Powieść zaczyna się od sytuacji absurdalnej. Józio w gimnazjum jest traktowany jak uczeń, jakby nikt nie widział w tym niczego dziwnego. Zaskakuje postawa samego bohatera. Zachował on świadomość dorosłego człowieka, a jednak bywa zaskakująco nieporadny, nie potrafi sobie poradzić w tej dziwnej sytuacji. Jak to interpretować?

Podstawowym błędem popełnianym przy czytaniu powieści Gombrowicza jest próba logicznego interpretowania pokazanej tam rzeczywistości. Przyzwyczajeni do powieści realistycznych lub przynajmniej pokazujących zdarzenia w „normalny” sposób, czujemy się bezradni wobec literatury kreacyjnej, a do takiej z pewnością należy Ferdydurke. Michał Głowiński, pisząc o dziele Gombrowicza, zastrzegł od razu:

Ale czytać go nie można tak, jak odbiera się utwory klasyczne, wymaga ono innej postawy czytelniczej. Wymaga naszej zgody na te reguły gry, które Gombrowicz w swojej narracji ustanowił.

Zapowiedzią tych reguł jest już tytuł – pozbawiony sensu, zrywający z tradycją tytułów znaczących. Świat przedstawiony jest zdeformowany, absurdalny, zaskakuje czytelnika. Układ zdarzeń sprowadza na manowce. Początek Ferdydurke sugeruje konwencję snu, ale wkrótce okazuje się, że wydarzenia są jak najbardziej realne. Jeśli nie przyjmie się „reguł gry”, nie da się dotrzeć do sensów powieści, będzie ona tylko pozbawioną logiki kpiną. Wszechobecny w utworze żywioł groteski nie jest jednak tylko zabawą! Ta konwencja artystyczna, szczególnie często występująca w literaturze XX w., bywa interpretowana jako próba wyrażenia kryzysu kultury. W powieści realistycznej nie udałoby się dokonać tak wnikliwego osądu stosunków międzyludzkich.

Świat absurdu

Absurdalne są przedstawiane w Ferdydurke wydarzenia: porwanie do szkoły, pojedynek na miny, żebrak stojący z gałązką. Także bohaterowie są przerysowani, odlegli od normalności. Gombrowicz nie dąży do pokazania ich psychiki, skupia się jedynie na opisie ludzkich zachowań, np. gestów, dialogów (to konwencja behawiorystyczna). Nawet główny bohater jest właściwie nijaki! W układzie zdarzeń brakuje motywacji przyczynowo-skutkowej, fabuła Ferdydurke właściwie nie daje się streścić (zwłaszcza rozdziały o Filidorze i Filibercie). Do czego to prowadzi? Czytelnik może mieć wrażenie, że dla Gombrowicza opisywane wydarzenia nie są właściwie istotne.

Niejednorodność gatunkowa

Czy można uznać tę powieść za parabolę sytuacji jednostki w społeczeństwie?
Ferdydurke nie jest z pewnością utworem jednorodnym gatunkowo. Mówimy „powieść”, ale równie dobrze moglibyśmy użyć kilku innych terminów. Utwór Gombrowicza jest pod pewnymi względami parabolą, jest też pamiętnikiem, esejem czy poematem dygresyjnym. Wędrówki Józia szukającego wolności przypominać mogą wędrówki Dantego z Boskiej komedii czy losy Kandyda z dzieła Woltera – Ferdydurke można byłoby uznać także za powiastkę filozoficzną. A parodia? Również to określenie pasowałoby do utworu, który wyśmiewa schematy literackie (np. romans), a nawet konkretne utwory (aluzje do Pana Tadeusza w obrazie Bolimowa). Awangardowa powieść Witolda Gombrowicza wymyka się łatwemu szufladkowaniu.

Kompozycja powieści

Niejednorodność gatunkowa wynika po części z ukształtowania narracji. W Ferdydurke nie ma jednego narratora, znajdziemy co najmniej trzech:

  • Józio opowiadający w pierwszej osobie o swoich przygodach (przypomina to pamiętnik).
  • Narrator trzecioosobowy w opowieściach o dziejach Filidora (to konkretna osoba – Antoni Świstak) i Filiberta.
  • Narrator pierwszoosobowy zbliżony do autora (autor Pamiętnika z okresu dojrzewania).

Na niezwykłość Ferdydurke składa się współistnienie sprzeczności. Ich obecność w kompozycji tak komentuje Michał Głowiński:

Mamy tu więc do czynienia z jednej strony z kompozycją otwartą, z pozoru luźną, powstałą z nagromadzenia epizodów koło siebie, niejako nanizania ich na nitkę, z drugiej zaś – z kompozycją tak zamkniętą i tak zrygoryzowaną, jak w mistrzowsko skonstruowanej noweli.

Powieść w zadziwiający sposób łączy chaos i porządek. Czytelnikowi łatwiej być może zauważyć chaos: brak ciągów przyczynowo-skutkowych, obecność opowieści o Filidorze i Filibercie, niełączących się z losami Józia. Jednak dokładniejsze przyjrzenie się kompozycji Ferdydurke każe przyznać rację Głowińskiemu: utwór jest uporządkowany niemal z matematyczną dokładnością. Fabuła przebiega „od porwania do porwania” (klamra kompozycyjna!) – zaczyna się przeniesieniem Józia do gimnazjum, kończy ucieczką z Zosią z dworu. Występują trzy wyraźne części pokazujące pobyt Józia w szkole, u Młodziaków, w Bolimowie. Każda z nich kończy się zamieszaniem, sławną Gombrowiczowską „kupą”. Łączące się z wymową całej powieści nowele o Filidorze i Filibercie zostały umieszczone symetrycznie, każda z nich poprzedzona jest przedmową.

W szkole – „gęba” ucznia

„Szkoła u Gombrowicza „jest metaforą stosunku człowieka do piramidy dorobku wieków: wiedza ta jest nieprzyswajalna dla jednostki, wpędza ją w kompleks niższości i nieautentyczności, każe w myśl społecznych nakazów udawać dojrzałość i ukrywać skrzętnie ignorancję (…)” (Jan Błoński).

Gimnazjum dyrektora Piórkowskiego jest szkołą szczególną – jej cel to „wyrabianie pupy”, czyli jak najdłuższe utrzymywanie w stanie niedojrzałości.

Kto uczy?
Znerwicowani nauczyciele, którzy panicznie boją się dyrektora i wizytatora, a dobrani zostali tak, by nawet wyglądem odstraszać uczniów – są starzy, nudni, jedni mają zeza, inni się jąkają. Dyrektor Piórkowski mówi o nich:

To najtęższe głowy w stolicy – (…) żaden z nich nie ma jednej własnej myśli. (…) To zgoła nieszkodliwe niedołęgi, nauczają tylko tego, co w programach, nie, nie postoi w nich myśl własna.

Na czym polega nauka?
Jedynie na powtarzaniu frazesów typu „Słowacki wielkim poetą był”. Ten najbardziej znany cytat z Ferdydurke stanowi główną myśl lekcji polskiego przeprowadzonej przez profesora Bladaczkę. Sprzeciw Gałkiewicza („Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, skoro nie zachwyca”) budzi przerażenie nauczyciela. W pokazywanej przez Gombrowicza szkole uczeń nie powinien myśleć, lecz przyjąć do wiadomości, że: „Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca”. To przecież absurdalne! Podobnie bezsensowne jest przeświadczenie nauczyciela łaciny:

Czyż nie widzicie, że colladus sim kształci inteligencję, rozwija intelekt, wyrabia charakter, doskonali wszechstronnie i brata z myślą starożytną?

Gombrowicz pokazuje szkołę jako miejsce „zdrabniania”– zamiast przywoływanego wyżej wszechstronnego doskonalenia mamy zbiór nieprzydatnych życiowo schematów, form, ciągłą niedojrzałość. Szkoła wpędza człowieka w nieustające poczucie niższości, czyni go nieautentycznym.

Zamknięcie w schematach dotyczy w szkole nie tylko przekazywanej wiedzy, ale też ludzkich zachowań. Łatwo rozpoznać powtarzalny kształt lekcji – zaczynającej się od hałasu, prowadzącej do znudzenia i uczniów, i samego nauczyciela.

A zachowania uczniowskie?

Wtedy cała klasa (oprócz Syfona i kilku jego zwolenników) jak jeden mąż objawiła nie cierpiącą zwłoki konieczność udania się do ubikacji. (…) Wtedy nie mniej niż siedmiu uczniów przedstawiło świadectwa, że z powodu takich to a takich chorób nie mogli przygotować lekcji. Prócz tego czterech zadeklarowało migrenę, jeden dostał wysypki, a jeden drgawek i konwulsji.

Z pewnością to przerysowane, ale chyba całkiem dobrze znane… Nawet w buncie przeciwko szkole i młodzieńczej niewinności widzi Gombrowicz uzależnienie od Formy! Uczniowie gimnazjum dzielą się na dwie grupy:

  • Chłopaków (pod wodzą Miętusa) – zbuntowanych, mówiących „brzydkie wyrazy”, tęskniących za tym, co zakazane, i pragnących podkreślić własną dojrzałość.
  • Chłopięta (pod wodzą Syfona) – kujonów dostosowujących się do szkolnych zasad i głoszących swoją niewinność.

Między Miętusem a Syfonem dochodzi do starcia – absurdalnego, bo na miny. Ta parodia honorowego pojedynku obnaża bezsens buntu, który także jest Formą. Miny Syfona wynikają z jego ideałów, miny Miętusa są jedynie odpowiedziami (kontrminami). Same nie miałyby sensu – dlatego Miętus przegrywa. Pojedynek kończy się tragikomicznym (i metaforycznym jednocześnie) „zgwałceniem przez uszy”, którego ofiarą pada Syfon.

Mieszczański dom

Po awanturze w szkole Józio trafia na stancję do domu Młodziaków: inżyniera konstruktora, jego żony i córki Zuty – nowoczesnej pensjonarki. Młodziakowie – zwłaszcza matka i córka – podkreślają ostentacyjnie swoją nowoczesność. Józiowi zostaje u nich przyprawiona kolejna „gęba” – chłopca staroświeckiego:

(…) im bardziej byłem staroświecki, nieszczery i nienaturalny, tym one lepiej czuły nowoczesność, szczerość i prostotę.

W domu Młodziaków ceni się tężyznę fizyczną, racjonalizm i swobodę (symbolem tych wartości jest w powieści „łydka”). Zuta, lekceważąca zresztą jawnie rodziców, jest zachęcana do spędzania nocy poza domem czy urodzenia nieślubnego dziecka Pensjonarka staje się przedmiotem erotycznej fascynacji Józia, traktuje go jednak z wyższością, nawet pogardą.

Czy rzeczywiście Młodziakowie są tacy nowocześni?
Józio obserwuje ich bacznie, zauważa, jak ukrywają wszystko to, co nie pasuje do nowoczesności. Nikogo nie udają chyba jedynie w czasie porannej toalety (mamy szansę być sobą, gdy nie ma przy nas innych ludzi!). Zakłamanie inżynierostwa udowodnił jednak Józio przemyślną intrygą, w wyniku której odwiedzili Zutę w nocy Kopyrda i profesor Pimko. Zaalarmowani rodzice z wyrozumiałością przyjęli obecność rówieśnika córki, nie byli jednak aż tak nowocześni, by tak samo pobłażliwie potraktować dużo starszego profesora. Nowoczesność Młodziaków okazała się tylko Formą, którą sobie narzucili… Ten etap losów Józia kończy się kolejnym zamieszaniem („kupą”).

Dwór – „gęba” panicza

Józio ucieka od Młodziaków i od miasta. Towarzyszy mu Miętus ogarnięty pragnieniem zbratania się z parobkiem. Obydwaj szukają tego samego: szczerości, naturalności, zbliżenia się do natury. Wieś przynosi jednak nowe schematy – we dworze ciotki Hurleckiej Józiowi zostaje przyprawiona kolejna „gęba”. Staje się „potomkiem rodu”, „paniczem” mającym podkreślać swą odrębność od służby. Tak robi wuj Hurlecki:

Przeciw komu wuj poziewał, przeciw komu wsuwał w usta jedną więcej słodką truskawkę? Przeciw chamstwu, przeciw służbie swojej! Dlaczego nie podniósł upuszczonej papierośnicy? Aby służba mu ją podniosła.

Wszechogarniająca Forma dotyczy kwestii społecznych, podziału na klasy „wyższe” i „niższe”. Próbuje ją przełamać naiwny Miętus dążący do zbratania się z parobkiem (to jakby echo młodopolskiej chłopomanii). Parobek okazuje się kolejną Formą, podobnie jak ciotka, wuj, panienka z dworu. Józio widzi istnienie stereotypów – i tych sielankowych, i tych społecznych. Wie, że:

Dumna pańskość rodowa wujaszka wyrastała wprost z podściółki chamskiej, z chamstwa czerpała swe soki.

Zbratanie Miętusa i Walka jest zagrożeniem dla tej Formy, która każe chamom, by usługiwali panom. Formy, która panów czyni nietykalnymi i nakazuje służbę „walić w mordę”. Żeby tę Formę ratować, Konstanty bije Walka:

Zdawało się, że waląc i wywalając parobka siebie chce przeforsować, siebie, nie srebro ani majątek, lecz siebie. (…) Sterroryzować, przeforsować, niech nie śmie się bra…tać ni godoć, ani cudować, niech przyjmie państwo jak bóstwo.

Później Konstanty i Zygmunt „tresują” parobka, każąc, by im usługiwał. Jednak Walek przełamał barierę – „w nagłym spoufaleniu grzmotnął po mordzie Konstantego”.

„Pękła mistyczna klamra!” Pobyt Józia w Bolimowie też kończy się chaosem. Lud, który stracił szacunek, włazi przez okna do dworu (rewolucja!), a bohater po raz kolejny ucieka.

Miłość kolejną „gębą”

Pragnąc umknąć przed niedojrzałością, bohater wpada w następny schemat wytworzony przez ludzi – miłość. Dostrzega w niej tylko kolejną konwencję.
Co robi Józio? Porywa z dworu Zosię, wyznaje jej uczucie, całuje. Tak naprawdę ma zamiar pozbyć się dziewczyny, tłumaczy:

Chciałem ją wyzyskać jedynie jako pretekst i pozór, aby ze względną dojrzałością oddalić się od kupy we dworze i dobrnąć do Warszawy, gdzie po pewnym czasie mógłbym już sam się urządzić.

Właśnie dlatego Józio widzi dokładnie całą komedię miłości, w której Zosia „wysuwała i wystawiała te części ciała, które miała lepsze, gorsze chowała”. „A ja musiałem patrzeć i spoglądać, udawać, że mnie to bierze i brać to w siebie” – dodaje później Józio.
Miłość okazuje się kolejną matnią, z której samodzielnie wydostać się nie sposób. Dlatego bohater błaga los, by zesłał „trzeciego człowieka” – kogoś, kto swoim wpływem pomógłby pokonać tę Formę. Bezskutecznie: „(…) musiałem ucałować swoją gębą jej gębę, gdyż ona swoją gębą moją ucałowała gębę”.

Powieść o niedojrzałości

Gombrowicz pokazał w Ferdydurke trzy konkretne środowiska, nie było jednak jego zamiarem napisanie satyry na którekolwiek z nich. W szkicu pt. Aby uniknąć nieporozumienia mającym przygotować czytelników do lektury pisarz zaznacza od razu:

Jeżeli zaczepiłem w niej ziemiaństwo, szkolnictwo, literaturę, to dlatego, że książka jest porachunkiem z tym, co mnie samego zinfantylizowało i najwydatniej zaciążyło na moim rozwoju.

Tematem Ferdydurke jest niedojrzałość człowieka, któremu społeczeństwo nakłada „pupy” i „gęby”. Forma degraduje człowieka, sprawia, że jest zawsze „niedo-” – niedojrzały, niedokształcony. „Czy wreszcie my stwarzamy Formę, czy ona nas stwarza?” – pyta narrator Przedmowy do Filidora dzieckiem podszytego. I jedno, i drugie. Jednocześnie wszystko jest właśnie „dzieckiem podszyte”– niedojrzałe i niepewne. Józio marzy wciąż o niezależności:

Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!

Czy w społeczeństwie można jednak w ogóle być sobą? Gombrowicz jest w tej kwestii pesymistą:

Gdyż nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki.

Ucieczka przed jedną Formą kończy się wpadnięciem w drugą. Niezbędnym warunkiem autentyczności byłoby całkowite odcięcie się od innych ludzi. Ilu jednak zdobyłoby się na coś takiego? W tych poglądach można zobaczyć związki z filozofią egzystencjalizmu, która mówiła o samotności człowieka, o zmuszeniu do podejmowania trudnych decyzji. Już niedługo Jean Paul Sartre stwierdzi: „Piekło – to inni”.

Główny bohater – Józio

Józio – postać wieloznaczna
Porte-parole Gombrowicza
Też pisarz. Też wydał jako trzydziestolatek książkę, która została źle przyjęta przez krytykę. W kreacji bohatera Ferdydurke można odnaleźć wiele podobieństw do autora powieści! Zgadza się nawet tytuł książki: Pamiętnik z okresu dojrzewania. Gombrowicz zadebiutował tak zatytułowanym tomem opowiadań w 1933 r. (wznawiano je w poszerzonej wersji nazwanej Bakakaj). Ferdydurke miało zresztą być początkowo odpowiedzią na bezpodstawne, zdaniem Gombrowicza, zarzuty recenzentów, którzy potraktowali go jako człowieka niedojrzałego. W kreacji Józia można zobaczyć porte-parole autora – w wypowiedziach bohatera Gombrowicz zawarł własne poglądy. Ujawniają to liczne komentarze autotematyczne. Józio wypowiada się na temat aktu tworzenia, kompozycji, języka, sposobu prezentowania przygód bohatera (czyli de facto samego siebie!). Zastanawia się na przykład, dlaczego swoją pierwszą książkę zatytułował właśnie Pamiętnik z okresu dojrzewania. Komentarze narratora – bohatera nie pozwalają, aby czytelnik odbierał dosłownie świat przedstawiony w powieści, burzą iluzję.

Narrator Ferdydurke

Gombrowicz zrezygnował z narratora w trzeciej osobie, wszechwiedzącego, stojącego poza światem przedstawionym. To główny bohater opowiada historię: jak trafił do szkoły, mieszkał na stancji u Młodziaków itd. Jednak nie jest to zwyczajna proza wspomnieniowa! Pierwszoosobowa narracja, jaką zastosował Gombrowicz, też różni się od tradycyjnej. W Ferdydurke narrator nie wspomina tego, co przeżył. Tak przedstawia wydarzenia, że stają się one teraźniejszością, a on sam zmienia się na powrót w niedorosłego młodzieńca. I jeszcze jedno – niedookreślenie bohatera wpływa na sposób relacjonowania wydarzeń. Inaczej widzi je przecież dorosły, inaczej ocenia gimnazjalista. Sądy narratora w Ferdydurke są zmienne, zaskakujące, czasem sprzeczne. A może to wszystko jest tylko snem? Każe o tym pomyśleć początek powieści:

Sen, który mię trapił w nocy i obudził, był wykładnikiem lęku. Nawrotem czasu, który powinien być zabroniony naturze, ujrzałem siebie takim, jakim byłem, gdym miał lat piętnaście i szesnaście – przeniosłem się w młodość (…).

Józio jako narrator wyraźnie dominuje nad bohaterem, podporządkowuje sobie cały świat przedstawiony. Nie tylko wydarzenia, także sposób, w jaki je komentuje.

Bohater nieokreślony

Kanony tradycyjnej prozy nakazują, by bohater został przez autora dokładnie określony. Przynależy on zazwyczaj do konkretnego środowiska, wiemy coś o jego wyglądzie, dzieciństwie, rodzinie itp. Z Józiem jest zupełnie inaczej. Nie można go scharakteryzować poprzez jednoznaczne role społeczne. On sam tak naprawdę nie wie, kim jest.
Trzydziestoletnim pisarzem? Chłopcem z gimnazjum? A może i jednym, i drugim?
„Jeżeli nie chcesz być lekarzem, bądźże przynajmniej kobieciarzem lub koniarzem, ale niech będzie wiadomo… niech będzie wiadomo…” – narzekają ciotki. Lecz to nie takie łatwe. Józio stale zastanawia się nad swoim miejscem w świecie, komentuje kolejne „wcielenia”. Nie jest bohaterem jednoznacznym. Zmienia środowiska, ale z żadnym się nie identyfikuje. Nie jest „zakorzeniony” w świecie, choć ma świadomość, że właśnie ten świat go określa. Bohater Ferdydurke miota się pomiędzy chaosem a formami narzucanymi przez otoczenie, między dojrzałością a niedojrzałością, dorosłością a młodością. Czuje się zdezintegrowany, rozbity na części.

Człowiek w pułapce niedojrzałości

Niedojrzałość, niedorosłość symbolizuje w Ferdydurke „pupa”. Józio często mówi o „upupianiu” i „zdrabnianiu”, zwłaszcza gdy opowiada o szkole – instytucji z założenia narzucającej niedojrzałość. Młodość nie jest dla bohatera szczęśliwym czasem. Wprost przeciwnie! Czuje, że jest ograniczany przez społeczne normy zachowań, a nawet sposoby mówienia. W szkole zachowuje się – i mówi! – jak uczeń. Wystarczy zresztą samo pojawienie się nauczyciela. Tak Józio komentuje wizytę Pimki: „on usiadł, wobec czego i ja musiałem usiąść”.

Losy Józia są dowodem, że z niedojrzałości nie można się wyzwolić. Gorzej – bywa ona pociągająca. „Pupa” jest nie tylko składnikiem świata zewnętrznego, ale i ludzkiej podświadomości. „Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki.”

Wieczny uciekinier

Józio wciąż ucieka – przed innymi ludźmi i przed sobą. Bezskutecznie poszukuje wolności, a także prawdy o własnej duszy. Bohater Ferdydurke trafia do trzech różnych środowisk, a w każdym z nich przyprawia mu się inną, nową „gębę”. W szkole ma „gębę” ucznia, niesamodzielnego i uzależnionego od nauczycieli. U pozujących na nowoczesnych Młodziaków – „gębę” chłopca staromodnego. We dworze w Bolimowie staje się paniczem obsługiwanym przez lokajów. Za każdym razem Józio ma świadomość, że wpada w kolejną Formę. I że właściwie nie ma ucieczki. Jak mógłby wyzwolić się od wpływu innych ludzi? Nawet jeśli wybierze samotność – nie ucieknie przed Formami, które już istnieją w nim samym.

Aktor i reżyser

W kreacji Józia Gombrowicz zawarł swoje przeświadczenie o nieautentyczności człowieka. Jesteśmy określani przez innych ludzi, którzy narzucają nam jakąś Formę. Każdy z nas staje się w ten sposób aktorem odgrywającym przypisane mu role. W Dzienniku Gombrowicza pojawia się pesymistyczny wniosek dotyczący człowieka:

Wieczny aktor, ale aktor naturalny, ponieważ sztuczność jest mu wrodzona, ona stanowi cechę jego człowieczeństwa – być człowiekiem to znaczy być aktorem.

Takim aktorem jest także Józio. Został wmanewrowany przez profesora Pimkę w nienaturalne sytuacje. W szkole musi odgrywać ucznia, u Młodziaków jest staromodnym chłopcem, na dodatek zafascynowanym ich córką. Ciekawe są reakcje Józia. Ma dystans wobec tych narzucanych ról – nie odgrywa ich szczerze. Z jednej strony buntuje się przeciwko nim, ale z drugiej – dość chętnie ulega. Skąd taka sprzeczność? Przede wszystkim ze współistnienia dwóch różnych „osobowości” Józia. Jako trzydziestolatek czuje, że jest śmieszny, gdy siedzi w szkolnej ławce czy kokietuje Zutę. Jako kilkunastolatek w ogóle nie dostrzega w tym sztuczności. Bohater Ferdydurke ma świadomość, że jest oglądany przez ludzi, tak jak on sam przygląda się otoczeniu. A nawet nie tylko się przygląda – Józio także reżyseruje sytuacje mające odsłonić sztuczność ról innych aktorów. Prowadzi gry, snuje intrygi. Widać to na przykład w czasie jego pobytu u Młodziaków. Mieszanie kompotu czy stojący z gałązką żebrak mają wytrącić nowoczesnych z ich udawanej nowoczesności. Najlepszy przykład to kończąca tę część powieści intryga z zaproszeniem do Zuty Kopyrdy i profesora Pimki. To Józio rozdzielał tu role i kontrolował sytuację! Udało mu się pokonać „gębę” narzuconą przez Młodziaków.

Bohater i śmieszny, i tragiczny

Tyle że śmiech czasem zamiera w gardle, a tragizm jest groteską podszyty. Józio przeżywa to, co każdy człowiek, który wie więcej niż otoczenie, ma świadomość rzeczy, których inni nie zrozumieją. Czuje obcość natury, w kulturze dostrzega sztuczność. Widzi nieautentyczność swojego zachowania, owo „złapanie w Formę”. Jest marionetką, ale świadomą i przez to cierpiącą. Inne postacie szczerze odgrywają swoje role, bo nie widzą, że to tylko role. Józio widzi, ale nic nie może zrobić. Bezskuteczne są jego wysiłki, by uwolnić się z Formy. Ten bunt jest tragiczny i zarazem beznadziejny. Gdy bohater odrzuci jedną „gębę”, za chwilę zyskuje nową. Może przez chwilę jest wolny właśnie w tym momencie odrzucania, ale to zbyt krótko nawet na to, by zrozumieć, kim się jest. Powieść kończy refleksja człowieka świadomego bezskuteczności działań: Bo nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę (…). Od pupy zaś w ogóle nie ma ucieczki. Mimo że Józia wciąż otaczają ludzie, tak naprawdę czuje się samotny.

Ferdydurke jako literacka gra

1. Gra z czytelnikiem, literackie aluzje

Niewyczerpanym źródłem stereotypów i schematów jest dla Gombrowicza sama literatura. Pisarz bawi się nimi, zestawia, cytuje, parodiuje. Lektura Ferdydurke może dać uważnemu czytelnikowi wiele dodatkowej zabawy. Nie wszystkie związki są dziś czytelne – mało kto skojarzyłby, że inspiracją tytułu powieści był bohater utworu Sinclaira Lewisa pt. Babbitt Freddy (w polskim wydaniu Ferdy) Durkee.

Występująca w Ferdydurke groteska może z jednej strony przypominać renesansowy utwór Gargantua i Pantagruel Rabelais’go, z drugiej przywodzić na myśl Latający Cyrk Monty Pythona (Gombrowicz mógłby być jego prekursorem). Choćby te dziwne symbole, którymi stają się w Ferdydurke części ciała uważane za mało literackie: „pupa”, „łydka”, „palec”, „gęba” (nie twarz!). Ta powieść nieustannie każe się zastanawiać, czy to kpina, czy coś pisanego serio.

Rozprawia się Gombrowicz z polską literaturą – zwłaszcza romantyczną, którą z upodobaniem cytuje i parodiuje. W uparcie powtarzanym przez Bladaczkę „Słowacki wielkim poetą był” czuje się powątpiewanie w rzeczywistą wielkość wieszcza. Do degradacji prowadzi też zabawa z nazwiskiem poety:

Dla-cze-go, dla-cze-go, dla-cze-go, Sło-wac-ki, Sło-wac-ki, Sło-wac-ki, wac-ki, wac-ki,
Wa-cek, Wa-cek Sło-wac-ki-i-musz-ka-pchła.

Do Mickiewicza odwołuje się Gombrowicz w opisie Bolimowa, który jest niemal parodią Soplicowa z Pana Tadeusza (młody panicz, Zosia, tradycja szlachecka). Parodia ujawnia się także w stylu:

Miętus ruszył odważnie ścieżką wzdłuż szosy
– ja za nim, jakoby łódką wypływał na pełne morze. (…) Cisza, że słychać niemal zimne i śliskie kamienie, które tkwią w ziemi (…).

To wyraźne naśladowanie stylu Sonetów krymskich Adama Mickiewicza! Gombrowicz parodiuje także motywy wywodzące się z literatury drugorzędnej, np. melodramatów. Widać to w scenie z Kopyrdą i Pimką ukrytymi w szafie Zuty. To motyw jakby wyjęty z brukowego romansu. Zdarzenie to zostało zresztą zapowiedziane wcześniej – to także gra z czytelnikiem.

Styl gombrowiczowski

Specyficzny jest język tego utworu. Składa się nań cała mnogość różnorakich odmian języka, elementy parodii i groteski, innowacje słowotwórcze. Styl ten nosi zresztą nazwę gombrowiczowskiego – jest charakterystyczny, wielu próbowało później go naśladować. Michał Głowiński tak komentuje tę oryginalność:

W Ferdydurke toczy się nieustanna gra językowa, gra językiem i o język.
Skoro światem rządzi wszechobecna Forma, nie może to nie dotyczyć języka. W nim również widzi Gombrowicz sztuczność. Pisarz stara się poprzez różne zabiegi wyeksponować fałsz obecny w słowach.

Oto kilka charakterystycznych cech języka Ferdydurke:

  • Nazwiska znaczące (często prowadzące do skojarzeń erotycznych).
  • Specyficzne słowa klucze (przyprawić „pupę”, „łydka”, „gęba”, chłopięta).
  • Neologizmy: „zbelfrzony”, „małomieszczańsko”, „przerozkazywać”.
  • Kalambury: „Starkę podaj!” (staruszkę czy wódkę?); podobieństwa brzmienia: przemiana „sztandar połyska” w „sztandar po łydkach”.
  • Zabawy słowne: Młodziakowa jako sanitariuszka „skopana w okopach”; rymowanki: „Staniało? – powiedziało pierwsze ciało” .
  • Bogactwo języka, nawet wielosłowie (epitety, porównania, powtórzenia).
  • Paralelizmy składniowe, zmiana szyku zdania (często czasownik na końcu, np. „Słowacki wielkim poetą był”).
  • Zmienianie połączeń frazeologicznych: „Belfrem pobudzał ją do pensjonarki, ona zasię jego pensjonarką do belfra podniecała”.
  • Aforyzmy: „Papa zatem zamyka cykl poczęty przez pupę”, „O, styl – narzędzie tyranii!”.

Skojarz!
Ferdydurke a… Pan Tadeusz
Gombrowicz szydzi z form utworzonych w romantyzmie. Oglądamy dwór szlachecki – tym razem Bolimowo. Tu, na wsi, u parobka szuka Józio prawdy, ale jej nie znajduje. Za to może spotkać przedstawicieli ziemiaństwa w Formach takich, jak tego oczekujemy, przeżywa romans z Zosią, tak jak jesteśmy do tego (przez Mickiewicza) przyzwyczajeni… W powieści Gombrowicza mamy do czynienia z nieco parodystycznym podejściem do wieszcza i epopei narodowej.

Ważne zagadnienie
Powieść Gombrowicza, chociaż ujęta w zabawną, groteskową formę, zawiera w efekcie pesymistyczne przesłanie o niemożności wyzwolenia się z Formy i bycia kimś autentycznym – „jesteśmy funkcją innych ludzi”.

Powinowactwa literackie

  • Boska komedia Dantego (wędrówka Józia),
  • Gargantua i Pantagruel Rabelaisgo (przejawy groteski, język),
  • Kandyd Woltera (motyw wędrówki i powiastka filozoficzna jako gatunek),
  • Pan Tadeusz Mickiewicza (Zosia, dwór szlachecki),
  • W poszukiwaniu straconego czasu Prousta (początek Ferdydurke – parodią przebudzenia Marcela z pierwszego tomu dzieła Prousta),
    poezja romantyczna (jako przedmiot parodii).

Parodia romantycznego bohatera

W Ferdydurke można znaleźć wiele odwołań do romantyzmu, nie tylko tak wyraźnych jak „Słowacki wielkim poetą był”. Dostrzegamy je także w kreacji bohatera: Józio to buntownik pełen wewnętrznych rozterek, przechodzi duchową przemianę… Tyle że jest ona inna niż w przypadku Gustawa-Konrada czy Kordiana. Romantyczni bohaterowie po metamorfozie stawali się innymi ludźmi. Józio też staje się inny, ale jednocześnie pozostaje taki sam. Współistnieją w nim dwa wcielenia: jest trzydziestoletnim pisarzem, ale też uczniem. Te dwie osobowości współistnieją w nim, ścierają się ze sobą, prowadzą do sprzecznych zachowań i komentarzy. Józio ma niewątpliwie bogate życie wewnętrzne – tyle że nie w takim kształcie, jak widzieliby to romantycy. W zakończeniu powieści porywa z Bolimowa Zosię. I dwór, i panna jak z Pana Tadeusza, tyle że Józio nie przypomina romantycznego kochanka. Czuje, że miłość jest kolejną Formą pozbawiającą człowieka wolności, ale nie umie się przed nią obronić:
musiałem ucałować swoją gębą jej gębę, gdyż ona swoją gębą moją ucałowała gębę.

Groteska w Ferdydurke:

  • absurdalność świata przedstawionego, który nie poddaje się logicznej interpretacji, np. porwanie 30-letniego mężczyzny do szkoły i traktowanie jak ucznia, chłopi zachowujący się jak psy;
  • obecność dziwaczności, karykatury, deformacji, np. przerysowani bohaterowie: Pimko – Wielki Zdrabniacz, pozornie nowocześni Młodziakowie;
  • łączenie sprzeczności: piękna z brzydotą, tragizmu i komizmu, np. śmieszny pojedynek na miny, którego następstwem jest jednak samobójstwo Syfona;
  • parodiowanie konwencji literackich – bezsensowny tytuł czy kończące utwór „Koniec i bomba,/ a kto czytał, ten trąba”, wiele aluzji literackich;
  • szczególne traktowanie języka: mieszanie różnych stylów, tworzenie neologizmów itp.

Forma utworu

  • Chaos i porządek jednocześnie
  • przypominające teksty romantyczne udziwnienie kompozycji, epizodyczność,precyzyjny układ treści (trzy części – szkoła, stancja, dwór, połączone z symetrycznie umieszczonymi fragmentami o Filidorze i Filibercie).
    Niejednorodność gatunkowa: powieść, pamiętnik, esej, powiastka filozoficzna, poemat dygresyjny…
  • Różni narratorzy – pierwszoosobowy (Józio i autor), trzecioosobowy.

Dzieło ważne, bo

  • Rozprawia się z mitami: nowoczesności, postępu, miłości, a także polskiej literatury romantycznej.
  • Bezwzględnie obnaża mechanizmy rządzące ludzkim postępowaniem, jest utworem o konwencji, wszechwładnie panującej nad nimi.
  • Terminy z Ferdydurke zakorzeniły się w naszej świadomości („pupa”, „gęba”), styl pisania znalazł wielu naśladowców.
  • To dzieło zręcznie posługujące się groteską, nowoczesne, awangardowe.

Zapamiętaj!

  • Kreacjonizm – zasadnicza cecha groteski. Polegał na budowaniu takiej wizji świata, która nie miała swojego odpowiednika w rzeczywistości, a była prawdziwym koncertem fantazji i wyobraźni twórcy.
  • Groteska pojawiła się w literaturze wcześniej, chociażby w renesansie u Rabelaisa w dziele Gargantua i Pantagruel.
  • Absurd – kategoria estetyczna (podobnie jak tragizm czy komizm) polegająca na zawieszeniu reguł prawdopodobieństwa i mimetyzmu.
  • Parodia – zabieg polegający na naśladowaniu określonego pierwowzoru w celu satyrycznym.
  • Liberalizm – tu: postawa ludzi pobłażliwych, tolerancyjnych, przyznających jednostkom prawo do swobody działania.

Zobacz:

Ferdydurke Witolda Gombrowicza

 

Moje spotkanie z Ferdydurke

Zaprezentuj treść Ferdydurke

Sens i przesłanie Ferdydurke

Ferdydurke – praca domowa

 

Ferdydurke – Witold Gombrowicz

Klasówka z Ferdydurke