Dopiero poznanie zakończenia pozwala zrozumieć cały utwór. Rozważ prawdziwość tej tezy na podstawie dwóch, trzech utworów.

Wyjaśnienie
Temat jest tak sformułowany (wyraźna teza, z którą można się zgodzić bądź polemizować), że warto wybrać formę rozprawki.
Zadanie wydaje się pozornie proste: wystarczy przytoczyć argumenty za lub przeciw. Tu jednak zaczyna się problem. Te argumenty dość trudno znaleźć.
Teza jest właściwie teoretycznoliteracka i dotyczy funkcji, jaką w utworze literackim pełnią zakończenia.
Jeśli zgadzamy się z tezą, powinniśmy znaleźć przykłady tekstów, w których zakończenie pełni istotną rolę. Jeśli chcemy wykazać, że do zrozumienia utworu znajomość zakończenia nie jest konieczna (pogląd dość ryzykowny), poszukujmy przykładów utworów, których zakończenie nie jest specjalnie istotne.

 

Brak ostatnich kartek w książce irytuje. Kryminał z wyrwanymi stronami budzi złość. Nie wiemy, kto zabił. Albo nie jesteśmy pewni, czy dobrze się domyślamy.
Czytamy jednak przecież nie tylko kryminały… Czy zakończenia innych utworów są równie istotne?
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że tak – ważne, choć… w różny sposób…
Akcja Nocy i dni Marii Dąbrowskiej w niczym nie przypomina kryminału. Powieść nie ocieka krwią, nie obfituje w nagłe zwroty akcji, najważniejszymi wydarzeniami są narodziny kolejnych dzieci, przeprowadzki, choroby, śmierć, a nie egzotyczne przygody. Do rangi ważnych urastają też sprawy codzienne: prace polowe i domowe, niegroźne, choć uciążliwe dolegliwości zdrowotne, nieliczne spotkania towarzyskie, listy i… wspomnienia.

Czy w takiej powieści sadze ważne jest zakończenie? Tak, nie tylko z powodu nowych, przedstawionych w zakończeniu faktów (wybuch wojny, ucieczka pani Barbary ­z płonącego Kalińca). Ostatnia znana nam z książki sytuacja z życia pani Niechcicowej pomaga nam jakoś zinterpretować cały jej los. W chwili nieszczęścia, po stracie domu, sama pośród wojennej zawieruchy, oddalona od dzieci, jeszcze nie do końca pogodzona z utratą męża, romantyczna pani Barbara myśli o dawnej i od strony faktów niezbyt istotnej, ale z punktu widzenia bohaterki bardzo ważnej młodzieńczej miłości. Rozważa jak pensjonarka, co powiedzieć dawnemu ukochanemu, gdy spotka go w domu, w którym udziela on gościny bezdomnym uciekinierom z miasta.
Życie jak zwykle w tej sprawie płata pani Barbarze figla: zamiast dawnego ukochanego Niechcicowa spotyka na drodze jego najmłodszego, bardzo podobnego do ojca, syna i dowiaduje się, że we dworze Toliboskiego nie ma już miejsca dla nowych gości, zostaje uprzejmie skierowana do sąsiadów.

Po raz kolejny nie dochodzi do spotkania z dawnym ukochanym, a pani Barbara uświadamia sobie, że tylko jej pamięć przechowała dawne wspomnienie:
Precz z mej pamięci – powtarzały błądzące samopas myśli – nie, tego rozkazu moja ni twoja pamięć nie posłucha…
– Dlaczego moja ni twoja? – dziwiła się pani Barbara. – Co za zarozumiałość. Twoja pamięć dawno nic nie pamięta.
Paradoksalnie jednak, choć bohaterka czuje ból, związany ze stratą wszystkiego – koi ją rytm starego wiersza i stukot furmanki, którą podróżuje. Ulegająca nastrojom, ale w gruncie rzeczy silna kobieta czuje – o dziwo – w chwili wybuchu wojny, po stracie domu, męża, rozstaniu z dziećmi i rozwianiu młodzieńczych złudzeń – radość życia, zapowiedź przyszłego codziennego szczęścia, ku któremu wiedzie ją droga.

Ostatnia powszednia rozmowa pani Barbary i wiozącego ją Żyda Szymszela ułatwia odczytanie wymowy całej powieści:
– Czy Szymszel widzi drogę? Szymszel otrząsnął się z drzemki, wyprostował, kaszlnął i pognał konie.– Wieee. Niech się wielmożna pani nie boi. Konie idą na pamięć.
Słowa te mogą sugerować, iż nie od nas zależą zakręty losu, czasami warto się mu po prostu poddać, i tak biegną noce i dnie… Czasami to samo życie, mimo różnych przykrości, prowadzi nas do jakiegoś nieznanego nam celu. Nie warto się tym zamartwiać, bo… „konie idą na pamięć”.
Tak więc ostatnia scena Nocy i dni, choć nie rozstrzyga „kto zabił” – ułatwia interpretację powieści: tytułu, charakteru głównej bohaterki.

Niekiedy zakończenie jest tak ważne, że bez niego w ogóle nie da się zrozumieć tytułu utworu. Sądzę, że mamy z takim faktem do czynienia w przypadku znanego dramatu – Tanga Sławomira Mrożka.
Już w czasie lektury (czy oglądania) pierwszych scen utworu możemy się zorientować, jakie prawa panują w domu Stomila, obserwujemy chaos, bezład, odwrócenie tradycyjnego porządku (to starzy są nowocześni, młodzi są konserwatystami), upadek wszelkich wartości. Dostrzegamy także bezowocność wysiłków Artura i absurdalność eksperymentów artystycznych Stomila, bezczelność i wpływy Edka, bezsilność artysty wobec obecności chama w domu.

Jednak dopiero zakończenie odkrywa przed widzem (czytelnikiem) tragiczne konsekwencje totalnego chaosu i faktyczne zagrożenie – zagrożenie totalitaryzmem. W końcowej części utworu despotyczny, prymitywny cham pokonuje inteligentniejszych i bardziej wartościowych przeciwników, okazuje się najbardziej skuteczny, choć nie zawsze swe cele osiąga, grając fair.

Gdyby nie śmierć Artura w zakończeniu dramatu, mielibyśmy może wrażenie, że sztuka nie mówi o jakichś wielkich niebezpieczeństwach: opowiada po prostu o dziwnej nieszkodliwej rodzinie artystów, w której rodzice i babcia zamienili się z dzieckiem rolami. Moglibyśmy myśleć, że to sztuka o artyście dziwaku, niedołędze, który na zbyt wiele pozwala bezczelnemu gościowi, niemalże hoduje pod swoim dachem kochanka żony, a syna doprowadza do kryzysu psychicznego.
Finał jednak ujawnia nam, że konsekwencje słabości inteligentów, chaosu w świecie wartości i kryzysu rodziny są znacznie poważniejsze niż śmieszność, frustracja, zdrada…

Zakończenie sztuki ujawnia tragiczne zagrożenie totalitaryzmem, dyktaturą chamów, którzy podporządkują sobie wszystkich i wszystko, i nie cofną się przed niczym: ­nieuczciwością, oszustwem, nawet odebraniem życia słabym i niezdecydowanym bądź zapatrzonym w swe abstrakcyjne projekty inteligentom.
Finałowa scena – tango, które tańczy prymitywny Edek z Eugeniuszem jest mocnym akcentem, szokującym i wymownym, to sugestywne podsumowanie. Bezpośrednio nawiązuje do tytułu: już wiemy, kto i dlaczego tańczy: skruszony, przerażony inteligent z chamem.
Finałowy taniec otwiera nowe możliwości interpretacyjne: zwycięstwo kultury masowej , nowy chocholi taniec (aluzja do sceny z Wesela Wyspiańskiego).
Tak więc znajomość zakończenia Tanga jest absolutnie konieczna do zrozumienia tytułu, a co za tym idzie sensu utworu.
Zdarzają się również teksty, w których właściwie przez cały czas mówi się i dzieje to samo, zakończenie nie przynosi jakichś nowych rozwiązań, faktów, tak jest w Kartotece, a zwłaszcza w Czekając na Godota.
Klimat utworu poznajemy już na początku i znajomość zakończenia nie zmienia naszej opinii o dziele Różewicza czy Becketta (wciąż groteska, pesymizm, absurd).

Gdybyśmy jednak nie znali zakończenia Czekając na Godota, nie mielibyśmy prawa wypowiadać się o głęboko pesymistycznej wymowie dramatu Becketta, trudno byłoby nam interpretować ten utwór jako parabolę życia współczesnego człowieka pozbawionego pewności, oparcia, Boga.

Gdyby Godot przyszedł, sztukę można by było próbować odczytywać inaczej. Gdyby zmieniła się scenografia lub nawyki bohaterów, moglibyśmy podejrzewać, że zaszły chociaż niewielkie zmiany w życiu. Tymczasem zakończenie, w którym scena wygląda tak samo i „stan wydarzeń” tak samo: bohaterowie wciąż czekają pod tym samym drzewem – skłania do jak najbardziej pesymistycznych wniosków o bezsensie, niezmienności, szarości ludzkiego losu, którego centrum stanowią błahe, powtarzające się czynności, a sprawy najważniejsze są niepewne i owiane tajemnicą. Tak więc czasami zakończenie ma upewnić nas, że nic się nie zmieniło, że pozostał tylko marazm.

Tak więc lektura zakończenia utworu jest, moim zdaniem, konieczna do sensownej jego interpretacji. Może ono pokazywać finał życia bohaterów (kryminał, saga), nie musi jednak tego czynić, niekiedy tłumaczy losy postaci albo pokazuje w innym świetle dobrze znane nam wypadki (tak jest np. w Granicy, w której od początku znamy finał, ale nie znamy tylko psychologicznego podłoża wypadków).

Zdarza się nieraz, że dopiero zakończenie ujawnia sens tytułu (Tango). Bywają zakończenia symboliczne, efektowne (chocholi taniec w Weselu Wyspiańskiego, owo finałowe tango u Mrożka…) – niekiedy symbole te zakorzeniają się w literaturze i świadomości narodowej, stają się przedmiotem późniejszych aluzji innych pisarzy.
Zdarza się też, że utwór kończy się efektowną pointą, która zapada nam w pamięć (np. Moralność pani Dulskiej).
A co z dziełami otwartymi, takimi jak Kordian czy Lalka? Niejasne sceny końcowe otwierają pola do rozmaitych nowych interpretacji (jeśli Wokulski zginął, odczytamy Lalkę jako powieść o miłości szalonej, nieszczęśliwej, a bohatera potraktujemy jako romantycznego szaleńca, jeśli poświęcił się nauce – raczej pomyślimy o nim jako pozytywiście).
Skoro zakończenia mają tak wielki wpływ na interpretację tekstów, trudno wyobrazić sobie jej próbę bez znajomości zakończenia utworów. Poznanie zakończenia prawie zawsze pomaga w zrozumieniu utworu, choć zrozumienie nie zawsze musi być równoznaczne z poznaniem ostatniego zdarzenia z życia bohaterów czy sprawcy zabójstwa. Dzięki zakończeniu możemy też zrozumieć tytuł, wymowę dzieła czy motywację psychologiczną postaci, choć zdarza się, że potwierdza ono jedynie to, co wiemy o bohaterach. Nie ryzykowałabym jednak zdania: znam utwór, nie wiedząc, jakie są jego ostatnie słowa…