Na środku sceny rośnie drzewo, pod nim leży kamień, kilka kroków dalej biegnie droga – na takim oto tle rozgrywa się akcja najgłośniejszego z dramatów Becketta: Czekając na Godota. Musicie przyznać, że scenografia jest niezbyt imponująca. Postaci też jest niewiele: dwaj główni bohaterowie o przedziwnych imionach Estragon (!) i Vladimir, dwie postaci drugoplanowe – Pozzo i Lucky, jest jeszcze nieznany nawet z imienia Chłopiec. Za chwilę coś się zacznie dziać – popatrzmy.

Wydarzenia

Pod drzewem o zmierzchu spotykają się dwaj przyjaciele. Są to panowie w średnim wieku – Estragon i Vladimir. Niewiele wiemy o ich przeszłości – Vladimir stwierdza jedynie, że „przed tysiąc dziewięćsetnym” było o wiele lepiej: mieli pracę i liczono się z nimi, ale to wszystko działo się „milion lat temu”. Teraz są włóczęgami.

Do swego bliźniaczo podobnego losu mają jednak odmienne nastawienie: Estragon jest z nim całkowicie pogodzony, zaś Vladimir pragnąłby czegoś innego i wierzy, że istnieje ktoś, kto mógłby wyrwać ich z tej beznadziejności.

Tą osobą jest tytułowa postać – Godot. Vladimir twierdzi, że już kiedyś się z nim widzieli, że prosili go o pomoc i on wyznaczył im spotkanie właśnie przy tej drodze pod drzewem. Muszą więc czekać. Co prawda Estragon nie przypomina sobie żadnej umowy ani nie podziela wiary przyjaciela w nadejście Godota, ale też przychodzi codziennie w umówione miejsce.

Akcja rozumiana jako ciąg wydarzeń praktycznie tu nie istnieje – nieustannie zaś toczy się dialog pomiędzy Estragonem i Vladimirem, który będąc – inicjatorem całej sytuacji też chwilami powątpiewa, czy chodzi właśnie o „to drzewo” i „tę sobotę”.

Argumentem przemawiającym „za” są słowa pojawiającego się na chwilę Chłopca – wymawiając imię Godota potwierdza on niejako jego istnienie, choć przecież równie dobrze może on mówić o osobie, którą zna tylko ze słyszenia.

Tytułowy Godot

Tytułowa postać dramatu ani razu nie pojawia się na scenie. Czy to nie dziwne? Jest to podobno starszy pan, którego pojawienie się ma radykalnie odmienić życie Didi i Gogo. Tę postać można by zignorować jako wymysł Vladimira, ale przecież pojawia się chłopiec, który widuje Godota. Utrzymuje bohaterów w przekonaniu, że czekanie nie jest bezzasadne i Godot ich zbawi.
Godot jest i jednocześnie go nie ma. Ale przecież on nakręca całą akcję…
Dla poligloty (a Beckett nim był) Godot może brzmieć jak boguś, bożek, czyli mały, niedojrzały bóg.
Chłopiec zapytany o to, jakiego koloru jest broda pana Godota, odpowiada, że siwa – a więc Godot może się kojarzyć z chrześcijańskim Bogiem, często ukazywanym w sztuce jako długobrody, siwy starzec.

Bohaterowie

Wymieńmy ich wszystkich: główna para bohaterów, Estragon (Gogo) i Vladimir (Didi), „epizodyczna” para sadomasochistycznych bohaterów, Pozzo (ofiara) i Lucky (dręczyciel). Oprócz tego – chłopczyk, który jest posłańcem Godota i … Godot, który ani razu nie pojawia się na scenie.

Od swojego ukochanego pisarza, Joyce’a, Beckett zaraził się przywiązywaniem ogromnej wagi do nazewnictwa i liczb. Weźmy imiona bohaterów: Gogo to tyle co „idź idź”, zaś Didi „mów mów”. Imię Godot sprawia, że sztuka nabiera wymiaru… religijnego: „God” to z angielskiego „Bóg”, zaś „ot” to przyrostek sygnalizujący zdrobnienie.

Becketta fascynowała formuła sentencji św. Augustyna: „Nie rozpaczaj: jeden z łotrów został zbawiony. Nie pozwalaj sobie: jeden z łotrów został potępiony”. Dlatego metrum Czekając na Godota to 2+1 (2 łotrów, 1 Chrystus). Z tej sentencji wynika, że światem rządzą powtórzenie i przeciwieństwo – i rzeczywiście, wiele elementów sztuki powtarza się, a pary bohaterów są swoimi przeciwieństwami.

Estragon (Gogo) i Vladimir (Didi)

Estragon i Vladimir to bezdomni włóczędzy. Ich jedyną szansą na nadanie sensu życiu jest nadejście Godota.
Estragon jest łakomy, ociężały – fizycznie i intelektualnie, bezpośredni, raczej otwarty. To człowiek dość prostacki, ale niepozbawiony sprytu i poczucia humoru. „Estragon” to nazwa ziela pobudzajacego apetyt. Ten bohater symbolizuje więc biologiczną stronę natury człowieka, jego zakorzenienie w świecie roślin i zwierząt (jego potężna postura symbolizuje potężny związek z ziemią). Jest raczej posłuszny Vladimirowi, flegmatyczny, łakomy i naiwny jak dziecko – choć swoimi banalnymi, prostymi na pozór pytaniami potrafi wprawić bystrzejszego towarzysza w zakłopotanie.

Vladimir jest subtelniejszy od Estragona, góruje nad nim intelektem. Jest elokwentny, rozgarnięty, czasem nawet błyskotliwy. Wady? Jest tchórzem, ma w sobie coś z mądrali, doktrynera i hipokryty. Jego imię w językach słowiańskich znaczy tyle co „panujący nad światem”. Ten bohater symbolizuje metafizyczną , duchową naturę człowieka i jego chęć uwolnienia się z więzów natury i własnego biologizmu. Potrzebuje dyskusji, wyzwań intelektualnych, wdaje się w dyskusje z samym sobą, roztrząsa logiczne zawiłości. Z pozoru jest pewny siebie – lecz tak naprawdę chwiejny, niezdecydowany. W odróżnieniu od innych bohaterów, w niejasny sposób pojmuje swoją rozpaczliwą sytuację. Mimo usilnych starań, nie mogą dojść do porozumienia. Estragonowi dokuczają dolegliwoś­ci fizyczne, Vladimir przeżywa rozterki moralne, Estargon zabija czas oczekiwania bezczynnością lub snem, Vladimir – poszukiwaniem tematu do dyskusji… Oto przykład: Vladimir pyta Estragona: „(…) mam nadzieję, że cię nie nudzę? „Nie słucham” – odpowiada Estragon.

Ci dwaj bohaterowie tworzą obraz sprzecznej, rozdartej wewnętrznie natury człowieka. Każdy człowiek pełen jest sprzeczności nie do pogodzenia – ale jednak żyje, jakoś funkcjonuje w świecie. Skłonni są się rozstać, bo wiele ich dzieli, a łączy bardzo cienka nić. Vladimir mówi nawet: „Zastanawiam się czasem, czy nie byłoby lepiej, gdyby każdy z nas został sam ze sobą. Nie jesteśmy stworzeni do tej samej drogi”. A mimo to nadal są razem – tak jak człowiek nie może pozbyć się części swej natury – czy to tej przyziemnej, biologicznej, czy wyższej, duchowej.

Pozzo i Lucky

Prowadzą okrutną grę. Są tragikomiczną parą. Pozzo okrutnie wykorzystuje Lucky’ego – tresuje go, poniża, czyni z niego tragarza, juczne zwierzę. Lucky jest cichy, nieobecny, potulny – ta postać bywa odczytywana jako zdegradowany intelektualista, który upod­lony, mimo wszystko zachowuje szczątki honoru. Ich los jest tragiczny – w ciągu jednej doby Pozzo traci wszystkie atrybuty swej władzy – fajkę i zegarek; psuje się mu bat. Staje się niedołężnym ślepcem, a Lucky niemową.
Przez niektórych krytyków ta para była interpretowana jako symbol cywilizacji, wzorców zachowań i kultury. Pozzo (z włoskiego to tyle co studnia, szambo) jest władczy, surowy, dumny ze swego bogactwa, snobistyczny, egoistyczny. Jest konkretny, ma w życiu jakiś cel – udaje się na Targ Zbawiciela (cóż za ironia!) by sprzedać Lucky’ego. Może być symbolem ludzkiego ciała. Lucky to z angielskiego szczęściarz (to jeszcze większa ironia, gdy weźmiemy pod uwagę paskudny los bohatera. Jest on symbolem ludzkiej duchowości, tego wszystkiego, czego nie da się wyrazić w kategoriach materialnych. Desperacko czyni wszystko, by przypodobać się Pozzo: taszczy jego bagaż, służy mu. Nie jest głupi – kiedyś potrafił myśleć, ale zrzekł się tej umiejętności. Przemawia na rozkaz Pozza – lecz jest to bezładna paplanina, pełna sloganów. Jednak i ci bohaterowie potrzebują siebie nawzajem. Zwróćmy też uwagę na przeciwieństwo między obiema parami bohaterów – Didi i Gogo wciąż trwają, nie ruszają się z miejsca. Pozzo i Lucky są wędrowcami.

Bohaterowie

Vladimir i Estragon mają nie tylko odmienne podejście do Godota, na którego czekają z taką determinacją – różni ich wszystko: Vladimir jest typem lubiącego się wymądrzać „filozofa”, jest niespokojny – ciągle się kręci, schludny i zadbany. Estragon zaś jest leniwy, mało mówi, ubiera się niechlujnie, ale pomimo pewnej ociężałości jest dobrym obserwatorem świata – opiera się na intuicji.

Podczas gdy przyjaciele odprawiają pod drzewem swój cowieczorny rytuał, drogą przechodzą Pozzo i Lucky. Ta para też jest przedziwna: przez cały czas dokądś idą chociaż nie znają ani celu, ani sensu swojej wędrówki.

Lucky jest służącym Pozza, co może wydawać się zaskakujące, gdyż to właśnie sługa ma wszystkie cechy przypisywane szlachetnie urodzonym. Jest cichy, delikatny, jak gdyby nieobecny, sprawia wrażenie przegranego intelektualisty lub artysty. Pozzo – brutalny i prymitywny na każdym kroku stara się go upokorzyć, na co Lucky reaguje wyniosłym milczeniem.

Zapada noc. Chociaż bohaterowie postanawiają odejść, pozostają na swoich miejscach. Następnego dnia wszystko – z małymi zmianami (kogo innego uwiera but, kto inny zaczyna narzekać) zaczyna się od początku. Pozzo i Lucky zbierają się do drogi, dla Estragona i Vladimira rozpoczyna się kolejny dzień czekania na Godota. Czy tytułowy bohater w ogóle kiedykolwiek się pojawi?

Kpina z języka

Bohaterowie Czekając na Godota niby rozmawiają ze sobą, lecz … te rozmowy nie prowadzą do porozumienia, zacieśnienia więzi czy wyjaśnienia sobie ważnych spraw. W sztuce Becketta mamy do czynienia ze zdumiewającym „odkryciem”: mowa ma się nijak do rzeczywistości, w której żyjemy, to seria martwych klisz. Język się zużył. W dramacie nie brak parodii różnych sposobów posługiwania się językiem – tak np. jeden z monologów Lucky’ego to parodia współczesnego dyskursu naukowego: „W świetle świetle świetle przerwanych doświadczeń Steinnega i Petermana (…) widać wyraźnie, że na wsi i w górach, na wybrzeżach i wzdłuż dróg wodnych i ognistych powietrze jest to samo!”
Język nie ma żadnej mocy. Przypatrzmy się dialogowi Estragona i Vladimira zamykającemu akt II:
– To co, idziemy?
– Chodźmy.
I nie ruszają się z miejsca…

Znaczenie symboli

W dramatach Becketta każdy, nawet najdrobniejszy element tekstu ma niebagatelne znaczenie dla całości i wnosi sensy wykraczające daleko poza dosłowność. Tak rzecz ma się z imionami bohaterów.

Najbardziej intrygująco i tajemniczo brzmi imię tytułowej postaci. Kojarzy się z angielskim słowem „God”, czyli „Bóg” i rzeczywiście taki jest jego źródłosłów.

Beckett, który swobodnie posługiwał się kilkoma językami dodał do angielskiego rdzenia francuski przyrostek zdrabniający „-ot” (odpowiada polskiemu „-uś” albo „-ek”). Godota należałoby przetłumaczyć więc jako „Bożka” albo „Bogusia”, ale autor w jednym z prasowych wywiadów ostrzegał odbiorców przed tą jednoznacznie nasuwającą się interpretacją („gdybym chciał pisać o Bogu, nazwałbym go Bogiem”). Wszystko, co związane z Godotem stanowi jedną wielką tajemnicę – możemy tylko snuć na ten temat domysły. Imiona Estragona i Vladimira są bardziej przejrzyste. Vladimir, zwany zdrobniale Didi (od francuskiego: „dire” „mówić”) – to ten, który włada światem (rosyjskie „mir” – świat). Reprezentuje on inteligencję (mowa) i wszystkie wyższe wartości, symbolizuje rozsądek, intelekt, tęsknotę za przeżyciem metafizycznym, duchowość. Imię Estragona kojarzy się z nazwą przyprawy zaostrzającej apetyt i też świetnie go określa – zdrabniany jako Gogo (od angielskiego „chodzić”) jest bliski biologicznej naturze człowieka (jedzenie, chodzenie). Opozycja duchowości i cielesności pojawia się też w przypadku drugiej pary bohaterów: Pozza i Lucky’ego. Imię Lucky’ego odwołuje się do łacińskiego „lux” – „światło” i angielskiego „lucky” – szczęśliwy (faktycznie jest on najweselszy w tym gronie pesymistów). „Pozzo” to po włosku dół kloaczny, szambo.

Już na poziomie imion Beckett zaakcentował opozycję między duchem a materią, która – jego zdaniem – stanowi główną przyczynę wewnętrznego rozdarcia człowieka.

W świecie, w którym co innego podpowiada dusza (Didi), a czego innego domaga się ciało (Gogo) nie ma miejsca na szczęśliwe i spokojne bytowanie.

Dialogi bohaterów na temat tego, co lepiej wybrać: pozostać w miejscu czy wędrować, czekać czy pogrążyć się w bezmyślnym trwaniu są w istocie dyskusją na tematy egzystencjalne. Z pozornie absurdalnych rozmów wyłaniają się fundamentalne dla człowieka problemy. Są to sens (czy bezsens?) życia, trwałość i wartość tworzonej przez ludzkość kultury (którą symbolizują w dramacie mowa i droga), zasadność kierowania się marzeniami i nadziejami. Czy ktokolwiek z ludzi jest w stanie poradzić sobie z tymi dylematami?

Regres ludzkości

Jeżeli nawet – chcąc pozostać w zgodzie ze słowami autora – nie będziemy utożsamiali Godota z istotą boską, to i tak musimy przypisać mu cechy wykraczające daleko poza ludzkie kompetencje. Już sama wiara – głównie Vladimira, że wraz z przybyciem tej postaci wszystko zmieni się na lepsze, że powie on bohaterom, co robić, żeby ich życie stało się znośniejsze zakłada, że jest to ktoś nie tylko mądry, ale dysponujący jakąś władzą, mocą. Dlatego warto czekać na niego wiele dni, bo już w samym oczekiwaniu kryje się jakiś sens. Może uda mu się powstrzymać regres ludzkości, o którym już na początku pierwszego aktu wspomina Lucky?

„Człowiek mimo postępu w zaopatrzeniu i likwidacji odpadów marnieje i usycha (…) mimo rozwoju kultury fizycznej i sportów maleje i kurczy się” – stwierdza ta najbardziej optymistyczna ze wszystkich postać i zastanawia się, jak w chaosie świata wyglądają relacje pomiędzy ogółem i jednostką. Upadająca ludzkość wpływa ujemnie na jednostkę (dialogi Vladimira z Estragonem o tym, który z nich pierwszy powinien się powiesić), zagubiona jednostka zaś przyczynia się do regresu całej ludzkości. Koło się zamyka, egzystencja przyprawia o nieznośny ból i staje się jest coraz trudniejsza do zniesienia.

Kimkolwiek miałby okazać się Godot – człowiekiem, Bogiem czy ideą warto na niego czekać i wierzyć, że nadejdzie, bo sama wiara jest schronieniem przed lękami i egzystencjalnym bólem.

Takie przesłanie jest jednym z możliwych odczytań dramatu Becketta, który mimo wyraźnie sprecyzowanej symboliki wymyka się jednoznacznym interpretacjom. Jego zakończenie (Godot nie przychodzi, Didi i Gogo decydują się czekać dalej) równie dobrze możesz odebrać jako zupełne pogrążenie się w bezwładzie i skapitulowanie przed bezsensem egzystencji, wiarę bohaterów w nadejście lepszego jutra (z Godotem), możecie wyśmiać jako naiwną i pozbawioną racjonalnego uzasadnienia. Jednak niezależnie od indywidualnych odczuć i wniosków zgodziszsię chyba z tym, że cały dramat stanowi doskonałą, czytelną metaforę ludzkiego losu, poruszającą przypowieść (parabolę) o naszej wędrówce przez życie.

Kondycja człowieka w Czekając na Godota

  • Ludzie należą do świata bezrefleksyjnej przyrody, włączeni są w powszechny ruch kosmosu. Jednak różnią się czymś od innych istot żyjących na świecie: inne istoty wydają się być pogodzone ze swoim statusem, zaś ludzie – nie. Człowiek postrzega siebie jako obcy, niepełny, wyalienowany twór.
  • Człowiek potrzebuje poczucia wspólnoty z innymi, porozumiewania się. Niestety, ta niezaspokojona potrzeba partnerstwa prowadzi do wewnętrznego rozdwojenia.
  • Pewną pociechą jest – jakże jednak niedoskonały – język. Mowa stwarza iluzję bycia w towarzystwie, nawiązywania więzi, podtrzymywania jej i uśmierza poczucie samotności. Lecz niestety i tak to tylko iluzja…
  • Naturalna tendencja dominacji umysłu nad ciałem zostaje zaburzona w zetknięciu z kulturą, cywilizacją. W społeczeństwie człowiek przestaje być sobą, zanika jego indywidualizm.
  • Człowiek nie jest w stanie uczynić nic poza samym istnieniem, egzystowaniem.
  • Desperackie poszukiwanie celu życia czyni z człowieka ofiarę.

Teatr absurdu

Czekając na Godota i inne sztuki Becketta zwiazane są z teatrem absurdu, jednym z głównych nurtów dramaturgii XX w. Rozwijał się on głównie w latach 1950–1965. Za miejsce jego powstania uznaje się Francję – tam mieszkali główni twórcy tego nurtu: Samuel Beckett, Jean Genet, Eugène Ionesco i Arthur Adamov.

Prekursorami teatru absurdu byli Alfred Jarry, autor farsy Ubu król, Guillaume Apollinaire i surrealiści.
Nazwa „teatr absurdu” została ukuta przez Martina Esslina, autora głośnego dzieła zatytułowanego właśnie Teatr absurdu. Zostało ono wydane w 1962 r. Odnosił tę nazwę do czterech, wymienionych już, twórców: Becketta, Ionesco, Adamova i Geneta. Tych twórców łączyło przekonanie, że po II wojnie światowej nie można już pisać w zgodzie z tradycją literacką – trzeba ją burzyć i szukać nowych środków wyrazu. Stare nie zdają już egzaminu. Kondycję człowieka (tragiczną, absurdalną, beznadziejną…) wyrażają jedynie radykalne środki, burzące dotychczasowy ład.

Słowo „absurd” wywodzi się z logiki – oznacza niedorzeczność, nonsens, sprzeczność. Dobrze oddaje atmosferę sztuk Becketta czy Ionesco. Zostało ono upowszechnione przez egzystencjalistów, którzy uważali, że tragizm człowieka polega na doświadczeniu braku sensu życia, poczuciu nonsensu otaczającego go ze wszystkich stron.
Teatr absurdu wyrósł z egzystencjalizmu, dadaizmu, surrealizmu, twórczości Franza Kafki i Jamesa Joyce’a (przypomnijmy – ukochanego pisarza Becketta).

Cechy teatru absurdu:

  • Negowanie starego teatru.
  • Zanik tradycyjnej akcji, która przybliża do rozwiązania konfliktu, wyjaśnienia tajemnicy itd.
  • Bohaterowie są wrzuceni w nienaturalną, czasem upiorną sytuację, w której trwają lub poddają się jej jak bezwolne marionetki (świetnym, wyrazistym przykładem może być Nosorożec Ionesco – niemal wszyscy mieszkańcy miasta przemieniają się w nosorożce).
  • Bohaterowie są kukiełkami w rękach nieznanego demiurga, zachowują się jak cyrkowcy i klauni – śmiesznie, żałośnie i tragicznie zarazem.
  • Bohaterowie nie mogą się ze sobą porozumieć.
  • Cykliczny nawrót tych samych lub bardzo podobnych scen.
  • Dekonstrukcja intrygi, postaci i języka.
  • Dramaty mają na ogół charakter groteskowy, spotkamy w nich parodię i czarny humor, komizm miesza się z tragizmem, śmiech z grozą – tworzą one razem absurdalną wizję świata.

Godot na scenie

Chociaż Czekając na Godota powstało w niespełna cztery miesiące (na pierwszej stronie rękopisu widnieje data 9 października 1948, na ostatniej – 29 stycznia 1949) na sceniczną premierę dramat musiał czekać aż cztery lata! Autorowi trudno było znaleźć producenta dla tak oryginalnej sztuki. Dopiero mały paryski Teatrzyk de Babylone zdecydował się wystawić sztukę, która wbrew przewidywaniom od razu odniosła ogromny sukces: posypały się przychylne recenzje, a spektakl przez długie miesiące wystawiano przy pełnej widowni. Beckett przełożył jej tekst na angielski i w roku 1975 sam ją w tym języku wyreżyserował (w teatrze Riverside Studios w Berlinie). Pierwszą polską inscenizację utworu z 1957 r. w warszawskim Teatrze Współczesnym reżyserował Jan Kreczmar. Ze względu na ówczesną sytuację polityczną Polski sztukę interpretowano przede wszystkim jako utwór o czekaniu na wolność.

Arcydzieło w tematach maturalnych

Polecamy do tematów:

  • kondycja człowieka
  • kat i ofiara
  • teatr życia
  • absurd
  • przyjaźń
  • wędrówka
  • tragizm istnienia
  • los
  • antyteatr – teatr absurdu

Zauważ!
Sztuka Czekając na Godota jest metaforą ludzkiego losu. Chyba po raz pierwszy udało się pisarzowi w formie tak ascetycznej, bez skomplikowanej akcji, rozbudowanych postaci, dekoracji opisać dramat ludzkiego istnienia.

Skojarz!

  • Teatr minimalny – rezygnuje z akcji pojmowanej jako ciąg logicznie powiązanych wydarzeń, z bogatych dekoracji i obsady, przenosi punkt ciężkości na dylematy moralne rozgrywające się w ludzkim wnętrzu.
  • Antyteatr (teatr absurdu) – awangardowy kierunek w dramacie lat 50. i 60., zapoczątkowany we Francji, groteskowe sztuki oparte na absurdzie słownym i sytuacyjnym, dają pesymistyczną wizję ludzkiego losu i cywilizacji.

Zapamiętaj!
W sztukach Becketta na uwagę zasługuje skromność scenografii i programowe ubóstwo rekwizytów. Postacie są dziwne i dziwnie usytuowane: a to zakopane w ziemi, a to umieszczone w kubłach na śmiecie, albo stróżujące dzień i noc przy kamieniu i krzaku (Czekając na Godota). Światem tej dramaturgii rządzą absurd i groteska, zdarzenia są zredukowane do minimum, a problematyka głęboko filozoficzna. Tragizm istnienia, bezsens śmierci (przedstawionej tu groteskowo), wartości w życiu ludzkim. Krytycy wpisują tę twórczość w krąg antyteatru i postmodernizmu.

 

Autor

Samuel Beckett (1906-1989)
Prozaik i dramaturg irlandzki, z wykształcenia romanista. Swoje dzieła pisał po francusku i po angielsku. Pierwszeństwo miał język francuski. Krytycy zgodnie podkreślają jego zdumiewające zdolności lingwistyczne. Zadebiutował powieściami, ale przeszły one bez większego echa. Niekwestionowaną sławę zdobył po premierze Czekając na Godota w 1953 r. Został uznany za herolda teatru absurdu. Otworzył nowy rozdział w dziejach dramaturgii europejskiej. Eugène Ionesco pisał o nim: „Beckett jest głęboko tragiczny” – a jak wiadomo, tragizm to bardzo ważna cecha twórczości współczesnych twórców i wysoko ceniona. Czyż można bardziej skomplementować twórcę? Natomiast Martin Esslin w bardzo ważnym dziele Teatr absurdu pisał o autorze Czekając na Godota: „Uczucie lęku metafizycznego wobec absurdalności losu człowieka to z grubsza temat sztuk Becketta”.
W 1969 r. Beckett otrzymał Nagrodę Nobla.