Dokonaj interpretacji wiersza Daniela Naborowskiego Na oczy królewny angielskiej.

Zacznij od uważnej lektury:

Twe oczy, skąd Kupido na wsze ziemskie kraje,
Córo możnego króla, harde prawa daje,
Nie oczy, lecz pochodnie dwie nielitościwe,
Które palą na popiół serca nieszczęśliwe.
Nie pochodnie, lecz gwiazdy, których jasne zorze
Błagają nagłym wiatrem rozgniewane morze.
Nie gwiazdy, ale słońca, pałające różno,
Których blask śmiertelnemu oku pojąć próżno.
Nie słońca, ale nieba, bo swój obrót mają
I swoją śliczną barwą niebu wprzód nie dają.
Nie nieba, ale dziwnej mocy są bogowie,
Przed którymi padają ziemscy monarchowie.
Nie bogowie też zgoła, bo azaż bogowie
Pastwią się tak nad sercy ludzkimi surowie?
Nie nieba: niebo torem jednostajnym chodzi;
Nie słońca: słońce jedno wschodzi i zachodzi;
Nie gwiazdy, bo te tylko w ciemności panują;
Nie pochodnie, bo lada wiatrom te hołdują.
Lecz się wszytko zamyka w jednym oka słowie:
Pochodnie, gwiazdy, słońca, nieba i bogowie.

Pytanie:
Jak wyglądały oczy, którym poeta poświęcił dwudziestowersowy utwór? Duże były? Małe? Jakiego koloru? A rzęsy? Powieki?

Niby o oczach ten wiersz, a tymczasem nie dowiadujemy się o nich niemal kompletnie nic. Nic, poza jedną rzeczą. Zauważyłeś jaką? Co jest wspólną cechą pochodni, słońc, gwiazd i bogów? Właśnie, te oczy musiały jakoś świecić, błyszczeć. Ale to przecież nie wystarczy, by je opisać.

I to właśnie jest barok. Naborowski bynajmniej nie zajmuje się w tym wierszu oczami rzeczonej królewny. Nie stara się oddać ich wyglądu, opisać wrażenia, jakie wywierają. Robi za to coś zupełnie innego. Wybiera jedną, oderwaną, cechę przedmiotu (nawet niekoniecznie konkretnego – w końcu wszystkie oczy jakoś tam sobie błyszczą), to właśnie tę cechę, jakiś element znaczenia słowa „oko” czyni tematem swojego wiersza. To nie jest wiersz o oczach, to wiersz o ich nazwie.

Tę to nazwę Naborowski czyni ośrodkiem swojego konceptu – najpierw, niby się poprawiając, szukając coraz lepszego porównania, przechodzi od pochodni do bogów, wzbijając się poszczególnymi etapami na wyżyny kosmosu. Później, gdy już dotarł do samej góry, zawraca, teraz już wszystkie porównania wydają mu się jakby nietrafne. Ale przecież – najpierw każde z nich uzasadniał – oczy przypominały mu pochodnie, bo paliły serca, a bogów, bo królewna wiąże się z władzą. Następnie zaś okazuje się, że każda z tych rzeczy ma jeszcze jakieś inne cechy, przeczące tym poprzednim, co właśnie teraz obala tę piramidę porównań. Obala ją jednak tylko pozornie – bo na samym końcu okazuje się, że wszystkie te rzeczy wiążą się z owymi oczami – jednocześnie oczywiście się z nimi nie wiążąc.

Czy to nie jest nadinterpretacja?

Nie. Sam poeta uchyla rąbka tajemnicy w przedostatnim wersie – „Lecz się wszytko zamyka w jednym oka słowie”. Naborowski wykrywając pokrewieństwa znaczeń, operuje oderwanymi nazwami, słowami, a nie rzeczami. Pisze o pojęciach i ich znaczeniach, o abstrakcyjnych, oderwanych od rzeczywistości składnikach języka i naszego myślenia – które na zasadzie skojarzenia łączy w całość.

Doprawdy, ten utwór, który na pierwszy rzut oka można by uznać za dworny żarcik uczyniony przez zręcznego poetę, chcącego przypodobać się możnym tego świata bądź samej królewnie, ten krótki wiersz o oczach i nieoczach, w rzeczywistości bezpośrednio dotyka najistotniejszego problemu epoki – fascynującego w ten czy inny sposób niemal wszystkich ówczesnych artystów. Chodzi o to, że słowo może żyć w oderwaniu od tego, co oznacza, że samo jego znaczenie można traktować autonomicznie i dokonywać na nim skojarzeniowych bądź intelektualnych operacji.

Facebook aleklasa 2

Zobacz:

Daniel Naborowski – „Na oczy królewny angielskiej”

Daniel Naborowski – „Krótkość żywota”

Motyw „vanitas” w twórczości Daniela Naborowskiego

Jaki krąg tematów porusza w swojej poezji Daniel Naborowski?