Zanim zapoznamy się ze zwyczajami panującymi w Soplicowie, przyjrzyjmy się temu miejscu. Soplicowo bowiem to nie tylko dwór, ale także zamek Horeszków i karczma.

Dwór szlachecki w Soplicowie

Stał wśród pól, nad brzegiem ruczaju, był „z drzewa, lecz podmurowany” o pobielanych ścianach. Jego otoczenie sugerowało, iż we dworze panował porządek i dostatek. Otwarta na oścież brama, upewniała przybywających o gościnności gospodarzy. Wewnątrz dworu, na ścianach wisiały portrety narodowych bohaterów. Goście zajeżdżali przed ganek, gdzie w imieniu Sędziego, witał ich Wojski.

 Zamek Horeszków

Stał niedaleko dworu. Był okazałą budowlą, dziedzictwem rodziny Horeszków. Po śmierci dziedzica dobra podzielono między krewnych i wierzycieli. Zamku nikt nie chciał wziąć, ponieważ trudno było go utrzymać. Nie dziwił  więc nikogo fakt, iż stał zaniedbany. Jedynie na ścianach wisiały herby rodowe. Ze względu na duże rozmiary, rozległą sień i bliskość piwnic, wygodnie było w nim urządzać uczty. Hrabia, krewny Horeszków, upodobał sobie te mury, uznając, iż we mgle sprawiają wrażenie miejsca szczególnego, tajemniczego, mogącego służyć natchnieniu.

 Zaścianek Dobrzyńskich

Mieszkała w nim  zubożała szlachta, wykonująca te same czynności co chłopi, a różniąca się od nich tylko strojem. Dom najważniejszej w zaścianku osoby -Maćka Dobrzyńskiego – był stary, zaniedbany, nie ogrodzony.  W zaścianku istniał zwyczaj nadawania przydomków. Tak, na przykład, Maciej Dobrzyński, zwany był „Kurkiem na kościele”, „Zabokiem”, „Królikiem” lub „Maćkiem nad Maćkami”. Stał on na czele zaścianka i uchodził wśród współbraci za autorytet: „Nie działo się w Dobrzynie nic bez Maćka rady”. Był człowiekiem spokojnym, nieprzekupnym i odważnym. Kochał ojczyznę i nienawidził zaborców. Honor nie pozwalał mu nigdy wchodzić z nimi w układy.

Karczma

W Soplicowie możemy zobaczyć dwie chylące się ku sobie karczmy. Stara należała do dziedzica zamku i tam „rej wodził Gerwazy”, druga,  nowa,  Soplicowska, w której „najwyższe za stołem brał miejsce Protazy”. Stara karczma podobna była z przodu do arki Noego, z tyłu zaś do świątyni Salomona. Całość przypominała „Żyda, gdy się modląc kiwa”. Było to powszechnie lubiane miejsce spotkań okolicznej szlachty. Urządzano w niej wesela i chrzciny, bawiono się przy muzyce. Tam też odbywały się spotkania emisariuszy. Jej arendarz (dzierżawca, karczmarz) Jankiel był znanym w okolicy cymbalistą, człowiekiem szanowanym, łagodzącym kłótnie między uczestnikami sporu.

 

Dawne zwyczaje

Czytając Pana Tadeusza wielokrotnie spotykamy się ze sformułowaniem, iż Sędzia zachowywał dawne zwyczaje, był wierny tradycji.

Elementy, które składają się na pojęcie tradycji, czyli określone zasady postępowania, obyczaje, poglądy, wiadomości przechodzące z pokolenia na pokolenie, miały bardzo duże znaczenie dla mieszkańców Soplicowskiego dworu.

Sędzia jako gospodarz i wzorowy szlachcic dbał, aby w jego domu szanowano zwyczaje, przestrzegano zasad etykiety towarzyskiej. W całej Litwie słynął z gościnności, gospodarności oraz z głębokiej miłości do ojczyzny.

Autor oddał piękno dawnej obyczajowości, przedstawiając bohaterów w różnych sytuacjach, zarówno podczas pracy, jak i odpoczynku. Klimat tajemniczych spotkań, wystawnych uczt, polowań, grzybobrań towarzyszy nam od pierwszych stron epopei. Zamknijmy oczy i dajmy się zaprosić w gościnę do Soplicowskiego dworu.

Przed nami brama „wciąż otwarta”, sugeruje, iż będziemy mile widzianymi gośćmi. Mamy okazję z bliska przyjrzeć się życiu w Soplicowie.

Zajęcia gospodarskie, prace polowe

Szlachta polska nie uczestniczyła w nich bezpośrednio, co najwyżej były osoby, które sprawowały kontrolę nad ich przebiegiem. Wszelkie prace wykonywali chłopi. Nie czuli się jednak w swych zajęciach wykorzystywani, gdyż Sędzia dbał, by nigdy nie działa im się krzywda. Drobnymi czynnościami, jak np. karmieniem drobiu, zajmowała się Zosia.

Formy wypoczynku: przechadzki, spacery, zabawy, zaloty

Mieszkańcy dworu lubili miło spędzać czas. Do przyjemności należały, m.in. spacery po lesie, wędrówki w tajemnicze zakątki. Odwiedzali wtedy swoje ulubione miejsca, np. świątynię dumania.

Powrót do domu przebiegał z zachowaniem wszelkich form towarzyskich, przestrzegano odpowiedniej kolejności. Przodem biegły dzieci pilnowane przez dozorcę, potem szedł Sędzia z Podkomorstwem otoczony rodziną, za nimi panny i młodzieńcy. Dziedziniec zamku, dworu, okoliczne gaje były wymarzonymi miejscami dla zabaw młodzieży.

Wzajemne zaloty stanowiły miłą rozrywkę. Telimena oczarowywała mężczyzn dojrzałą kobiecością, nienagannymi manierami, strojem. Zosia, będąca jej przeciwieństwem, zachwycała dziewczęcą urodą, onieśmieleniem, wrodzonym wdziękiem.

Spożywanie posiłków: śniadania, obiady, wieczerze, uczty

Posiłki często stanowiły w domach szlacheckich najciekawsze i najdonioślejsze wydarzenia dnia. Śniadania, obiady, nie mówiąc już o ucztach wydawanych przy specjalnych okazjach, przebiegały według ustalonego rytuału. Nad tym, by wszystko odbywało się bez zakłóceń, czuwała odpowiednia osoba. Przy stole zbierały się całe rodziny wraz z gośćmi, których nigdy nie brakowało. Każdy zajmował należne mu miejsce. Na śniadanie dla pań  podawano kawę ze śmietaną. Dla mężczyzn przygotowane były mięsa: półgąski, szynka, zrazy. Podczas posiłków rozmawiano o sprawach gospodarczych, politycznych, spierano się o szybkość chartów – Kusego i Sokoła. Sędzia jako gospodarz usługiwał paniom, ganiąc przy tym (w mowie o grzeczności) wychowanie młodzieży, która choć kształcona za granicą nie miała obycia towarzyskiego „Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna”. Sędziego popierał Podkomorzy, krytykując nowe obyczaje. Uważał, iż szlachta polska zbyt pochopnie przyjmowała obce zwyczaje, jak np. tytułowanie się markizem,  baronem.

Jeśli sprzyjała pogoda, stoły wystawiano na dziedziniec zamku i tam przy blasku świec spożywano wieczerzę. Prawda, że to bardzo romantyczne?

Grzybobranie

Było to zajęcie, w którym wszyscy powszechnie uczestniczyli, zaszywali się w ciemne zakamarki lasu, by tam oddać się poszukiwaniom smakowitych grzybów. A naprawdę było co zbierać. Do koszyków wpadały lisice, borowiki, rydze, surojadki, koźlaki, lejki, bielaki. Przypominały one naczynia stołowe: czarki, kieliszki, filiżanki, stojące na zielonym obrusie łąk i lasów. Koniec grzybobrania obwieszczał dźwięk dzwonu.

Polowanie

„Głupi niedźwiedziu! Gdybyś w mateczniku siedział,
nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział”

Słuszne to słowa, gdyż zwierzę nie mogło uciec, mając przeciwko sobie takich strzelców jacy byli w Soplicowie. Wyprawa z psami, którą poprowadził Wojski,  zakończyła się, po zaciekłej walce, zwycięstwem łowców. Niedźwiedź, zagrażający życiu Hrabiego, został zastrzelony przez księdza Robaka. Tę radosną wieść oznajmił Wojski grą na rogu bawolim. Poprzez muzykę odmalował przebieg polowania. Na zwycięzców czekał wedle zwyczaju staropolski bigos.

Zebrania szlacheckie

Trzeba przyznać, iż Polacy zawsze lubili tego rodzaju debaty. Należały do nich spotkania szlachty w karczmie u Jankiela, wszelkiego rodzaju narady, sejmiki, procesy sądowe i zajazdy. Nieodłącznie towarzyszyły im spory i kłótnie, podsycane przez porywczych rozmówców, a wynikające z ich zadziorności i chęci do bójek.

Uczta zaręczynowa

Ta szczególna, która z pewnością utrwaliła się już w Waszej pamięci, wydana została z okazji zaręczyn trzech par: Tadeusza z Zosią, Rejenta z Telimeną i Asesora z Hereszczanką oraz wizyty generała Dąbrowskiego we dworze. Przewodził jej Wojski, występujący w charakterze marszałka dworu. Zaszczytne miejsce zajmował sam generał Dąbrowski. Sędzia jako gospodarz przebywał ze swoimi włościanami na dziedzińcu. Tadeusz i Zosia – nowi dziedzice – usługiwali chłopom, gdyż tak nakazywał staropolski zwyczaj. Goście zachwycali się mnogością potraw, wykwintnymi nakryciami stołu. Powszechny podziw wzbudził serwis rodowy, ukazujący cztery pory roku. Przedstawiał on obrady sejmików szlacheckich, oddawał ich atmosferę. Na stole pojawiały się potrawy, których dzisiaj już z pewnością nie jadacie. Zapachami kusiły: barszcz królewski, rosół staropolski, kontuzy, arkasy, blemasy. Nazwy nietypowe kryły w sobie tajemnicze smaki.

Tadeusz i Zosia podczas uczty dokonali doniosłego aktu uwłaszczenia chłopów, czyli nadania im wolności i ziemi. Ich działanie miało świadczyć o zmianach społecznych, mających się dokonać w przyszłości. Radosnym wydarzeniom towarzyszyła zabawa przy wiejskiej muzyce. Wykonawcą najpiękniejszego koncertu, zwanego “Koncertem nad koncertami” był Żyd Jankiel. Jego koncert był wyrazem uczuć patriotycznych. Wszyscy słuchacze pamięcią powracali do wydarzeń, które zadecydowały o sytuacji ówczesnej Polski. Goście zgromadzeni na uczcie w dworze Soplicowskim, zdawali sobie sprawę z ich rangi.

We wzniosłej atmosferze, wśród radosnych okrzyków, toastów, wiwatów z sercami pełnymi nadziei i wiary w przyszłość, mieszkańcy Soplicowa tańczyli poloneza, którego prowadził  Podkomorzy z Zosią.