Stachurę śpiewa się przy wakacyjnych ogniskach i „wozi się” w plecakach – w śpiewnikach lub własnoręcznie przepisywanych zeszytach. Stachura wzrusza kolejne pokolenia – przecież ostatni to romantyk naszych czasów, romantyk w dżinsach, z gitarą, ale romantyk. Dlatego właśnie twierdzę, że legendarny Ed – dżinsowy bard – osiągnął rzecz niezwykłą i godną zazdrości ze strony najbardziej renomowanych poetów. Ich przeniosą do historii podręczniki i encyklopedie, a piosenki Eda – śpiewniki i serca oraz ogniska. Strasznie mi się to podoba, takie prawdziwe życie poezji i chociaż specjalnie nie wielbię Stachurowych wierszy – podziwiam i szanuję taki sukces.

Po pierwsze kontaktu z odbiorcą, po drugie umiejętności wskrzeszenia i popularyzowania tegoż romantyzmu, który wciąż jest w naszych duszach. I lubię, rzecz jasna, słuchać wokalno-muzycznych interpretacji tych utworów, ale nie w każdym wykonaniu. Nie ujawnię co i jak, bo nie to jest tematem naszej rubryki. Najgorsze, że tej poezji chyba wcale nie trzeba rozumieć! Być może wystarczy się jej poddać, pójść za głosem uczucia, pogrążyć się w nastroju… Może nawet pytanie w rodzaju: czy rozumiesz poezję Stachury – byłoby po prostu głupie lub co najmniej nietaktowne? Pod wielkim dachem nieba i na świętej ziemi co nas nosi – grzech wdawać się w analizy stylistyczno–językowe, no nie?

Czar działa

Zatem nie drążmy rozumowo tej poezji, lecz zabawmy się wraz z bohaterem poezji Stachury, pójdźmy za nim. Sprawimy sobie tym samym relaks i swoistą terapię duchową, a przy okazji sprawdzimy co się lubi w poezji najbardziej. Czeka nas, po pierwsze, topos wędrówki. Wyruszamy na szlak, podążamy za typowym bohaterem – wędrowcem – włóczęgą. Ten wykreowany przez Stachurę bohater to tzw. Człowiek–Nikt, czyli w zasadzie Każdy – każdy z nas. To on przysiada się do ogniska, wyłoniwszy się tajemniczo z mroku, i w mroku tym znika, nie podając imienia. Nazwisko, adres i stan rodzinny pozostawił daleko, w miejscu, z którego wyruszył na szlak. Dlatego – Nikt. Kocha wolność, wędruje poznając i obserwując świat, przedstawia się jako Człowiek. Dlatego: „Każdy”. Nie zdradza celu swojej podróży, a może wcale go nie programuje? Zapraszana włóczęgę ubogą, ale bardzo naturalną w swojej prostocie:

Szedłem przed siebie
W chlebaku chleb
Do chleba ser
do picia deszcz

Dumnie i biednie wędruje bohater (my za nim), wskrzeszając bardzo starą postawę życiową. Mam na myśli ubogą pielgrzymkę mnichów lub medytację pustelników… Każe pozbyć się prywatności, ale daje wolność, ulgę przynosi duszy. Jej emblematy: chleb, deszcz, kruszyna sera, sens życia – to droga pod stopami. Każdy, kto wędrował zna to uczucie… A wraz z pielgrzymką, ubóstwem, umiłowaniem na–tury pojawia się dobrze nam znany motyw franciszkański. To średniowieczny święty Franciszek miłował wszelkie stworzenie, modlił się do gwiazd, ryb i ptaków, widział w ubóstwie wolność, a niewolę w przywiązaniu do dóbr ziemskich. Ideę franciszkańską podejmowali różni poeci, w naszej współczesności ważną wypowiedzią w kręgu tej ideologii jest poezja księdza Jana Twardowskiego. I obok niego – poezja Edwarda Stachury. Oczywiście, z dość dużą różnicą.

A ja, ja się śmieję
Ja znam bory, knieje.
Ja znam ostatnie ziemskie łąki
Nad kwiatami tam brzęczą złote bąki…
(Piosenka szalonego jakiegoś przybłędy)

***
Święty kurz przy drodze Święty kij przy nodze
Święte krople potu
Święte wędrowanie
Święty kamień w polu
Przysiądź na mnie, panie
(Sanctus)

***
Zaprawdę godnym i sprawiedliwym
Słusznym i zbawiennym jest
Smiać się głośno
Płakać cicho
Deszcz ustaje
Sady kwitną
I tego trzymać się trzeba…
(Prefacja)

W ten oto prosty, ale jakiś dziwnie święty sposób roześmieliśmy się całą duszą pięknem świata, obdarzyliśmy tkliwością kamień przydrożny, kwiat i kroplę potu. Z poczuciem uszanowania dla wszelkiego stworzenia, bo przecież by oddać cześć jego świętości, by odczuć w pełni wzniosłość spraw drobnych a boskich – po to Stachura dokonuje celowej sakralizacji – jest nią element litanii – pochwały, jest nią przemieniony w poezję fragment modlitwy lub liturgii… I to jest tak bardzo franciszkańskie, to podobne jest do uśmiechu i serdeczności, jaką obdarza świat ksiądz Twardowski. Z tym tylko, że w tamtych przypadkach naczelną rolę odgrywa miłość wszechogarniająca, dotycząca całego świata, każdego człowieka, miłość pełna pokory. A w poezji Stachury jest i bunt, i rozgoryczenie. Czy nie macie poczucia, tak podążając w knieje z czułością do natury, pod opiekę gwiazd, że jest to ucieczka? Że jest to szukanie prawdy i piękna, i dobra i uczucia – w opozycji wobec czegoś innego? I tak rzeczywiście jest.

 

Ucieczka od świata

Od jakiego życia ucieka Edward Stachura? Pamiętacie tę wizję na pewno:

Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Leczy ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
(Człowiek człowiekowi)

***
Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina (…)
Dokąd idziesz po omacku – moja wina
I nie słychać końca płaczu – moja wina
Jedni cicho upadają – moja wina
Drudzy ręce umywają – moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi – moja wina
O człowieka coraz trudniej – moja wina
(Confiteor)

Znikł gdzieś radosny śmiech, a zastąpił go okrzyk cierpiącego świata, już nie pieśń dziękczynna, ale ponure Hymny Kasprowicza natrętnie kojarzą się z powyższym obrazem. W uporze powtórzeń poeta zdradza swój portret człowieka odczuwającego ból całej ludzkości, jak jeden za miliony. Nie ma miłości między ludźmi, o człowieka coraz trudniej i człowiek człowiekowi wilkiem. Co więc jest? Teatr – ten umowny, gra pełna fałszu, biorą w nim udział wszyscy wtajemniczeni w reguły – czy też otumanieni. Obca jest im szczerość uczuć, lęk i cierpienie, znane są im maski, spuchnięta atmosfera bankietu u artystów. Na pewno wiecie, który utwór przywołuję, bo to jeden z najsłynniejszych. Życie to nie teatr i nie kolorowa maskarada, to umiejętność śmiechu i płaczu.

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraleria (…)
Wpadnę tam na chwilę zanim spuch nie atmosfera
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.

I oto mamy akt ucieczki wyraźnie od–rysowany. W deszcz fontanny, w przestworza, w poezję, z dala od ludzkiego za–kłamania, konwencji sztucznych, nieprawdziwej miłości, blichtru i pozoru. Okazuje się, że jak „ty i ja – teatry to są dwa”, są także dwa światy, silnie skontrastowane, ten urządzony przez ludzi i ten, w którym ustala reguły natura. Zabrać się razem z poetą w taką ucieczkę to także niebagatelna przyjemność i poczucie oczyszczenia… nawet przy poczuciu, że wróci się do kieratu. Ale bohater tej poezji pali za sobą mosty. Zauważcie – przecież na naszych oczach dokonuje się prawdziwy, romantyczny bunt. Sylwetka ubogiego wędrowca przeistacza się w samotnika – poetę, który gardzi zwykłym światem, a świat go nie rozumie, bo „czym śpiewak dla ludzi?” Odchodzi więc śpiewak, by stworzyć przecudowny wiersz, od–naleźć szczerość w poezji, w prawdziwości natury, zawsze sam – wtulony we własną sierść. Bo przyroda, miłość, zmysł – oto prawdziwe poznanie egzystencji. W ten sposób można wytłumaczyć cały świat,rycie, a nawet śmierć.

 

Wystąpienie przeciw śmierci

Ucieczka od ludzkiego świata jest także walką wydaną śmierci. Ten motyw jest wciąż obecny w poezji Stachury, a opiewa–nie urody życia, wieczna obserwacja tajemniczego wroga są buntem wobec niej. Zwyczajna ty wariatko! – krzyczy poeta, kończąc utwór, który jest zestawem apostrof – definicji śmierci. Łasica cmentarna, lubieżna kusicielka, muza getta, wieża z kości… Litania do śmierci zdradza upartą dążność do nazwania, wyjaśnienia zagadki – zdradza niepogodzenie. Ten, który wprowadził do poezji i do świadomości od–biorców na zawsze Białą lokomotywę, święty kamień i wielki dach nieba, zakończył swój Wielkie Testament:

To nic, mamusiu, że nie
zostałem inżynierem.

24 lipca 1979 roku popełnił samobójstwo. Pozostała jednak poezja, która zabiera swoich odbiorców i wykonawców w wielką wędrówkę, ucieczkę od codzienności świata, ale i w refleksję o sprawach ostatecznych. W utworach tych czaruje nas i pociąga głębokie przeżywanie świata, na–sycenie namiętnością i zbuntowane, ot–warte spojrzenie na świat. Udało się Edowi przemieszać pojęcia wzniosłe i proste, odnaleźć liryczną strunę i nie przeciągnąć jej w nadmierny patos. I na tym to chyba polega.

Ata Wrońska

Zobacz:

Edward Stachura – Życie to nie teatr

Motywy poezji Edwarda Stachury

Motywy poezji Edwarda Stachury

Edward Stachura – Sanctus

Edward Stachura – poeta-tramp

Jakich wartości trzeba się trzymać w życiu? (po lekturze Prefacji Edwarda Stachury)