z trzynastozgłoskowcem.
  • Mamy do czynienia z rymami okalającymi (typu abba), na ogół są to rymy dokładne.
  • Zastosowanie nazwy „anafora” i uzasadnienie znaczenia tego środka poetyckiego w utworze.

Wiedzę na temat twórczości i osoby Jana Lechonia, który powinien być poetą znanym Ci z lekcji języka polskiego, np.

  • Jan Lechoń jest jednym z wielkiej piątki Skamandrytów.
  • Spostrzeżenia na temat wiersza: na ile jest to wiersz typowy lub nietypowy dla epoki w której powstał?
  • Na ile ten wiersz zgadza się z potocznymi sądami na temat poezji Skamandra.

Dostrzeżenie rozmaitych nawiązań i powiązań, np.

  • Zauważenie bezpośredniego nawiązania do utworu Juliusza Słowackiego pt. Testament mój.
  • Skomentowanie różnicy między „zjadaczami chleba” u Słowackiego i Lechonia.
  • Nawiązanie do innych utworów, w których dominują podobne emocje, np. do Spleenu II, Niemocy czy Deszczu jesiennego (dodatkowe punkty).
  • Uzasadnienie swojego wyboru (dodatkowe punkty).

Dojrzałą postawę interpretatora utworu

  • Skomentowanie tytułu utworu.
  • Ukazanie, jak ma się tytuł do treści ­wiersza.
  • Zaprezentowanie nadawcy i odbiorcy, określenie sytuacji lirycznej.
  • Wyodrębnienie podstawowych stanów emocjonalnych osoby mówiącej w wierszu.
  • Wyodrębnienie podstawowych pojęć.
  • Po jednym punkcie za „rozszyfrowanie” każdej metafory.
  • Ukazanie głównej idei utworu.
  • Wymienienie kolorów i pojęć występujących w tym wierszu oraz ich znaczenia.

Zobacz:

Jan Lechoń – Na niebo wypływają białych chmurek żagle

Jan Lechoń – Sprzeczka

Zinterpretuj utwór Jana Lechonia pt. Mochnacki

PODYSKUTUJ: