Stanisław Grochowiak

Czyści

Wolę brzydotę
Jest bliżej krwiobiegu
Słów gdy prześwietlać
Je i udręczać
Ona ukleja najbogatsze formy
Ratuje kopciem
Ściany kostnicowe
W zziębłość posągów
Wkłada zapach mysi
Są bo na świecie ludzie tak wymyci
Że gdy przechodzą
Nawet pies nie warknie
Choć ani święci
Ani są też cisi

Jeden z najczęściej cytowanych wierszy Stanisława Grochowiaka nosi tytuł Czyści. Mimo zarysowanej w pierwszych wersach sytuacji wyznania „Wolę brzydotę…” monolog podmiotu mówiącego nie stanowi subtelnej refleksji, uderza raczej deklaratywnością, jest czymś w rodzaju manifestu programowego.

  • Przedmiotem wypowiedzi staje się nie tyle przestrzeń duszy, ale krąg fascynacji, na pierwszy rzut oka może nieco dziwnych, ekscentrycznych, nietypowych. Okazuje się, że tym, co tak bardzo urzeka jest właśnie brzydota. Uwodzi zapewne nie swoim pięknem, bo go po prostu nie ma, ale prawdą, realizmem, dosadnością. Sytuuje się „bliżej krwiobiegu słów”, jest bardziej autentyczna, bliższa prawdy w sposobie widzenia rzeczywistości. Świat to nie tylko uroda i powab, ale przede wszystkim „kopeć”, „zapach mysi”, a więc to, co odrażające, brudne, brzydkie.
  • Tę tendencję w poezji, która epatowała czytelnika elementami brzydoty, nazwano turpizmem. Nie był, jak wynika z tekstu, jedynie manierą artystyczną, nastawioną na wywołanie szoku estetycznego u odbiorcy, stanowił rodzaj światopoglądu, zaświadczał o sposobie postrzegania świata.
    W monumentalnym pięknie dostrzegał jedynie chłód, powabną formę, która maskowała prawdę – tę najistotniejszą, dotykającą ludzkiego wnętrza. Dlatego powierzchowność, uroda, układność, wdzięk, maniery, ogłada, to wszystko, co tworzy nienaganny i pociągający wizerunek osoby („są bo na świecie ludzie tak wymyci”), kontrastuje z brzydotą duszy („Choć oni święci / Ani są też cisi”). Piękno wydaje się podejrzane, nie ma dla niego miejsca także w poezji, nie budzi takich emocji jak brzydota, o której mówi podmiot przy użyciu toku przerzutniowego, stosując niejako rytm mowy „przyśpieszonego oddechu”.

Zauważ jednak, że turpizm nie jest w literaturze czymś zupełnie nowym. Istniał od dawna, może tylko nie jako sposób myślenia i postrzegania świata, lecz jako technika pisarska.

  • Elementy tej estetyki odnaleźć można już w średniowiecznych motywach śmierci wyobrażanej w postaci rozkładającego się ciała:
    Upadł ci jej koniec nosa,
    Z oczu płynie krwawa rosa […]
    Nie było warg u jej gęby…
    Tak odrażający obraz śmierci, który miał wzbudzić grozę i respekt wobec spraw ostatecznych, został z czasem zastąpiony przez mniej drastyczny, bardziej upersonifikowany wizerunek danse macabre (taniec śmierci). Przedstawiał kościotrupa z kosą i chociaż był może mniej dosadny, to jednak również wypełniony elementami brzydoty.
  • Prawdziwą fascynację anatomicznym wnętrzem ludzkiego ciała przeżywa epoka baroku.
    Do historii przeszedł słynny obraz Rembrandta pod tytułem Lekcja anatomii doktora Tulpa, przedstawiający sekcję zwłok. Stał się w pewnym sensie symbolem epoki, która odrzuciła klasyczny kanon piękna – monumentalny i dostojny – na rzecz zgłębienia tego, co niewątpliwie nieładne i odpychające, ale za to prawdziwe, namacalne, cielesne.
  • Dla współczesnego czytelnika bliższą, bardziej współczesną wersją turpizmu jest wszechobecny w drugiej połowie dziewiętnastego wieku naturalizm. Przypomnij sobie Padlinę Baudelaire’a, epatującą odbiorcę zagęszczeniem odrażających detali:
    Brzęczała na tym brzuchu much orkiestra
    I z wnętrza larw czarne zastępy
    Wypełzły ściskając z wolna jak ciecz gęsta
    Na te rojące się strzępy…
    Pamiętaj o mrocznych opisach przestrzeni w Lalce Prusa, powieściach Żeromskiego, sonetach Z chałupy Kasprowicza.

Zatem brzydota, cielesność, rozkład ciała, choroba, to wszystko funkcjonuje w literaturze od najdawniejszych czasów tyle, że nikt wcześniej nie nazywał tej tendencji turpizmem. Zresztą autorem pojęcia nie jest także Stanisław Grochowiak – czołowy przedstawiciel tego prądu w poezji współczesnej. Słowo turpizm stanowi neologizm utworzony od łacińskiego wyrazu turpis, który oznaczał brzydki. Stworzył go zagorzały przeciwnik tego nurtu – Julian Przyboś, który w ironicznej Odzie do turpistów, parafrazując Mickiewicza, pisał:

Bez serc, bez nerek, bez mięsa od kości,
o najwierniejszy posągu człowieka, […]
Podaj mi piszczel!
Niechaj na tym flecie
niepokalanie białym, obranym do czysta, zaświstam…

Trudno odmówić poecie dowcipu, kąśliwości, ironii, lecz Przyboś nie zdołał zniechęcić turpistów. Na Odę do turpistów Grochowiak odpowiedział równie złośliwym wierszem pt. Ikar. Tekst nawiązywał do obrazu Brueghela, tak bliskiemu poecie, ponieważ malarz na pierwszym planie umiejscowił nie spadającego Ikara – symbol romantycznego idealizmu, lecz wołu i ciężką pracę w polu. Takie rozłożenie akcentów odpowiadało światopoglądowi turpisty, który bezlitośnie drwił z pięknoduchów ignorujących prawdę o ludzkim doświadczeniu – pracy, zmęczeniu, bólu, brzydocie ciała.
Ta polemika z Przybosiem w systematyce literackiej uzyskała nazwę „sporu o turpizm”. Zwycięsko wyszedł z niej autor Czystych.

Turpizm stał się faktem, zaistniał przede wszystkim w poezji Grochowiaka, zwłaszcza w pierwszych dwóch tomikach: Menuet z pogrzebaczem i Rozbieranie do snu. Elementy tej tendencji artystycznej znajdziemy również u innych poetów – Tadeusza Różewicza, Mirona Białoszewskiego a nawet u klasycyzującego Herberta.

 

Turpizm w poezji Stanisława Grochowiaka

Don Kichot

Kiedy Don Kichot wędrował przez świat…
Akacja – jabłoń – czarne wąsy w winie –
Wciąż świszczał za nim okrutny bat,
Mszczący się srogo na chudej oślinie.

Don Kichot przebył wiele, wiele dróg…
Kobiety, dzbany, rude włosy nocą –
A Sanczo osła tłukł, tak jak mógł,
Osioł zaniemógł. A Pansa szedł boso.

I wtedy rycerz napotkał Ją –
Biodra księżyce. Oczy – ostre piki…
Sanczo żarł kiszkę z bydlęcą krwią,
Oczyszczał gnaty zagiętym nożykiem.

I wreszcie rycerz obumarł. Klap!…
Trumna i wieńce. Świece do nieba,
A Pansa spłodził szesnaście bab,
Pięciu chłopaków do tego, co trzeba.

I ten, co domy – i ten, co cię wiezie
I ta, co idąc, nie idzie, a tańczy –
I nawet w sklepie obwiną ci śledzie
W moje liryki – wnuka Sanczo Pansy.

Śmiało można twierdzić, że tekst stanowi współczesną realizację formy balladowej, tyle że utrzymanej w mało poważnej, żartobliwo-ironicznej tonacji. Dominują tu elementy liryki sytuacyjnej, które przywołują dobrze znaną, hiszpańską opowieść o Don Kichocie – dzielnym rycerzu walczącym z wiatrakami i jego przyziemnym słudze – Sancho Pansie.

Prezentacja obydwu postaci dokonuje się za pomocą zabiegu milieu – przez opis otoczenia i rekwizytów przynależnych do każdego z bohaterów.

  • Zatem: „akacja”, „jabłoń”, „czarne wąsy w winie”, „kobiety, dzbany”, „rude włosy nocą” – to rekwizyty wypełniające przestrzeń Don Kichota. Stają się znakami urody świata, tego, co w nim piękne, kruche, delikatne, ujmujące. Ich dopełnieniem jest wizerunek idealnej kochanki o biodrach jak księżyce i oczach rzucających ostre, powłóczyste spojrzenia.
  • Rzeczywistość Sanczo Pansy określają diametralnie różne od wymienionych elementy („kiszka z bydlęcą krwią”, „gnaty” czyszczone „zagiętym nożykiem”) i zachowania: „osła tłukł”, „spłodził szesnaście bab”. Odwołują się do sfery cielesności i przyziemności.

Jak wiadomo, w powszechnej świadomości kulturowej obaj bohaterowie: i Don Kichot, i Sanczo Pansa są bardziej znakami, symbolami niż konkretnymi postaciami. Każdy z nich uosabia tradycję:

  • Don Kichot tę wysoką, namaszczoną powagą, patosem, tragizmem,
  • Pansa zaś niską, odartą z wszelkich pierwiastków niezwykłości, mało efektowną, ale za to bliższą prawdy.

Do tych wyobrażeń odwołuje się również poeta w swoim wierszu, kompozycję tekstu opierając na zasadzie kontrastu tych dwóch konwencji. Oczywiście bliższa jest mu tradycja Sancho Pansy, czemu daje wyraz poprzez konstrukcję finalnych losów obydwu bohaterów. Umiłowanie piękna kończy się po prostu krótkim „Klap!…”, a opatrzenie go ponadto wykrzyknikiem ma objawić wszystkim druzgocącą klęskę tej postawy. Wzmacnia tę wymowę przywołany w tekście rytuał pogrzebu: „Trumna i wieńce. Świece do nieba…”, który jest jakby ostatecznym, symbolicznym zerwaniem z tą konwencją, a jednocześnie wykazaniem jej fatalizmu. Hołdowanie zwyczajności, cielesności, daje dopiero rezultaty, wszak

Pansa spłodził szesnaście bab,
Pięciu chłopaków do tego, co trzeba.

Ostatnia strofa wymyka się już balladowej tonacji, ujęta jest w formę nieco osobliwej apostrofy skierowanej do czytelnika, w której to podmiot mówiący dokonuje wyraźnej deklaracji. Określa się jako spadkobierca tradycji Sancho Pansy. Wyznaje, iż treści jego liryków bardziej komponują się ze śledziem niż z czymkolwiek innym. Zaiste porażające to wyznanie.

Prawdziwa jednak obsesja cielesności pojawia się w tekście Płonąca żyrafa.

Płonąca żyrafa

Bo życie
Znaczy:
Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso
I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie, szczególnie w obronie mięsa
A ONO SIĘ PALI

Oto zwięzła i konkretna definicja życia ujęta w nieco prowokacyjną formę.

Świat przedstawiony tego tekstu powołuje do istnienia poetyka wyliczania elementarnych czynności. („Kupować”, „Zabijać”, „Uwielbiać”) składających się na przestrzeń ludzkiego doświadczenia, stąd też ich użycie w podstawowej, bezokolicznikowej postaci. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie materia, jakiej dotyczą.

Tworzy ją świat mięsa, dość osobliwa metafora człowieka, sprowadzonego jedynie do swojej cielesności. Uwydatnieniu tej treści służy wielokrotne powtórzenie słowa „mięso”, które w efekcie wypełnia całą przestrzeń wiersza tak, by sprawić wrażenie, że oprócz mięsa na świecie nie istnieje nic. Wiersz obala wszelkie wzniosłe mity na temat przeznaczenia człowieka do ważnych zadań, do spełniania nie byle jakich funkcji. Jest kwintesencją drwiny z ludzkich zamierzeń, działań, idei, uczuć, naiwnych być może uzurpacji, które wobec mięsa wydają się śmieszne.

 

Turpizm w poezji Tadeusza Różewicza

Podobne przeświadczenie o miejscu człowieka w świecie znajdziemy w poezji Tadeusza Różewicza. Wojenne doświadczenie, które stało się udziałem twórcy, skłania go do wniosku, że jedyną pewną rzeczą, jaką da się o człowieku powiedzieć, jest fakt jego biologicznego istnienia. Stąd też, według poety, człowiek to przede wszystkim ciało – ono warunkuje jego zachowanie, wyznacza sferę przeżyć i odczuć takich jak ból, zmęczenie, znużenie głód…

Pogląd ten znalazł odzwierciedlenie w poetyce turpistycznej, chociaż Różewicz nigdy programowym turpistą nie był. Eksponuje zatem w swoich tekstach motyw ciała, najczęściej okaleczonego, skazanego na zagładę.

Przypomnij sobie „furgony porąbanych ludzi” z utworu Ocalony, „woskowe dłonie” partyzanta, „ścierwo bandyty” z wiersza Dola, chłopców o strzaskanych kolanach z Zaraz skoczę szefie czy biodro, które „dotyka biodra” z tekstu Maska. Wszechobecny w poezji autora Niepokoju i Czerwonej rękawiczki motyw ciała oraz programowe odrzucenie metafory i wszelkiego sztafażu poetyckiego sytuuje częściowo tę twórczość w pobliżu poezji turpistów.

 

Turpizm w poezji Mirona Białoszewskiego

Najbliższa jednak turpizmowi Grochowiaka będzie „poezja rupieci” Mirona Białoszewskiego, zawarta w tomie Obroty rzeczy. Autorem tego osobliwego pojęcia jest Artur Sandauer, który określił w ten sposób twórczość darzącą szczególną atencją świat starych gratów, rupieci, zwykłych przedmiotów, rzeczy wywodzących się z kultury peryferyjnej, nieoficjalnej. Oto Szare eminencje zachwytu:

Szare eminencje zachwytu

Jakże się cieszę

że jesteś niebem i kalejdoskopem
że masz tyle sztucznych gwiazd,
że tak świecisz w monstrancji jasności,

gdy podnieść twoje wydrążone
pół – globu
dokoła oczu,
pod powietrze.

Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,
łyżko durszlakowa!

Piec też jest piękny:
ma kafle i szpary,
może być siwy

srebrny,
szary – aż senny…

a szczególnie kiedy
tasuje błyski
albo gdy zachodzi
i całym rytmem swych niedoskonałości
w dzwonach palonych

polanych biało

wpływa na żywioły
obleczeń monumentalnych

Wiersz stanowi typ liryki bezpośredniej, rozpoczyna go sytuacja wyznania („Jakże się cieszę…”), która ustępuje rozbudowanej apostrofie skierowanej do dość osobliwej adresatki – łyżki durszlakowej. A zatem dowcip? Żart? Prowokacja artystyczna? Chyba jednak nie.

  • Zauważmy, że wiersz skomponowany jest na zasadzie niespodzianki, zaskoczenia czytelnika – najpierw pojawia się pełna zachwytu nad urodą adresata przemowa, a dopiero potem jego konkretyzacja. Odbiorca dowiaduje się, że przedmiot, którego piękno jawi się poprzez zastosowanie kosmicznej metaforyki („jesteś niebem i kalejdoskopem”, „masz tyle sztucznych gwiazd”, „pół globu”) to zwykła łyżka durszlakowa służąca do przecedzania makaronu. Autor postrzega ją zupełnie inaczej niż zwykły śmiertelnik, w sposób bardziej poetycki. Półkulisty kształt łyżki pokrytej dziurami kojarzy mu się z niebem pełnym gwiazd, bogactwem, którego nie sposób wyrazić.
  • W drugiej części wiersza przedmiotem opisu staje się piec. Podmiot mówiący przyjmuje funkcje narratora i snuje pełną podziwu opowieść o piecu. Wydobywa jego ukryte piękno, zwraca uwagę na całą gamę tonacji, jaką może emanować: (siwy,/srebrny,/szary – aż senny), eksponuje swoistą monumentalność. Dokonuje się zatem wyraźne przesunięcie akcentów. Przedmiotem zainteresowania stają się rzeczy zwyczajne, codzienne, przez wieki uważane za niegodne sztuki. Wybitny krytyk literacki Tadeusz Drewnowski nazywa to zjawisko „sakralizacją profanum”, uświęcaniem rzeczy niskich, które nigdy dotąd nie stanowiły przestrzeni dla dociekań intelektualnych.
  • Czym to wytłumaczyć? Kluczem do odczytania sensu jest sam tytuł wiersza, wszak szara eminencja to ktoś, kto pozornie nie ma żadnego znaczenia, nie odgrywa żadnej roli, w rzeczywistości zaś ma najwięcej do powiedzenia, rządzi wszystkim, tylko w sposób „dyskretny”.
    Tak jest również ze światem przedmiotów, drobiazgów, które nas otaczają. Nie przywiązujemy do nich szczególnej wagi, ignorujemy je, traktujemy jak zwykłe rupiecie, a przecież wypełniają przestrzeń naszego doświadczenia, towarzyszą w każdej chwili. Bez nich trudno byłoby nam żyć, bo są niezwykle funkcjonalne, więc może warto zdać sobie sprawę, jak są dla nas ważne? „Poezja rupieci” Białoszewskiego celowo w rzeczach zwyczajnych, często brzydkich poszukuje niedostrzegalnej na pierwszy rzut oka urody.

Zapamiętaj!

Turpizm – jeden z podstawowych kierunków w polskiej poezji, jakie zaistniały po 1956 r.. Odnaleźć go można w utworach Stanisława Grochowiaka – programowego turpisty, Tadeusza Różewicza, Mirona Białoszewskiego. Turpizm, który z założenia był nurtem antyestetycznym, stanowił opozycję dla powstającej do 1956 r. literatury socrealistycznej. Różowej baśni socrealizmu przeciwstawiał świat widziany w czarnym kolorycie.

  • Turpizm stanowi – obok lingwizmu i klasycyzmu – trzeci istotny nurt poezji współczesnej. Wkradł się nawet do rozmiłowanej w dostojnym pięknie antyku twórczości Herberta, który, przedstawiając anatomię bólu w wierszu Apollo i Marsjasz, opisywał jednak „łyse góry wątroby”, „pokarmów białe wąwozy”, „szumiące lasy płuc”, „słodkie pagórki mięśni”, „stawy, żółć i krew.”
  • Poezja turpistyczna, która tak wyraźnie eksponuje motyw ciała, zawiera tym samym przekonanie, że egzystencja człowieka ogranicza się jedynie do czysto biologicznego trwania i fizjologicznych instynktów.
  • „Poezja rupieci” – wyrasta z fascynacji kulturą nieoficjalną, peryferyjną, kulturą jarmarczną, którą Białoszewski postrzega jako kulturę źródłową, stąd jej nobilitacja w poezji. Do „poezji rupieci” zalicza się cały cykl ballad peryferyjnych m.in. Ballady z makaty, Ballada o stolikowych barmanach, Karuzela z madonnami.
  • W poezji Mirona Białoszewskiego następuje odwrócenie wartości. Przedmioty zwyczajne, często wywodzące się z kultury jarmarcznej, będące powszechnie uosobieniem kiczu zostają uwznioślone, przedmioty symbolizujące sztukę wysoką – zdeprecjonowane.
  • Rembrandt von Rijn – (1606-1669) – malarz holenderski, jeden z najwybitniejszych twórców w dziejach sztuki. Tworzył w epoce baroku. Jest autorem scen biblijnych, rodzajowych, realistycznych („Lekcja anatomii doktora Tulpa”, „Flora”, „Wymarsz strzelców”) autoportretów, pejzaży, scen mitologicznych i historycznych.
  • Charles Baudelaire (1821-1867) – poeta i pisarz francuski tworzący w drugiej połowie XIX w. Prekursorem nowych nurtów w literaturze przede wszystkim naturalizmu (wiersz Padlina) i symbolizmu. Autor słynnego zbioru wierszy pt. Kwiaty zła” oraz poematu Paryski spleen.

 

Zobacz:

Czym był turpizm w poezji – podaj założenia i przedstawicieli nurtu

Scharakteryzuj lingwizm, turpizm i neoklasycyzm w poezji powojennej

Scharakteryzuj lingwizm, turpizm i neoklasycyzm w poezji powojennej

Turpizm – pochwała brzydoty

Udowodnij, że Stanisław Grochowiak był poetą-turpistą i wymień „programowe” wiersze twórcy.

Poezja Stanisława Grochowiaka.