Rafał Wojaczek (1945-1971)

Był jednym z najbardziej szokujących artystów lat sześćdziesiątych. Wokół jego osoby wytworzyła się aura literackiej sensacji i obyczajowego skandalu. Tworzył ją zresztą sam poeta – alkoholik i awanturnik – bohater wielu pijackich ekscesów. W ten sposób utrwalał swój konflikt ze światem, podsycał go prowokacyjną twórczością, w której obsesja ciała, biologii, rozkładu przewyższyła wszelkie dotychczasowe fascynacje brzydotą.

W istocie bunt Wojaczka nie wyrastał z konkretnych przesłanek ideowych, jak w przypadku turpizmu Różewicza czy Grochowiaka. Był konsekwencją dotkliwego poczucia nieprzystosowalności człowieka i świata, którą poeta wyraził w sposób drastyczny, agresywny, za pomocą języka czerpanego ze sfery filozofii i erotyki:

Piersi przekłute drutem do robótek
Ma moja żona. I ciągle jej rad
I wciąż jej krwawe ciało wielbi kat
Kuchennym nożem biodra grubo struże

I parzy stopy i opala łydki
Wyłuskał jabłka z kolan Żyły z ud
Teraz otworzył krzywym cięciem brzuch
I na widelec ponawijał kiszki

I szuka dalej Wymacawszy odkrył
Kość ogonową i odrąbał ją
I nożyczkami do naskórków srom
Wypreparował I wyłupił oczy
I przez maszynę do mielenia mięsa
Przepuszcza oba pośladki I krew
Wiadomo po co rozciera na szkle
I każdy włos jej na czworo rozszczepia…
Piosenka z najwyższej wieży

Wojaczek jest antyestetą skrajnym. Niczego nie łagodzi, lecz wyostrza do granic możliwości. Jeśli liczy na wstrząs estetyczny – to taki, który działa najmocniej. A najmocniej działa na odbiorcę makabra zawierająca się w obrazie ciała wypreparowanego i przepuszczonego przez maszynkę do mielenia mięsa.

Kobietę – ubóstwianą w dawnych wierszach kochankę – detronizuje poeta konsekwentnie, sprowadzając ją jedynie do wymiaru anatomicznych części, odrażająco konkretnych, odartych z piękna. Siebie nazywa katem, który owo ciało wielbi, lecz na swój sposób – nie jak romantyczny trubadur – lecz „cierpliwy oprawca”, dzielący uparcie włos na czworo.

W owym symbolicznym, bo przecież nie dosłownym pastwieniu się nad kobiecym ciałem przejawia się więc dramatyczna próba poszukiwania prawdy życia. Życie jest przecież ciałem, niczym więcej. I człowiek jest tylko ciałem skazanym na chorobę, obumieranie, rozkład, zdolnym jedynie do fizjologicznych czynności. Dlatego miłość w poezji Wojaczka nie jest wzniosłym misterium, lecz aktem kopulacji upadlającym kobietę. I to jest prawda życia, jaką epatuje poeta: świadomość uwikłania we własną fizjologię i biologię, zdanie sobie sprawy ze swojej prywatnej cielesności. Na tę prawdę poeta przystać nie chciał i nie był w stanie przejść nad nią do porządku dziennego:

Takich mając aliantów jak dobra krew, mózg
Obfite białko spermy, pot, łzy, wzrok i słuch

Ciesząc się sercem zdatnym do spazmu, płucami
Wydolnymi na tyle, byś mógł zdmuchnąć gwiazdki

[…]
Ty mogłeś być poetą. Ale ciągle „nie”
Uparcie powtarzając, dziś nie wiesz, kim jesteś!
List do nie wiadomo kogo

Przeżywanie własnej cielesności – nie akceptowanej i odrzuconej – stało się doświadczeniem dramatycznym do tego stopnia, że doprowadziło poetę do utraty poczucia tożsamości, dezintegracji osobowości i bolesnej autodestrucji.

To też zapewne było przyczyną jego samobójstwa. Legendę poety utrwalił film Lecha Majewskiego Wojaczek.

Zobacz:

Rafał Wojaczek

Poezja Rafała Wojaczka

Rafał Wojaczek – Ojczyzna

Rafał Wojaczek – Ojczyzna (pytania i odpowiedzi)

Rafał Wojaczek – Ojczyzna (pytania i odpowiedzi)