Bohater literacki – kobieta pajęczyca

Kobieta pajęczyca czeka na swoją zdobycz cierpliwie, aż ofiara sama zaplącze się w pajęczynę; kiedy to nastąpi, triumfalnie syci się widokiem schwytanego i zatruwa go powoli.

Geneza tego typu bohaterki

Można uznać, że w literaturze polskiej pierwszą bohaterką literacką tego typu była Izabela Łęcka. Ale gdyby poszukać wcześniej? Być może, byłaby to biblijna bohaterka Dalila, pogromczyni siłacza Samsona?

Kobieta pajęczyca jako bohaterka literacka

Kobieta pajęczyca czy kobieta modliszka to bardzo ciekawa bohaterka literacka. Rzadko kiedy bywa totalnie głupia – na ogół jest dość inteligentna, omotuje mężczyzn nie tylko za pomocą swoich wdzięków, lecz również rozmowy i sztuki kreowania siebie na bóstwo, wyjątkową i niezwykłą kobietę. Bohaterka literacka tego typu to prawdziwe wyzwanie dla pisarza – musi przedstawić ją tak, by wydawała się kusicielska i niebezpieczna nie tylko bohaterom powieści, jej ofiarom, lecz również czytelnikom. Rola Izabeli Łęckiej czy Laury Kościenieckiej to także prawdziwe wyzwanie dla reżyserów (której pięknej i zdolnej aktorce powierzyć tę rolę?) i, oczywiście, dla samych aktorek. Na pewno kobieta pajęczyca to bardzo wyrazista postać. Choć można by ją uznać za postać negatywną, jest tak pełna wdzięku i niejednoznaczna, że znajduje wielu obrońców.

Kobieta pajęczyca w literaturze

  • 25-letnia Izabela Łęcka z Lalki Bolesława Prusa o kształtnej figurze i bujnych włosach blond, perłowych zębach, pięknych stopach i rękach.
    Na zewnątrz idealna, w rzeczywistości jest przeciwieństwem ideału. Nie jest zdolna do prawdziwej miłości, ­sama zaś jest jej pozorem.
    W tym teatrze gestów gra rolę lalki o masce dumnej, pięknej Heleny, zręcznie ukrywającej przed światem swój egoizm, niewrażliwość, gruboskórność. Można ją zdobyć, tylko niszcząc, tymczasem Wokulski zatraca się, chcąc ją zdobyć ofiarami. Jej szatańskość objawia się w stwarzaniu pozorów, że jest bóstwem, czyli własnym przeciwieństwem. Rodzi złudzenie, że może być zdobyta, gdy tymczasem jest nie do zdobycia. Dezorientuje zalotnika, który opacznie odczytuje dawane przez nią znaki; im bardziej Wokulski próbuje ją zdobyć, tym bardziej zatraca się.
    Kiedy Izabela rozmawia z kupcem o lesie, próbuje opisać naturę literackim językiem. „Trzeba mieć poetycką duszę – mówi Wokulski – by takie znajdować porównania”, na co Izabela: „A ja myślałam, że jestem uosobioną prozą”. I jest to jedyna prawdziwa myśl, jaką w powieści wypowiada próżna bohaterka, z tym że – paradoksalnie – Izabela kokietka wcale nie mówi tego poważnie. Według Szumana jest taka jak tysiące innych z jej sfery.
    Nie odkrywa kart do końca. Kiedy wreszcie rozkochany Wokulski pyta wprost: „Obudzisz się, ty moja królewno?”, odpowiada, dając złudną nadzieję: „Nie wiem… może…”.
    Potrzebuje adoracji, nie potrzebuje miłości – jest zainteresowana grą, nie spełnieniem.
    „Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękami i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi”. Porozumiewa się z bawidamkiem Starskim gestami, półsłówkami. Kokietuje Wokulskiego, prowokując go do składania u jej stóp kolejnych ofiar. Mężczyzn salonowych ocenia jako śmiesznych aktorów, którzy okazują kobietom swoją sympatię i cierpienia.
    Jej egzystencja pozbawiona jest głębszego sensu. Wypełnia ją pustka istnienia, zastąpiona marnym celem utrzymania się w sferze bogatej arystokracji.Płaci za to wysoką cenę, nie jest jednak w stanie zrezygnować z roli ubóstwianej boginki. Trawi ją ustawiczny niepokój; nie wie, czego chce. Znudzona rolą wszechwładnej pani swoich niewolników, nasycona ofiarami dręczycielka wciąż czeka na prawdziwe wyzwanie. Po rozstaniu z Wokulskim Izabela pisze w liście do Wąsowskiej, że nudzi się w towarzystwie, bez którego jednak nie mogłaby żyć, więc udaje, że słucha i pozwala się całować w rękę.Dba o to, by w orszaku jej świadomych swojej roli piekielnych adoratorów (takich jak Starski) nie zabrakło błazna, który ją naprawdę kocha (takiego jak Wokulski). Największą przyjemność sprawia jej otaczanie się wieloma zalotnikami równocześ­nie – po złowieniu jednego owada pająk czeka cierpliwie na kolejne ofiary. Nie odrzuca więc oświadczyn marszałka i kiedy ten zachęcony tym faktem przyjeżdża za nią do Zasławka, Izabela chadza na spacery w ruiny z naiwnym inżynierkiem, by przy jego boku tęsknić za Wokulskim. W ten sposób oplata swoją pajęczyną trzech zdezorientowanych konkurentów naraz.Tę potrzebę uwodzenia najlepiej ujmuje Szuman, mówiąc, że kiedy pojawił się przy Izabeli Wokulski, od razu znalazło się wokół niej wielu marnych adoratorów, a Łęcka zamiast gardzić hołotą, upaja się ich towarzystwem.
    Natomiast wiadomość o wstąpieniu Izabeli do klasztoru Szuman kwituje cyniczną refleksją: „Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?”. To właśnie Szuman – powieściowy głos sumienia – mówi, że Izabela uprawia duchową prostytucję, prowadzoną na zimno, przy zachowaniu pozorów cnoty, i dodaje: „Podczas gdy można zrozumieć kobietę, która oddaje się z miłości albo sprzedaje z nędzy, trudno zrozumieć Izabelę, której sprawia przyjemność dręczenie”.
  • Dojrzała Laura z Przedwiośnia Żeromskiego – w odróżnieniu od głupiej, naiwnej Izabeli Łęckiej Prusa – nie ma złudzeń co do świata, wie, że musi sama zadbać o utrzymanie się w sferze arystokracji. Skoro chce żyć wygodnie i dostatnio, musi trwać u boku nieatrakcyjnych, ale bogatych właścicieli ziemskich, którzy zapewniają jej pozycję społeczną. Łapie więc w swoje sidła obarczonego rodziną „tego zawsze strupieszałego, chorego mizantropa” Kościenieckiego – przykrego w obcowaniu z sąsiadami, z którymi nigdy – jako nudny literat i historyk – nie miał o czym rozmawiać. Kolejną jej ofiarą po śmierci pierwszego męża staje się astmatyk, nuworysz i bogacz Barwicki – właściciel ślicznego Suchołustka, co – dla Laury – stanowi podstawową wartość przyszłego męża. Mami naiwnych mężczyzn wysmakowanym strojem, nienagannymi salonowymi manierami damy, nieustającym doskonałym humorem – słowem całym przemyślanym arsenałem środków przypisanych roli szczęśliwej kochanki.By otumanić ofiary, używa wyrafinowanych rekwizytów (wyściełanej atłasem karety – w której, niczym w „królestwie namiętności”, Cezary zapomina o bożym świecie) i prowokuje nieprzypadkowe sytuacje (potajemne schadzki, pozornie niespodziewane spotkania).
    Stale nienasycona nigdy nie zaprzestaje swoich łowów; korzysta z każdej okazji, która pozwala jej otoczyć się mężczyznami i dopóki sytuacja jej na to pozwala, nie rezygnuje z żadnego z nich.
    Jednak kiedy Laura musi dokonać wyboru, robi to bez wahania; zasłania własnym ciałem Barwickiego przed uderzeniem szpicrutą przez rozwścieczonego Barykę i teatralnie krzyczy, by oszczędził jej narzeczonego. Młokos bez majątku, koligacji, nazwiska nie daje jej gwarancji zamożnej stabilizacji, zatem jeśli ktokolwiek jest tym wyborem zaskoczony, to chyba tylko naiwny Czaruś, który o romansie z Laurą myślał poważnie i przyszłościowo.
  • Zofia Nałkowska w Granicy pokazuje patologiczną relację między znudzoną piękną uwodzicielką a mężczyznami świadomie przyjmującymi rolę wiecznych adoratorów.
    Kochankowie niezdolnej do miłości matki Elżbiety doznają przyjemności w stanowieniu jej męskiej świty, do której na równych prawach z innymi mężczyznami należy jej kolejny mąż, sam dwukrotnie już rozwiedziony. „Ze spokojem zamieniali się i zastępowali przy boku tej pięknej i obojętnej kobiety”. Nie tylko zatem „pan Sobosławski na każde zawołanie pani Niewieskiej natychmiast się zjawiał, szedł wszędzie, gdzie tylko chciała”; podczas tańców, wytwornych kolacji, rautów, jazdy autem do zamiejskich kawiarń, wyjść do teatrów niezmiennie towarzyszy jej któryś z adoratorów. A skupiona na własnej nieprzeciętnej urodzie, w sukniach za tysiące franków, w apartamentach najdroższego w Warszawie hotelu, w austriackiej willi dba zmanierowana niemłoda już Niewieska o to, by nie zabrakło adoratorów w jej otoczeniu.
    W jej kontaktach z mężczyznami nie ma już ani namiętności, ani dramatycznych sytuacji. W tym teatrze gestów liczy się już tylko forma i nikt nie ma złudzeń co do tego, że prawdziwa miłość nie istnieje.

 

Ewolucja bohaterki

Każdy pisarz tworzył własny model kobiety-pajęczycy. Łączyła je kokieteria i niezwykła uroda. Rzadko kiedy wystarczała im jedna ofiara – takie kobiety lubią być adorowane i wypróbowywać na mężczyznach swoją moc rażenia.

Profil psychologiczny kobiety pajęczycy

Jej żywioł to polowanie. Żyje dzięki temu, że jest adorowana, więc stale zabiega o to, by adoratorów nie zabrakło w jej otoczeniu. Dlatego prowadzi grę, w której pozoruje zamianę ról. Podczas gdy w rzeczywistości to ona sama zdobywa, wszystko wskazuje na to, że jest zdobywana. Jej ofiara traci orientację, bowiem kobieta, którą mężczyzna się fascynuje, mami go udawaną namiętnością, by po chwili założyć maskę obojętności.
Nic nie odbywa się tu wprost, prawdziwe intencje są ukryte pod pozorem ich odwrotności. Ta wyrafinowana gra, ze względu na jej przewrotny charakter, toczy się w teatrze salonu, gracze posługują się rekwizytami i gestami właściwymi dworskiej etykiecie.

Do jakich tematów prezentacji może przydać się ten typ bohaterki?

  • Kobieta modliszka w literaturze.
  • Różne modele kobiecości.
  • Wielkie uwodzicielki.

 

Zobacz:

Izabela Łęcka – famme fatale czy romantyczna, niedościgniona kochanka?