Wiersz jest opowieścią o pewnym nauczycielu, który przed wojną uczył przyrody, a w drugim roku wojny został zabity. Podmiot liryczny – były uczeń profesora, zapewne sam poeta – wspomina jego postać… I to mogłoby właściwie wystarczyć, gdybyśmy chcieli przyszpilić wierszowi zwięzłą metkę. Ale nie wystarczy, bo jak to u Herberta bywa, rzecz nie tylko o jakimś dawnym przyrodniku i jego uczniu, ale o nas, którzy wiersz czytamy.

Zbigniew Herbert

Pan od przyrody

Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy

stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
złoty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat

on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą
gwałtownie się kurczy

on nas wprowadził
przez złoty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka
on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz

z jego namowy
w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem

gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło

w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii

jeśli poszedł do nieba –

może chodzi teraz
na długich promieniach
z ogromną siatką
z zieloną skrzynką
wesoło dyndającą z tyłu

ale jeśli nie poszedł do góry –

kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
– dzień dobry panie profesorze

pozwoli pan, że mu pomogę –
przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści

„Graniczna” zwrotka

„Graniczna” bo rozgranicza dwie części wiersza. Część pierwsza była wspomnieniem – portretem profesora z przeszłości. Część druga będzie fantazją, wyobrażeniem profesorskiego życia po śmierci. A ta strofka wyjaśnia, czemu zmarł. Krótko i na pozór beznamiętnie oddziela życie od śmierci, świat pokoju od świata chaosu i mordu. Nietrudno zauważyć grę słów: pana od przyrody zabili łobuzy od historii. Zestawienie dwóch przedmiotów, które dobrze znamy, nie jest przypadkowe.

Przyroda – to wiedza o życiu na ziemi, historia – o działaniach człowieka. Gdy ktoś od historii zabija kogoś od przyrody, to tak jakby człowiek zwrócił się przeciw naturze, przeciw życiu na ziemi.

„Łobuzy od historii” – to przenośnia oznaczająca: zbrodniarze, zabójcy, ci, którzy wymyślili i wszczęli wojnę. Otóż historia to taki dział, który tworzą i łobuzy, i bohaterowie. Przeciwnie niż przyroda, która nie zna łobuzów, a może świetnie obyć się bez człowieka. Czy te słowa to dziecinne widzenie świata? Nie. To bardzo trafne wykorzystanie skojarzeń o szkolnych przedmiotach i bardzo dojrzała, zaprawiona goryczą refleksja o dziejach ­ludzkości.

 

Część I – portret miniony

Jaki był profesor od przyrody? Jakiś taki długi, chudy i jeszcze wydłużony siłą wspomnienia. Wiadomo, że we wspomnieniach wszystko zmienia trochę kształty – jest niezbyt konkretne, powiększone lub pomniejszone. Świetnie te cechy ludzkiej pamięci pokazuje Herbert – jego pan od przyrody ma zatartą twarz, wydłużoną postać i posiada rzeczy, które utkwiły w świadomości chłopca: złoty łańcuszek i krawat. Musiały zrobić na nim wrażenie, skoro je zapamiętał! W ogóle cała postać przypomina w tym wspomnieniu olbrzymiego ptaka – za sprawą długich rozstawionych nóg, chudej szyi i tego krawata. „Stawał wysoko nade mną” jak bocian nad żabą. Zwróć uwagę na niezwykłą przenośnię: krawat – nieżywy i przyszpilony.

Co się kojarzy?
Zasuszony motyl. A czy to miłe skojarzenia? Wcale nie. Herbert składa hołd pracy tego nauczyciela i ze wzruszeniem wspomina jego postać. To prawda, ale nie oznacza, że poeta wybudował przyrodnikowi pomnik, i że portret z przeszłości musi być serdeczny, radosny i z łezką wzruszenia. To portret prawdziwy, jest w nim trochę lęku i podziwu małego ucznia do dużego profesora.

Czego uczył? To ważniejsze może niż to jak wyglądał?
Jest to obrazek okrutny, nieco drastyczny i makabryczny: kontakt ze śmiercią i paradoksami ciała, reakcjami niezależnymi od życia, eksperymentowanie i ból, a przynajmniej działanie dość sadystyczne, ale oczywiście w imieniu nauki.

I to wszystko – to wiedza o człowieku, o skomplikowanym ludzkim życiu, nie o żabie. W dodatku jest chyba lekką aluzją do pięknego wiersza Słowackiego o matce: Ona pierwsza pokazała mi księżyc. Tam księżyc – tu zdechła żaba. Tam romantyzm – tu prawda istnienia i umierania. Ale nie tylko: intymne życie pradziadka pantofelka – to nauka o pomnażaniu życia, utrwalaniu, przekazywaniu następnym pokoleniom. Pantofelek naszym pradziadkiem? Proszą się nie oburzać, poeta zaznacza pokrewieństwo wszystkich istot tej ziemi, a z tym już się spotkaliśmy. Zresztą może lepiej być krewniakiem pantofelka niż łobuza od historii?

Ziarno sporyszu – to trucizna, a także lek, gdy stosowany jest w odpowiednich ilościach. W dziesiątym roku życia zostałem ojcem. Oto czego jeszcze uczył przyrodnik! Kto źle skojarzył, niech dokładnie przeczyta dalej o radości obserwowania narodzin życia, o tym jak świat może się rozśpiewać, gdy z kasztana w wodzie ukaże się zielony kiełek. Oto radość ojcostwa: spowodowania życia.

 

Część II – co z nim po śmierci?

Otrzymujemy dwie odpowiedzi: jeśli poszedł do nieba i… jeśli nie poszedł do góry (czyli do nieba).

  • Załóżmy, że jednak jest w niebie. Wygląda na to, że przyrodnik nadal poluje na jakieś niebiańskie motyle, długie nogi zamieniły się w promienie, ale całemu polowaniu towarzyszy radość. To wersja optymistyczna – możemy być wdzięczni poecie, iż obiecuje, że będziemy mogli zabrać tam swoje pasje i to, co stanowiło sens życia ziemskiego.
  • A jeśli nie poszedł do góry? To wcale nie oznacza wersji pesymistycznej, oprócz wizji piekła, ludzie mają inne jeszcze pomysły na „życie po śmierci”. Jednym z nich jest teoria reinkarnacji, czyli przemiany w inną formę życia. Tak też można interpretować ostatnie strofy naszego wiersza, gdy dojrzały już uczeń rozmawia z żukiem jak z profesorem. Kto wie… Może będziemy lub byliśmy ptakami lub żukami?

 

Podsumowanie

Wyobraź sobie: leśna ścieżka, kopczyk piasku, gramolący się żuk, liście – to przecież przyroda. To miłości do takich zjawisk nauczył mistrz ucznia.

  • Zauważ, dziwne te lekcje. Niby z przyrody, ale tak naprawdę to w notatce znajdują się: śmierć, życie, ból, radość, trucizna, lek, ojcostwo, narodziny. Najważniejsze sprawy ludzkie. Tego nauczał pan od przyrody – czy może profesor od technologii istnienia?
  • Jeśli człowiek umie zachwycać się naturą, pragnie lasu i zieleni, pragnie pomóc gramolącemu się żukowi, to znaczy, że był dobrym uczniem przyrodnika. Wdzięczny za tę miłość do świata, może powiedzieć, patrząc na żuka: „dzień dobry, panie profesorze…”

Facebook aleklasa 2

Zobacz:

Zbigniew Herbert

Zbigniew Herbert – jak pisać o…

Poezja Zbigniewa Herberta

Zbigniew Herbert – praca domowa

Zbigniew Herbert na maturze

Funkcje nawiązań do Biblii i mitologii w twórczości Zbigniewa Herberta

Zbigniew Herbert matura

Na czym polega oryginalność poezji Zbigniewa Herberta?

98. Omów moralistykę i przesłanie wybranych utworów Zbigniewa Herberta

Na czym polega oryginalność poezji Zbigniewa Herberta?

Demaskacja mitów w poezji Zbigniewa Herberta

Dokonaj interpretacji wiersza Zbigniewa Herberta U wrót doliny