Duszny lipiec 1865 roku. Petersburg. W ubogiej dzielnicy pełnej kuchennych wyziewów, zrujnowanych nałogiem alkoholików i przemykających pod murami domów prostytutek zamordowano bogatą lichwiarkę, Alonę Iwanownę. Zginęła też jej siostra, Jelzawieta, która przypadkowo znalazła się w miejscu przestępstwa. Zdarzeniem od razu zainteresowała się brukowa prasa, a policja próbuje ustalić zabójcę. Ale my mamy nad nią przewagę, bo Dostojewski od razu zdradza czytelnikowi osobę sprawcy!

Jest nim dwudziestotrzyletni były student prawa, Rodion Romanowicz Raskolnikow. Jego sytuacja materialna jest nie do pozazdroszczenia: mieszka w sublokatorskim pokoju, do snu przykrywa się płaszczem, a zamiast poduszki używa własnej bielizny. Ale nie zabił dla pieniędzy. Zamiast zrobić ze zrabowanej gotówki sensowny użytek, ukrył ją pod kamieniem i – zatopiony w refleksjach – czym prędzej oddalił się z fatalnego miejsca. O czym rozmyślał?

Motywy zabójstwa

Dopóki nie staną się dla nas jasne intencje czynu Raskolnikowa, nie zrozumiemy ani gonitwy jego myśli, ani burzy targających duszą zabójcy uczuć. Skoro nie kierowała nim chęć zysku, to co? Czy pamiętacie rozmowę jego kolegi – malarza z pewnym oficerem właśnie o Alonie Iwanownie i jej leżącym odłogiem majątku?

Sto, tysiąc dobrych poczynań można by wesprzeć i zrealizować za pieniądze tej staruchy, które się zaprzepaszczą. Setki, może tysiące ludzkich istnień dałoby się skierować na właściwą drogę; dziesiątki rodzin ocalić od nędzy, rozkładu, zguby, od rozpusty, od wenerycznych szpitali – i to wszystko za jej pieniądze.

Codzienne obcowanie z nędzą prowadzi Rodię do poczynienia „prostego rachunku”: w imię dobra ogółu warto poświęcić bezwartościową jednostkę! To pierwszy z motywów. Sami przyznacie, że próżno by doszukiwać się w nim egoizmu! Drugim, nie mniej ważnym, jest przekonanie Raskolnikowa o przyrodzonej ludziom nierówności. Większość z nich („pierwsza klasa”) to mało zindywidualizowana magma, której zadaniem jest tylko „liczebne pomnażanie świata”. Do klasy drugiej należą zaś jednostki wybitne. Ich niestereotypowe myślenie, śmiałe czyny i poglądy kształtują oblicze świata: dają początek nowym ideom i prądom. Zdaniem Raskolnikowa byłoby absurdem, gdyby ci tak niepodobni do siebie ludzie mieli kierować się tymi samymi zasadami etycznymi i byli oceniani według jednakowych kryteriów!

Poza dobrem i złem

Jeszcze będąc studentem, Rodia napisał na ten temat artykuł, którego przesłanie powróci w rozmowie z prowadzącym śledztwo Porfirym Pietrowiczem. Znamy już relatywizm moralny (różne dla różnych osób i okoliczności zasady) Raskolnikowa, ale oto pojawia się inne pytanie: do której klasy należy on sam? Oczytanie, refleksyjność i chęć eksperymentowania kreują go na nieprzeciętnego intelektualistę. Bez wątpienia nim jest i zdaje sobie z tego sprawę. Musi natomiast sprawdzić siłę swojego charakteru, odwagę i psychiczną wytrzymałość – słowem dowiedzieć się „Czy jestem drżącą kreaturą, czy też mam prawo?” (chodzi oczywiście o prawo do zarezerwowanej dla najwybitniejszych swobody moralnej). W epoce Dostojewskiego modne były takie czysto intelektualne spekulacje, ale czym innym jest teoretyczne rozważanie nawet najbardziej śmiałych czynów, a czym innym targnięcie się na czyjeś życie! Przygotowujący się do zbrodni Rodion tłumaczył sobie, że ma zabić tylko „wesz”, ale prawda okazała się zupełnie inna. Alona Iwanowna, niezależnie od swoich wad, była człowiekiem, a sam Raskolnikow nie „składał” się wyłącznie z intelektu!
Podejmując decyzję o zabójstwie wpadł w szpony suchego racjonalizmu, zlekceważył zupełnie swoje serce, duszę – słowem całą sferę uczuciową, i to przeoczenie zemściło się na nim w okrutny sposób!

Psychika zabójcy

Czy pamiętacie sen, jaki nawiedza Raskolnikowa tuż przed zamordowaniem Alony? To wspomnienie z dzieciństwa. Rodia był wówczas świadkiem zakatowania konia przez chłopa – Mikołkę. Teraz znowu ma kilka lat i przeżywa tamten koszmar, budzi się przerażony i zlany potem.

(…) Boże! – zawołał – czyż ja naprawdę, rzeczywiście wezmę siekierę, zacznę walić po głowie, zmiażdżę jej czaszkę? (…) Czy będę się ukrywał, cały zalany krwią? Jezus Maria!

Powinien zdać sobie sprawę z własnej wrażliwości i potraktować sen jako podpowiadaną mu przez podświadomość przestrogę, ale – niestety – tego nie robi. A to dopiero przedsmak męczarni – prawdziwe piekło rozpocznie się po dokonaniu zbrodni. Stan psychiki bohatera Zbrodni i kary nosi wszelkie znamiona choroby psychicznej, toteż stał się przedmiotem wielu analiz lekarskich, tak jakby zabójca był realną osobą, nie zaś postacią literacką. Chłopak całe dnie spędza na ceratowej kanapie, to, co odczuwa, trudno nazwać wyrzutami sumienia – to prawdziwa obsesja! Od chwili zadania śmiertelnego ciosu nie przeżył ani jednej normalnej, spokojnej minuty – im bardziej chciałby zapomnieć o swoim uczynku, tym silniej powraca jego wspomnienie, a raczej – jego wciąż żywy obraz. Co może wyzwolić go z tego stanu?

Inne postaci

W przypadkowych okolicznościach Raskolnikow poznaje żyjącą w nędzy rodzinę alkoholika Marmieładowa. Chociaż jego druga żona, Katarzyna, stara się, by wykarmić gromadkę dzieci, pieniędzy wciąż nie wystarcza. Wtedy to córka Marmieładowa podejmuje desperacką decyzję: musi zacząć zarabiać, a może uzyskać pieniądze tylko w jeden sposób – sprzedając swoje ciało. Co czuła wrażliwa, głęboko wierząca w Boga, rozczytana w Piśmie Świętym dziewczyna, gdy wychodziła na ulicę? Czy w stosunku do niej odpowiednie będzie określenie „kobieta upadła?” Przecież do prostytucji nie pchnęła jej rozwiązłość, przeciwnie – poświęcenie! Ta niejednoznaczna moralnie postawa Soni sprawiła, że to ją wybiera Raskolnikow na swoją powiernicę.
Między tymi dwoma postaciami istnieje ogromne podobieństwo, ale i różnice. Na tle kierującej się sercem Soni jeszcze wyraźniejsze staje się wewnętrzne rozdarcie Raskolnikowa, który chciał zanegować „żywe życie”, wtłoczyć je w tryby niepodzielnie panującego rozsądku. Dopiero dzięki spotkaniu z Sonią pojął, że nie da się ująć ludzkiej egzystencji w system nawet najbardziej logicznych reguł i praw. I nic tu nie pomoże „prosty rachunek”, bo człowiek jest pełnią, a do osiągnięcia równowagi i szczęścia, tak samo jak doza rozsądnego myślenia, potrzebny jest spokój serca i zgoda z własnym sumieniem. W przeciwnym wypadku piękne założenia prowadzą do opłakanych skutków.

Chociaż wydarzenia Zbrodni i kary ogniskują się głównie wokół Raskolnikowa (potem i Soni) przez powieść przewija się cała galeria postaci. Poznajemy matkę Rodina, która po wyjściu na jaw jego zbrodni umiera z rozpaczy, jego siostrę Dunię i jej zalotników: dorobkiewicza Łużyna i szulera Swidrygajłowa. Pojawiają się też biedni koledzy głównego bohatera oraz śledczy Porfiry Pietrowicz. Żadna z tych postaci nie jest ważna sama w sobie, ale razem tworzą one jak gdyby system luster, które pomagają uchwycić głębie i bogactwo psychiki Raskolnikowa.

Odkupienie

Doprowadzając bohaterów na skraj moralnego upadku, Dostojewski nie odbiera im szansy naprawienia swych win. Dla Raskolnikowa pierwszym krokiem na drodze ku odkupieniu były, graniczące z utratą zmysłów, cierpienie i udręka. Potem przyszło zesłanie, w którym towarzyszyła mu szczerze kochająca go Sonia. Początkowo Rodia bał się, że natchniona dziewczyna „zakatuje” go Ewangelią, ale tak się nie stało. Dobrowolny pobyt na zsyłce był odkupieniem także i dla niej samej. Opis wspólnego duchowego dojrzewania tych dwojga szokuje wyciszeniem, wręcz ascezą, zwłaszcza na tle drobiazgowej analizy stanu ducha Raskolnikowa po dokonaniu zbrodni. Nie poznajemy prawie żadnych szczegółów, ale promieniejące radością twarze bohaterów cieszących się, że zostało im „tylko” siedem lat męki, s upewniają nas, że w ich wnętrzach przez cały czas dzieje się coś wielkiego.