To najtrudniejsze pytanie z puli fonetycznej. Dotyczy ono zjawisk zachodzących w takich wyrazach, które na co dzień wymawiamy inaczej, niż gdybyśmy odczytali je głoska po głosce.

  • Najliczniejszą ich grupę tworzą rzeczowniki kończące się (na piśmie!!!) taką spółgłoskę dźwięczną, która ma swój bezdźwięczny odpowiednik. Wyrazy: sad, lew, kurz, pieniądz, stóg, łeb, rów, wkład, krew, żołnierz, brud, kod, czeladź, paw, sód, brzeg i wiele innych w wymowie kończą się odpowiednią głoską bezdźwięczną, co stoi w niezgodzie z ich pisownią.
    Można od razu sprawdzić, że wymowa odzwierciedlająca ich pisownię (czyli: wymowa z dźwięcznym zakończeniem) brzmiałaby nader sztucznie, wręcz nienaturalnie. Z drugiej strony, wystarczy każdy z tych wyrazów postawić np. w dopełniaczu, by relacja między wymową a pisownią została przywrócona.

    To zjawisko nosi nazwę ubezdźwięcznienia w wygłosie. Wygłos to po prostu zakończenie wymawianego wyrazu. Do wymówienia dowolnego wyrazu potrzeba odpowiedniej porcji energii artykulacyjnej. W trakcie wymowy rozkłada się ona tak, że na sam koniec wyrazu przypadają już tylko jej resztki. Nie wystarczą one do zapewnienia właściwego funkcjonowania wszystkim narządom mowy. W tym wypadku energii brakuje do zsunięcia wiązadeł głosowych, odpowiedzialnych za dźwięczność głoski.

  • Drugą grupę zjawisk, ilustrujących rozbieżności między wymową a pisownią tworzą upodobnienia fonetyczne: wewnątrzwyrazowe i międzywyrazowe.

    Do sytuacji, w których jedna głoska upodabnia się do drugiej, sąsiedniej, dochodzi najczęściej pod względem dźwięczności. W wyrazie krzak słyszymy kolejno głoski: k, sz, a, k – zupełnie jakbyśmy ten wyraz pisali nieortograficznie: kszak. Dlaczego nie słyszymy w nim głoski ż, której tutaj odpowiada dwuznak „rz”? Aby wyjaśnić to zjawisko, należy przyjąć, że w polszczyźnie grupy spółgłoskowe (czyli połączenia spółgłosek) mogą być wymawiane albo w całości dźwięcznie, albo w całości bezdźwięcznie. Powinny być więc wymawiane jednolicie pod względem dźwięczności. Ponieważ głoska k jest bezdźwięczna, a głoska ż jest dźwięczna, musi dojść do upodobnienia. Głoska k przekazuje bezdźwięczność głosce ż, w wyniku czego ta ostatnia upodabnia się do niej – wymawiamy ją bezdźwięcznie, jako głoskę sz.

    To wewnątrzwyrazowe upodobnienie pod względem dźwięczności nazywamy postępowym – przebiega ono zgodnie z kierunkiem wyrazu, tj. od głoski poprzedzającej do głoski następującej po niej.Odwrotny kierunek charakteryzuje upodobnienia wsteczne. Teraz, już samodzielnie, prześledź pod tym względem wymowę wyrazu budka.Podobny mechanizm można obserwować w połączeniach wyrazowych. Porównajmy wymowę dwóch wyrażeń: brat Grzegorza oraz brat Sławka. Za każdym razem inaczej wymawiamy rzeczownik brat. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z upodobnieniem międzywyrazowym. Łatwo można orzec, o jakim kierunku.

Skoro mówiliśmy już o grupach spółgłoskowych, przyjrzyjmy się procesom, które zachodzą w trakcie wymowy rzeczownika jabłko. Ten wyraz powinniśmy wymawiać tak: japko. Znowu: zupełnie nieortograficznie. Tę rozbieżność między wymową i pisownią należy wytłumaczyć dwuetapowo.

  • Po pierwsze, w wymowie wyrazu dochodzi do redukcji (uproszczenia) grupy spółgłoskowej – błk. Znika z niej głoska spółotwarta, sonorna, która nie ma swojego odpowiednika pod względem dźwięczności. Pozostałe dwie głoski różnią się dźwięcznością – musi więc zajść upodobnienie. To drugi etap opisywanego procesu. Upodobnienie jest tu wsteczne; trudno jednakże podać proste, a zwłaszcza zwięzłe zasady, które uzależniałyby kierunek upodobnienia od głosek biorących w nim udział. Najprościej po prostu wymówić badany wyraz.

Czwartą grupą rozbieżności między pisownią i wymową zajmiemy się przy okazji następnego 8 pytania.

Zobacz:

Zasady ortografii

Zasady polskiej ortografii

Słowniki potrzebne użytkownikowi polszczyzny