Utwór powstał w 1833 roku w trakcie pobytu Słowackiego w Szwąjcuiii. Miał być przede wszystkim próbą oceny powstania listopadowego, zgłębieniem przyczyn jego klęski oraz polemiką z systemem mitów stworzonych przez Adama Mickiewicza w 111 części Dziadów i Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego. Stanowił również pewien obrachunek z dotychczaswym romantyzmem, z wykreowanym przez niego zespołem określonych konwencji, schematów, które na tyle utrwaliły się już w powszechnej świadomości kulturowej, że można było spojrzeć na nie z pewnym krytycznym dystansem, ocenić a nawet wyszydzić.

Na co zwrócić uwagę w trakcie lektury?

Na podział utworu i wzajemne relacje poszczególnych części. Chociaż zgodnie z zasadami dramatu romantycznego każda z nich stanowi autonomiczną całość, rozgrywa się ponadto w innej przestrzeni, to prawie wszystkie łączy postać głównego bohatera, którego pojawienie się zapowiada już Przygotowanie.

Spróbujcie również odczytać dramat jako świadomą grę z konwencją romantyczną, uprzednio tę konwencję odnajdując przede wszystkim w konstrukcji biograficznej głównej postaci, ale nie tylko.

Zwróćcie także uwagę na otwartą kompozycję utworu i zastanówcie się tym samym,.Lzy mam jakąś funkcję znaczeniową. Wreszcie, nie zapominajcie o romantycznym świecie grozy, o duchach, upiorach, diabłach, przedziwnych tworach wyobraźni, które odgrywają w ut-worze bardzo ważną rolę.

Kim jest bohater dramatu?

Nieszczęśliwym, tragicznym kochankiem? Malkontentem dotkniętym „chorobą wieku”? Nadwrażliwym młodzieńcem, który nie potrafi odnaleźć się w świecie, czuje się samotny i wyobcowany? Kiedy przyjrzymy się wczesnej biografii Kordiana, odnajdziemy w niej typowe dla wczesnego romantyzmu elementy: miłość, która nie daje spełnienia, lecz staje się źródłem rozterek, a nawet rozpaczy, charakterystyczny werterowski weltschmerz przejawiający się w poczuciu alienacji, pesymizmie, przesadnej wrażliwości i uczuciowości, wreszcie samobójstwo jako akt rozpaczy, desperacji, dowód bankructwa życiowego. Czy mamy do czynienia z postacią, która w autentyczny sposób przeżywa tragiczne dylematy, targana co chwila różny-mi wątpliwościami, czy też z kimś, kto przywdziewa tylko romantyczny kostium. przybiera coraz to inną pozę, wykonuje teatralne gesty? Alternatywa, jaką rysuje przed Kordianem jego stary sługa Grzegorz. opowiadając mu chociażby o Janku, który szył buty, jest dla bohatera nie do przyjęcia – zbyt przyziemna, mało efektowna, nie dodaje blichtru, Kordian zapewne od-nalazłby się ale nie w takiej roli i nie w takiej scenerii.

Kordian – podróżnik

W rezultacie, po nieudanej próbie samobójczej, Kordian wyrusza w romantyczną podróż po Europie. Niewykluczone, że motyw wędrówki, tak charakterystyczny dla literatury romantyzmu, wiąże się tutaj z poszukiwaniem autentycznej wartości, która nadałaby życiu bohatera jakiś sens, stała się szansą zdobycia określonej tożsamości, a przynajmniej wydarła go z okowów niepoprawnego marzycielstwa. Podróż przynosi jednak kolejne rozczarowania, bo oto Kordian podczas pobytu w Londynie dowiaduje się, że największą siłą, która rządzi światem jest siła pieniądza, otwierająca wszystkie drzwi. Okazuje się bowiem, że wszystko można za nie kupić: miejsce w parlamencie, miejsce na cmentarzu, nawet miłość nie potrafi się oprzeć magii pieniądza. Włoska kochanka Kordiana, Violetta, okazuje się demonem zła i fałszu.
Ta porażająca prawda o wszechobecnej potędze pieniądza skłania bohatera do gorzkiego wyznania:

“… Prawdziwie jam podobny do tego człowieka
co zbiera chwast po skałach życia – ciężka praca”

Ostatnią nadzieją istnienia prawdy i sprawiedliwości staje` się papież. Odtrącony i zdradzony kochanek (który co prawda wcześniej sprzedał brylanty swojej ukochanej) poszukuje dla siebie kolejnej roli – tym razem patriotycznej. Zostaje rzecznikiem sprawy narodowej, na audiencji u papieża próbuje pozyskać jego poparcie dla kwestii niepodległościowej. Niestety, papież okazuje mu jedynie pogardę, popiera bowiem konsekwentnie politykę wielkich mocarstw. Kordian ponosi kolejną klęskę.

Kordian na Mont Blanc

Okres romantycznych podróży po Europie zamyka słynny monolog na Mont Blanc: „ Uczucia po światowych opadały drogach
Gorzkie pocałowania kobiety – kupiłem…”
Czyż nie śmiesznie brzmi to wyznanie w ustach piętnastoletniego chłopca? Czy w tak młodym wieku dokonuje się tak poważnych obrachunków z życiem? Wreszcie, dlaczego Kordian „wdrapał się” na najwyższą górę Europy, aby wygłosić swój monolog? Czy nie wystarczała mu skromniejsza sceneria?

Oto mamy do czynienia z formą monologu tak dobrze znaną w literaturze romantycznej. Ten sposób wypowiedzi stał się dla bohatera uzewnętrznieniem własnego „ja”, wyrazem indywidualizmu i egocentryzmu zarazem, ujawnieniem rozterek wydobytych gdzieś z głębi duszy, manifestacją buntu wobec świata a tym samym określeniem swojego systemu wartości. Monolog Kordiana nie jest jednak monologiem do końca poważnym, raczej jego parodią. Trudno oprzeć się wrażeniu, że bohater Słowackiego przypomina po trosze Konrada z Wielkiej Improwizacji. Tamten przyznawał sobie prawo władania naturą, Kordian zastanawia się I również, czy mógłby gwiazdy strącać ze szczytu? Próbuje zmierzyć się z rolą, zobaczyć, czy . do niej pasuje, przekonać się, czy jej sprosta. Postawa bohatera zdradza jednak specyficzną antynomiczność. Waha się między pragnieniem czynu, szalonym zaangażowaniem (“Ludy zawołam! Obudzę!”) a znużeniem, zobojętnieniem, niechęcią (“A może lepiej się rzucić w lodowe szczeliny?”). Kreacji emfatycznej, namaszczonej powagą patriotycznego zaangażowania przeciwstawia autor postawę antybohaterską, apatyczną, niechętną jakiemukolwiek działaniu. Stąd też nieprzekonywająco brzmi idea winkelriedyzmu, którą głosi bohater na końcu swoje-go monologu.

Niewykluczone, że mamy tu do czynienia ze świadomie prowadzoną grą z konwencją romantyczną i to nie jedną. Po pierwsze bawi się autor konwencją monologu, która zapisała się w polskiej świadomości za sprawą chociazby spowiedzi Gustawa z IV części Dziadów, a przede wszystkim Wielkiej Improwizacji. Po drugie, z pewnym dystansem odnosi się do samej kreacji bohatera, którą tego rodzaju monolog stworzył – kreacji emfatycznej, indywidualistycznej, tytanicznej. Postawa Kordiana wydaje się zbyt przesadna, jest raczej pozą, teatralnym gestem, wykonanym przecież w scenerii nie byle jakiej, ale na najwyższym szczycie Alp. Umiejscowienie bohatera w tak efektownej przestrzeni, tam „gdzie się styka Bóg z naturą”, jak napisałby Mickiewicz, zdradza kpiarskie zamiary autora wobec kreowanej przez siebie postaci, ośmiesza bowiem komiczne nieco zamiłowanie bohaterów romantycznych do poszukiwania scenerii spektakularnej, która i tak już sztucznej pozie dodałaby jeszcze więcej powagi. Sam Kordian zostanie zresztą obdarzony świadomością teatralności swojej postawy:
„Posągu piękno mam, lecz lampy brak…”

Jest więc monumentem, źródłem doznań estetycznych, brakuje mu natomiast prawdy. idei. piękna forma bowiem na długo nie wystarcza. Kordian na Mont Blanc to raczej parodia bohatera romantycznego, który próbuje przywdziać konradowski kóstium, niestety na próżno.

Kordian – spiskowiec

Z pragnienia czynu nie rezygnuje jednak zupełnie. Ostatni akt rozgrywa się w Polsce, do której Kordian przybywa w sposób fantastyczny – przypływa na chmurze i od razu zostaje wciągnięty w wir wielkiej historii, która wymaga przecież postaw nietuzinkowych i ofiar nie byle jakich. Oglądamy obraz dla polskiej literatury romantycznej typowy – obraz konspiracji, spiskowców zdecydowanych na największe poświęcenie. W romantyzmie bowiem dokonało się rozpoznanie ojczyzny jako największej wartości, wręcz sacrum. Stąd też uczucia patriotyczne przybierały formę fanatycznego poświęcenia, bezgranicznego oddania. Fanatyczny patriotyzm bohaterów spowodował, że często porównywano ich do męczenników, szaleńców, świętych opromieniowanych aurą Chrystusową. Kordian, jako jeden z uczestników sprzysiężenia podchorążych staje przed szansą odegrania tak wzniosłej a zarazem tragicznej roli. Za-raz po koronacji cara na króla Polski bohater jak i jego współtowarzysze muszą rozwikłać ogromny dylemat natury moralnej – zabójstwo cara jest bowiem czynem nieetycznym, królobójstwo od wieków było w Polsce traktowane jako działanie haniebne, niezgodne z kodeksem moralnym. W konsekwencji tylko Kordian decyduje się dokonać zamachu na życie cara, porywa się’na czyn absolutnie szalony i pozostaje w swoim postanowieniu kompletnie samotny, opuszczony przez spiskowców, co potęguje jeszcze bardziej jego rozterki. W planie psychologicznym obserwujemy walkę bohatera ze Strachem i Imaginacją, tworami jego wyobraźni. Strach paraliżuje umysł bohatera, przestrzega przed zgubnymi skutkami szalonego czynu, Imaginacja kusi go i uwodzi, roztacza obiecujące wizje. Te dwie sprzeczne siły są obrazem wewnętrznych zmagań Kordiana z samym sobą, wątpliwości, jakie przeżywa. W rezultacie zwycięża Strach – Kordian dotknięty niemocą mdleje przed drzwiami sypialni cara. Ta scena przeszła do historii, stała się symbolem odwiecznej polskiej niemocy, znakiem kondycji psychicznej Polaka rozdartego pomiędzy wolą działania, pragnieniem czynu a niemożnością spełnienia, która urosła z czasem do wymiaru przeklętego polskiego mitu.

Pamiętajmy jednak o dwóch planach dramatu – realistycznym, gdzie centralnym elementem jest główny bohater – Kordian i metafizycznym, który powołuje do istnienia postacie romantycznego świata grozy. Z tego podziału wynikają istotne wnioski. Diabły, szatany to uosobienie złych mocy władających światem, rządzących ludzkim losem. Cztowiek romantyczny nie jest do końca wolny w swoich decyzjach, wydaje mu się tylko, że tworzy historię ni-czym i przez nikogo nie skrępowany, uwolniony od wszelkich zewnętrznych determinacji. Tymczasem okazuje się, że często bywa marionetką w rękach metafizycznych stworów. Tego rodzaju sugestię można odczytać również w dramacie Słowackiego. Kordian jest w pewnym sensie bohaterem opętanym przez diabła. Działa tak, jakby funkcjonował w zupełnie innym wymiarze, jakby był dotknięty obłędem i niezupełnie zdawał sobie sprawę z tego, co czyni. Być może więc czyn bohatera z góry został wpisany w perfidny, diabelski plan, jego scena-riusz wcześniej starannie ułożony przez demoniczne moce, finał historii misternie zaplanowany? Czyżby historią rządziły szatany? Czy Kordian na pewno stał się poddanym diabła?

Kordian w szpitalu wariatów

Po nieudanej próbie zamachu na życie cara Kordian zostaje zamknięty w szpitalu dla obłąkanych. Dziwić może fakt, dlaczego nie postawiono go przed sądem i natychmiast nie skaza-no na śmierć? Odpowiedź jest dosyć prosta. Żaden z rosyjskich dostojników bezkrytycznie za-kochanych w carze nie był bowiem w stanie wyobrazić sobie, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby poważyć się na tak szaleńczy czyn. Tylko człowiek dotknięty obłędem, po-rażony chorobą umysłu byłby zdolny wystąpić przeciwko tak potężnemu władcy.

Pobyt w szpitalu wariatów staje się dla bohatera kolejnym gorzkim doświadczeniem. Doktor, przypominający po trosze diabła, prezentuje bohaterowi dwóch obłąkanych – pierwszy z nich udaje krzyż, do którego przybito Chrystusa, a on poświęcił się, by go nieść, drugi natomiast, niczym mitologiczny Atlas, stara się podtrzymać niebo, aby nie runęło na ziemię i nie zgładziło ludzkości. Obaj są mesjaszami a raczej ich parodią. W pierwszej postaci odnajdzie-my karykaturę mickiewiczowskiej wersji mesjanizmu zawartej w „Widzeniu księdza Piotra” oraz w „Księgach narodu polskiego…”, w drugiej zaś szyderstwo z romantycznych idei głoszących apoteozę indywidualizmu, tytanizmu, odpowiedzialności jednostki za cały świat. Zwłaszcza w niej odnajdzie Kordian część samego siebie, uświadamia sobie, że był tylko żałosną karykaturą Polaka, patrioty, spiskowca, że wyznawał chore, utopijne idee, że działać na-leży inaczej, bo mesjanizm jest ideologią szaleńców.

Epizod na Placu Saskim kończy biografię Kordiana, ale jej ostatecznie nie zamyka. Oto bohater manifestuje niezwykłą wręcz odwagę, skacze przez piramidę bagnetów, nie uzyskuje jednak ułaskawienia. Scena ostatnia jest niejedoznaczna – nie wiadomo, czy posłaniec zdąży wstrzymać egzekucję? Można się jedynie domyślać, że skoro dramat został zaplanowany jako pierwsza część trylogii, losy bohatera zakończą się dla niego pomyślnie.

Kim jest zatem Kordian? Niepoprawnym marzycielem? Szlachetnym rycerzem pełnym niepokoju? Aktorem odgrywającym coraz to nowe role? Człowiekiem poszukującym prawdziwej idei? Niedojrzałym, śmiesznym konspiratorem? Uosobieniem odwiecznego polskiego mitu o niemożności działania? Polskim Hamletem postawionym między sprzecznymi racja-mi? Igraszką w rękach diabła?

„Kordian przegrywający w akcie III – pisze Stanisław Makowski – jest jednak innym człowiekiem aniżeli ten, którego poznaliśmy w akcie I. Dokonała się w nim wielka przemiana. Po-przez pełną psychicznej prawdy walkę własną niemocą i marzeniami bohater ewoluował od młodzieńczego poszukiwania idei do sformułowania określonego programu, a następnie do uświadomienia sobie jego nieskuteczności. Ewolucja ta przebiegała jakby po linii kolistej. W końcowych scenach dramatu Kordian znalazł się bowiem w jakiejś „sytuacji wyjściowej”, stwarzającej konieczność rewizji dotychczasowych ideałów i poszukiwania nowych…”