Stań na ostatnim piętrze swojego bloku-mrówkowca. Spójrzcie w dół, w ciemność rozświetloną blaskiem padającym z okien. Ludzie z tej perspektywy wydają się zabieganymi mrówkami.

Miron Białoszewski

Ja
stróż
latarnik
nadaję z mrówkowca

Nie zabłądźcie.
Bądźcie.

Mijajcie, mijajmy się,
Ale nie omińmy.

Mińmy.
My.

Wy, co latacie
I jesteście popychani.

Wiersz – nie wiersz?

Gdyby zapisać go bez podziału na wersy, okazałby się grą słów podobnie zbudowanych: my – wy; zabłądźcie – bądźcie; mijajcie – mijajmy – mińmy – my. Niepoetycka, codzienna wydawać się może także sytuacja, w jakiej znajduje się jego bohater. Wyniesiony na dziewiąte piętro wieżowca przekazuje wiadomość. Mówi o sobie:

Ja
stróż
latarnik
nadaję z mrówkowca.

Stróż – latarnik

Obserwowanie świata z góry ma w sobie coś uroczystego, niecodziennego. Patrzenie na świat z wysoka pozwala nabrać do niego dystansu, inaczej ocenić siebie. To, co święte, zawsze znajdowało się na górze: niebo w opozycji do piekła, słońce wobec gorszej, uzależnionej od niego ziemi. Na górze stawali biblijni prorocy, by nawiązać kontakt z Bogiem. Wspiąć się w górę – do samego nieba – zamierzali też budowniczy słynnej wieży Babel.

Bohater wiersza nie jest już jednym z tysiąca znajdujących się w dole ludzi. Samotny, odcięty od świata czuje się ich stróżem i latarnikiem jednocześnie.

Wysokość, światła okien, panująca wokół bezkresna ciemność pozwalają nazwać blok latarnią morską. Życie w latarni skazuje człowieka na samotność, wyobcowanie. Wymaga od niego jednak niezwykłej czujności, by zapalone w odpowiednim momencie światło mogło spełnić swą funkcję: wskazać drogę zagubionym na morzu statkom.

Latarnikiem nie może być człowiek nieodpowiedzialny, jego powinnością jest czuwanie nad sobą i światem. Zatem latarnik to stróż. Czyj stróż? Stróż tych, co są tam w dole, i tych, co mijają, choć nie powinni się wzajemnie omijać. Stróż tego, co jest i mija. Stróż rzeczywistości.

Proroctwa z mrówkowca

Mrówkowiec – nie dom – napisał o swoim mieszkaniu Białoszewski. Zastąpienie neutralnego słowa wieżowiec neologizmem „mrówkowiec” wyraźnie sugeruje negatywny stosunek poety do miejsca jego zamieszkania. Mrówkowiec to góra betonu skupiająca setki anonimowych mieszkańców. I znów na myśl przychodzi wieża Babel. Jej konstruktorzy byli tak pewni siebie i zarozumiali w budowaniu swej drogi do nieba, że Bóg ukarał ich pomieszaniem języków. Dlatego dziś przenośnie wieżą Babel określa się zbiorowisko ludzi mówiących różnymi językami, zamęt, bezład, zamieszanie. Ludzi, którzy nie potrafią się ze sobą porozumieć. Zupełnie jak w „mrówkowcu”.

Spójrz na obraz Petera Bruegela Wieża Babel. Architektoniczny koszmarek: budowla nierówna, niesymetryczna, w pewnych miejscach waląca się, ale to też „dom” mieszkalny. Są tam liczne otwory pełniące funkcje balkonów, drzwi, okien. Każdy w swojej dziupli – zupełny brak komunikacji. I jeszcze te pomieszane języki.

Taki sam jest blok-mrówkowiec w wierszu Białoszewskiego. To „anty-dom”, coś na kształt schronu-mieszkania, który izoluje człowieka, nie dając mu poczucia zakorzenienia, ciepła i bezpieczeństwa. Z wysokości tego schronu latarnik nadaje wiadomość. „Nadaję” znaczyć może potocznie „gadam”, „wysyłam informację”, lecz także „wołam, apeluję”. Samotność bohatera, jego wyniesienie na ostatnie piętro, porównanie bloku do latarni morskiej zmienia ten zakorzeniony w codzienności wiersz w apel, proroctwo, w – biblijne niemal – wołanie na pustyni, bo czy betonową pustynią nie są wielkie osiedla mieszkaniowe?

Słowami, które dadzą się zestawić z proroczym nawoływaniem, są wskazania:

Nie zabłądźcie.
Bądźcie.

Współbrzmienia wyrazów, ocierające się niemal o żart językowy: błądzić nie jest przecież przeciwstawieniem być, pozwalają dotrzeć do sensu apelu stróża – poety. To „bądźcie” jest wołaniem o człowieczeństwo w codzienności, której symbolem stało się blokowisko złożone z identycznie wyglądających mrówkowców. Błądzeniem okazuje się codzienna bieganina (mijajcie, mijajmy się), anonimowość życia w bloku skazująca ludzi na brak więzi, samotność wśród tłumu. „Nie omińmy się” brzmi jak prośba, ale i nakaz poety.

Zablokowanie, czyli o czym jest ten wiersz?

Przede wszystkim o czającej się w codzienności, niezauważalnej, bo wspólnej wszystkim mieszkańcom betonowych osiedli, groźbie „odczłowieczenia”. Codzienne „blokowanie” jest nieświadomym, powolnym umieraniem człowieka. Temat śmierci, przemijania pojawia się w wierszu bez patosu, ukrywa się on za grą językową: „mijajcie, mijajmy się, mijamy, my”. Bohater czuje się stróżem tych wszystkich, którzy są i przeminą, ale nie powinni się omijać, stracić ze sobą kontaktu, wyzbyć się ludzkich odruchów. Apel poety kierowany jest więc do zagubionych w powszedniości, tych zabieganych, latających, i tych, których kultura blokowisk skazuje na popychanie – odrzucenie, anonimowość, cierpienie.

Wyniesienie na dziewiąte piętro wieżowca pozwala więc dostrzec zagubienie ludzkich uczuć, utratę indywidualności, samotność. „Zablokowanie” nie znaczy u Białoszewskiego wyłącznie mieszkania w bloku; życie w mrówkowcu blokuje wewnętrznie, odziera człowieka z jego odmienności, kształtuje wspólną wszystkim mentalność, zamyka na problemy innych. Nie dajmy się zablokować. Bądźmy – powtórzmy za Białoszewskim.

Miron Białoszewski (1922-1983)
Poeta-eksperymentator językowy. „Stróż-latarnik” współczesnej moralności. Przez całe życie związany z Warszawą.
Wiersz powstał po przeprowadzce poety na wielkie osiedle mieszkaniowe na Saskiej
Kępie. Chyba niezbyt mu się podobało mieszkanie w takim blokowisku – w innym utworze poeta nazwał swoje osiedle… Chamowem.

Facebook aleklasa 2

Zobacz:

Miron Białoszewski – Karuzela z madonnami

 

Poezja Mirona Białoszewskiego

Miron Białoszewski – praca domowa

 

Poezja Mirona Białoszewskiego

Miron Białoszewski – biografia

Przedstaw cechy poezji Mirona Białoszewskiego

Miron Białoszewski – poeta rupieci