Makbet to nowożytna tragedia o winie, karze i wnętrzu człowieka. Czy zgodzisz się z tą opinią?

Jak zacząć?

Ot, choćby w ten sposób. Refleksyjnie i poetycko…

W dramacie obserwujemy nierówną walkę, jaka toczy się we wnętrzu głównego bohatera między jego wybujałą i chorą ambicją a wrażliwym sumieniem. I, niestety, te dobre strony jego natury przegrywają – szkoda, bo gdyby Makbet nie uległ swej wręcz patologicznej żądzy władzy, mógłby się stać na­praw­dę wartościowym i szczęśliwym człowiekiem.
Gdy po zwycięskiej bitwie pod Farres wraz z przyjacielem, Bankiem, wraca do domu, pojawiają się przed nim trzy czarownice. Przepowiadają mu różne zaszczyty, a na ich szczycie – koronę królewską.

A może nikt się przed nim nie pojawił, tylko pobudzona zwycięstwem wyobraźnia Makbeta roz­to­czy­ła przed nim tak śmiałe wizje? Faktem jest, że od tej chwili nasz bohater stracił spokój ducha. Zaczyna się zastanawiać: skoro władza leży w zasięgu ręki, może powinien zabić króla i jako jego bliski krewny objąć po nim tron?

Tymi przemyśleniami dzieli się z żoną. Lady Makbet utwierdza go w jego zamiarach. W dążeniu do władzy jest bardzo zdecydowana i bezkompromisowa, ale trudno powiedzieć, czy do końca tak myśli i czuje, jak to wygląda z zewnątrz. Może jej determinacja jest tylko grą, którą prowadzi, by zaspokoić apetyt na władzę ukochanego mężczyzny? Przecież jak nikt zna jego naturę i wie, że łatwo nie zre­zy­gnu­je on ze swoich raz rozbudzonych ambicji.

W końcu Makbet zabija. Trudno nawet mówić o moralnej cenie, jaką przyszło mu zapłacić za ten czyn. Piekło zaczęło się zresztą już przed zabójstwem. Wahanie, wątpliwości, wewnętrzna słabość, osta­tecz­ny impuls ze strony lady Makbet i wreszcie samo zabójstwo. Zamiast oczekiwanej radości z tego, że oto zrealizował swój plan i jest już o krok od upragnionej władzy, na Makbeta niemal od razu po zabójstwie spada ogromne, przytłaczające poczucie winy. Wyrzuty sumienia, które rozdzierają jego serce, są rodzajem kary za popełnioną zbrodnię. Jego, tak odważnego do tej pory człowieka, ogarnia wręcz niewyobrażalny strach: słyszy grożące mu głosy, każdy szmer budzi jego niepokój.

Lady Makbet, która tuż po zabójstwie sprawia wrażenie trzeźwej, wręcz wyrachowanej, szydzi z wizji męża, ale wkrótce i ona poniesie za swą winę surową karę – wpadnie w obłęd. Całkowicie straci kontakt z otoczeniem. Każdej nocy nawiedzać ją będą wizje, że oto tonie we krwi – to doprowadzi ją do przedwczesnej, prawdopodobnie samobójczej śmierci.

W tym czasie Makbet zdąży już rozkręcić całą machinę śmierci. Zabójstwo Dunkana okazało się nie być jedynym, lecz pierwszym w makabrycznej serii. Jeszcze za życia żony bohater zamorduje Banka – tylko dlatego, że wiedźmy prorokowały mu założenie królewskiej dynastii. W ten sam sposób niszczeni są zresztą wszyscy rywale – prawdziwi i wydumani. Krew niewinnych ludzi leje się coraz szerszą strugą, a sam władca zyskuje opinię tyrana. Czy nikt nie położy kresu szalejącemu bezprawiu? Czy jedyną karą, jaką poniesie Makbet, będą wyrzuty sumienia, jakich doświadczył po swym pierw­szym morderstwie?

Życie jest zbyt sprawiedliwe, aby przystać na takie rozwiązanie. Nie darmo powiada się, że na tym świecie nie ma winy bez kary. Wojujący mieczem tyran – Makbet zginie też od miecza Makdufa. Chociaż kierując się przepowiednią wiedźm, czuł się niemal bezkarny, bo czarownice obiecały mu, że nie zginie zabity przez żadnego zrodzonego z kobiety człowieka, nie wziął pod uwagę tego, że nie­któ­rzy przychodzą na świat w wyniku cesarskiego cięcia, a więc nie rodzi ich kobieta. Tak właśnie urodził się ten, który położył kres jego tyranii i jego życiu. Dla Szkocji nastały wreszcie dobre czasy.

Jak zakończyć?

Dla odmiany – trochę moralizatorsko.

„Makbeta” można odczytywać jako opowieść o losach człowieka opanowanego niszczącą żądzą wła­dzy. Ale można potraktować tę tragedię również w kategoriach uniwersalnych. Każdy z nas do czegoś w życiu dąży. Należy jednak uważać, by w tym dążeniu nie posunąć się za daleko, by nie zamieniło się ono w niszczącą, dominującą nad nami manię, nie stało się naszą obsesją. I – co najważniejsze – żeby­śmy realizując własne cele, nie zaczęli krzywdzić innych.

 

Zobacz:

Makbet Williama Szekspira