Poezja Stanisława Barańczaka

Cielesna i metafizyczna

taka, i taka, a do tego jeszcze polityczna jest i była poezja Stanisława Barańczaka. Zapraszam Was do zbliżenia z tą poezją, zapraszam maturzystów, którzy powinni zapoznać się z nią przed pisemnym i przed ustnym egzaminem, zapraszam młodych poetów, którzy eksperymentują ze słowem, i w ogóle humanistów zainteresowanych ciekawymi zjawiskami w literaturze. Bo niewątpliwie poezja i całość dokonań Barańczaka jest ważnym zjawiskiem, interesującym zjawiskiem, a ostatnio także – modnym zjawiskiem naszej współczesności. Przyznam się swoim czytelnikom, że kiedy w poezji coś staje się modne, i to coś związane jest mocno z rzeczywistością, jest na przykład klasyfikowane jako polityczne, „opo-” albo „anty-” – to zaraz budzi moją nieufność. Z poezją Stanisława Barańczaka też tak było, dopóki nie zaczęłam – zmuszona swoim zawodem – wczytywać się w jego wiersze. „Odkryłam” wartości i rzeczy, które bardzo mi się podobają, zupełnie jak reklamowany ba–tonik, a reklamom także nie należy ufać. Podobnie jak politykom. Właśnie – opcje się spotkały, bo przecież poezja Barańczaka wyrasta z nieufności wobec massmediów, oficjalnego słowa, oficjalnego polityka.

Poeta jednak polityczny

Oczywiście, że polityczny. W tym przypadku pozwolę sobie na krótki rys biograficzny, bo życie wiąże się z poezją, a poezja wpływa na życie Barańczaka. Należy do tzw. Nowej Fali, czyli grupy młodych poetów debiutujących na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To pokolenie urodzone po wojnie. Tragedii wojennej nie pamięta, piętna wojny nie nosi, odczuwa jednak piętno dorastania w PRL – Polsce określonej przez socjalistyczny system. Wydarzenia, które to pokolenie łączą i wywierają na nie ogromne wrażenie, to rok 1968 (demonstracja studencka 6 marca) i rok 1970 – tragiczne wypadki w Stoczni Gdańskiej. Młodych tej epoki, w tym poetów, łączy nieufność wobec kłamliwej władzy fałszu, komunikatów prasy, radia, telewizji, krytyczna postawa wobec socjalistycznej rzeczywistości polskiej. To poezja miała pokazywać prawdę, demaskować fałsz języka i świata – głosili poeci Nowej Fali: Ewa Lipska, Adam Zagajewski, Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki – i oczywiście, a nawet przede wszystkim najbardziej reprezentatywny dla grupy Stanisław Barańczak, autor, który w 1968 roku zadebiutował tomem Korekta twarzy, potem wydał m.in. Jednym tchem (1970), Tryptyk z betonu zmęczenia i śniegu (1980), Widokówkę z tego świata (1990).

Za swoją działalność (jeden z założycieli KOR) i za swoje wiersze, dyscyplinarnie zwolniono go z pracy na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, był objęty zakazem druku w latach 1976-1980. Od r. 1981 mieszkał i pracował w USA. Zmarł w 2014 roku. Był nie tylko poetą, był indywidualnością renesansową – krytyk literacki, tłumacz, eseista, teoretyk literatury. Był więc to także poeta owiany legendą – zakazany, emigrant, tym samym popularny wśród krajowej opozycji. W jego utworach, poza fałszem oficjalnego języka, rozpoznajemy migawki z minionego świata PRL–u – atmosfera łatwiej zrozumiała dla tych, którzy ten świat pamiętają. Betonowe osiedla, poczucie osaczenia i kontroli, kolejki „za chlebem”, szarzyzna, kontrast ze światem Zachodu, który i tak nas nigdy nie zrozumie… Więc jednak, w proteście przeciw rzeczywistości swojego czasu – poeta polityczny.

A jednak… metafizyczny

Sam Barańczak wypowiada się, że w czasie gdy został zwolniony z pracy i przesiadywał w swoim ciasnym betonowym „m”, zmieniał pieluchy narodzonej właśnie córeczce, pisał wiersze i tłumaczył poezję obcą – to właśnie metafizyczna poezja siedemnastowiecznych Anglików była jego pasją. I metafizyka nie była obca ówczesnej poezji, bo pisał wiersze wysyłane Panu Bogu, bo tym samym wiódł dyskusję z Bogiem o sensie istnienia, bo badał ludzkie doświadczenie w całej złożoności – i w sprawach ludzkich, codziennych, i w kwestiach religijnych. Była ta poezja próbą rozmowy z Bogiem o sprawach bardzo ziemskich, pytaniem zwykłego człowieka, który do Boga zwraca się ze swoimi życiowymi pytaniami. Tom z roku 1990 taki właśnie tytuł nosi – Widokówki do Pana Boga, a wiersze swoje uznaje poeta za właśnie takie „pocztówki”. A zatem znajdujemy się w sferze metafizycznej.

A mimo to – poeta „cielesny”

„Cielesność” w przedstawieniu problemów człowieka, tych zależnych od polityki też, jest ważna w poezji Barańczaka od początku. Jeśli na chwilę przyjmiemy stary podział jednostki ludzkiej na „ciało” i „duszę”, do tego dodamy nieufność wobec świata, fałsz rzeczywistości, to zgodzić się trzeba z pomysłem, że „ciało” jest dużo bardziej odporne na kłamstwo, manipulację, indoktrynację. Tak, bo łatwiej zalać potokiem słów duszę, myśl. Natomiast ciało – jest swoistym pewnikiem istnienia, prawdą o sobie samym. Mowa ciała: ból, choroba, niemoc – są prawdziwe i jednoznaczne. Ślady rzeczywistości i przemocy – blizny – są trwałe. Ciało jest własne, istnieć we własnym ciele to znaczy „być”. Dlatego znajdziemy w tej poezji tak wiele konkretu, ciała ludzkiego – nie w ujęciu naturalistycznym, lecz etycznym, ciało staje się tu sposobem na poszukiwanie prawdy, na sprawdzenie otoczenia i własnej świadomości oraz miejsca w historii… Cierpienie ciała, ból – są prawdziwe, a język, mowa, służą raczej do zafałszowania świata. Dlatego następną cechą tej poezji jest ciągłe żonglowanie językiem. Szablony mowy w poezji przywołujące rozmaite konteksty ukazują niebezpieczeństwo słów, fałsz mowy, poeta wciąż przedstawia grę słow., wieloznaczność, zaskakuje odbiorcę szeregiem znaczeń sugerowanych przez, wydawałoby się, zwykłe słowa. Popatrzmy na wiersz:

Pan tu nie stał

Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę,
że nigdy nie stał pan za nami
murem, na stanowisku naszym też
pan nie stał, już nie mówiąc, że na naszym czele
nie stał pan nigdy, pan tu nie stał, panie,
nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi
przed panem otworem, a pan co,
stoi pan sobie na uboczu
wspólnego grobu, panie, tam jest koniec,
nie stój pan w miejscu, nie stawiaj się pan, stawaj
pan w pąsach na szarym końcu, w końcu
znajdzie się jakieś miejsce i dla pana.

Ile jeszcze „użyć” słowa stać można wymyślić? Tak, żeby z jednej strony nie zejść z wiodącej myśli – niby przemowy do natręta, który chciał się wepchać do kolejki, a z drugiej strony zahaczyć o ideały, o sprawy życia i śmierci? Pozwala na to pomysłowość poety, wieloznaczność języka i umiejętności wydobycia z niego znaczeń. Jak zabrać się do tego wiersza, by odkryć wszystkie jego poziomy?
Jak zawsze – od działania najprostszego, określania zarysowanej sytuacji – odpowiedzi na pytanie z czym mamy do czynienia i co kto mówi na pierwszy rzut oka.

I poziom – rzeczywistość

Ów pierwszy rzut oka rysuje się dość wyraźnie. Sytuacja liryczna nakreśla obrazek dość popularny w minionej rzeczywistości: możemy ją nazwać rzeczywistością „kolejkową”. W długim ogonku za „czymś tam” (a zdobywało się w ten sposób wiele cennych skarbów – od cukru i mąki począwszy przez taki luksus jak mięsiwo po zbytek mydeł lub butów) – w takim ogonku podenerwowanych, szarych ludzi tkwi podmiot liryczny. Jeden lub kilku ze „staczy” mówią, najwyraźniej podniesionym głosem, do sprytnego natręta, który chciał wejść do ogonka poza kolejką, wepchnąć się w nieswoje miejsce. Nazwała–bym tę sytuację liryką aktora – bo sceną staje się przestrzeń kolejkowa, a anonimowy klient lub kilku klientów, stają się głosem mówiącym w II osobie – jest więc to swoista apostrofa. Wybierzmy ten podstawowy szkielet wypowiedzi, który do I poziomu przystaje:

Pan tu nie stał!
zwracam panu uwagę!
nie stał pan za nami!
panie, nas na to nie stać!
a pan co?
stoi pan sobie na uboczu!
panie, tam jest koniec!
nie stawiaj się pan!
stawaj pan na szarym końcu!

Takie słowa w kolejkach padały, i możecie obdarzyć je wykrzyknikami i adekwatną dozą emocji. Mógł mówić je jeden zacietrzewiony osobnik, mogły padać ze strony wielu zirytowanych kolejkowiczów. Są to słowa wzięte z mowy potocznej, z codziennego życia. Słychać je było jak Polska długa i szeroka. Komponują I poziom wiersza. I na tym pierwszym poziomie utwór rysuje codzienność, obrazuje bezsens socjalistycznego świata kolejek, mozolną rzeczywistość życia w kolejkach po wszystko. W konsekwencji jest krytyką tej rzeczywistości, ukazuje też ludzi skłóconych – ktoś kto nie stał staje się agresorem, reszta jednoczy się w kolejkowej solidarności. Kolejkowy motyw przywołuje skojarzenia – scenę z Małej Apokalipsy T. Konwickiego, w której bohater przytupuje wraz z innymi kolejkowiczami, niejako w nawyku stania, piosenkę Krystyny Prońko „Za czym kolejka ta stoi”, utwór K. Wierzyńskiego – Stabilizacja.

Kolejkowy świat był przedmiotem satyry w kabaretach i komediach filmowych z tam–tych czasów, ale smutny to świat. I nie wziął się sam z siebie. Oskarżenie za beznadziejność, biedę, mozot tej codzienności przenosi nas na drugi poziom znaczeń utworu – znaczeń politycznych, które ujawniają się przez rozwinięcie tego podstawowego szkieletu zdań ze zwykłej mowy.

II poziom – sfera polityki

Krótkie rozwinięcia, dodane słowa, zaskakujące przerzutnie do następnego wersu sprawiają, że język kolejkowy, potoczny, przeistacza się w tubalny głos, który znamy z innej sfery. Nabiera mocy, staje się groźny, operuje poetyką, tworząc jakby strzępy oficjalnego przemówienia. To już nie przekrzykują się ludzie z kolejki, to nie rozwrzeszczał się jeden wkurzony facet – podmiot liryczny zmienia kształt i pozycję. Posłuchajcie:

nigdy nie stał pan za nami murem!
na stanowisku naszym też pan nie stał na naszym czele nie stał pan nigdy
nas na to nie stać, żeby pan tu stał
nie stój pan w miejscu
w końcu znajdzie się jakieś miejsce i dla pana

Weszliśmy w krąg jakiejś przemowy ideologicznej – to stanie na czele, na stanowisku… Istotny staje się zaimek: nasz, nasze, nas – my, nasza ziemia, nasza idea. Może to być zarówno głos przywódcy przemawiającego do narodu, odwołującego się do fałszywej wspólnoty, wskazującego odmieńca, który śmie myśleć inaczej i należy go wykluczyć ze społeczności. Może to być też głos opozycji, prezentującej własny pogląd, nieufnej wobec jednostki, ale też wyrzucającej jej stanie na uboczu. I tu i tu może znaleźć się dla niej miejsce. Kolejka rozrosła się nagle w scenę polityczną. Język stał się narzędziem walki. Zauważcie, że te same zdania w innym kontekście nabierają zupełnie innych znaczeń – służą do manipulacji tłumem (sztuczna idea „my”), służą do podporządkowania jednostki – ustawienia jej, wskazania miejsca, zwalczania. Kompozycyjnie: język potoczny został „ozdobiony” językiem z przemówień, z telewizji, z wieców ideowych. Treściowo: jest tu krytyka politycznego ustroju, fałszu ideologii, wskazanie niebezpieczeństw grożących jednostce w totalitarnym układzie my–on, także wskazanie na kłamliwość lub przynajmniej dwuznaczność sloganów rodem z politycznej stylistyki. Ale na tym nie koniec. Jest jeszcze

III poziom – metafizyczny

Metafizyczny, bo znajdujemy się nagle w kręgu spraw życia i śmierci, okazuje się, że śledzimy całkowite doświadczenie jednostki – jej osadzenie w codzienności (kolejka), jej zanurzenie w polityce (ideologia), wreszcie jej usytuowanie w istnieniu (metafizyka). Oto dalsze rozwinięcie utworu:

nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi przed panem otworem
stoi pan sobie na uboczu wspólnego grobu
panie, tam jest koniec

Kolejka – wiec – stały się teraz egzystującym społeczeństwem. Ziemia stojąca otworem – ani chybi grób, wspólny grób. Odmiana słowa koniec: tam jest koniec, stawaj na końcu, w końcu znajdzie się miejsce… Ze strefy konkretnej przenieśliśmy się w sferę nieziemską, koniec kolejki przekształcił się w koniec życia, cała sytuacja zmusza do zajęcia w życiu stanowiska, groźba szarego końca może być zagrożeniem nie tylko wolności, ale i egzystencji. Śmierć nie pominie nawet tego, który stoi na uboczu. To drzwi (do innego wymiaru?) stoją zwykle otworem. Oto znów kolejne znaczenia języka zostały tak skomponowane, by włączyć w utwór sferę metafizyczną: koniec, stanie w miejscu, grób zamiast drzwi. Intrygują dwa wersy:

nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi

W kolejce wiadomo – dla wszystkich nie starczy, trzeba czekać na swoją kolej. W polityce też – nie stać masowej ideologii na jednostki na uboczu, wichrzycieli, indywidualistów. A w sferze metafizycznej? Nie stać ludzkości na bierność, czy na realizm (to „obiema nogami”)? Może w życiu – które jest dążeniem do końca – nie wolno stać na uboczu, należy odnaleźć swoje miejsce, swoje marze–nie: choćby nieziszczalne i na samym końcu? A może jest to pytanie prostego człowieka przytupującego w kolejce, skierowane do Boga?

Wiele jest utworów Stanisława Barańczaka, które obierają za punkt wyjścia sytuację bardzo konkretną, cielesną, by za pomocą języka przeprowadzić odbiorcę przez sfery trudniejsze: ideowe, metafizyczne, filozoficzne. To broni jego poezję przed etykietką „politycznej”, zależnej od chwili historycznej, tym samym przemijającej. Odbiorcę swojego utworu poeta zaprasza do swoistej zabawy intelektualnej, rozsupływania językowych znaczeń – to może sprawia pozór „trudności”, ale nie jest to chyba aż tak trudna lektura. Polecam – dla zrozumienia owej cielesności człowieka jako gwarancji prawdy – lekturę utworu pt. Jednym tchem – a jest to także utwór o tworzeniu poezji. Inny, znakomity wiersz, który posiada panoramę historyczną (losy wiecznie walczącego narodu), polityczną (postać uciekiniera-konspiratora) i filozoficzną (sytuacja jednostki w świecie, który nigdy nie jest domem), to utwór Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka. Tu drobiazgi otaczające człowieka, cały kosmos codzienności staje się symbolem kruchości życia, tragedii życia tułacza. Tułacz-emigrant-Polak na obczyźnie, istota śmieszna z bagażem swojej kultury, istota, której Zachód nigdy nie zrozumie to inny jeszcze motyw poezji i życiorysu Barańczaka. Polecam choćby wiersz But why?, który jest też mistrzowską symfonią dialogu. Czytajcie i szukajcie znaczeń.

Ata Wrońska

Facebook aleklasa 2

Zobacz:

Stanisław Barańczak – Widokówka z tego świata (pytania i odpowiedzi)

Stanisław Barańczak – „Spójrzmy prawdzie w oczy”

Stanisław Barańczak matura

Stanisław Barańczak na maturze

Stanisław Barańczak – Wypełnić czytelnym pismem

Dlaczego twórczość Stanisława Barańczaka zyskała sobie miano poezji politycznej?

Interpretacja wiersza Stanisława Barańczaka „Widokówka z tego świata”

Stanisław Barańczak

Dlaczego twórczość Stanisława Barańczaka zyskała sobie miano poezji politycznej?