Gdy popełniona zostanie zbrodnia, której sprawca jest znany, wymiar sprawiedliwości dąży do zebrania dowodów i wymierzenia kary. A jeśli zbrodniarzem jest państwo, a sąd nie stoi na straży sprawiedliwości? Wtedy broni ofiar i szuka prawdy – literatura.

Książka – zagrożeniem dla państwa…

Losy najważniejszej powieści Sołżenicyna, pisanego przez ponad 20 lat Archipelagu GUŁag, są równie dramatyczne jak losy jej autora. Już samo zbieranie materiałów było niebezpieczne, zwłaszcza że znajdowały się w nich nazwiska żyjących ludzi. Gdy po wydaniu Jednego dnia Iwana Denisowicza pisarz został poddany licznym rewizjom i innym szykanom, przechowywał swoje notatki u przyjaciół. Napisał później: „Nigdy nie widziałem całej tej książki naraz, nie miałem jej przed sobą na jednym biurku” (stąd zresztą występujące w Archipelagu… powtórzenia). Pozbawiony możliwości publikowania w kraju, Sołżenicyn zaczął wydawać swoją książkę za granicą. Nasilenie represji, dręczenie przesłuchaniami znajomych pisarza doprowadziło do przechwycenia przez KGB maszynopisu powieści. Sołżenicyn został aresztowany, a później pozbawiony obywatelstwa i deportowany. Co tak niebezpiecznego pokazuje Archipelag GUŁag? Prawdę. Prawdę o opartym na kłamstwie, zbrodniczym systemie totalitarnym, w którym jednostka się nie liczy. Prawdę ukrywaną przez propagandę, przemilczaną, fałszowaną. Pisarz wspomina wielokrotnie, że  nawet ta wyjątkowo obszerna książka jest tylko częścią prawdy. Wielu zginęło i nie miało szansy opowiedzieć o swoich losach. Wielu bało się mówić. O tym, że czasami jedno nieostrożne słowo niszczyło człowiekowi życie, mógł się przekonać sam Sołżenicyn. W 1945 r. został skazany na 8 lat łagru za „agitację antyradziecką”, w rzeczywistości podstawą oskarżenia było kilka zdań z prywatnego (!) listu do przyjaciela. Pisarz wiele mówi o wszechobecnym strachu – o ludziach bojących się pomóc, bo nawet zbieranie pieniędzy dla rodziny skazanego mogło być podstawą oskarżenia, o wszechobecnych donosach (sam ze wstydem przyznaje, jak zmuszony przez śledczego podpisał zobowiązanie, że będzie przekazywał informacje), o ludziach, którzy boją się mówić, bo donieść mogła też najbliższa rodzina.

Wielu jednak chciało odsłonięcia prawdy. Przeżycia milionów stały się dla Sołżenicyna kopalnią faktów, z których stworzył swoją książkę. W pisaniu pomogło mu ponad 300 osób, dostarczając odpowiedniej dokumentacji. Niezwykła jest dokładność Archipelagu GUŁag – autor (matematyk z wykształcenia) stara się precyzyjnie podawać wszelkie dane liczbowe, zaznacza wyraźnie, gdzie opiera się na domysłach. Pozwala to potraktować utwór jak kronikę historyczną. Powieść Sołżenicyna ma jednak jeszcze podtytuł: Próba analizy literackiej. Zawiera w sobie także komentarz do przywołanych faktów, które pisarz poddaje badaniu. Czasem bywa patetyczny, by za chwilę mówić jak socjolog czy filozof. Jak funkcjonował świat obozów? Jak można było przeżyć? Jaka jest psychika zniewolonego społeczeństwa? Na te pytania próbuje pisarz odpowiedzieć.

Wyspiarski świat obozów

Co właściwie oznacza tytuł powieści Sołżenicyna? GUŁag to skrót utworzony od nazwy Gławnoje Uprawlenie Łagieriej, ten organ NKWD administrował sowieckimi obozami koncentracyjnymi. Określano tak także sieć wszystkich obozów. Każdy z nich z powodu odizolowania przypominał pisarzowi wyspę. Ile było tych wysp-obozów? Podanie liczby nie jest możliwe. Łagry, których koncepcję wysunął już Lenin w 1917 r., funkcjonowały do końca istnienia Związku Radzieckiego, choć  po 1957 r. panujący w nich reżim został złagodzony. Pierwszym wielkim obozem były powstałe w 1923 r. Sołówki, mieszczące się w murach dawnego klasztoru prawosławnego na Wyspach Sołowieckich. Łagry istniały na całym obszarze Związku Radzieckiego: wokół Morza Białego, w Azji Środkowej (Karaganda), na Syberii (Tobolsk, Norylsk, Jakucja, dorzecze Kołymy), na Dalekim Wschodzie (Kamczatka, Sachalin, rejon Magadanu). Nie sposób też ustalić liczby więźniów i ofiar systemu łagrów. Dość powiedzieć, że w 1937 r. liczba uwięzionych wzrosła z 2 do 17 milionów. Co łączyło te obozy? Przede wszystkim niewolnicza praca, wycieńczająca więźniów bardziej niż głód i zimno. Skrywaną prawdą jest fakt, że łagry były ważnym elementem sowieckiej gospodarki, a przyczynę masowych aresztowań stanowiła nierzadko potrzeba dostarczenia siły roboczej. Sołżenicyn wymienia liczne inwestycje realizowane rękami więźniów: Kanał Białomorski, kanał Wołga-Moskwa, liczne drogi i linie kolejowe, m.in. druga nitka kolei transsyberyjskiej (około 4 tysięcy km), budowa miast Norylsk, Magadan, Workuta i wielu innych… A kopalnie węgla, rudy, uranu? A wyrąb lasu i dostawy węgla? Kto policzy, ilu więźniów zginęło w wyniku pracy ponad siły? Sołżenicyn dokumentuje takie przypadki, podkreślając częstą absurdalność inwestycji. Budowy wielu linii kolejowych czy dróg zaniechano w trakcie prac nad nimi. Kanał Białomorski zbudowany morderczym wysiłkiem tysięcy ludzi okazał się zbyt płytki. Stalin rozkazał zbudować to liczące 227 km połączenie w ciągu… 20 miesięcy (liczący 160 km Kanał Sueski powstawał 10 lat). Na dodatek więźniowie mieli to zrobić gołymi rękami – bez stali, betonu, zdobyczy współczesnej techniki… Terminu dotrzymano…

Okrucieństwo systemu

Archipelag GUŁag trudno czytać jednym tchem. Przytłacza ogrom okrucieństwa zawarty w tej powieści, i to nie tylko w tych częściach, które dotyczą bezpośrednio obozów. Jak absurdalne bywały przyczyny aresztowań! Zapisanie czegoś na zdjęciu Stalina w gazecie, powieszenie w domu ikony, zebranie na drodze przez głodne dziecko rozsypanego ziarna („kradzież mienia, 3 lata”). Przestępcami byli „nielegalni słuchacze radia” i kobiety, które nie odcięły się od swoich aresztowanych mężów, a także ci, którzy popełnili zbrodnię… niedoniesienia na kogoś. Wszyscy oni byli uznawani za więźniów politycznych (paragraf 58). Normalną rzeczą było uwięzienie całej rodziny, jej członków rozsyłano później w różne miejsce „bez prawa korespondencji”. Od 1935 r. do więzień trafiały także dzieci. Normalną rzeczą było przymusowe przesiedlanie całych narodów (tak jak Polaków do Kazachstanu). Często zdarzało się, że NKWD musiało „wykonać normę” (!) aresztowań. Do więzień trafiały wówczas osoby najzupełniej przypadkowe, tak jak kobieta, która przyszła spytać, co ma zrobić z maleńkim dzieckiem aresztowanej właśnie sąsiadki. Czy ważna była wina? Paragraf zawsze się znajdzie, katowany w śledztwie człowiek przyzna się do wszystkiego. Okrutne tortury były czymś oczywistym, aresztowany powinien donieść na jak największą liczbę osób. Powieść Sołżenicyna stara się także być, o ile to możliwe, imiennym oskarżeniem tych, którzy donosili, przesłuchiwali, wydawali te wyroki.

Przeludnienie więzień (zdarzało się, że na 1 m² przypadało 3 aresztowanych), głód i tortury sprawiały, że o obozie zaczynano myśleć jak o wybawieniu. Wiele było podobnych paradoksów. Przy aresztowaniu orientalisty Newskiego skonfiskowano manuskrypty tanguckie, za których odczytanie uczony dostał po 25 latach nagrodę leninowską (pośmiertnie…). Dezerterzy z wojska dostawali krótsze wyroki niż ci, którzy walczyli na froncie, ale dostali się do niewoli. Za próbę ucieczki więźniom kryminalnym podwyższano wyrok o 2 lata, a więźniom politycznym o 10 lat („sabotaż”). Zdecydowanie lepsza była w obozach sytuacja tych pierwszych, dla władzy były to , jak określa Sołżenicyn, „elementy socjalnie bliskie”. Kryminalni terroryzowali  więźniów „z paragrafu 58”, sytuacja  zmieniła się dopiero w latach 40. Wyroki nie miały najczęściej związku z rzekomą winą – dawano „dziesionę”(10 lat), „ćwiarę”(25 lat) czy karę śmierci. Nieważne było zresztą, na ile lat kogoś skazano, wyrok można było dowolnie przedłużyć.

Marzenia o wolności

Czy można było uciec z łagru? Sołżenicyn opisuje zarówno wypadki buntów obozowych (już w latach 40.), jak i ucieczek. Czasem nie sprawiało trudności opuszczenie łagru, np. więźniów wysyłano na roboty daleko w las. Jak jednak uciec, kiedy cały kraj jest więzieniem? Większość zbiegów trafiała z powrotem do obozu, bo ktoś na nich doniósł. Niedoniesienie mogło przecież zaprowadzić do aresztu! A ci, którzy odsiedzieli już swoje wyroki? Zdarzało się, że woleli wrócić do łagru, bo na wolności nie było dla nich mieszkania, pracy, jedzenia. Często nie było także rodziny. Zazwyczaj nie pozwalano zresztą na powrót w rodzinne strony, tylko skazywano na przymusowe osiedlenie w innym miejscu. Także Sołżenicyn otrzymał nakaz dożywotniego zesłania do Azji Środkowej, który anulowano w 1956 r. Cóż z tego, że w kodeksie karnym nie było takiej kary? Pisarz wielokrotnie pokazuje, że system sowiecki nie kieruje się zapisami kodeksu.

Archipelag GUŁag  jest utworem głęboko pesymistycznym. Pokazuje bezmiar okrucieństwa, ale także fakt podporządkowania sobie ludzi przez system totalitarny. Niektórzy z aresztowanych, ci “prawomyślni”, jakby nie dostrzegali wyrządzonych im krzywd i wciąż bronili partii. Mimo absurdalności oskarżeń uważali, że aresztowano ich słusznie. Jak bardzo można zniewolić ludzkie umysły! Sołżenicyn dostrzega straszliwą krzywdę wyrządzoną Rosji przez system sowiecki. Tak pisze o słynnym więzieniu na Łubiance:
„O, ileż w tym budynku zginęło pomysłów i dzieł! Toć to cała zaginiona kultura. (…) I najbardziej boli, że potomkowie uważać będą nasze pokolenie za głupsze, nieudolniejsze i potulniejsze, niż było naprawdę!…”
Ten marzący o wielkiej Rosji pisarz zestawia to, co się dzieje w jego kraju, z czasami carskimi, ze zdobyczami cywilizacji, z których korzystają inne kraje, i pokazuje, jaką zapaścią są czasy porewolucyjne.

Pesymistyczne jest także zakończenie ostatniego rozdziału i książki zarazem:
„Rozdział ten nosi tytuł – Prawo dnia dzisiejszego. A trzeba by zatytułować go: Prawa nie ma.
Jest tylko – mur. I spoiwem cegieł tego muru jest kłamstwo”.

Powieść Sołżenicyna jest taką walką z kłamstwem w imieniu tych zhańbionych niewinnych, którzy nie mogą bronić się sami. Jest pomnikiem wystawionym bezimiennej masie ofiar. Jest także marzeniem o wolności – o wolności od strachu, o wolności słowa i myśli.  Książka – dokument terroru. Książka – traktat o człowieku w systemie totalitarnym. Książka – ostrzeżenie. Warto ją przeczytać.

 

Archipelag GUŁag Sołżenicyna to najważniejszy dokument łagrów, książka – „pomnik dla wszystkich zamęczonych i zabitych”.

Dlaczego GUŁag?
To skrót utworzony od nazwy Gławnoje Uprawlenie £agieriej – ten organ NKWD administrował sowieckimi obozami koncentracyjnymi…

Dlaczego archipelag?
Sowieckie łagry przypominały odizolowane od świata wyspy…