Poeta – żołnierz – czasu kurz

Basia miała ciało srebrne i szklane, pełne gwiazd skrzących w lustrzanym odbiciu. Krzysztof – był poetą „rozdwojonym w sobie”, bo:

jeden z nas to jestem ja,
którym pokocha! (…)
a drugi z nas – to jestem ja,
którym nienawiść drżgcg począł
i nóż mi błyska…

Poeta – żołnierz – czasu kurz

Czy istnieje coś bardziej ulotnego niż kurz? Czasem ludzie stają się czymś w rodzaju kurzu, kosmicznego pyłu na obrzeżach czasu, czasu-epoki i czasu – miernika przemijalności.

On zginął w czwartym dniu powstania – lat 23, nieprzeciętny talent – zbiór wspaniałych wierszy, które zdążył napisać. Krzysztof Kamil Baczyński w swoim krótkim życiu jeszcze: zdał maturę, studiował polonistykę, pokochał Basię Drapczyńską, ożenił się… 4 sierpnia, przepadło wszystko prócz wierszy.

Ona została ranna dwadzieścia dni później. Nieświadoma śmierci męża, zmarła 1 września. Walczyli w różnych punktach Warszawy, zginęli oddzielnie, lecz pochowano ich razem na Powązkach i tam dziś można zanieść im kwiaty. Ale nie tylko im przecież młodzi państwo Baczyńscy byli tylko jednymi z wielu tysięcy z „Pokolenia rocznik 20”, „Kolumbów”, „Tyrteuszy Szarych Szeregów”, „Smutnych Don Kiszotów”. Ich historia wzrusza nas szczególnie, bo Krzysztof Baczyński był świetnie zapowiadającym się poetą. Po innych chłopakach płakały ich dziewczyny, ich rodzice – my nawet imion ich nie znamy. Po innych młodych parach rozpaczały ich rodziny. W przypadku Baczyńskiego została zubożona i „osierocona” literatura. Z Baczyńskim nie jest tak jak z wieloma sławami, które stają się modne dzięki wydarzeniom historycznym, bo nawołują do idei popularnej wśród społeczeństwa. Nie jest też tak, że sławimy jego poezję, bo zginął młodo i tragicznie. To inna sprawa – pozostawił utwory tak niezwykłe, tak wartościowe i artystyczne, że obroniłyby się jako dzieła mistrza i bez powstania, i bez przedwczesnej, heroicznej śmierci.

 

Pokolenie

Do palców przymarzły struny
z cienkiego krzyku roślin.
Tak się dorasta do trumny,
jakeśmy w czasie dorośli.

Stanęły rzeki ognia
ścięte krył purpurową;
po nocach sen jak pochodnia
straszy obciętą głową.

Czegoż ty jeszcze?
W mrozie świat jest jak z trocin sypki.
Oczu stężały orzech
To śnieg, to nie serce tak skrzypi.

Każdy – kolumną jesteś,
na grobie pieśni własnych zamarzły.
Czegoż ty jeszcze?
To śmierć – to nie włosy blasku.

To soli kulki z nieba?
Czy łzy w krzemień twarzy tak wrosły?
Czy ziemia tak bólem dojrzewa,
jakeśmy w czasie dorośli?

listopad 1941

Czyż nie jest to wiersz niesamowity? Wystarczy pamiętać, że jednym z kluczy otwierających poezję Baczyńskiego są wizje. Wizyjność niezwykła jego wierszy polega na tym, że obrazy ze swojej wyobraźni, snów, ze swoich psychicznych przeżyć (być może męczarni wewnętrznych) potrafi tak dobitnie narysować słowem poetyckim. Popatrz na dwie pierwsze zwrotki. To opis – opis czegoś, jakby w sonecie. To dwie wizje.

  • Pierwsza – bardziej stonowana, lecz niezwykle ekspresywna. Metafora: struny z krzyku roślin przymarzają do palców. Jakie struny – harfy, instrumentu poety? Czemu rośliny krzyczą – czy z rozpaczy? Czemu struny przymarzają do palców? Czy ten chłód to koniec krzyku, nagłe zatrzymanie i zamrożenie wszystkiego, zatrzymanie tworzenia poezji, a także krzyku świata? Poeta dostrzega owo tragiczne constans i obrazuje je przenośnią opartą o zmysł dotyku (do palców przymarzły struny), wzroku (krzyk staje się widzialną struną) i słuchu (krzyk roślin). Zauważ, ile w dwóch wersach zmieściło się znaczeń i wyobraźni poetyckiej. Jak „wielopiętrowa” jest ta metafora – sam krzyk roślin to już personifikacja obrazująca grozę świata, ale ten krzyk to dopiero – struny jakiegoś fantastycznego instrumentu, krzyk, który zastygł, a potem – jakby trzecie piętro – owe struny przymarzają do palców – i wszystko stygnie. Mróz – cisza – śmierć. Kontrast krzyk – cisza. Refleksja o „dorastaniu do trumny” jest prościutka. Oto życie dwudziestoletnie musiało pomieścić w sobie życie starca. Pokolenie Kolumbów dorosło „w czasie”, czyli w przyspieszeniu dojrzewało, przeżywało wszystko w niesamowitej kondensacji, by dorosnąć do umierania.
  • Druga zwrotka jest wizją bardziej dynamiczną. Z czym Ci się to kojarzy? Rzeki ognia. Purpurowa kra – jak krew. Choć trochę wprawny czytelnik poezji wie – to Apokalipsa. Apokaliptyczna wizja przekształca świat, zwiastuje koniec, woda zamienia się w ogień i krew. Kojarzy się Apokalipsa z prorokiem i tak też tu jest – to sen, który nawiedza poetę, sen jak pochodnia, strasząca obcięta głowa. Ta metafora wprowadza nam motyw końca, zabijania. Taką wizję swoich czasów, tak dramatyczną widział poeta. Lecz zaskakuje nas zwrotka trzecia. Po tak gorącym opisie świata nagle pada pytanie – spokojne, pełne goryczy, może także ironii. Pytanie-apostrofa, zwrot do abstrakcyjnego członka pokolenia. Może do samego siebie?

Czegoż ty jeszcze?

Jak mamy to odczytać? Czego jeszcze chcesz? Jesteś świadkiem Apokalipsy! Albo: czego biadolisz, czemu płaczesz? I oto rysuje się nam na tle owego świata grozy pomnik pokolenia, świat – sypki jest jak z trocin, zaraz się rozpadnie. Ale to tylko mróz – mówi szybko poeta. Oczu stężałych orzech to nie śmierć, to mróz. To nie serce skrzypi, to nie cierpienie, to śnieg. Poeta „odwraca” znaczenia. Te metafory uczyniły, iż odbieramy osobę Tyrteusza Szarych Szeregów nader heroicznie i prawdziwie. On cierpi ogromnie, umiera boleśnie, lecz bagatelizuje swoje poświęcenie. Poeta definiuje: jesteś kolumną na grobie własnych pieśni zamarzły. Zauważ – pieśni pochowane do grobu. To już gdzieś było. „Pieśń ma była już w grobie” – Mickiewicz, Dziady. „Urna narodowa” – Słowacki, Kordian. I Norwid. Dziedzictwo romantyczne cechuje Baczyńskiego, choć jest to kontynuacja romantyzmu w wieku XX. Tu bohater jest zbiorowy, nie zna pychy i buty, nie jest przywódcą milionów – jest tylko kolumną na grobie zastygłą, strzegącą wartości. I to wystarczy. „To śmierć” – mówi krótko i twardo. Śmierć – nie włosy blasku, nie aureola anielska zatem, nie złudzenie poety, to śmierć. W tym wierszu Baczyński wyartykułował prawdę o swoim pokoleniu naznaczonym przez śmierć, lecz szukającym innych nazw, unikającym głośnego wołania o niesprawiedliwości swojego losu. Za chwilę – w ostatniej zwrotce znów powróci do swoich poetyckich omamień. Łzy to na twarzy żołnierza? Nie – to soli kulki z nieba. A jeśli już to nie płyną owe łzy, one „wrosły w krzemień twarzy”. Znieruchomiały. Krzemienne twarze i łzy na niej zastygłe to jeszcze jeden obraz – wizja śmierci zbudowana przez Baczyńskiego. I pytanie ostatnie – pełne goryczy – ludzi, którzy w ciągu króciutkiego życia przeżyli tak wiele i tak „dorośli w czasie” – czy ziemia też tak „bólem dojrzewa”? Ból ziemi daje tu prócz ukazania potęgi i rozmiarów cierpienia swoistą łączność – synów swojej ziemi, którzy dla niej giną i tej właśnie wartości najwyższej, która nie jest sztuczną, obojętną materią, lecz czymś w rodzaju matki…

Czy warto podsumowywać po powyższym wywodzie wnioski na temat pokolenia rocznik 20, tak jak je widział poeta? Sam zrobisz to zupełnie dobrze. Pamiętaj tylko, że na skutek przekształceń i odrealnień pojęć takich jak łzy, śmierć, ból, strach –,Baczyński dokonał czegoś niezwykłego. Nie czyni z siebie i swoich rówieśników mitycznych bohaterów, przed którymi trzeba upaść na kolana. Przeciwnie, w jego ujęciu to zwykli młodzi ludzie, walczą, bo muszą, ale cierpią, boją się, chcą żyć i kochać, płaczą. To dopiero my tworzymy ich heroizm, rodzi się w naszym odbiorze.

 

Ten czas

Miła moja, kochana. Taki to mroczny czas.
Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc, a bez gwiazd,
po której drzew upiory wydane ziemi – drżą.
Smutne nieba nad nami jak krzyż złamanych rąk.
Głowy dudnią po ziemi, noce schodzą do dnia,
dni do nocy odchodzą, nie łodzie – trumny rodzą,
w świat grobami odchodzą, odchodzi czas we snach.

A serca – tak ich mało, a usta – tyle ich.
My sami – tacy mali, krok jeszcze – przejdziem w mit.
My sami – takie chmurki u skrzyżowania dróg,
gdzie annaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg.
Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon –
to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk.
I ulatuje – słyszę – ta moc jak piasek w szkle
zegarów starodawnych. Budzimy się we śnie
bez głosu i bez mocy i słychać, dudni sznur
okutych maszyn burzy. Niebo krwawe, do róży
podobne – leży na nas jak pokolenia gór.
/ płynie mrok. Jest cisza. Łamanych czaszek trzask;
i wiatr zahuczy czasem, i wiek przywali głazem.
Nie stanie naszych serc. Taki to mroczny czas.

(10 wrzesień 1942)

Na pierwszy rzut oka możemy sobie powiedzieć – wiersz-apostrofa do ukochanej. Zwrot do kobiety (Miła moja, kochana) powinien rozwinąć się w wyznanie miłosne. Tu jednak staje się pretekstem do zaprezentowania następnej wizji swoich czasów, a przy tym sytuacji dwojga ludzi w przerażającej machinie owego czasu i epoki. Jakie elementy składają się na pejzaż tego mrocznego czasu?

  • Drżące upiory drzew, wydarte z ziemi – metafora
  • Nieba smutne jak krzyż złamanych rąk – porównanie i metafora.

Zauważ tu uczestnictwo nieba w losie człowieka (pamiętasz wołanie Mickiewiczowskiego Konrada do Boga, pamiętasz W Weronie Norwida?). Załamujemy ręce nad tragedią, nad smutnym losem. Tu niebo – smutne jak „krzyż złamanych rąk” czuwa nad człowiekiem.
Głowy dudnią po ziemi – metafora obrazująca śmierć. Głowy zastąpiły koła.

Co rodzą pędzące dni i noce – trumny i groby, nie łodzie, śmierć zastępuje podróże. Tak wygląda zarys ich świata, ich nocy. Dalej Baczyński mówi zrozpaczony, że tak mało serc a tyle ust… Ujawnia się tu charakterystyczna dlań opozycja małe – duże. Lubi zestawiać tak skrajne elementy i czasem małe oznacza dobre, znane, bliskie człowiekowi, a czasem odwrotnie – małe oznacza słabe, przegrane, bezradne. Serce to miłość i życie. (Znów symbol romantyczny). Usta to z kolei krzyk, głos, ale i pocałunki. I tu, wydaje się, działa ta druga interpretacja. Słabość serc, kruchość życia nie wytrzyma ogromu cierpienia. W tym wszystkim nareszcie my – maleńcy, „takie chmurki u skrzyżowania dróg”… Czym człowiek jest zatem wobec kosmosu (chmurki), historii (armaty stuleci), Stwórcy? Czy tylko znowu kurz i pył? Nie, nie tylko. „Krok jeszcze – przejdziem w mit” pisze poeta. I faktycznie – dla nas są już mitem. To tak dużo i tak mało. Cóż dalej? Świat jakby mijał w oczach człowieka – wizjonera lub w snach. Oto nagle sznury. Z czym wam kojarzą się sznury? Tu są to sznury szubienic, a zarazem sznury dzwonu… Dzwon przestrzeni mówi Baczyński. Jak to rozumieć. Przeogromny. Dzwon dziejowy. Dzwon na trwogę. Cały świat jak dzwon. Poeta po to jest, by go poruszyć, by wywołać dźwięk. „I taka słabość rąk”. W tej niemocy mieści się męka sennych koszmarów bezradności. Lecz dzwon ulatuje i staje się symbolem przemijalności (piasek w klepsydrach, zwanych tu zegarami przeszłości). I nagle koniec sennych koszmarów, w których opadły umysł człowieka obrazy rzeczywistego świata. Budzimy się we śnie. A co przynosi jawa bohaterom tego wiersza i tej nocy. Uśpieni w mroczny czas bez gwiazd, pogrążeni – zamiast w miłości – w męczarni koszmarów. Może to był zły sen?

Co słychać na jawie?

Dudni sznur okutych maszyn burzy – sznur maszyn, burza maszyn, maszyny – okute czołgi – dźwięk wojny.
Niebo krwawe – ciężkie jak góry, czerwone od łuny. Ciszę przerywa łamanych czaszek trzask.
Konkluzja utworu jest nader pesymistyczna. Miłość dwojga ludzi i wartość całego pokolenia nie wystarczy, by wygrać w tym dziejowym starciu. Nie stanie naszych serc. I w tym być może tkwi tragizm pokolenia i epoki – nie w samej wojnie, lecz w bezradności dobra przeciw złu.

Czy widzisz, że poezję Baczyńskiego budują wizje? Że wizje te same z kolei, są skonstruowane z oryginalnych metafor opartych na niezwykłych skojarzeniach? Tak dzieje się w wierszach o każdej niemal tematyce.

Przywołajmy jeszcze jeden wiersz, istotny w tej kwestii. Kiedy zetkniesz się z utworem pt. Z lasu, pamiętaj, żeby zwrócić uwagę na romantyczną atmosferę otchłani lasu, mgłę, krzyki – na sytuację grozy znaną nam też z Makbeta. Druga rzecz to kreacja głównych bohaterów – „żołnierze smutni, twarzyczki jasne” – ich marsz w otchłani lasu, ze świata także obrazowanego apokaliptycznie. Zauważysz to łatwo: lody się łamią, armie się gniotą, ziemia się rozstępuje. Otóż ci żołnierze – chłopcy także są romantyczną aluzją, znakiem, że Baczyński wybrał nie bohatera jednostkowego, lecz zbiorowego. Pamiętasz dzieci wywożone na Sybir kibitkami w III części Dziadów – to właśnie patroni chłopięcych bohaterów wiersza. I trzecia sprawa to wizja końcowa: rosnąca otchłań lasu, która ssie żołnierzy, ci zaś rozpływają się we mgle. Jest to obraz surrealistyczny, który mógł być równie dobrze tematem Salvadora Dali.

Niestety, nie sposób wszystkiego powiedzieć o tej poezji. Wiadomo, że Baczyński podejmował inne tematy: pisał poezję miłosną skierowaną do żony, pisał wiersze patriotyczne, ballady fantastyczne, żołnierskie. Nie sposób też pokazać interpretacji wielu wierszy. Ale – jeśli zapamiętasz kluczowe cechy poetyki Baczyńskiego, łatwo przyjdzie „rozebrać” i zrozumieć każdy wers.

Tytułem podsumowania zestawmy cechy potrzebne do interpretacji tych utworów.

Trzeba pamiętać rzeczy następujące:

  • wspomniana wizyjność w ukazywaniu świata, która nie tylko obrazuje czasy wojny, lecz także psychikę człowieka tych czasów,
  • dziedzictwo romantyzmu, kontynuację romantycznej ideologii i poetyki, którą przejął Baczyński,
  • motyw Apokalipsy, który powraca w jego wierszach,
  • próba odrealnienia świata, którego rzeczywistość jest tak straszna, że poezja staje się ucieczką od niej,
  • problem uwikłania człowieka w historię swoich czasów, miejsca poety i trudnych wyborów,
  • motyw wody (symbol życia, ale i przemijania) często powracający w tych wierszach,
  • motyw „człowieka rozrastającego się w krajobraz” – częsty sposób obrazowania wizji: Człowiek – bohater Baczyńskiego nosi w sobie pejzaże, jest nierozerwalnie złączony z naturą (oczy jak obłok),
  • wspomniana wyżej opozycja małe – duże.

Facebook aleklasa 2

Zobacz:

Poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

Tragizm pokolenia Kolumbów na przykładzie wybranego utworu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

W jaki sposób Krzysztof Kamil Baczyński zawarł w poezji dramat pokolenia Kolumbów?

Krzysztof Kamil Baczyński na maturze

Krzysztof Kamil Baczyński – jak pisać o…

Wymień motywy tematyczne najczęściej podejmowane przez Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego możemy określić mianem katastrofisty swojego pokolenia?

Twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego