Uczestniczyłem w dziadach. Napisz opowiadanie.

Zanim napiszesz
Zbierz wszystkie fakty, zwróć uwagę na szczegóły – jak wyglądała kaplica, jakie zjawiska towarzyszyły pojawieniu się poszczególnych duchów, jakie słowa wypowiadali uczestnicy obrzędu. Tych elementów nie może zabraknąć w wypracowaniu. Nie zapomnij też o fantastyce, odpowiednim ­nastroju.

Jak to napisać?
We wstępie opowiadania informujesz o miejscu i czasie wydarzenia, a także o jego przyczynach (np. powód wycieczki, spotkania). W rozwinięciu przedstawiasz wydarzenie, wprowadzasz dialogi, opisujesz uczucia bohaterów. W zakończeniu podsumowujesz wydarzenie – jakie miało dla Ciebie znaczenie, jak je wspominasz.

Zauważ
Konsekwencja użycia czasów. Najwygodniej pisać w czasie przeszłym. Umiejętnie wprowadzane dialogi. Zaczynaj je od myślników i zawsze pisz, kto wypowiedział dane słowa. Nie może zabraknąć opisów miejsc oraz opisów stanów psychicznych bohaterów.

 

Wstęp

Powiało chłodem. Było naprawdę zimno. Nic dziwnego, to już koniec października.
– Zamknijcie drzwi do kaplicy. Szybko, bo nas tu zawieje!
– Naprawdę chcesz to zrobić, Gruby?
– A co, masz cykora? Nie pękaj, stary. Nie takie rzeczy się robiło. Patrz, Kaśka młodsza i nie cyka się. No nie, Ruda?
– Pewnie. Gruby, poczekajmy jeszcze na Jolkę i Darka. Będą wściekli, jeśli nie zaczekasz.
– Eee tam, nie przyjdą, starzy ich nie puścili. Zamknijcie drzwi. Stańcie tu, dookoła mnie. Dobra, zaczynamy…

Rozwinięcie

Spojrzałem w górę. Sufit kaplicy spowity był w ciemność. Nic dziwnego, była noc, a my mieliśmy ze sobą tylko kilka świeczek. Przez chwilę zdawało mi się, że w kącie sufitu coś zajaśniało…
– Młody, podaj mi to zielsko. Szybko, bo się nie chce rozpalić. No, słyszysz, co do ciebie mówię? Gdzie ty się tam gapisz? No, i zgasło przez ciebie…
– Gruby, spójrz w górę! Tam coś jest!!!
– Jejciu, ja się boję! – Kaśka wbiła mi wszystkie paznokcie w ramię. Ale… miała rację, że się bała. Pod sufitem coś było. Bez wątpienia. Niewyraźna postać poruszała się jakby pod wpływem wiatru. Postać, a może tylko jej cień. A może raczej… duch?!
– Was chyba normalnie pokręciło! Przecież to jakieś szmaty. Pewnie kościelny utykał nimi dach, żeby nie przeciekał. – Gruby jak zwykle zachował zimną krew. – Nie wiem, po co cię zabrałem, Młody. Pękasz już na samym początku.
Duch faktycznie okazał się kupą brudnych szmat.
– Sorry, stary. Przerabiamy teraz w szkole Mickiewicza i mi się z Dziadami skojarzyło. Tam trochę podobnie było. Duchy dzieci pod sufitem fruwały.
– Ty mi tu z Mickiewiczem nie wyjeżdżaj, pałę z niego dostałem. Daj zapałki. No, pali się. Powtarzajcie za mną. Tylko dokładnie. „Zaklęta mocy, przybywaj, odwieczna mądrości, nawiedź nas, nieskończona piękności, ukaż nam się, duchu Jima Morrisona, natchnij nas…”
– „… mądrości, nawiedź nas, nieskończona piękności, ukaż nam się…” Gruby, a co do tego ma Morrison?
– Młody, ty to mnie coraz bardziej denerwujesz. Morrison dobrze brzmi… Nie wnikaj, tylko powtarzaj. „Niech stanie się dzień w środku nocy, niech słońce zgaśnie, niech nigdy nie kończy się światłość…”
– Jak słońce zgaśnie, to co będzie świecić? – tym razem Kaśka miała wątpliwości co do zaklęcia wymyślonego przez Grubego. Ale za chwilę zapomniała o swych wątpliwościach, bo… drzwi od kaplicy skrzypnęły i stanęła w nich… Nie, nie światłość wezwana przez Grubego, tylko okutana w puchową kurtkę Jolka.
– Aaa! Aleś mnie wystraszyła! – paznokcie Kaśki znowu wbiły się w moje ramię.
– A jak ja się bałam. Musiałam sama tu dojść. Brrr! Okropność. Trzy razy się wywaliłam na jakichś kamieniach. Kolano sobie rozbiłam. Zaczęliście beze mnie?
– Dopiero co. Stawaj, powiemy jeszcze raz. Tylko drzwi zamknij, bo przeciąg.
Ale Grubemu nie dane było dokończyć zaklęcia. Nie minęło nawet dziesięć sekund i usłyszeliśmy rytmiczny stukot. Coś wyraźnie stukało w spróchniałe okiennice kaplicy. I z pewnością nie były to gałęzie drzew. Bo żadnych drzew obok kaplicy nie było. A do tego stukotu dołączył się dobrze znany nam głos.
– Wandale! Podpalacze jedni! Po policję zadzwonię! Uciekać mi stąd, ale już! Bo wam zaraz skórę wyłoję! – stukot w okiennice zamienił się w prawdziwy łomot, a tajemnicze zjawisko przybrało postać kościelnego. Bardzo wściekłego kościelnego. A każdy w Lipkach wie, że z naszym kościelnym Walczakiem lepiej nie zadzierać…
– Ja z Kaśką przez okno z tyłu. Młody, bierz Jolkę i drzwiami. Spotykamy się jutro w szkole. Chodu! Ale już!
To był ostatni moment. Przeskakując nagrobki, zauważyłem, jak kościelny mocuje się z okiennicą. W domach zapaliły się światła.
– Co się dzieje? Co to za hałasy? Panie Walczak, to pan?

Zakończenie

I tak zakończył się obrzęd dziadów, w którym brałem udział. Trochę inaczej miało to wyglądać, ale chyba każdy przyzna, że emocji nie brakowało. Gdyby Mickiewicz był z nami, to nikt by pały z Dziadów nigdy nie dostał, bo to nie byłby nudnawy dramat, tylko doskonała powieść sensacyjna.