Everyman

Postać pozbawiona cech indywidu­alnych, charakterystycznych, dzięki czemu może się z nią utożsamiać wielu odbiorców.

Manicheizm (system religijny z III wieku) głosi, że człowiek ma dwie dusze: jedna związana jest z dobrem (jasnością, królestwem boga), druga zaś ze złem (ciemnością, królestwem szatana). Określona w ten sposób sytuacja człowieka w świecie zobowiązuje go – według Maniego do wyzwalania się od zła. Podobny nakaz moralny nakłada na człowieka parenetyczna sztuka średniowieczna oparta na założeniach chrześcijaństwa.

Świat przedstawiany w utworach literackich rządzi się podobnymi prawami, jak nasza realna rzeczywistość, a ta w znacznej mierze opiera się na zasadzie dualizmu.

Nierozłącznie splatają się w niej dwa przeciwstawne, stale zwalczające się pierwiastki: dobro i zło.
W takim właśnie świecie funkcjonuje nasz kolejny typ bohatera literackiego – Każdy (Everyman). Jego ludzka natura jest tak samo dualistyczna, jak natura otaczającej go rzeczywistości.

Everyman (z niem. jedermann, każdy) to bardzo ważna międzynarodowa konstrukcja literacka. Postać pozbawiona cech in­dy­wi­du­alnych, charakterystycznych, dzięki czemu może się z nią utożsamiać wielu odbiorców.

Kwestionariusz osobowy

  • Imię: dowolne, bardzo popularne, jednoznacznie nieokreślone lub żadne.
  • Umiejętności i cechy charakteru: żadne szczególnie wyróżniające.
  • Wygląd zewnętrzny: trudny do scharakteryzowania, człowiek o przeciętnej twarzy, podobny do wszystkich.
  • Fakty z życia: nieistotne ze względu na swój charakter jednostkowy, lecz ważne jako przykład działania uniwer­salnych prawideł ludzkiej egzystencji.

Geneza tego typu bohatera

Każdy (Everyman) pojawia się w późnośredniowiecznej sztuce, której twórcy starają się znaleźć odpowiedź na egzystencjalne pytanie o sens życia. W anglo-holenderskim moralitecie z końca XV wieku pt. Everyman (lub Elckerlijk) Bóg nakazuje Śmierci, by sprowadziła przed Jego oblicze tytułowego bohatera, czyli po prostu człowieka:

Idź teraz do Każdego,
Powiedz z rozkazu mego,
Jaka go czeka droga.
Niech więc rusza bez słowa
I przybywa bez zwłoki
Na me tutaj wyroki

Ale Każdy prosi o zwłokę, gdyż obawia się boskiego wyroku. Jego prośba zostaje jednak odrzucona, wobec czego osamotniony Każdy szuka kogoś, kto by mu towarzyszył w chwili, kiedy stanie przed obliczem Boga. Pomocy odmawiają mu kolejno: Przyjaźń, Rodzina, Bogactwo, Wiedza, Wiara, Piękno, Siła, Przezorność, Pięć Zmysłów. I jedynie nie zawodzi go leżąca na ziemi zimna postać uosabiająca Dobre Uczynki.

W świecie pełnym zła bohater pielęgnuje w sobie dobro, bowiem tylko ono może zapewnić mu zbawienie. Moralitet wprowadza na scenę średniowiecznego teatru postaci czysto symboliczne; bohaterami dramatu są: Dobro, Zło, Cnota, Występek, Wiara, Pycha, Zawiść itp., które w akcie psychomachii toczą spór o duszę ludzką.

Akcja widowiska sprowadza się do rozważań na temat kwestii moralnych jako takich, nie wynikających z określonych okoliczności. Bohater – reprezentant rodzaju ludzkiego, jeden z nas – jest tu kuszony grzechem, więc broni się przed upadkiem moralnym cnotą, by uzyskać zbawienie. Ten rodzaj przypowieści na temat losu ludzkiego miał charakter dydaktyczny, gdyż przemawiał do każdego widza, który łatwo identyfikował się z bohaterem dramatu.

Everyman jako bohater literacki

Everyman jest to bohater średniowiecznych moralitetów, reprezentant grzesznej i ułomnej ludzkości. Jak każdy człowiek, ceni uroki życia i korzysta z nich. Postawiony wobec konieczności śmierci przekonuje się, że wszystkie rzeczy doczesne, o które zabiegał i o które dbał, okazują się bezwartościowe… W obliczu śmierci czuje prawdziwy strach.

Everyman rozmawia z upersonifikowanymi pojęciami Dobra, Zła, Bogactwa, Nędzy, Pokory itd. Rozmawia z nimi, rzecz jasna, o kondycji człowieka, sensie egzystencji, najważniejszych dla człowieka wartościach, miejscu człowieka we wszechświecie i w Bożych planach.

Gdy przychodzi mu rozstać się z życiem , chce zabrać w ostatnią drogę Rodzinę, Radość i Piękno, które (choć były z nim przez całe życie!), odmawiają towarzyszenia mu. Zostają z nim jedynie Dobre Uczynki wspomagane przez Świadomość i Spowiedź.
Ten średniowieczny wątek, ukazany w dwudziestowiecznych realiach, podjął Hofmannsthal w dramacie pt. Jedermann (Każdy) z 1911 r.

Tak naprawdę everyman powrócił dopiero w XX wieku – nadal był symbolem losu każdego człowieka, ale podłoże religijne, tak ważne w średniowiecznych moralitetach, zostało odrzucone.

Everyman (potem niemiecki Jederman) nie miał imienia i nazwiska, był pozbawiony przynależności stanowej i narodowościowej – mógł po prostu być każdym z nas.

Walka alegorycznych postaci o duszę Każdego stanowiła o istocie refleksji anonimowych autorów francuskich, szkockich, angielskich i niemieckich dramatów przełomu XV i XVI wieku na temat sytuacji człowieka w świecie – moralitet tym samym nabierał charakteru filozoficznego. Oto życie człowieka stojącego przed Sądem Bożym podlega surowej ocenie; średniowieczny Everyman lęka się potępienia, prosi o Boskie zmiłowanie. Równocześnie jego sytuację egzystencjalną określa ustawiczna aktywność wyznaczona koniecznością dokonywania wyborów między dobrem a złem. Atakowany przez Zmysłowość, Żądzę cielesną (grzech śmiertelny) Każdy ulega równocześnie Żądzy Wiedzy, stając się tym samym sceną dla ścierania się ze sobą tych dwóch sił.

Everyman w literaturze

  • Pewne analogie do doświadczeń i przeżyć bohatera średniowiecznego angielskiego mora­li­tetu odnajdujemy w utworach religijno-filozoficznych poruszających zagadnienie wy­boru drogi prowadzącej do zbawienia. Wpisują się one także w szersze rozważania na temat słabości człowieka, który, według Błażeja Pascala, jest „trzciną na wietrze […], ale trzciną myślącą”.
  • Średniowieczna Skarga umierającego zawiera przedśmiertną spowiedź ano­ni­mowego bohatera, wyznającego: „Com kiedy Bogu poślubił,/ Tegom nigdy nie uczynił”. Dopiero lęk przed potępieniem skłania konającego do krytycznego obrachunku z własnym ży­ciem pełnym pychy i poświęconym na gromadzenie bogactwa.
  • Bohater liryczny sonetów Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego: O wojnie naszej, którą wie­dziemy z Szatanem, światem i ciałem oraz O nietrwałej miłości rzeczy świata tego cierpi z powodu wewnętrznego rozdarcia między ciałem pragnącym świata łakomych marności a duszą dążącą do osiągnięcia zbawienia. Zdaje sobie sprawę, że jest zbyt słaby, by mógł sam zwy­ciężyć w tym straszliwym boju, ale pokłada ufność w Bożym miłosierdziu.

Cechy everymana mają także bohaterowie utworów dwudziestowiecznych. Oni również, jak ich poprzednicy, szukają sensu egzystencji, choć nie odwołują się bezpośrednio do boskiego porządku średniowiecznych moralitetów.

  • Józef K. z Procesu Franza Kafki to trzydziestoletni skromny urzędnik ban­ko­wy, któremu nagle wytoczony zostaje proces sądowy. Bohater nie wie, o co jest oskarżony, i nie potrafi wpłynąć na bieg wydarzeń, choć usilnie próbuje zro­zumieć tajemnicę zniewalającej go struktury. Przyjmuje różne postawy: od buntu ­przez lekceważenie aż po rezygnację. Wymiar sprawiedliwości to labirynt, z którego je­dynym wyjściem staje się śmierć. Pozbawiony nazwiska bohater powieści Kafki to dwudziestowieczny everyman ska­zany na wyobcowanie i klęskę. Samotny człowiek błąka się w ab­surdalnym świecie, nie zna celu swojej drogi, lecz jest pewien, że na końcu czeka go śmierć, która ostatecznie odbierze mu godność.
  • Samuel Beckett w Czekając na Godota przedstawia postacie umieszczone poza czasem i historią, ogranicza ich związki ze światem realnym. Znużeni życiem Vladimir i Es­tragon czekają na Godota (Boga? ideę? innego człowieka?), który pomoże im uwolnić się od poczucia beznadziejności istnienia. Choć tajemnicza postać nie nadchodzi, bo­haterowie się nie zniechęcają. Z dramatu Becketta wynika, że współczesny Everyman bardziej niż wiecznego potę­pienia boi się egzystencjalnej pustki i bólu, który ona ze sobą niesie. Choć jego rachuby wiele razy zawiodły, chce zachować wiarę w nadejś­cie Godota i nadzieję na od­nalezienie sensu, więc czeka.

Polskiego współczesnego everymana wyróżnia przede wszystkim to, że jest silnie osadzony w po­wo­jennej rzeczywistości. Czyni go to bohaterem mniej uniwersalnym i krąg identyfiku­jących się z jego problemami odbiorców ogranicza do, ukształtowanej przez ok­re­ślone warunki historyczne i społeczne, inteligencji.

  • Główna postać Kartoteki Tadeusza Różewicza to Bohater – człowiek bez twarzy, ok­reślonego wieku, imienia i zawodu. Ktoś z tłumu, czyli nikt. Dla każdej z osób dra­matu jest kimś innym: synem, uczniem, podglądaczem, dyrektorem, partyzantem, pod­chorążym. Jego świadomość została bardzo silnie naznaczona przez doświadczenia wojenne, które zostawiły po sobie wewnętrzną pustkę i niewiarę w człowieka. Właśnie to wyraźne osadzenie w historii pozwala potraktować Bohatera jako przedstawiciela pokolenia Kolumbów, uosabiającego dramatyczny los ocalałych z zagłady i daremnie próbującego się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Przyjęcie wyłącznie takiej interpretacji znacznie by jednak ograniczyło wymowę Kartoteki, której wydarzenia mają uzasadnienie nie tylko realistyczne, ale i zgodne z poetyką snu, co służy metaforycznemu uogólnieniu świata przedstawionego. W tym kontek­ście Bohater staje się przede wszystkim everymanem – człowiekiem współczesnym, inteligentem o zdezintegrowanej osobowości, biernym, trwającym w chaosie świata pozbawionego idei, świata, w którym nieprzydatne okazują się ukształtowane przez tradycję wartości i w którym nie ma szans na prawdziwe porozumienie z drugim czło­wie­kiem.
  • Na bylejakość polskiej egzystencji lat siedemdziesiątych XX w. skazany został inny współczesny everyman – pisarz z Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego. Nakłoniony przez działaczy opozycji do dokonania aktu samospalenia przed Pałacem Kultury w Warszawie, przygotowuje się psychicznie do złożenia ofiary ze swojego ży­cia, wędrując po posępnym mieście. Absurdalność całej sytuacji podkreślona zostaje przez obrazy pogrążonego w niemocy i pozbawionego ideałów społeczeństwa, które przyj­muje postawy konformistyczne wobec socjalistycznej rzeczywistości. W tym świecie każda apokalipsa – również ta osobista, jednostkowa zagłada, będąca w założeniu wy­razem protestu – traci swój tragiczny wymiar, staje się spoczwarzona i tandetna.

Przyglądając się polskiemu everymanowi, możemy dostrzec, że jest on mimowolnym spad­kobiercą wielkiej romantycznej tradycji, której nie potrafi sprostać. Nie stać go nie tylko na bohaterski czyn, ale i na zwykłe działanie. Trudno ocenić, czy jest dobry, czy zły. Jest nijaki. Tak pesymistyczny obraz rodzi pytanie, kim jest nasz bohater: każdym czy może ra­czej nikim?

Barokowa psychomachia Sępa-Szarzyńskiego

W swoich szesnastowiecznych sonetach Mikołaj Sęp-Szarzyński przedstawia dramatyczną sytuację człowieka w niepokojącym świecie pełnym niebezpieczeństw i omamień. Podobnie, jak dla Platona, tak i dla Sępa materialny byt ziemski jest tylko cieniem wiecznej idei, dlatego to, co postrzegamy zmysłami jest w istocie swej złudzeniem.

Toteż postulowane przez pisarzy renesansowych życie oparte na względnym dobrobycie i stoickim spokoju jest – według Sępa – poprzestaniem na społecznie zaakceptowanych wartościach pozornych i ucieczką od poznawania prawd istotnych. Odrzucając filozofię umiaru poznawczego Sęp postuluje postawę aktywną.

Obdarzony przez Boga wolną wolą człowiek jest skazany na ustawiczne dokonywanie wyboru między sprzecznymi wartościami: dobrem a złem. Sens ludzkiego życia sprowadza się do walki o wartości nadrzędne.

Podobnie, jak cały świat, tak i człowiek jest odbiciem idei samego Boga (został stworzony na jego wzór i podobieństwo). Dlatego będąc zdanym wyłącznie na siebie żyje dla chwały bożej, nie dla własnego zbawienia, a w dokonywaniu wyborów pomaga mu opatrzność (chociaż go w tym nie wyręcza).

Sęp jako barokowy artifex doctus (poeta uczony) mówi zatem w sonecie IV O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem, że człowiek jest podmiotem psychomachii, a więc walki dobra (wyższych wartości) ze złem (szatanem, który mami człowieka wartością sławy, władzy, pieniędzy i rozkoszy cielesnych). Rozdwojony między jednym a drugim człowiek – „rycerz Chrystusowy” – prosi w tym trudnym „bojowaniu” Boga o wsparcie, bowiem jest świadom własnej słabości, boi się, że ulegnie zgubnej pokusie. „Miłowanie” śmiertelnych „rzeczy świata tego” przynosi „nędzną pociechę”, nie może nasycić ludzkiego serca, które prawdziwie kochać chce to, co nieprzemijalne, a więc najbardziej wartościowe (sonet V O nietrwałej miłości rzeczy świata tego). Źródłem poznania wartości najwyższych jest zatem stan ustawicznego rozdarcia człowieka, który może znaleźć potwierdzenie własnej wartości, zwyciężając kuszące zło.

Mimo że – według wyobrażeń Sępa – osaczony jest potęgą ciemnego kosmosu, jednak młody ufający Bogu poeta wierzy w wartość człowieka, twierdząc na kilkadziesiąt lat przed Pascalem, że będąc drobiną w nicości i nieskończoności świata, może on znaleźć ocalenie we własnej świadomości, własnej kondycji intelektualnej, własnym rozumie.

Kafkowski everyman w labiryncie świata

Sytuacja bohatera Procesu jest wielką metaforą. Kafkowski Józef K. jest osaczonym przez świat Każdym (przeciętne imię, brak nazwiska), który boi się kary. Otacza go labirynt przestrzenny, który jest alegorią labiryntu egzystencjalnego. Bohater gubi się w swoim mieście, błądzi po strychach, kancelariach sądowych, mieszkaniu adwokata. Traci orientację we własnym świecie.

Uwikłany w tajemniczy proces żąda od świata logiki i sprawiedliwości. Próbuje więc rozpoznać sytuację, w której się znalazł; rozwikłać zagadki, które go coraz gęstszą siecią oplątują. Kieruje się racjonalnym myśleniem, stara się połączyć fakty, znaleźć ich uzasadnienie, pragnie poznać powody aresztowania, chce wiedzieć, co jest jego winą, chce poznać prawo, któremu podlega.

Początkowo jako sumienny prokurent bankowy K. żyje w mylnym przeświadczeniu, iż człowiek ma swoje miejsce w świecie i swoje prawo do życiowej stabilizacji, porządku, względnego spokoju, swoje miejsce w ludzkiej społeczności.
Z tego złudzenia wytrąca go aresztowanie, w którym świat oskarża Józefa o niezrozumienie swojej sytuacji.

Wraz z procesem Józef zyskuje świadomość swego losu; to świadomość tragiczna. Józef spodziewa się zdobyć prawdę o świecie, tymczasem dowiaduje się, że istnieje tylko konieczność. Nie wiemy, co jest prawdą, wiemy jedynie, że musi być tak, a nie inaczej.

Zatem aż do śmierci K. nie wie „dlaczego”?
Zgadzając się na swój los pokazuje, że nie ma innego wyjścia, bowiem niezgoda na konieczność niczego nie zmienia. Nikt nie zna tajemnicy konieczności, zna ją jedynie świat (również odźwierny stojący na straży prawa nie zna przyszłych rozkazów).
Stopniowo jednak sytuacja bohatera się pogarsza, labirynt świata powoli i skutecznie wnika w jego psychikę – do tego stopnia, że nie tylko odbiera mu nadzieję na poznanie istoty reguł świata, ale sprawia, że Józef K. godzi się na konieczność swojego losu.
W efekcie K. rozumie, że nigdy nie uda mu się dociec sensu istnienia – żadne działanie go nie zbliża do jego rozpoznania.

Zarówno informacje malarza sądowego (proces nie skończy się nigdy), jak i sytuacja wieśniaka z przypowieści księdza (bezskutecznie, do śmierci siedzi na stołku u wrót prawa) oraz nieefektywna pomoc adwokata utwierdzają go w przekonaniu, że również pokorne, bierne czekanie na to, aż świat w końcu objawi swoją tajemnicę jest tak samo bezsensowne, jak poszukiwania.
K. ponosi klęskę w dociekaniu sensu. Może albo zgodzić się na swoją sytuację nieświadomej ofiary świata, albo opuścić świat, którego jest ofiarą. To pierwsze, pozorne wyjście z sytuacji jest jeszcze bardziej absurdalne niż drugie, dlatego K. nie broni się przed śmiercią.

Józef stara się przyspieszyć sformułowanie oskarżenia, mniemając, iż stanie się ono wyjaśnieniem, którego poszukuje. Ale świata nie da się przechytrzyć, bowiem ten niczego nie nazywa, nie pozwala człowiekowi dostąpić jego tajemnicy. Działanie K. jest – na wzór antycznego Edypa – działaniem przeciwko sobie, a więc przynaglaniem nieuchronności, której K. lęka się najbardziej. Świat gardzi człowiekiem. Poszanowanie człowieka przez świat jest tylko snem bohatera, z którego budzi się K. wraz z wejściem do jego pokoju aresztujących go strażników. Jest od tej pory coraz bardziej świadomym więźniem świata.

W powieściowej rzeczywistości Kafki – pisarza pierwszej połowy XX wieku – zbawienie nie jest możliwe. Człowiek pozbawiony jest pomocy ze strony cnoty, dobra. Jest zupełnie sam w próbie przeciwstawienia się konieczności (nie znajduje porozumienia z kobietami, wujem, Blockiem, malarzem, którzy pogodzili się ze swoim losem). Nie ma w tym świecie Boga, nie ma ani logiki, ani sprawiedliwości.

Pod znakiem katastrofizmu generacyjnego

Baczyński wyraża w swojej wojennej poezji refleksje pokolenia Kolumbów. Podmiot liryczny jego wierszy utożsamia się z każdym chłopcem urodzonym w latach dwudziestych, którego młodość przypadła na okrutne czasy spełnionej apokalipsy. „Ja (…) dymię tysiącem martwych” pisze w Psalmie 4. Człowiek Baczyńskiego osadzony jest w rzeczywistości piekielnej: „ciemno jest, ślisko, u ciemnych wód / są spopielałe krzyżyki czarne” bo „nie anioł, nie anioł prowadzi”. Nad światem unosi się złowieszczy zapach wszechpotężnej śmierci: zbierającej przerażające żniwo wojny: „popielejące ludzkie pokłady, ulewy głów obciętych, ziemi ziejący orkan”. Otoczeni koszmarem zła dwudziestolatkowie zostali przez historię okradzieni z nadziei:

Jakże nam jeszcze uciekać w mrok
przed żaglem nozdrzy węszących nas,
przed siecią wzdętą kijów i rąk,
kiedy nie wrócą matki ni dzieci
w pustego serca rozpruty strąk.

To świat zła, w którym człowiek pozbawiony został szansy na wygraną walkę o zachowanie czy przywrócenie chrześcijańskich wartości: współczucia, sumienia, miłości, pamięci. Stojący w obliczu Boga „Ja (…) ołtarz ciała rozdarty” czasu niemieckiej okupacji pozostaje w stanie rezygnacji z działania, które nie może przynieść żadnych efektów.

Powojenny Nikt

W Kartotece Różewicz przedstawia biografię Everymana pokolenia Kolumbów, który – w odróżnieniu od poległych w powstaniu warszawskim Baczyńskiego czy Gajcego – przeżył wojnę.

Tym razem apokaliptyczność rzeczywistości przybiera kształt odmienny niż ten zobrazowany przez św. Jana w Nowym Testamencie. Wypełniają ją kobiety plotkujące o niczym, mierni, prymitywni czytelnicy brukowych czasopism, fałszywe, propagandowe notatki prasowe, produkowane przez skretyniałych żurnalistów na zamówienie komunistycznej władzy, bezkrytyczne uleganie modzie na nowoczesność (agencje, telewizory, motory).

To świat oparty na zachwianej hierarchii wartości, w którym gwiazdy, biusty, arcydzieła, wódeczka mieszają się w tyglu odartych ze znaczenia wyznaczników współczesności.
To świat, w którym nic nie jest już naprawdę ważne. Zło przybrało postać miernoty fascynującej łatwością jej zdobycia.

Everyman rocznik 20 cierpi w takim świecie na chorobę samotności. Bohatera dramatu nie rozumie ani ustabilizowane pokolenie starsze, którego świat oparty jest na przedwojennym systemie wartości, ani pokolenie młodsze, które pozbawione jest wojennych doświadczeń. Nie może on zatem z nikim się porozumieć. Nauczyciel zadaje tylko pytania, powtarzając gesty belfra Pimki z Ferdydurke, osadzony w systemie wartości chrześcijańskich Wujek bohatera nie rozumie, że nie ma już powrotu do dzieciństwa, ojciec traktuje go jak dziecko, matka wyrzuca mu, że ma już 40 lat, a jest jedynie dyrektorem administracyjnym operetki (nie zrobił kariery, którą dzisiaj robią wszyscy). Z kolei młoda erotyczna i kusząca (gryzie jabłko jak Ewa) sekretarka odczuwa swoją biologiczną wyższość nad mężczyznami; młoda Niemka mówi innym językiem i nie zna koszmaru wojny; Olga – od której odszedł w czasie wojny – nigdy mu nie przebaczy; gość w cyklistówce nie widzi w bohaterze człowieka, a do ulizanego konformisty – pana z przedziałkiem nie można mieć zaufania.

Z perspektywy lat pięćdziesiątych dramat tego pokolenia jest oparty na paradoksie ocalenia.
Everyman ocalał „prowadzony na rzeź”. O kondycję bohatera toczy walkę historia, która wciąga go w swój morderczy plan. Różewicz powtarza za Baczyńskim, że system stałych wartości nie zdążył się zakorzenić w biografii młodych.

W swoim życiu bohater Kartoteki mógł jedynie stać się wykonawcą złowieszczej historii, zaszczutym obywatelem okupowanej ojczyzny, młodym mordercą swoich niemieckich rówieśników. Jeden z wielu wpisanych w kartotekę obywateli jest reprezentantem pokolenia straconego w tym rozumieniu słowa, że odebrano mu sens istnienia i kazano żyć z poczuciem bezsensu, niemożności zrealizowania się w nowej powojennej rzeczywistości ludzi, którzy – inaczej niż on – potrafią przystosować się do świata, zapomnieć o przeszłości.

Dramat tego pokolenia jest również oparty na paradoksie wrażliwości. Każdy jest na tyle wrażliwy, że nie może zapomnieć o przeszłości, która determinuje jego teraźniejszość, a równocześnie jest obojętny na współczesność, w której nie potrafi uczestniczyć. To nie on idzie przez świat, lecz świat przechodzi przez jego pokój.

Bohater czuje się winny i odpowiedzialny za to, że klaskał, wyrażając tym samym poparcie dla komunistycznej powojennej władzy w Polsce, a nawet za grzechy dzieciństwa.

Nigdy nie zaznał szczęścia ani jako uczeń, ani jako kochanek, ani jako pracownik operetki. Teraz odczuwa romantyczną niemożność zatrzymania się na uczuciu, przeżyciu. Nie może nadać swojemu życiu sensu; jego życiorys składa się z – niepowiązanych żadnym celem – przypadkowych fragmentów. Jest dotknięty klęską bierności.

Bohater owładnięty został paraliżem osobowości; jego życie przybiera formę małej stabilizacji, co jest swoistą formą śmierci za życia. Już nie wierzy w nic. Męczy go świadomość własnej nijakości.
W dwudziestowiecznej psychomachii zło historii czyni z bohatera o wielu imionach (Dzidek, Tadzio, Wacek itp.) Nikogo czasów powojennych.

 

Profil psychologiczny everymana

  • Obawia się Boskiej sprawiedliwości w dniu śmierci – jak każdy człowiek nie był chyba wzorem cnót ani pobożności.
  • Ma dwoistą naturę – z jednej strony bardzo ceni życie doczesne z takimi jego urokami jak pieniądze, dobre jedzenie, seks. Z drugiej – jest uduchowiony, refleksyjny, pragnie zbawienia. Bardzo duże znaczenie ma dla niego życie duchowe.
  • Jest świadomy swojej trudnej sytuacji w świecie i tego, że jest istotą dualną i że w jego duszy (i o jego duszę!) toczy się nieustająca walka Dobra ze Złem.
  • Przeciętny, nie wyróżnia się niczym specjalnym.
  • Często czuje się osaczony.
  • Przerażony absurdem świata, zagubiony, czasem bierny.

 

Ewolucja bohatera

Everyman pojawił się w średniowiecznej twórczości jako symbol każdego człowieka i jego sytuacji egzystencjalnej. Jest bohaterem moralitetu z końca XV w. pt. Everyman. Kult indywidualizmu w renesansie zepchnął co prawda Everymana ze sceny literackiej, ale nie na bardzo długo – bo w zmienionej nieco formie, pojawił się już w baroku. Co prawda to trochę naciągana teza, ale dla potrzeb tego opracowania możemy ją przyjąć. Kolejne epoki odwróciły się od everymana – nie pozostawił dla niego miejsca oświeceniowy kult rozumu i romantyczny triumf indywidualizmu.

Triumfalny powrót everymana to dopiero XX i XXI w. – twórcy chcą pokazać sytuację człowieka wrzuconego w istnienie, zagubionego w świecie i przerażonego jego absurdem. Współczesny everyman pyta o sens życia i miejsce człowieka w świecie. Przykłady to: Józef K., bohater Procesu Kafki, bohater Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego czy bohater Kartoteki Tadeusza Różewicza. Nie znamy imienia ani nazwiska bohatera powieści Konwickiego ani imienia bohatera Kartoteki, który bywa nazywany np. Dzidkiem, Tadziem (!) czy Wackiem.

Zobacz:

Kim jest Everyman?

Everyman w literaturze

Przedstaw nawiązania do postaci Everymana w utworach literackich

 

Józef K. jako everyman

Józef K. jako everyman