Pierwsza dama w salonie polskiej poezji. Mistrzyni poetyckiej miniatury. Potrafi budować kunsztowne metafory i zaskakiwać pointą. Jest dowcipna, błyskotliwa, ironiczna. Nie lubi patosu, tragiczności, kasandrycznego tonu. Woli raczej tonację „buffo”. Stać ją na wisielczy humor, nawet wówczas, gdy w grę wchodzą rzeczy najbardziej poważne. Również gorzką dla poety prawdę – „tylko niektórzy lubią poezję” – przyjmuje z podziwu godną wyrozumiałością i… pisze nadal znakomite wiersze. W 1996 roku odebrała w Sztokholmie literacką Nagrodę Nobla.

Wisława Szymborska jest w głównej mierze poetką ziemskich doświadczeń. Boska wieczność, otchłań wszechświata, nicość – to wszystko, co intrygowało artystów i filozofów przez wieki – nie zasługuje w jej twórczości na szczególne wyróżnienia. Perspektywa kosmiczna ustępuje tej ludzkiej, rozpiętej w przestrzeni „od ziemi do głowy”:

Aha, więc to są Himalaje.
Góry w biegu na księżyc.
Chwila startu utrwalona
na rozprutym nagle niebie.
Pustynia chmur przebita
Uderza w nic.
[…]
Yeti, niżej jest środa,
abecadło, chleb
i dwa a dwa to cztery,
i topnieje śnieg.
[…]
O Yeti Półtwardowski,
zastanów się, wróć!
Z nieodbytej wyprawy w Himalaje

Tajemniczy Yeti – mieszkaniec himalajskich szczytów, podobnie jak zawieszony w księżycowej przestrzeni czarnoksiężnik Twardowski, może otrzeć się o nieskończoność. Tymczasem niebo jest puste. Niezwykłe światy są gdzie indziej. Nadzwyczajne rzeczy dzieją się „niżej”, na ziemi. Trzeba tylko zrozumieć, że to, co wydaje się nam takie powszechne i tuzinkowe – „środa, abecadło” – jest w istocie cudem. I rzeczywistość może nas zadziwić daleko bardziej niż metafizyczne zaświaty. Co więcej, sztuka życia wydaje się znacznie trudniejsza niż drążenie tajników bytu. Okazuje się, że łatwiej jest „spojrzeć na siebie z gwiazd”, mimo rozpaczy i trwogi, jakie to spojrzenie niesie, niż zapanować nad rzeczywistością ziemską, czysto ludzką, pełną napięć:

Kochałam ich
Ale kochałam z wysoka.
Sponad życia.
Z przyszłości, gdzie zawsze jest pusto
i skąd cóż łatwiejszego jak zobaczyć śmierć.
¯ałuję, że mój głos był twardy
Spójrzcie na siebie z gwiazd – wołałam –
spójrzcie na siebie z gwiazd.
Słyszeli i spuszczali oczy.
[…]
Oni wiedzieli, co to takiego chwila,
och, bodaj jedna jakakolwiek…
Monolog dla Kasandry

Świat realny wart jest naszej uwagi. O tym przekonuje się Kasandra – córka króla Priama – skażona do głębi pascalowską świadomością kruchości człowieka wobec kosmosu. Oderwana myślami od ziemskich spraw będzie musiała zapłacić wysoką cenę samotności i doznać goryczy odtrącenia. Przekona się, że samotność jest o wiele większą trwogą niż ta, której się doświadcza po odkryciu własnej ulotności. Trzeba się zatem zwrócić ku ludziom, żyć chwilą, docenić wartość ziemskiego istnienia, odnaleźć swoje miejsce w świecie – oto przesłanie autorki.

 

Jak poetka widzi rzeczywistość?

Przede wszystkim jako miejsce detronizacji Boga. Szymborska odrzuca wszelkie tradycje literackie afirmujące postać Stwórcy:

W rzece Heraklita
ryba wymyśliła rybę nad rybami,
ryba klęka przed rybą, ryba śpiewa rybie,
prosi rybę o lżejsze pływanie.
W rzece Heraklita

Bóg w ujęciu poetki okazuje się bytem powołanym do istnienia przez człowieka. Nie zamieszkuje niebiańskich szczytów. Pływa razem z innymi w rzece Heraklita – rzece czasu. Nie jest ani Wielkim Architektem tworzącym świat na wzór dzieła sztuki, ani Karzącym Sędzią, z którym można toczyć polemiki o zło świata, ani Wszechmocnym wystawiającym człowieka na próbę wiary, ani Miłością, Mądrością, Absolutem, jest co najwyżej „rybą nad rybami”, wymyśloną przez inne ryby i jako figura stylistyczna nie ma poetce wiele do zaoferowania. W przywołanym tekście hołd, jaki składa Bogu człowiek („ryba klęka przed rybą”) nie otrzymuje specjalnej oprawy stylistycznej, która mogłaby świadczyć o atencji dla Boskiego Majestatu. Przeciwnie, zdania mają charakter prostego komunikatu, jakby informowały o rzeczach najbardziej zwyczajnych. Rzeka Heraklita jest więc przestrzenią przede wszystkim ludzką, określoną przez czas świecki, odartą ze świadomości sacrum.

 

Dynamika, przemijalność

To podstawowe prawo rzeczywistości, stąd nazwana została metaforycznie rzeką Heraklita. Nic nie trwa wiecznie, „wszystko płynie” – mawiał wielki filozof – Heraklit z Efezu. Niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki, bo napłynęły już inne wody. Trzeba zdać sobie sprawę, że:

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
¯adnej zimy ani lata.
Nic dwa razy

Gorzkim sensem przemijania poetka zdaje się nie przejmować. Zachowuje pozory obojętnej, chwilami żartobliwej relacji, którą uzyskuje dzięki potocznemu słownictwu (repetować, pomrzemy, najtępszymi). To oczywiste, że jesteśmy „podszyci wielkim wiatrem”, „przesądzeni”, „od urodzenia w pożegnalnych pozach”. W ten sposób o mieszkańcach Troi mówiła Kasandra, rozdzierając szaty nad losem ludzi, nieuchronnie skazanym na niszczącą siłę czasu. Szymborskiej kasandryczne zawodzenie jest chyba obce, cierpką prawdę o świecie przyjmuje z heroiczną wyrozumiałością. Uzbraja się w ironiczno-żartobliwy dystans. Tak jakby cała ta przemijalność i kruchość były jedynie błahostką. Pod powierzchnią lekkiej tonacji kryje się jednak niepokój.

 

Obcość i wrogość

Niepewność i lęk budzi w człowieku również obcość i wrogość rzeczywistości. To jej znamienne cechy. Żyjemy w świecie, w którym milczą rośliny, ziarnko piasku obywa się bez naszego spojrzenia, rozmowa z kamieniem nie jest możliwa. Spójrzcie na zamieszczone poniżej fragmenty wierszy:

Macie u mnie imiona:
klon, łopian, pszylaszczka,
wrzos, jałowiec, jemioła, niezapominajka,
a ja u was żadnego.
[…]
Porośla, zagajniki, łąki i szuwary –
wszystko, co do was mówię, to monolog,
i nie wy go słuchacie.
Milczenie roślin

Na nic mu nasze spojrzenie, dotknięcie.
Nie czuje się ujrzane, dotknięte.
A to, że spadło na parapet okna,
to tylko nasza, nie jego przygoda.
Widok z ziarnkiem piasku

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.

– Odejdź – mówi kamień –
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na części
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek
nie wpuścimy nikogo
Rozmowa z kamieniem

Albert Camus pisał o niemożności przeniknięcia świata przyrody, o jej pierwotnej wrogości, która „idzie ku nam przez tysiąclecia”. Jean Paul Sartre głosił przekonanie o dwoistości bytu. Wyróżniał byt ludzki i byt pozaludzki. Przywołane wiersze Szymborskiej można potraktować jako poetyckie ilustracje teorii egzystencjalizmu.

Świat przyrody jawi się w jej tekstach jako porządek autonomiczny, niezależny, obojętny na ludzkie dramaty. Nie wie nawet, że istnieje, bo przecież nie ma zdolności myślenia ani odczuwania. Nie potrzebuje ludzkiego spojrzenia, by trwać. My próbujemy go obłaskawić i wyrazić swój podziw dla niepojętej rozmaitości rzeczywistości. A ona pozostaje nieczuła, hermetyczna, „szczelnie zamknięta”. Nie zauważa nas wcale, chociaż my dostrzegamy jej każdy detal.

Pomiędzy światem ludzkim a resztą wszelkiego stworzenia rozciąga się przepaść. Dramatyczna dla człowieka.

Dialog z naturą napotyka na głuche milczenie. Stąd samotność człowieka. Niepewność i lęk egzystencji. Doświadcza go każdy z nas.
Zauważcie, że filozoficzną refleksję na temat obcości świata ukrywa poetka pod pozorem beznamiętnej, lapidarnej wypowiedzi. Operuje frazą mowy mówionej, mistrzowsko prostej. Bez zadęcia, patosu, melodramatycznej stylistyki. Czasami tylko pobłażliwie się uśmiechnie, bo wie, że ta niewdzięczna rozmowa człowieka z kamieniem nie musi być wcale dowodem klęski ostatecznej. Istnienie nie ogranicza się do poszukiwania harmonii z naturą. „Mój świat jest wart powrotu” – oświadczy zuchwale kamieniowi. Człowiek odtrącony przez martwą, kamienną rzeczywistość, okaże się „na swój sposób żywotny i wcale ruchliwy”. Zobaczcie:

„Sto pociech” czyli człowiek

Zachciało mu się szczęścia,
zachciało mu się prawdy,
zachciało mu się wieczności,
patrzcie go!

Ledwie rozróżnił sen od jawy
ledwie domyślił się, że on to on,
ledwie wystrugał ręką z płetwy rodem
krzesiwo i rakietę
Sto pociech

Człowiek w ujęciu Szymborskiej rysuje się jako naiwny uzurpator, który próbuje zawłaszczyć sobie to, co najlepsze, najbardziej wzniosłe. Ma duże wymagania wobec życia, bo pragnie szczęścia i wolności, ma wysokie mniemanie o sobie, bo żądając wieczności, sądzi, że jest bytem znacznie bardziej złożonym – nie ograniczonym jedynie do cielesnej powłoki. Postawę roszczeniową, pragnienia i kaprysy uzasadnia autorka rejestrem ludzkich dokonań. Za pomocą mistrzowskiego skrótu poetyckiego – „wystrugał ręką z płetwy rodem / krzesiwo i rakietę” – ukazuje człowieka w perspektywie ewolucji gatunku. Podkreśla jego wielkie możliwości, moc kreacji, zdolność do myślenia krytycznego, które pozwoliły mu w procesie ewolucji wyodrębnić się ze stada i uzyskać indywidualny, niepowtarzalny wymiar. Rekord pobił także w sferze języka – od nieartykułowalnych dźwięków przeszedł do trybu warunkowego, który, jak wiadomo, nadaje mowie swoistą giętkość i finezję. Żywiołowa eksklamacja „patrzcie go!” wyraża całą gamę emocji poetki, jakie wzbudza pojedynczy „egzemplarz ludzki” – od ironii przez podziw, zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie.

Skąd zatem tonacja „pół żartem” i niewyszukany, nasycony kolokwializmami język, skoro wizerunek człowieka przedstawia się całkiem nieźle? Zwróćcie uwagę na kontrast między stylem wypowiedzi a powagą poruszanych spraw. Potoczne wyrażenie „zachciało mu się” jest chyba najmniej odpowiednie, by mówić nim o szczęściu, prawdzie, wieczności. Ironia wydaje się na pierwszy rzut oka również nie na miejscu. A jednak jest w tym przypadku zabiegiem celowym. Autorka wyraża w ten sposób swój stosunek do świata, dzieli się z czytelnikiem gorzką samowiedzą na temat ludzkiego losu. Ona przecież wie, jak omylny w swoich rachunkach potrafi być człowiek, jak często życie nie spełnia oczekiwań, dlatego wszelkie ludzkie żądania kwituje pobłażliwą ironią. Szczęście, prawda, wieczność to przywileje dane nielicznym. Człowiek jest w rezultacie rachmistrzem niedoskonałym, bo rzadko kiedy celnie oblicza to, co w istocie może otrzymać. Musisz się wobec tego uzbroić w ironię, poczucie humoru, żartobliwy, ale wyrozumiały dystans wobec tragifarsy, jaką jest nasze istnienie.

X X X

Mimo śmiesznych rojeń wyobraźni, naiwnych pretensji wobec życia, Szymborska przyznaje człowiekowi status szczególny. Stawia go pośród innych bytów – materii nieożywionej, roślin, zwierząt – by w efekcie stwierdzić, że to właśnie człowiek zasługuje na wyjątkową uwagę:

Co innego cebula
Ona nie ma wnętrzności.
Jest sobą na wskroś cebula
do stopnia cebuliczności.
Cebulasta na zewnątrz,
cebulowa do rdzenia,
mogłaby wejrzeć w siebie
cebula bez przerażenia.

W nas obczyzna i dzikość
ledwie skórą przykryta,
inferno w nas interny
anatomia gwałtowna,
a w cebuli cebula.
Cebula

Cebula – symbol doskonałości natury, jej idealnie wyważonych kształtów – staje się przedmiotem szczególnie złośliwego toku rozumowania. Doskonałość formy może co najwyżej dostarczyć estetycznych wzruszeń. W gruncie rzeczy jest jednak idiotyczna, bo pusta, kamienna, niewzruszona. Nie ma w niej uczuć, doznań, emocji. „Obczyzna i dzikość” to przymioty czysto ludzkie. Piekło namiętności kryje się w człowieku i jest istotą człowieczeństwa. Zostaliśmy obdarzeni zdolnością odczuwania i to nobilituje! Wyróżnia nas także umiejętność krytycznego myślenia:

Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia.
Skrupuły obce są czarnej panterze.
Nie wątpią w słuszność czynów swych piranie.
Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

[…]
Nic bardziej zwierzęcego
niż czyste sumienie
na trzeciej planecie Słońca.
Pochwała złego o sobie mniemania

Zauważcie, wiersz jest nieco przewrotny. Autorka prezentuje świat drapieżników w ten sposób, by autentycznie otworzyć przestrzeń dla refleksji o ludzkiej naturze. Służy temu zabieg antropomorfizacji, który przenosi punkt ciężkości z obserwacji zwierząt w sferę rozważań na temat człowieka. Poprzez uwydatnienie różnic między rzeczywistością ludzką a światem przyrody buduje poetka definicję człowieczeństwa:

Tym, co powinno nas wyróżniać spośród innych istot zamieszkujących ziemię, jest zdolność krytycznego myślenia, umiejętności wartościowania, balast sumienia. Brak skrupułów i wątpliwości, przesadna pewność siebie upodabniają człowieka do bezmyślnego zwierzęcia, czynią go okrutnym drapieżnikiem „na trzeciej planecie Słońca”. Tylko człowiek potrafi nieustannie drążyć zakamarki sumienia i bez przerwy pytać o słuszność swego postępowania. Dlatego Szymborska woli być obserwatorką jego ziemskich przygód, niż rozmyślać o nicości świata.

Zobacz:

Wisława Szymborska